Tekst pochodzi ze raportu Amnesty International.
(Wstęp mój).
Wstęp.
Dlaczego wojska ONZ wycofały się z Czadu (w tym także Polacy)?
Dlaczego jedyną reakcją świata jest wysyłanie żołnierzy a później ich wycofywanie?
Dlaczego pozornymi działaniami uspokajana jest opinia publiczna?
Konflikt w Czadzie związany jest z toczącą się od czterech lat wojną w sąsiednim sudańskim Darfurze. Prezydent Czadu pochodzi z tej samej grupy etnicznej co rebelianci w Darfurze.

Czad stał się aktorem konfliktu pod koniec 2005 roku, gdy uaktywniła się – wspierana przez rząd Sudanu – czadyjska zbrojna opozycja, mająca swoje siedziby w Zachodnim Darfurze. Odpowiedzią na działania Chartum, było udzielenie otwartego poparcia sudańskiej opozycji. W konsekwencji konflikt w Darfurze rozszerzył się na wschodnią cześć Czadu, a ludność tam mieszkająca została narażona na ataki Janjawid, wspieranych przez lokalne grupy zbrojne. Ataki te mają podłoże rasistowskie. Czad i Sudan, oskarżają się wzajemnie o szkolenie, uzbrajanie i sponsorowanie paramilitarnych, opozycyjnych grup. Spowodowało to, że 28 listopada 2006 roku Czad ogłosił, że jest w stanie wojny z Sudanem.
W konsekwencji już 110 tys. osób uciekło ze swoich domów. Dodatkowo w Czadzie schronienia szuka ponad 40 tys. uchodźców z Republiki Środkowoafrykańskiej i 230 tys. z Darfuru. Groźba wybuchu kryzysu humanitarnego jest niezwykle wysoka, a zachorowania na malarię i czerwonkę są coraz częstsze.
„Razem z nami, na pole tuż za wioską, zaprowadzili 19 mężczyzn. Każdemu związano ręce z tyłu. Było tam również około 50 uzbrojonych mężczyzn.
Mężczyzna w zielonym mundurze podszedł do ustawionych w linii mężczyzn i zaczął, jednemu po drugim, strzelać w tył głowy. Kiedy kula nie wystarczyła, używał kija aby dobić, uderzając w głowę. Wszyscy zostali zabici.” – 14-letnia dziewczynka, świadek egzekucji 19 mężczyzn z wioski Wirrike dokonanej w październiku 2006 r.
Bez wątpienia to 10 milionowe państwo nie potrafi bądź nie jest w stanie zapewnić ochrony potrzebującym. Niedopuszczalne jest jednak, aby każdego dnia podstawowe prawa znajdującej się tam ludności, zarówno uchodźców z Darfuru, jak i obywateli Czadu, były łamane. Ochrona cywilów stanowi obowiązek każdego państwa i nie wygasa on wraz z rozpoczęciem działań wojennych.
„Za każdym razem, gdy rozpoczynał się atak, błagaliśmy wojsko aby nam pomogło. Znajdowali się jedynie 2 kilometry od nas. Nigdy nie przybyli. Innym razem powiedzieli nam: «Jesteśmy z Wami. Ochronimy Was» Jednakże słowa to nie wszystko… Nie jesteśmy uważani za obywateli tego kraju. Chcą naszej śmierci.” – Abakar Ramadan, Imam z Koloy
Amnesty International odnotowała wiele przypadków, w których prośby lokalnej ludności o ochronę, kierowane do dowódców sił zbrojnych, były odrzucane, narażając całe wioski na brutalne ataki Janjawid. Prezydent Czadu zwrócił się do NZ o pomoc w ochronie ludności cywilnej, jednakże cofnął tę prośbę. Niestety przełom 2006 i 2007 to eskalacja konfliktu na niespotykaną dotąd skalę.
Metodyczne gwałty jako broń wojenna
„Spałam, gdy zaatakowali wioskę. Zostałam schwytana przez atakujących wraz z wieloma innymi kobietami. Potem kazali nam iść przez trzy godziny. W czasie dnia byłyśmy bite a oni mówili, że «Wy, czarne kobiety, wytępimy was, nie macie żadnego Boga». Wieczorem zostałyśmy wiele razy zgwałcone.” – Kobieta z wioski Disa.
Wzmagające się zagrożenie i niebezpieczeństwo uderza w kobiety, które stają się częstymi ofiarami wielokrotnych i zbiorowych gwałtów.
„Gdy próbowaliśmy uciec zabili dzieci. Zgwałcili kobiety. Widziałem wiele gwałtów na kobietach i dziewczynkach popełnianych przez Janjawid. Oni są szczęśliwi, gdy mogą to zrobić. Podczas gwałtu śpiewają i mówią im że są jedynie niewolnikami i mogą z nimi zrobić cokolwiek zechcą.” – A. 37-letni mężczyzna z Mukjar.
Gwałty stały się bronią używaną podczas walki. Dokonywane są publicznie, na oczach mężów i dzieci. Przed egzekucją, Janjawid zmuszają mężczyzn do oglądania gwałtów popełnianych na matkach, żonach i córkach. Kobiety, zaś upokorzone i bezsilne, są wypuszczane, sprzedawane lub zatrzymywane aby służyć jako niewolnice, zmuszane do prostytucji. Ponadto, Amnesty International odnotowała wiele przypadków gwałtów dokonanych na nieletnich dziewczynkach i kobietach w ciąży.
„Po sześciu dniach kilka dziewczynek wypuszczono. Jednakże inne, nawet ośmioletnie, nadal były przetrzymywane. Od pięciu do szczęściu mężczyzn gwałciło nas na zmianę, jedną po drugiej, godzinami, każdego dnia, każdej nocy. Mój mąż nie przebaczył mi, wyparł się mnie” – S. z wioski Silaya, była w piątym miesiącu ciąży, gdy została zgwałcona przez Janjawid.
Pobyt w obozie dla uchodźców czy wewnętrznie przesiedlonych nie zmniejsza istniejącego zagrożenia. Kobiety narażona są na ataki, np. gdy zbierają drewno czy pracują na polu.
Ataki mają wzmóc poczucie strachu. Jednocześnie, trzeba podkreślić, że zgwałconej kobiecie oprócz traumatycznych przeżyć i upokorzenia, towarzysz powszechna stygmatyzacja w obrębie społeczności. Gwałt postrzegany jest jako temat tabu, a kobieta, która była jego ofiarą jako niegodna, przez co następuje wyparcie jej na margines społeczny.
„Najpierw zabrali mi córkę i rzucili ją na ziemię. Następie dwóch z nich zgwałciło mnie. Po tym jak sobie poszli, wróciłam z córką do obozu. Nikomu nie mówiłam co mi zrobili, gdyby wiedzieli, mój mąż mógłby się zdenerwować. Nie wiem jakby zareagował, gdyby się dowiedział.” – kobieta z Koloy, zgwałcona niedaleko obozu Gouroukoun.
Kobiety w obozie dla uchodźców w Bredjing w Czadzie.
Realizowana przez Unię Afrykańską misja nie zdołała powstrzymać dotychczasowej przemocy i zapobiec jej dalszej eskalacji. Bez wątpienia, jednym z powodów jest to, że mandat tych oddziałów został ograniczony wyłącznie do doradztwa oraz zapewniania bezpieczeństwa w obozach. Według świadków, jednak, do większości ataków dochodzi poza obozami.
„Sytuacja w obozie dla uchodźców wewnętrznych w Habili była bardzo zła. Często napadano na ludzi, którzy opuszczali obóz w poszukiwaniu drewna na opał. Mężczyzn zabijano, a kobiety często gwałcono na miejscu. Żołnierze Janjawid zabili 18 mężczyzn, którzy opuścili obóz. Czterech zastrzelili, pozostałych pobili na śmierć. Opuściłam Habilę, bo dwa miesiące przed tym jak dostałam się do Czadu, podczas zbierania drewna, Janjawid ostrzegli mnie: «Kiedy wadi będzie pełne, to was tam utopimy»” – 40-letnia kobieta z wioski Tullus w Zachodnim Darfurze.
AMIS cierpi na poważne braki kadrowe, finansowe i logistyczne. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem będzie zastąpienie obecnych oddziałów przez wojska Narodów Zjednoczonych, które posiadają niezbędne doświadczenie i zasoby dla sprawnego zabezpieczenia misji. Niestety po raz kolejny okazuje się, że ONZ nie bardzo chce podjąć polityczną decyzję. Rządy krajów na całym świecie nie chcą posyłać własnych żołnierzy tam gdzie nie ma realnych korzyści finansowych. W Czadzie pomocy potrzebują tylko ludzie a walczy się tylko z ropę! Świat patrzy i milczy…. Dlaczego?
Tekst pochodzi ze raportu Amnesty International
Przeczytaj więcej:
Czad – kraina niekończących się nieszczęść
Historie zapomnianych konfliktów
Czy Czad to także sprawa Polska?



