Znacie zapewne biblijną przypowieść jakoby Bóg tworzył świat przez sześć dni a siódmego odpoczywał. Nie, nie moi drodzy siódmego dnia Bóg nie odpoczywał! Siódmy dzień pozostawił na Rio de Janeiro! Przynajmniej tak twierdzą Cariocas – czyli mieszkańcy tego miasta. Trudno się z nimi nie zgodzić a jeżeli ktoś ma wątpliwości to koniecznie niech się wybierze na wycieczkę na „Głowę cukru” – gwarantuję, że zachwytom nad tym co zobaczy nie da się oprzeć nikt!

Rio de Janeiro jest bez wątpienia jednym z najpiękniej geograficznie położonych miast świata (słyszałem, że porównywalne jest tylko Cape Town w RPA). Ponad szerokim, piaszczystym wybrzeżem wznoszą się granitowe wzgórza, a z nich rozciągają się fantastyczne widoki na zatokę, ocean i lśniące w słońcu wieżowce. Czeka w tym mieście na nas 80 kilometrów plaż, niezliczone punkty widokowe ale także i gęste, soczyście zielone, tropikalne lasy.

Odkrycia Zatoki Guanabara, nad którą leży Rio de Janeiro, dokonał Portugalczyk Gaspar de Lemos. Był również kapitanem jednego z okrętów należących do floty Pedro Alvaresa Cabrala, która dotarła w 1500 roku do wybrzeża Brazylii. To właśnie jemu kapitan nakazał powrót do Lizbony i powiadomienie króla Manuela I o odkryciu nowego lądu. Po roku Lemos wraca do Brazylii a na pokładzie jego statku płynie również słynny podróżnik i kartograf Amerigo Vespucci. 1 stycznia 1502 roku portugalski statek dociera właśnie do Zatoki Guanabara.

Zarówno kapitan Gaspar de Lemos, jak i Amerigo Vespucci byli przekonani, że jest to ujście potężnej rzeki i dlatego nazwali to miejsce zgodnie z datą w kalendarzu Rio de Janeiro (Rzeką Styczniową). Co ciekawe ale również i w odkryciu Brazylii swój udział miał pewien Polak. Zawsze i wszędzie znajdziemy rodaka, więc nie ma co się dziwić, że i teraz zawsze w swoich podróżach spotykałem kogoś z Polski,  nawet jak był to przysłowiowy „koniec świata” :). Zawsze takie spotkania mnie cieszą w końcu nie ma to jak rodak.

 Jak podają kroniki, członkiem załogi okrętu flagowego Pedro Alvaresa Cabrala w czasie jego wyprawy do Indii w 1500 roku był Żyd z Poznania w Królestwie Polskim. Do historii przeszedł jako Gaspar da Gama. Prawdopodobnie miał na imię Kacper i urodził się około 1450 roku w Poznaniu. Gdy w 1454 roku wybuchły tam antyżydowskie tumulty, rodzice Gaspara wraz z całą rodziną opuścili Polskę. Ich zamiarem było dotarcie do Jerozolimy. Podróż do ziemi przodków trwała jednak długo i po drodze rodzina ta przez znaczny czas mieszkała w Italii. Gdy Kaspar przybył w końcu do Jerozolimy, nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. W poszukiwaniu przygód przeniósł się do egipskiej Aleksandrii. W niewyjaśnionych okolicznościach przeszedł tam na islam.

Po wielu latach spotykamy go w Indiach jako niewolnika. Po odzyskaniu wolności zajmował się handlem. Pełnił też funkcję szpiega w służbie panującego. Pomagała mu w tym znajomość wielu języków oraz różnych religii i kultur. Nowy rozdział w jego życiu rozpoczął się w 1498 roku wraz z przybyciem do Indii floty Vasco da Gamy. Gaspar stawił się przed portugalskim kapitanem i oświadczył, że jest chrześcijaninem, a jednocześnie niewolnikiem potężnego miejscowego władcy. Żeglarz szybko przekonał się, że ma do czynienia z nieprzeciętną osobą. Gaspar zaimponował mu nie tylko znajomością języków orientalnych, ale również politycznych i gospodarczych realiów ówczesnych Indii. Zaproponował mężczyźnie współpracę pod warunkiem, że przejdzie na katolicyzm, a ten nie mając nic do stracenia, przystał na takie rozwiązanie.

Jego ojcem chrzestnym został Vasco da Gama, który zgodził się na używanie przez Gaspara swojego nazwiska. Od tego momentu Gaspar da Gama służył na portugalskich statkach jako tłumacz i przewodnik. Brał udział w rejsach do Indochin, na wyspy Jawę i Cejlon oraz do Afryki Wschodniej. Wiosną 1500 roku znalazł się na statku, który miał odplunąć do Indii od zachodniej strony świata.

Podobno Gaspar da Gama był jednym z pierwszych członków załogi statku, który zszedł na brazylijską ziemię. Istnieją przypuszczenia, że wiedział on już wcześniej o istnieniu lądu na Zachodzie. Niektórzy badacze twierdzą, iż to właśnie on namówił kapitana do zboczenia z kursu. Stąd wielu uczonych określa Gaspara da Gamę mianem „współodkrywcy” Brazylii! Jak widać chęć podróżowania i przygód mamy we krwi od wieków :).

No dobra, wystarczy tych historii i wracamy nad zatokę. Zatoka Guanabara jest jednym z tych miejsc w Rio de Janeiro, które zatem od wieków symbolizuje to co w mieście najpiękniejsze. Zachwyca turystów z całego świata ale także i miejscowych, którzy uwielbiają to miejsce. W pobliżu zatoki – oprócz największych atrakcji krajobrazowych takich jak „Głowa Cukru”, wzgórze Urca czy wyjątkowej urody plaż – można także znaleźć interesujące muzea i galerie oraz zabytkowe budynki. Jednak zdecydowania większość turystów przybywa tutaj tylko w jednym celu. To tutaj rozpoczyna się podróż zawieszonymi na linach wagonikami na szczyt wzniesienia zwanego właśnie „Głową Cukru”.

Wjazd tą kolejką to niewątpliwie jedna z największych atrakcji w mieście. Nazwa Pao de Acucar po raz pierwszy pojawiła się w XIX wieku. Jej etymologia wywodzi się od podobieństwa kształtu wzgórza do glinianej formy wykorzystywanej w procesie rafinerii cukru. Wcześniej wzniesienie nosiło nazwę Pau-nh-Acqua, co w języku Indian Tupi znaczyło „wysoki szczyt”. Pierwsze oficjalne wejście na jego wierzchołek odnotowano w 1817 roku. Dokonała tego Brytyjka, Henrietta Carstairs, która po dotarciu na szczyt zatknęła na nim flagę Korony Brytyjskiej. Dumni Cariocas wkrótce potem wdrapali się na samą górę i ściągnęli brytyjską flagę, zastępując ją brazylijską.

Wzgórze ma zaledwie 396 metrów wysokości, ale widoki roztaczające się z jego szczytu zapierają dech w piersiach. Pomimo tego, że jestem tutaj po raz kolejny to także i tym razem niemal nie mogę uwierzyć, że to realny widok. Podobnie jak przy widoku seszelskich plaż miałem wrażenie, że to bardziej scenografia filmowa stworzona przez człowieka niż rzeczywistość stworzona przez naturę. Dopiero z tej perspektywy dostrzega się cale piękno położenia Rio. Mimo tego, że piękny widok roztacza się także z Corcovado, to jednak panorama z „Głowy Cukru” bije tamtą na głowę. Oczywiście także i tutaj są tłumy ludzi ale obszar dostępny dla turystów jest nieco większy niż przy Chrystusie Odkupicielu i tak bardzo tutaj tłumy nie przeszkadzają. Jedyne co może nam popsuć wizytę w tym miejscu to zła pogoda. Nie ma sensu wjeżdżać do góry podczas pochmurnego dnia, bo wówczas cały fantastyczny widok skryje się za chmurami.

Najpopularniejszym sposobem odwiedzenia góry jest wjazd wybudowaną w 1912 roku kolejką linową, kursującą z dolnej stacji co 20 minut. Gdy ją wybudowano była to trzecia na świecie tego typu konstrukcja. Podróż na trasie o długości 749 metrów składa się z dwóch etapów. Przesiadka jest na wzgórzu Urca, którego wysokość wynosi 224 metry. Pokonuje się każdy z tych etapów mniej więcej w 3,5 minuty. Warto na stacji przesiadkowej zrobić sobie przerwę gdyż nie ma ograniczenia czasowego aby wsiąść w kolejny wagonik. Również z tego miejsca można polecieć helikopterem na wycieczkę nad Rio.

Jednak dopiero gdy wjedziemy na szczyt Pao de Acucar (bilet kosztuje prawie 80 zł) , nie można już mieć wątpliwości, że Rio de Janeiro jest najpiękniejszym miastem na świecie. Roztaczający się stąd widok zapada pamięć i nie można się już go pozbyć. W tle po zachodniej stronie góruje Chrystus z Corcovado, a poniżej ciągną się drapacze chmur finansowego centrum miasta. Piękny widok stanowią kołyszące się białe jachty na wodach zatoki. Ze szczytu widać potężne mury Fortu św. Jana jednego z najstarszych fortów w Brazylii. Dzisiaj mieszczą się tutaj Szkoła Wychowania Fizycznego, Badań Naukowych i Rozwoju oraz Wyższa Szkoła Wojenna.

Jednak najbardziej zachwyca chyba widok licznych plaż. Widoczna z góry Praia de Botafogo to szerokie wybrzeże o spokojnych wodach a przepiękna mała plaża u stóp góry to Praia Vermelha (Czerwona Plaża), która swoją nazwę zawdzięcza strukturze gruboziarnistego piasku o czerwonym odcieniu, który nabiera przepięknej barwy zwłaszcza podczas zachodu słońca. To właśnie przy tej plaży znajdziemy kolejny polski akcent w Rio.

Przy plaży na granitowym cokole stoi wykonany z brązu, nieco ponad metrowej wysokości posąg najbardziej znanego na świecie polskiego pianisty i kompozytora Fryderyka Chopina. Został on odsłonięty 1 września 1944 roku ku upamiętnieniu piątej rocznicy nazistowskiej agresji na Polskę. Jego autorem jest polski artysta rzeźbiarz August Zamoyski, który kilkanaście lat swojego życia spędził w Brazylii. Na cokole pomnika został wyryty napis: „A cidade do Rio de Janeiro os Poloneses do Brazil” (Polakom w Brazylii od miasta Rio de Janeiro).

Oczywiście ze szczytu również przepięknie widać wygiętą w idealny łuk „królową światowych plaż” Copacobanę. Nie wyobrażam sobie wizyty w tym mieście bez odwiedzenia Głowy Cukru. Nigdy nie zobaczymy jak piękne jest to miasto gdy nie wiedziemy na górę. Nigdy nie poczujemy się szczęśliwsi niż wówczas, gdy tam na szczycie pomyślimy sobie, że mamy w życiu mnóstwo szczęścia, że dane jest nam widzieć tak niezwykłe widoki na własne oczy. Naprawdę nie trudno uwierzyć, że to właśnie w siódmy dzień Bóg stworzył to miasto, bo jakże by inaczej mogło ono powstać? Ja uwierzyłem i jestem szczęściarzem!

4 komentarze do “Rajski widok”

  1. mój Tata włąsnie twierdzi, że CapeTown to najpiękniejsze widokowo miasto..:) Ja nie widziałam jeszcze ani jednego ani drugiego. Dla mnie chyba najpiękniejszy widok który ujrzałąm, to Victoria Peak w HongKongu.

  2. Sznupciu no ja też o Cape Town tylko słyszałem, ale skoro Twój Tata potwierdza to musimy tam kiedyś dojechać i paść na kolana:) Victoria Peak powala ale Głowa Cukru zniewala. Już sam nie wiem co gorsze 🙂 pozdrawiam serdecznie!

  3. Cudne widoki, po prostu przepiękne 😀

  4. Jakie widoki! Po prostu raj na ziemi:D

Skomentuj