Tekst został zamieszczony w „Gazecie Wyborczej”, autor Pan Wojciech Jagielski.

(wstęp i skróty moje)

Wstęp.

Dlaczego ONZ jest bezradna?

Dlaczego, nie może zapewnić ochrony nawet obozom dla uchodźców. Nie może albo nie chce?

Z analizy magazynu „Forbes” wynika, że tworzący kontyngent ONZ Hindusi i Pakistańczycy nie wdają się w walki, za to coraz częściej oskarżani są o gwałty na dzieciach!

Dlaczego Unia Europejska i USA nie zamierzają angażować się w Kongu?

Dlaczego nikt też nie chce wysyłać swoich żołnierzy w ramach ONZ?

Dlaczego ONZ tuszuje aferę na trop której trafiło samo w ramach śledztwa przeprowadzonego w 2007 roku – grzmi BBC. Chodzi o najpoważniejszy zarzut wobec tej międzynarodowej agendy od czasów sprawy programu „Ropa za żywność”. Otóż zgodnie z nieoficjalnymi doniesieniami, które bazują na poufnych aktach ONZ, kontyngenty wojskowe w Kongo, największej misji wojskowej ONZ na świecie, miały handlować bronią w zamian za złoto – a korzystać miały na tym miejscowe bojówki. Przeczytaj tutaj

Kongo (Congo, Republika Konga, franc. République du Congo) – państwo w środkowej Afryce nad Oceanem Atlantyckim. Graniczy z Gabonem, Kamerunem, Republiką Środkowoafrykańską, Demokratyczną Republiką Konga. W czasach kolonialnych występowało pod nazwą Kongo Francuskie i Kongo Środkowe, a tuż po odzyskaniu niepodległości jako Kongo-Brazzaville.

Mapa

Prawie pięć i pół miliona ludzi zginęło w ciągu ostatniej dekady w Kongu-Kinszasa, jednym z największych i najnieszczęśliwszych krajów Afryki. To tak jakby wyginęli wszyscy mieszkańcy Danii czy Słowacji.

Od II wojny światowej nie było konfliktu równie krwawego i barbarzyńskiego co kongijski. Co gorsza, tamtejsza wojna wciąż trwa pochłaniając co miesiąc prawie 50 tys. ludzkich istnień. Połowa z nich to dzieci poniżej piątego roku życia.

Kongo-Kinszasa, nazwane przez Josepha Conrada „jądrem ciemności”, od początku swego istnienia w 1960 r. było areną makabrycznych pogromów, rzezi i domowych wojen, które nigdy nie pozwoliły temu przebogatemu w surowce krajowi stanąć na nogi. Żadna z niezliczonych wojen nie dorównywała jednak tej, która wybuchła w 1998 r. i trwała przez następnych pięć lat.

W pogrążonym w chaosie kraju walczyły ze sobą tuziny partyzanckich partii i tyle samo wojsk z innych państw afrykańskich. Część z nich wspierała rebeliantów, inne – rząd z Kinszasy. I jedne, i drugie za swoją służbę kazały sobie płacić zgodą na bezkarny rabunek kongijskich skarbów. W ciągu pięciu lat w kraju pozbawionym praktycznie rządu, prawa i niemal wszystkich instytucji składających się na państwo, zginęło ponad pięć milionów ludzi. Popełnione zostały też wszystkie chyba znane ludzkości zbrodnie z niewolnictwem, etnicznymi czystkami, masowymi gwałtami i ludożerstwem włącznie.

kongo

Mimo skali dokonujących się zbrodni, wspólnota międzynarodowa, tak aktywna dziś choćby w sprawie sudańskiego Darfuru, pozostawała wobec Konga całkowicie bierna. Dopiero w 2002 r. ONZ i Unia Afrykańska wymusiły na stronach kongijskiego konfliktu rozejm. Rok później rozpoczęła się w Kongu największa i najkosztowniejsza jak dotąd operacja pokojowa ONZ, która miała zaprowadzić tam raz na zawsze porządek.
Kilkanaście tysięcy żołnierzy w „błękitnych hełmach” pilnowało, by nikt nie złamał zawieszenia broni, a miliardy dolarów podarowanych i zainwestowanych w Kongu miały postawić ten kraj na nogi.
Kulminacją pokojowej misji miały stać się pierwsze w historii wolne wybory prezydenckie i parlamentarne w czerwcu 2006 r. Głosowanie przebiegło spokojnie. Ale gdy po długiej zwłoce opublikowano w końcu ich wyniki, w stolicy kraju Kinszasie doszło do ulicznej wojny między żołnierzami wiernymi prezydentowi Josephowi Kabili, ogłoszonego zwycięzcą elekcji, i jego głównym rywalem Jean-Pierre’m Bembą.
W zeszłym roku, mimo próśb i gróźb ONZ, wojna przeniosła się na wschód Konga, gdzie w krainie Kivu bunt podniósł jeden z partyzanckich komendantów Laurent Nkunda. Trwające przez niemal cały rok walki między rebeliantami Nkundy a wojskiem rządowym, wspieranym przez żołnierzy ONZ, sprawiły, że prawie milion ludzi straciło dach nad głową. W środę władze i partyzanci z Kivu podpisali kolejne, nie wiadomo już które porozumienie o ostatecznym przerwaniu walki.
Ale nawet nie wojna, lecz wywołana nimi oraz złodziejskimi rządami kolejnych prezydentów nędza i rozkład państwa są przyczyną, że co miesiąc z głodu i chorób, a także kul, ginie w Kongu więcej ludzi niż w ciągu całego roku na wojnach w innych częściach świata. Opublikowany właśnie raport amerykańskiej organizacji International Rescue Committe (IRC) i australijskiego instytutu Burneta stwierdza, że w 60-milionowym kraju trzy czwarte mieszkańców musi sobie radzić zarabiając mniej niż dolara dziennie. Nie mając pieniędzy na żywność, nie stać ich także na lekarstwa i lekarzy. Zresztą po czterdziestu latach grabieżczych rządów dyktatorów Mobutu Sese Seko i Laurenta-Desire Kabili (ojca obecnego prezydenta), w Kongu nie ma nie tylko szpitali, ale nawet dróg i kolei, które nigdy nie remontowane zostały zarośnięte przez dżunglę.

dzieci


Według raportu IRC, w Kongu-Kinszasie na opiekę medyczną dla statystycznego obywatela rząd wydaje rocznie 15 dol, podczas gdy w
USA suma ta przekracza 6 tys. Kongijczycy tysiącami umierają na choroby, które gdzie indziej są łatwo leczone – malarię, biegunki, gruźlicę. Ofiarą kongijskiego koszmaru padają przede wszystkim dzieci, głównie te najmłodsze, poniżej piątego roku życia. Według opublikowanego w tym tygodniu raportu UNICEF, Kongo-Kinszasa jest jednym z jedenastu najbiedniejszych i najnieszczęśliwszych krajów świata, w których aż jedna piąta dzieci nie dożywa nawet pięciu lat. Od kongijskich dzieci mniejsze szanse na piąte urodziny mają tylko te z zachodnioafrykańskiego Sierra Leone, również dochodzącego do siebie po dziesięcioletniej barbarzyńskiej wojnie z lat 90., w wyniku której w 5-milionym kraju zginęło prawie ćwierć miliona ludzi.

Autorem powyższego tekstu jest Pan Wojciech Jagielski.

Masowe gwałty są tam zjawiskiem powszechnym.

Gwałt jest stosowany jako narzędzie wojny toczącej się we wschodnim Kongu. W miarę jak nasilają się konflikty w tym regionie, kobiety coraz liczniej trafiają do szpitali. Często nie mają pojęcia, czy napastnicy pochodzili z milicji Mai Mai, zbuntowanych oddziałów Tutsi, czy też należeli do grupy dezerterów z różnych zbrojnych grup noszących dredy, nazywających się Rasta i znanych ze szczególnie brutalnego traktowania swych ofiar. Przemoc seksualna ma terroryzować i karać mieszkańców Konga popierających „niewłaściwą stronę” konfliktu. Jest ona tutaj tak rozpowszechniona, że organizacja Lekarze bez Granic twierdzi, iż 75 procent wszystkich przypadków gwałtu, z jakimi ma do czynienia na całym świecie, zdarza się we wschodnim Kongu. Liczba ofiar gwałtu szukających opieki medycznej rośnie, ponieważ konflikt, który już spowodował śmierć 4 milionów ludzi, rozpala się na nowo. Obrońcy praw człowieka twierdzą, że masowe gwałty to zjawiska powszechne w tym regionie. Towarzyszą im barbarzyńskie tortury, bicie ofiar pałkami, kaleczenie nożami, napaści z bronią. Wiele młodych kobiet zostało zmuszonych do seksualnego niewolnictwa.

congo_

Największe na świecie siły pokojowe ONZ, liczące ponad 17 tysięcy żołnierzy, niewiele zrobiły, by to powstrzymać. Główną formą zniechęcania do seksualnej przemocy są pojawiające się na ścianach domów napisy informujące, że gwałt jest nieludzki. Human Rights Watch twierdzi w swoim raporcie, że niektóre ugrupowania zbrojne traktują gwałty jako element taktyki zmierzającej do złamania poparcia cywilnej ludności dla ich przeciwników lub sposób karania innych grup etnicznych. (…) Szacuje się, że w miastach takich jak Shabunda zgwałcono 70 procent kobiet. Wiele pada ofiarą masowych gwałtów lub napastowane są wielokrotnie. Szpitale przyjmowały już nawet trzyletnie dziewczynki. Inne porywane były jako niewolnice seksualne i przetrzymywane w jamach w ziemi lub przywiązywane do drzewa.
Obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że znacząca jest nie tylko skala tego zjawiska, ale także towarzyszące mu okrucieństwo. Do szpitali trafiały kobiety, którym po gwałcie wpychano do pochwy kije i puszki. Zdarzały się też przypadki, że po zgwałceniu ciężarnych kobiet wycinano im płody
.

Dzieci żołnierze.

W Kongo walczy największa liczba dzieci – żołnierzy. Z trudem powracają one do normalnego życia. Brak perspektyw powoduje jednak, że ponownie biorą udział w walkach. Działalność organizacji międzynarodowych ma temu zapobiec. Z ponad 300 000 dzieci – żołnierzy co dziesiąte walczy w Kongo. W obliczu wykorzystywania tysięcy dzieci na wielu obszarach działań wojennych UNICEF wzywa rządy i strony konfliktów do zaprzestania rekrutacji najmłodszych, ochrony ich przed skutkami wojny oraz wsparcia programów reintegracji dzieci – żołnierzy ze społeczeństwem. Wszystkie grupy walczące rekrutują dzieci.

dziecko zolnierz

Niektóre oddziały we wschodniej części Kongo składają się w ponad 60% z chłopców i dziewczynek. “Szacujemy, że w całym kraju zostało rekrutowanych ponad 30 000 dzieci – żołnierzy. Są one wykorzystywane jako żołnierze, tragarze, kucharze i służba. Dziewczynki wykorzystywane są seksualnie” powiedział Gianfranco Rotigliano, przedstawiciel UNICEF w Kongo.

Brak komentarzy do “Kongo”

Trackbacks/Pingbacks

  1. Kongo znaczy myśliwy | AstroTranslatio - [...] Polecam też artykuł Wojciecha Jagielskiego: Kongo wciąż jest jądrem ciemności. [...]

Skomentuj