
Joy Frederike Wiktoria Gessner urodziła się na Śląsku(!) 20 października 1920 roku – były to wówczas Austro – Węgry w miejscowości Troppau, Dziś miasto nazywa się Opawa i należy do Czech. Po rozwodzie rodziców wyjeżdża z matką do Wiednia. Tutaj rozpoczyna studia na Wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. W roku 1935 wychodzi za mąż ale małżeństwo po trzech latach się rozpada. Drugim mężem Wiktorii Fryderyki był szwajcarski botanik Peter Bally, a którym w 1939 roku wyjeżdża do Kenii. Z czasów drugiego małżeństwa pochodzi jej imię Joy. Również i to małżeństwo szybko kończy się rozwodem. Jednak Joy zostaje w Kenii na stałe a to za sprawą Georga Adamsona, którego poślubia w 1944 roku.

George urodził się 3 lutego 1906 roku w Etawah w Indiach (wówczas Indie były kolonią brytyjską). Wykształcił się w Anglii i jako 18 latek w roku 1924 przyjechał do Kenii aby pomagać ojcu na plantacji herbaty. Jednak pracy nadzorcy na plantacji nudziła go na tyle, że postanowił szukać przygód. Był poszukiwaczem złota, handlował kozami, organizował polowania i wreszcie w 1983 roku podjął tymczasowe zadanie strażnika parku narodowego.
Obydwoje poznali się w roku 1942 i dwa lata później byli już małżeństwem. George stał się inicjatorem zakładania parków narodowych w Afryce. Jako starszy łowczy kenijskiej Prowincji Północnej, do jego obowiązków należało czuwanie nad przestrzeganiem prawa łowieckiego, zwalczanie kłusownictwa oraz odstrzał drapieżników, które zagrażały ludziom. Gdy tylko było to możliwe Joy brała udział w podróżach męża po podległej mu prowincji, poznając u jego boku tajemnice dzikiej przyrody. Często przygarniała młode, osierocone zwierzęta i opiekowała się nimi u siebie w domu. Były to różne zwierzęta od małego góralka Pati po słoniątko Pambo, najsłynniejsza jednak miała się okazać Elza, która trafiła w jej ręce 1 lutego 1956 roku. W tym właśnie dniu zginęła jej matka (zabita przez Adamsona, ponoć lwica napadała na ludność we wiosce). Lwica osierociła trzy lwiątka. Dwa z nich trafiły do zoo w Rotterdamie a najmniejsza Elza została z Joy. Wychowywana w ich domu, miała być następnie przysposobiona do samodzielnego życia wśród dzikiej przyrody. gdy podrosła Adamsonowie rozpoczęli długi proces, który małymi krokami miał zaadaptować lwicę do życia na wolności.
Dorosła już Elsa znalazła na wolności partnera i urodziła trzy lwiątka, które niestety znowu trafiły na wychowanie do Adamsonów (ale szczegóły już w książce). Joy założyła fundację Elsa Wild Animal Appeal, a George porzucił pracę strażnika i całkowicie poświęcili się ratowaniu osieroconych kociąt, które do nich regularnie trafiały. Joy pisała również książki, które ukazywała się na całym świecie. Wszystkie honoraria szły na ochronę zwierząt, czym zyskała sobie uznanie i sympatię na całym świecie. Honorarium za polski przekład jej książek pt. “Moja lwia rodzina” przeznaczyła na ochronę polskich żubrów.
W 1970 roku drogi małżonków się rozeszły. George przeniósł się do Kora, wydzierżawił teren od władz prowincji i stworzył ośrodek Kampi ya Simba (”obóz lwa”) w którym kontynuował swoją pracę. Do 1978 roku wypuścił na wolność 23 osierocone lwy. Joy przeniosła się do Shaba, gzie zajmowała się lampartami. Samotna praca z lampartami w parku narodowym Shaba w północnej Kenii przyczyniła się do śmierci 70 letniej Joy Adamson. 4 stycznia 1980 roku znaleziono ją martwą w pobliżu ogrodzenia obozu, w którym mieszkała. Początkowo sądzono, że zaatakowało ją jakieś dzikie zwierzę, ale potem okazało się że ukradziono jej samochód, a głębokie rany zostały zadane ostrym narzędziem, co wskazywało na morderstwo przez kłusownika – rabusia. Okazało się, że mordercą był Paul Nakware Ekai z plemienia Turkana, który był zatrudniony przez Joy. Został on skazany za jej śmierć w 1981 roku na dożywotnie więzienie. W 2005 roku odwołał swoje zeznania i twierdził, że nie miał nic wspólnego z jej śmiercią. Część prochów Joy pochowano w miejscu gdzie zakopano jej ukochana lwicę Elsę.
Mimo że małżonkowie żyli w separacji śmierć żony mocno wstrząsnęła Georgem, który wycofał się z działalności publicznej i rzadko opuszczał swój dom w Kora – poświęcił się wyłącznie lwom, a pomagał mu mały zespół zaufanych pracowników. Obszary Kora nie były wówczas jeszcze objęte ochroną. Najechało jedno z plemion somalijskich. Somalijczycy przybyli tam wraz ze stadami kóz i wielbłądów, siejąc spustoszenie wśród dzikiej przyrody. Do 1988 roku wybili wszystkie słonie i nosorożce na całym obszarze oraz mordując strażników przyrody. W sierpniu 1989 roku zaatakowali kilku współpracowników Georga. Gdy pospieszył na ratunek swoim kolegom, został zamordowany – miał wówczas 83 lata. Pochowano go w Kampi ya Simba obok ukochanego lwa, syna Elzy, Boya.
Więcej o Georgu Adamsonie na stronie http://www.fatheroflions.org (po angielsku).
“ W całej Afryce dzikie zwierzęta są zagrożone przez kłusowników, przez suszę lub powodzie, wreszcie przez legalne wytępienie w celu zrobienia miejsca dla ludzi i pod uprawy. przeraża mnie myśl że pewnego dnia może dojść do zupełnego jej wyniszczenia. Im zaś dłużej żyję wśród zwierząt, tym bardziej chcę im pomóc i tym mocniej jestem przekonana, że ratując zwierzęta pomagamy też człowiekowi, bo przez wytępienie dzikich zwierząt zburzylibyśmy ten naturalny porządek, którego częścią składową sami jesteśmy”. – Joy Adams



