Na temat brazylijskich slumsów krążą legendy. Favele w Rio są już równie sławne jak samo miasto. W prasie, Internecie można się dowiedzieć, że to bardzo niebezpieczne dzielnice gdzie na prawo i lewo handluje się narkotykami, a uzbrojone w broń palną bandy „straconego pokolenia” strzelają do wszystkiego co się rusza a zwłaszcza do turystów, którzy mają w sobie tyle głupoty aby znaleźć się w tym niesamowitym piekle! Ten stereotyp zakazanych miejsc jest nadal bardzo silny ale czy prawdziwy? Gdy byłem w Rio po raz pierwszy, dziesięć lat temu, nawet okolice Copacabany nie należały do najbezpieczniejszych a co dopiero slumsy. Wtedy zdecydowanie wyprawa w tamte rejony miasta mogła skończyć się dla turysty źle. Pamiętam, że jakieś lokalne biuro oferowało wycieczkę dżipem do faveli i w informacji było wyraźnie napisane, że jest to tylko przejazd samochodem terenowym i okna w aucie muszą być cały czas zamknięte! Wówczas pomyślałem, że wygląda to jak safari wśród ludzi i zdecydowanie nie będę do czegoś takiego przykładał ręki. Zrezygnowałem.

Minęło dziesięć lat. Miasto stało się dużo, dużo bardziej bezpieczne niż wówczas gdy byłem tutaj pierwszy raz. Znowu wróciła do mnie myśl aby pojechać zobaczyć jak wygląda życie w favelach. Tym razem okazało się, że wycieczek jest całe mnóstwo. Z biegiem lat wycieczki do faveli stały się jednymi z najbardziej popularnych i odbywają się po kilka razy dziennie. Na szczęście nie jest to, już „ludzkie safari” ale spacer i możliwość bezpośredniej obserwacji żyjących tam ludzi i co tu dużo mówić swoistej kultury faveli, bo dzielnice biedy przez dziesięciolecia, a raczej ludzie tutaj mieszkający stworzyli własny świat, który rządzi się własnymi prawami i nie jest to już „Zakazane Miasto Boga”. Spośród wielu biur oferujących wycieczki do faveli wybrałem jedno, to które poza samą wycieczką oferowało coś więcej.

Właścicielem biura „Favela Tour” jest Marcelo Armstrong, Brazylijczyk, który jest pionierem wycieczek właśnie do tych najbiedniejszych dzielnic Rio.  Jako jeden z pierwszych zaczął takie wycieczki organizować ale z dużym naciskiem na poznanie tamtejszej kultury, poznanie ludzi a nie oglądanie ich jako atrakcji turystycznej. Poza tym jego biuro czynnie pomaga w poprawie warunków życia w favelach, utrzymaniu i finansowaniu małej szkoły i pomocy dzieciakom. Renoma jaką ma w tej chwili jego biuro gwarantowała, że nie będzie to zwyczajna wycieczka ale możliwość, choć może to zbyt duże słowo, zrozumienia fenomenu jakim stały się brazylijskie favele.

Ponoć tylko w samym Rio de Janeiro jest aż 950 faveli. Każda z nich to osobna „dzielnica” a w sumie mieszka w nich 20% całej populacji zamieszkującej miasto. Dla większości mieszkańców Rio favele są tak odrębną częścią ich życia, że nawet nigdy nie byli w tej części miasta. Nie interesuje ich co się tam dzieje, ba miałem wrażenie, że niewiedzą nawet, że tam mieszkają ludzie. W świadomości bogatszego mieszkańca Rio favele nie istnieją! Nie ma żadnego zainteresowania biedną częścią miasta wśród bogatszych współmieszkańców. Favele są jakby tajemnicą dla większość ludzi, którzy tam nie mieszkają jakby światem, który nie istnieje, choć widoczny jest niemal z każdego miejsca w Rio i istnieje ponad sto lat!

W 1887 roku żołnierze, wśród których większość stanowili dawni niewolnicy, zostali wysłani do miasta Canudos w stanie Bahia do stłumienia groźnej rebelii. Za pomoc obiecano im ziemię w Rio, na której będą mogli zbudować swoje domy. Zadanie zostało wykonane i wojownicy udali się do Rio, ale rząd nie zamierzał wywiązać się z wcześniejszych zobowiązań. Nie mając innego wyjścia, porzucili służbę w armii i zaczęli osiedlać się na Morro da Providencia – wzgórzu leżącym za miastem. Większość prostych, niewielkich domów zbudowali z gałęzi krzewów zwanych Ravela lub Faveleira, które porastały wzgórza. Ten sam łatwo dostępny i niezwykle wytrzymały materiał był wykorzystywany do tworzenia kolejnych osad na sąsiednich wzniesieniach. Zaczęto je również nazywać favelas.

Mniej więcej w tym samym okresie w Brazylii zniesiono niewolnictwo. Radość ludzi, którzy myśleli, że oto jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ich życie zmieni się na lepsze nie trwa długo. Znali przecież tylko jeden sposób egzystencji – od zawsze ktoś za nich decydował, mówił, co, kiedy i jak mają robić. Brak umiejętności samodzielnego myślenia i decydowania o sobie sprawił, że to nowe, długo wyczekiwane, wolne życie przeraziło ich. Prawie wszyscy pozostali w posiadłościach swoich dawnych panów. Jednak wraz z rozwojem techniki nie było już potrzeby zatrudniania tak dużej ilości ludzi. Byli niewolnicy byli zmuszeni opuścić plantacje i pojechać do dużych miast w poszukiwaniu pracy. Biedacy wznosili więc prymitywne schronienia na niezabudowanych wzgórzach, a gdy brakowało miejsca dobudowywali piętra nad już istniejącymi budynkami. Każdy metr kwadratowy był natychmiast spożytkowany na kolejną dobudówkę. Wolne zostały tylko niewielkie przestrzenie – wąskie uliczki, którymi mieszkańcy przedostawali się do swoich domów. Stale rosnącej populacji coraz bardziej doskwierał brak pracy i perspektyw. Ze zwykłych biedaków stali się nędzarzami, a skrajne ubóstwo doprowadziło ich do  demoralizacji.

Jest jeszcze inny powód budowania przedziwnych konstrukcji niektórych domostw w favelach. W Brazylii obowiązywał przepis, według którego po pięciu latach zajmowania kawałka ziemi nabywa się prawa do jego wiecznego użytkowania. Jeśli więc komuś ten czas udaje się przetrwać, dobudowuje piętro, a po nim kolejne. Wszystko po to, aby czerpać drobny zysk z wynajęcia dodatkowej powierzchni lub zapewnić miejsce do życia swoim dzieciom i wnukom. Rio de Janeiro było miastem bezpiecznym mniej więcej do lat 50. XX wieku. W następnych dekadach było już tylko coraz gorzej. Po zmroku ulice pustoszały. Mówiło się, że „wszelkie zło schodzi z gór” – bo to właśnie tych, którzy mieszkali w favelach czyniono odpowiedzialnymi za większość napadów i rozbojów. Wraz z upływem lat liczba biednych dzielnic stale rosła.

Jeszcze niedawno nikomu, żadnej władzy nie udało się narzucić kontroli nad terenami zajętymi przez favele. To obszar, gdzie nie obowiązuje prawo państwowe, dlatego wkroczyły tutaj gangi narkotykowe i ustaliły własne reguły. Slumsy stały się największym rejonem dystrybucji narkotyków. Rywalizacja o dominację czy krwawe porachunki to mroczny obraz tutejszego życia. Co pewien czas dochodziło tutaj do walk pomiędzy policją a narkotykowymi kartelami. Do najbardziej spektakularnej akcji doszło w listopadzie 2011 roku. Na teren Vidigal w nocy z 12 n a13 listopada weszła policja, wspomagana przez 1,5 tysiąca komandosów, wojsko i pojazdy opancerzone. Operacja przejęcia kontroli nad dzielnicą trwałą niespełna dwie godziny. Na padł ani jeden strzał. Była to pierwsza w dziejach walk z narkotykową mafią tak sprawnie przeprowadzona akcja.

W favelach warunki życia zaczynają się po woli poprawiać. Zmniejsza się wskaźnik przestępstw, a także zwiększają szanse na spokojną egzystencję. Ogromna większość mieszkańców to ciężko pracujący ludzie, którzy każdego dnia schodzą ze swych wzgórz, by zarobić na skromny byt. Pomimo skrajnych warunków, większość mieszkańców usiłuje żyć normalnie. Na wąskich ulicach chłopcy kopią piłkę i puszczają latawce. Niemal każdy z nich marzy aby stać się drugim Pelem lub Romario, bo tylko wielki talent może być drogą do odmiany rzeczywistości i wyrwania się z marnej egzystencji, na jaką są skazani, pochodzący ze świata faveli.

Wielkimi krokami zbliżają się Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, których Brazylia będzie w 2014 roku gospodarzem. Wkrótce potem odbędą się w Rio Letnie Igrzyska Olimpijskie 2016. Obie te najważniejsze dla światowego sportu imprezy mają mieć miejsce w jednym z najniebezpieczniejszych miast w kraju. Dlatego władze Rio de Janeiro za jeden z priorytetów uznały poprawę bezpieczeństwa, przez co rozumieją przejęcie kontroli nad terenami największych tutejszych faveli, czyli dzielnic nędzy, w których nieformalne rządy sprawują uzbrojone grupy narkotykowych przestępców. Slumsy rozsiane na wzgórzach sąsiadujące z bogatymi dzielnicami szpecą miasto jak rysa na szlachetnym kamieniu. Czasem nazywane są z tego powodu „wzgórzami hańby”. Jednak czy mieszkańcy tych terenów również mają takie zdanie o sobie? Czy nasza wycieczka okaże się przygodą ekstremalną? Cóż, przekonamy się gdy odwiedzimy dwie (bardzo różniące się między sobą) favele w Rio de Janeiro!

16 komentarzy do “Wzgórza hańby?”

  1. z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, w październiku wybieram się do Rio i najprawdopodobniej odwiedzę Rocinhę

  2. W życiu nie zapuściałbym się do faveli. Umarłabym ze strachu

  3. Magda, aż tak strasznie nie jest co postaram się udowodnić w następnych wpisach gdy wyruszymy na wycieczkę właśnie w głąb faveli!

  4. Te zdjęcia obrazują prawdziwe slamsy

  5. Ciekawe jak zakryją favele na Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w 2014 roku

  6. Co sie stało z moja ulubioną niegdyś stroną? 🙁 dlaczego tu tak cicho i smutno? 🙁 napisałam właśnie post o dialektach hiszpańskiego w Ameryce Łacińskiej – chciałam prosić o radę a tu pustki = mam nadzieję, że to tylko przerwa 🙂

  7. Mariola, pewnie nie zakryją ale wszyscy będą udawali, że one nie istnieją 🙁

  8. Milena, bardzo przepraszam za tą ciszę. Niestety czasami proza życia daje w kość 🙁 Ale obiecuję, że się poprawię i zapraszam już niedługo na ciąg dalszy podróży małych i dużych!
    pozdrawiam serdecznie
    Adam

  9. Witajcie,
    Bardzo fajny artykuł. Wraz z żoną i 12 letnia córką ładujemy 12 lipca w Rio. Spędzimy tam 4 dni zanim wyruszymy w dalszą podróż. Chętnie poczytam dalej Twoją relację, a może podzielę się na forum czymś nowym z Brazylii. Pozdrawiam Jacek

  10. Wymarzone Wczasy :

    Całkiem interesujący wpis 🙂 Ogólnie jestem dopiero pierwszy Twoim blogu ale postanowiłem już go dodać do zakładek „Ulubione” i będę częstym gościem na Twoim blogu 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  11. Ciężko tam mają ale dobrze słyszeć że im się cały czas poprawia

  12. Hotel u Grubego :

    Czekamy z niecierpliwością na kolejne wpisy:)

  13. Nie wygląda to na zdjeciach zachęcająco

  14. ciekawe, ale tam jednak trzeba uważać…

  15. Pod względem codziennego życia to miejsce nie jest zbyt atrakcyjne.

  16. W życiu nie widziałem czegoś takiego! Jestem w ogromnym szoku

Skomentuj