Dlaczego tej pory żaden z liderów reżimu nie odpowiedział za dokonane zbrodnie?

Dlaczego Pol Pot, główny sprawca ludobójstwa, nie odpowiedział za swoje czyny?

Dlaczego dziś za cenę pokoju i świętego spokoju pozwala się dawnym oprawcom bezkarnie powrócić do normalnego życia?

Dlaczego, po raz kolejny ONZ nie zareagowało żeby uratować niewinnych ludzi?

Dlaczego dopiero 30 lat po upadku zbrodniczego kambodżańskiego reżimu Czerwonych Khmerów, w Phnom Penh rozpoczął się pierwszy proces wysokiej rangi przedstawiciela tego ugrupowania?

Ale dlaczego sądzi się tylko 5 osób?

Kambodża, Królestwo Kambodży (kambodżański trl. Kâmpǔchéa, Preăhréachéanachâkr Kâmpǔchéa) w latach 1976-1989 Kampucza to państwo w południowo-wschodniej Azji, na Półwyspie Indochińskim, nad Zatoką Tajlandzką. Graniczy od zachodu i północy z Tajlandią (długość granicy – 803 km), od północy z Laosem (541 km), a od wschodu z Wietnamem (930 km). Administracja Kambodży dzieli się na 20 prowincji (khett).

Mapa

Pol Pot urodził się w 18, 19 albo 25 maja 1925, 1927 lub 1928 roku w prowincji Kompong Thom. Historycy do dziś nie potrafią ustalić dokładnej daty. On sam powiedział przed rokiem, że jego matka wypisała datę urodzenia kredą na ścianie i był to styczeń 1925 roku. Nazywał się wtedy Saloth Sar – Pol Pot to partyzancki pseudonim, który przyjął wiele lat później. Gdy podrósł, rodzina postanowiła, że poświęci się religii. Spędził sześć lat w buddyjskim klasztorze, najpierw jako uczeń, potem jako mnich. Gdy wiele lat później stał się władcą Kambodży, kazał plądrować buddyjskie świątynie. W tych, których nie strawił ogień, powstawały burdele dla żołnierzy. Z 60 tys. mnichów, którzy żyli w Kambodży przed rządami Czerwonych Khmerów, zagładę przetrwało ok. 3 tys. W 1948 roku Saloth Sar znów pojechał do Phnom Penh, by uczyć się ciesielstwa, ale niewiele zdążył się nauczyć. Rok później dostał bowiem stypendium na naukę radioelektryki w Paryżu. Statek do Francji odpływał z wietnamskiego Sajgonu, największej metropolii francuskich Indochin. Miasto musiało zrobić na nim duże wrażenie, ale ponoć jeszcze większe wywarła powszechna pogarda wobec, jak określali Khmerów Wietnamczycy, „ciemnych małp z gór”. Na każdym kroku wyśmiewano się z niego, poniżano, lekceważono. 30 lat później zgotował wietnamskiemu ludowi Cham zamieszkującemu Kambodżę rzeź.

Przybywając do Francji, Saloth Sar miał już pewne pojęcie o komunizmie. Prawdopodobnie był nawet członkiem komunistycznej partii Indochin. Wkrótce po przyjeździe został przyjęty do Francuskiej Partii Komunistycznej, do sekcji kambodżańskiej. Tam poznał swą przyszłą żonę, osiem lat starszą Khieu Ponnary, pierwszą w historii Kambodży kobietę, która zdobyła uniwersyteckie wykształcenie. Jej brat Khieu Samphan, późniejszy ideolog Czerwonych Khmerów, miał na długie lata stać się dla Salotha Sara jednym z najbliższych towarzyszy walki – i mordów. To on wymyślił podobno koncepcję Roku Zerowego, którą Pol Pot próbował wcielić w życie kosztem setek tysięcy ludzkich istnień. Z braku czasu, a może umiejętności, nie potrafił utrzymać średniej ocen, niezbędnej do zachowania stypendium. Wreszcie w 1953 roku wrócił do kraju. Pol Pot twierdził, że prawdziwe przebudzenie jego świadomości politycznej nastąpiło właśnie wtedy, po powrocie do Kambodży. Zobaczył pogłębiające się ubóstwo ludzi i społeczną niesprawiedliwość, które nie zniknęły wraz z upadkiem kolonialnych rządów francuskich. W połowie lat 50. francuskie Indochiny rozpadły się, powstały niezależne państwa – Kambodża i Wietnam. Komuniści wietnamscy pozostali wierni ojczyźnie komunizmu – ZSRR, podczas gdy kambodżańscy związali się Chinami Mao. Następne niemal 20 lat Saloth Sar spędził na cierpliwej działalności konspiracyjnej, powoli pnąc się po szczeblach partyjnej hierarchii. W 1960 roku, po tajemniczej śmierci dotychczasowego przywódcy ruchu Tou Samoutha, stanął na szczycie. Wielcy oprawcy rzadko dochodzą do władzy dzięki własnej wielkości. Częściej na tron wynosi ich zrządzenie losu, zbieg historycznych okoliczności, błędy innych. Potęgę Czerwonych Khmerów stworzyli pospołu król Sihanouk, dyktator Lon Nol, Wietnamczycy i Amerykanie lub – ujmując rzecz bezosobowo – stworzyła ich wojna w Wietnamie. W Phnom Penh rosło niezadowolenie z autorytarnych, skorumpowanych rządów Sihanouka, który do tego zamiast siedzieć w kraju, spędzał czas między Paryżem i Moskwą. W marcu 1970 roku generał Lon Nol, najbardziej proamerykański członek rządu Sihanouka, dokonał przewrotu, przejmując władzę. Sihanouk wezwał naród do walki z uzurpatorem. W tej walce postanowił oprzeć się na swych dotychczasowych wrogach – Czerwonych Khmerach. Mieszkańcy Phnom Penh witali Czerwonych Khmerów z nadzieją na lepsze życie. Miasto z trudem znosiło spowodowane napływem uchodźców przeludnienie, panował w nim brud, bieda, bezrobocie. Co prawda przez pięć lat wojny domowej ludzie zdążyli się nasłuchać opowieści o brutalności komunistów, ale też mieli już dość skorumpowanych rządów Lon Nola i wcześniej arystokratycznej dyktatury Sihanouka. Czerwoni Khmerzy jawili się im jako bojownicy o sprawiedliwość i lepsze społeczeństwo. Witano ich więc z niepewnością, ale przyjaźnie, często wręcz radośnie. Odziani w czarne mundury tajemniczy żołnierze rzadko się jednak uśmiechali. Byli zmęczeni walką, a wiedzieli, że to nie koniec ich rewolucyjnej pracy.Nikt, nie tylko w Kambodży, ale i w centrali CIA, nie miał zielonego pojęcia ani kim są Pol Pot, Ieng Sary, Khieu Samphan, Ta Mok, Noun Chea i inni członkowie partyjnej wierchuszki, ani jakie są ich zamiary. Wyszli z dżungli i dżungla tajemnicy otaczała ich od początku do końca.

ludzie1

Pierwszy rozkaz wydany przez nowych władców wprawił rozradowanych mieszkańców miasta w osłupienie: ewakuować wszystkich. Ewakuację tłumaczono groźbą amerykańskich bombardowań. – Nie widząc żadnego konkretnego powodu, dla którego mielibyśmy się im opierać, staliśmy się z dnia na dzień narodem bezdomnych uciekinierów – wspomina Thida B. Mam. – Gdy się zorientowaliśmy, że opuszczenie miasta to był podstęp, mający pozbawić nas wszystkiego, co mieliśmy, było za późno, by cokolwiek zrobić. W ciągu paru dni staliśmy się całkowicie zależni od Czerwonych Khmerów, nawet w takich sprawach, jak jedzenie, informacje i samo przetrwanie.Ten sam manewr zastosowano we wszystkich miastach i miasteczkach. Ludziom nie dawano czasu nawet na to, by spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Nikogo nie pominięto. Tych, którzy nie mogli lub nie chcieli posłuchać rozkazu, zabijano na miejscu.

Rok Zero

Czerwoni Khmerzy, nazywający siebie Angkar, czyli Organizacją, ogłosili rok 1975 Rokiem Zero. Pierwszy ich edykt brzmiał następująco:

1. Ewakuować wszystkie miasta;

2. Zlikwidować wszystkie rynki;

3. Znieść wszelki pieniądz;

4. Pozbawić wszystkich mnichów buddyjskich statusu mnicha i skierować ich do pracy na polach ryżowych;

5. Wykonać egzekucję wszystkich przedstawicieli reżimu Lon Nola;

6. Ustanowić komuny rolnicze w całym kraju;

7. Wypędzić całą ludność pochodzenia wietnamskiego;

8. Rozmieścić wojska wzdłuż granic, szczególnie wzdłuż granicy z Wietnamem.

Pol Pot i jego „bracia” głosili, że stworzą nowe, lepsze społeczeństwo, oparte na równości i wspólnej własności. W przeciwieństwie do swych europejskich towarzyszy uważali jednak, że aby umożliwić komunistyczny rozwój, trzeba się najpierw cofnąć do poziomu społeczeństwa agrarnego, zburzyć stary, zepsuty porządek, zacząć wszystko od nowa na oczyszczonym gruncie. Stąd Rok Zerowy.Rodziny podzielono wedle przydatności do grup roboczych. Dorośli szli do prac ciężkich, dzieci i starcy do lżejszych. Ludzkie życie składało się odtąd z pracy w polu i ideologicznych pogadanek po pracy. Każdego roku po porze sadzenia i siania następowała pora mordowania. Społeczeństwo oczyszczano z burżuazyjnych pozostałości. Tysiące ludzi umarło z braku pomocy medycznej. W kraju nie było już lekarzy, a ideologia samowystarczalności nie pozwalała sprowadzać leków z zagranicy. Dopuszczano jedynie tradycyjne, khmerskie, metody leczenia. Wielu zmarło z głodu. Obowiązywała zasada, że im mniej ktoś pracuje, tym mniej je. Ludzie zmęczeni pracą mniej pracowali, więc i mniej jedli. Brak jedzenia pogłębiał ich wycieńczenie. Pracowali jeszcze mniej, więc jeszcze mniej dostawali do jedzenia. Aż wreszcie umierali.

Zachować cię to żaden zysk, zniszczyć to żadna strata – brzmiało hasło Czerwonych Khmerów. Pola i lasy zapełniały się trupami.

Nowy system społeczny uparcie nie chciał działać. Niedożywieni, zmęczeni, zaszczuci ludzie okazali się złymi robotnikami rolnymi. Tak jak w Chinach podczas Wielkiego Skoku niższe kadry partyjne bezpośrednio odpowiedzialne za wyniki w terenie zawyżały dane o plonach, by zachować głowę. Po odprowadzeniu obowiązkowej daniny do centrum we wsiach zostawało więc coraz mniej jedzenia. Ci, którzy zdawali sobie sprawę z błędów, bali się mówić. Organizacja była bowiem nieomylna. Każdego, kto podważał ten dogmat, uznawano za wroga i likwidowano. Osoby „podejrzane o współpracę z obcymi wywiadami” – także kobiety i dzieci – przesłuchiwano do śmierci w Tuol Sleng, dawnej szkole w stolicy. Z ok. 16 tys. uwięzionych w Tuol Sleng przeżyło tylko siedem osób.

Ślepo wierząc w swą potęgę, Pol Pot zadarł z Wietnamem i został skarcony. Wietnamska inwazja w ciągu kilkunastu dni położyła kres rządom Czerwonych Khmerów. Pol Pot schronił się gdzieś w Chinach. Przez dwa lata było o nim cicho. Trawił gorycz porażki, zbierał siły do dalszej walki. W 1981 roku znów zawarł sojusz z Sihanoukiem – razem podjęli partyzancką walkę z „wietnamskimi marionetkami” z Phnom Penh. Wspierał ich Pekin, Bangkok i po cichu Waszyngton, wszyscy z obawy przed wzrostem potęgi Hanoi. Pod koniec lat 80., wraz z końcem zimnej wojny, wojna w Kambodży przestała być komukolwiek potrzebna. Pod egidą ONZ strony konfliktu pogodziły się ze sobą i zgodziły na przeprowadzenie w 1993 roku wolnych wyborów. Pol Pot bał się, że pokój będzie oznaczał koniec jego potęgi, a może nawet początek sądu. Postanowił, że Czerwoni Khmerzy nie wezmą udziału w wyborach i będą kontynuować walkę z rządem wietnamskich agentów Hun Sena. Ta decyzja była jednak początkiem jego końca. Zmęczeni życiem w dżungli, podstarzali bracia mieli już dosyć walki. Tym bardziej że z czasem miejsce ideałów zajęła miłość do pieniędzy, których nie udało im się znieść na trwałe. Pol Pot stał się elementem przetargowym. Dla Czerwonych Khmerów żywy Pol Pot był jak straszak na polityków w Phnom Penh, którzy mają za sobą współpracę z Czerwonymi Khmerami. W każdej chwili współpracownicy Pol Pota mogli go oddać pod międzynarodowy trybunał. Martwy i milczący stanowił ostateczną cenę za powrót do Phnom Penh.

ludzie

- Moje sumienie jest czyste – te słowa usłyszał świat od Pol Pota po 18 latach milczenia kata. Zrobiliśmy pewne błędy, czasem postępowaliśmy wbrew dobru narodu, przyznał w wywiadzie Thayerowi, ale „bez naszej walki nie byłoby dziś Kambodży”. Wedle Pol Pota Wietnamczycy chcieli go zamordować, wiedząc, że tylko on stoi im na drodze do wchłonięcia Kambodży.Świadectwa swej zbrodni nazwał wietnamskimi falsyfikatami, twierdząc, że nigdy nie słyszał ani o masowych egzekucjach, ani o Tuol Sleng. Jego zdaniem podczas rządów Czerwonych Khmerów zginęło nie, jak twierdzi świat, od 1,5 do 3 mln ludzi, ale co najwyżej 30 tys. – głównie zdrajców i agentów. To był ostatni raz, gdy świat zobaczył i usłyszał Pol Pota. Kiedy w 1998 roku ujrzał go ponownie, był już niemy. Jego zwłoki spalono, tak jak zwłoki Hitlera. Autopsji nie przeprowadzono, jedynym dowodem są zdjęcia i relacje tajlandzkiego oddziału medycznego, który dokonał oględzin ciała. Tylko czekać, aż pojawią się plotki, że Pol Pota widziano niedawno w Bangkoku czy w Pekinie, albo w Buenos Aires.

Minęło 30 lat od obalenia Czerwonych Khmerów. Reżim Pol Pota kosztował życie 1,7 mln a może i 3 mln ludzi, czyli prawie co trzeciego lub czwartego mieszkańca Kambodży. Zabijano nawet za noszenie okularów, ludzie umierali z głodu, wycieńczenia, chorób. Wielu przywódców dawnych Czerwonych Khmerów należy teraz do rządzącej Ludowej Partii Kambodży. W pokazowych procesach skazano tylko garstkę niższych rangą urzędników.

ONZ-owski trybunał sądzi zaledwie pięciu głównych przywódców reżimu!!!

Pozostałością po wojnie z Wietnamem i reżimie Czerwonych Khmerów jest blisko 6 milionów ładunków wybuchowych zagrażających cywilnej ludności Kambodży każdego dnia. Miny nie zabijają, miny urywają ręce, nogi kobietom, dzieciom …

Cambodia Trust, czyli „Fundusz dla Kambodży”, to nazwa brytyjskiej organizacji pozarządowej, która od 1989 roku pomaga osobom okaleczonym przez miny przeciwpiechotne i ofiarom polio. Tutaj ich strona.

Wstrząsająca historia Youk Chang’a – tutaj

Gazeta Wyborcza – 25/04/1998

Jeden komentarz do “Kambodża”

  1. „Nikt, nie tylko w Kambodży, ale i w centrali CIA, nie miał zielonego pojęcia ani kim są Pol Pot, Ieng Sary, Khieu Samphan, Ta Mok, Noun Chea i inni członkowie partyjnej wierchuszki, ani jakie są ich zamiary. Wyszli z dżungli i dżungla tajemnicy otaczała ich od początku do końca. ”

    Co za brednie! CIA dokładnie wiedziała kim oni byli, tak samo jak Francja. Edukacja Pol Pota przebiegła we Francji. Tylko naiwni mogą wierzyć, że to nie miało wpływu na jego dalsze losy w Kambodży. Podobnie jak USA szkoli swoich przywódców – dyktatorów Ameryki Pd, tak tutaj przy Francuzach jakoś podobne wrażenie mnie nie opuszcza. Przy nawale komunizmu wietnamskiego i chęci kontynuowania wojny, taki „lider” to klucz do zysków.
    Jak to się stało, że dopiero 30 lat po upadku reżimu niektórzy jego przedstawiciele staneli przed sądem?
    Zachodni świat już wiele razy pokazał swe oblicze. Czekajmy tylko aż trafi na nas, to może się obudzimy.

Skomentuj