Historia ratownictwa na plażach Rio de Janeiro rozpoczęła się w 1910 roku. Wzdłuż wybrzeża ustawione zostały wysokie słupy zwieńczone małymi platformami. Ratownicy z wysokości kilku metrów, osłonięci przed prażącym słońcem parasolowatymi zadaszeniami obserwowali kąpiących się ludzi, gotowi w każdej chwili pośpieszyć im na ratunek. W kolejnych latach konstrukcja stacji była wzmacniana, jednak prawdziwa rewolucja w ich wyglądzie nastąpiła w 1940 roku. Według nowych projektów był to niewielki budynek z dwoma tarasami, barem na dolnym i telefonem zainstalowanym na wyższym poziomie. Od strony plaży zamontowany był zegar.

W latach 70. XX wieku stacje przypominały swoim te obecne. Przy każdej z nich był prysznic i toaleta. Jednak w kolejnej dekadzie budynki popadły w ruinę. Przyznanie Rio de Janeiro organizacji Letnich Igrzysk Olimpijskich spowodowało, że stacje ratownictwa odbudowano i dzisiaj wyglądają pięknie i nowocześnie. Rozstawione co kilkaset metrów na długości całej plaży są dzisiaj niczym drogowskazy i punkty odniesienia. Najprościej z kimś się umówić określając przy którym „posto” się spotkamy. Wówczas wiadomo, gdzie czekać. Często również w adresach kwater dodatkowo podaję się numer „posto” i tak np. my mieszkamy przy posto 4 (prawie końcówka plaży). Także taksówkarzowi lepiej określić przy którym posto chcemy wysiąść jadąc na Copacabanę, oszczędzimy sobie wówczas chodzenia kilku kilometrów w upale.

Mało kto wie, że Copacabana do połowy XVII wieku nosiła nazwę „Sacopenapã”, co w języku Indian Tupi oznaczać miało „drogę czapli”. Zyskała ją, zapewne przez wzgląd na dużą liczbę tych ptaków, które brodziły w słonych bagnach Rio de Janeiro. Późniejsza zmiana nazwy wiąże się z kultem Matki Bożej czczonej w małej miejscowości Copacabana przy jeziorze Titicaca leżącym na granicy Boliwii z Peru. Figurę świętej patronki przywieźli do miasta boliwijscy handlarze srebra. Aby należycie uhonorować obraz Matki Bożej, rybacy z Sacopenapã wznieśli na przybrzeżnych skałach, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się fort księcia de Caxias, niewielką kapliczkę.

Data zbudowania pierwszej kapliczki przy brzegu oceanu nie jest dokładnie znana, wiadomo jednak, że już w 1732 roku biskup Antonio de Guadalupe widząc, że obiekt popada w ruinę zamówił renowację dachu, ścian i ganków. W 1746 roku statek, którym do miasta powracał z Angoli biskup Antonio Gomes do Desterro, dostał się w środek sztormu, który coraz bardziej odpychał go od brzegu. Widząc z daleka zniszczony kościółek na cyplu, biskup przysiągł Matce Bożej z Copacabany, że odnowi jej świątynię, jeśli uchroni okręt od zagłady, a jego pasażerów od śmierci. Jak obiecał, tak uczynił – przeprowadził renowację i rozbudował budynek. Kościół był charakterystycznym punktem przy plaży aż do 1908 roku, gdy został rozebrany, zwalniając miejsce pod budowę fortu. Figura Matki Boskiej z Copacabany jest przechowywana w pobliskiej świątyni przy Praca Serzedelo Correia do dzisiaj.

W 1858 roku po mieście rozeszła się plotka, że w okolicznych wodach pojawiły się dwa olbrzymie wieloryby. Zaintrygowani mieszkańcy tłumnie zgromadzili się na nabrzeżu, w ciągu trzech dni niemal każdy skrawek piasku był zajęty przez namioty ludzi oczekujących na ogromne zwierzęta. Obserwatorzy, koczując na plaży, tańczyli i śpiewali. Swój wzrok kierowali w stronę oceanu, oczekując pojawienia się niecodziennych gości. Wieloryby nie przypłynęły, ale ludzie zwrócili uwagę na rozsypujący się kościółek. Po raz kolejny świątynia Matki Bożej z Copacabany została odnowiona, tym razem dzięki zebranym wówczas datkom. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że plotka o wielorybach była sprytnym planem duchownych, aby zainteresować mieszkańców losami niszczejącego kościółka.

Aż do późnych lat XIX wieku położona z dala od ścisłego centrum plaża była miejscem rzadko odwiedzanym. Dopiero w 1892 roku Copacabana została włączona do miejskiego obszaru Rio de Janeiro. Gdy w otwartym w 1923 roku ekskluzywnym hotelu Copacabana Palace zaczęły gościć osobistości z całego świata, nikt już nie miał wątpliwości, że jest to królowa brazylijskich plaż. Usytuowany przy plaży Copacabana Palace był pierwszym luksusowym hotelem wybudowanym w Ameryce Łacińskiej i pierwszym w mieście, który powstał nad otwartym oceanem. Do jego budowy przystąpiono w 1917 r. Zakończenie prac zaplanowano jeszcze przed rozpoczęciem Światowej Wystawy mającej się odbyć w Rio w 1922 roku, która to zbiegała się z 100. rocznicą proklamacji niepodległego państwa. Przewidziano, że w luksusowym hotelu zamieszkają wybitne osobistości, które, w tym czasie przybędą do miasta. Jednak trudności wynikające ze wznoszenia ogromnego gmachu na piaszczystym podłożu opóźniły termin oddania hotelu o rok.

Ostatecznie otwarcie miało miejsce 13 sierpnia 1923 roku. O sławie hotelu zadecydowały nie tylko imponująca architektura i przepych, z jakim urządzono wnętrza, ale także ludzie, którzy przebywali w jego murach. Nocowali tu i organizowali przyjęcia najwięksi tego świata – znani artyści, politycy, biznesmeni. Pierwszą sławną osobą, która tu zawitała w 1925 roku był sam Albert Einstein. Gośćmi hotelu byli także: Clark Gable, Edith Piaf, Walt Disney, Nat King Cole, Charles de Gaulle i Eva Peron. Jest to także ulubiony hotel brytyjskiej rodziny królewskiej, bywali tutaj królowa Elżbieta oraz książę Karol z księżną Dianą.

W maju 1928 roku hotel był sceną sensacyjnego wydarzenia, które niemal cudem nie zakończyło się tragicznie. Ówczesny prezydent Washington Luis podczas miłosnej schadzki w pokoju hotelowym został postrzelony przez swoją włoską kochankę – Elvirę Vishi Maurich. Polityka natychmiast przewieziono do szpitala i, aby nie dopuścić do skandalu, oficjalnie podano informację, że przeżył atak wyrostka robaczkowego. Kilka dni później Elvira popełniła samobójstwo. Luksusowy hotel o imponującej wielkości powstał według planów Josepha Gire’a. Architekt projektując go, wzorował się na podobnych europejskich budynkach – m.in. na hotelu Ritz-Carlton w Cannes. Ciekawostką jest, że oznaczony numerem 1782, wznoszący się w bezpośrednim sąsiedztwie apartamentowiec nosi imię Fryderyka Chopina. Pełna nazwa „naszego” budynku brzmi „Condominio do Edificio Chopin Preludio Balada”.

Wkrótce po wybudowaniu tego luksusowego hotelu dzielnica Copacabana liczyła już ponad 20 tysięcy mieszkańców, a wiele znanych osobistości i polityków wybrało ją jako miejsce zamieszkania. W latach 60. XX wieku wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu na mieszkania w tej popularnej części miasta, zaczęto budować wysokie na 11 – 12 pięter wieżowce z apartamentami o niewielkiej powierzchni. Składały się one z jednego pokoju z aneksem kuchennym i maleńkiej łazienki – wszystko po to, aby jak największa liczba ludzi mogła zamieszkać w modnej okolicy. Właśnie w takim malutkim apartamencie zamieszkaliśmy tym razem rezygnując z hotelu. Był to strzał w dziesiątkę, bo i lokalizacja i wyposażenie apartamentu było znakomite a zapłaciliśmy znacznie mniej niż gdybyśmy zarezerwowali hotel w takiej lokalizacji z widokiem na plażę.

Mijając Copacabana Palace po lewej stronie dochodzimy do posto 1 czyli miejsca gdzie plaża się kończy i kiedyś stał tutaj kościółek Matki Bożej z Copacabany a teraz jest Forte Duque de Caxias (Fort księcia de Caxias). Ten odcinek plaży to tak naprawdę plaża Leme – młodsza „siostra” Copacabany. Swoją nazwę zarówno plaża, jak i dzielnica zapożyczyły od malowniczego wzgórza Morro do Leme. Na jego szczycie – w miejscu, gdzie znajdował się zbudowany w XVII wieku Forte da Ponta da Vigia, jeden z wielu fortów, które miały bronić dostępu do brazylijskiej ziemi przed obcym najeźdźcą – zawsze powiewa brazylijska flaga. Na wzniesienie prowadzi szlak znany jako Caminho Dos Pescadores (Droga Rybaków), który został otwarty w 1985 roku. Wchodząc tą malowniczą trasą na wierzchołek góry, można obserwować kolorowe ptaki, tysiące motyli, a nawet dziko żyjące małpy.

Ja niestety nie mam ochoty na wspinaczkę na szczyt. Jest zbyt gorąco i za bardzo kusi caipirinha. To właśnie tutaj niemal „przyklejona” do skał Morro do Leme jest mała budka serwująca chyba najlepszą caipirinh’ę w Rio. Najlepszą bo zupełni gratis z tego miejsca roztacza się fenomenalny widok na całe wybrzeże. Mimo, że mam od miejsca gdzie mieszkamy (posto 4) do „kafejki” (posto 1) około 3 kilometrów w jedną stronę przychodziłem tutaj niemal codziennie przez dwa tygodnie. Panorama plaży jaka roztacza się z tego miejsca jest przepiękna. Praia do Leme, jest znacznie spokojniejsza niż Copacabana i również warunki do kąpieli są tutaj znacznie lepsze. Znacznie mniejsze fale i brak prądów wodnych sprawiają, że jest to ulubione miejsce do odpoczynku rodzin z małymi dziećmi. Ja nie korzystam tutaj z atrakcji plażowych a napawam się jednym z najładniejszych widoków jakie widziałem w życiu. Widokiem na 4 kilometry złotego piasku, niebieskiej wody no i oczywiście zielonej od limonek caipirinhi.

Na przeciwległym końcu Copacobany (posto 6), na cyplu pomiędzy plażami Copacabana i Ipanema leży Fort Copacabana. Prace przy budowie rozpoczęły się w 1908 roku i trwały sześć lat i dziewięć miesięcy. Mury fortyfikacji miały szerokość 12 metrów a w samym forcie zainstalowano broń wyprodukowaną w Niemczech. Wśród niej były potężne armaty o zasięgu 23 kilometrów. W tym właśnie forcie 5 lipca 1922 roku miało miejsce jedno z najbardziej heroicznych wydarzeń w historii brazylijskiej wojskowości, znane jako „Os 18 do Forte”. Nazwa ta nawiązuje do liczby członków buntu, którzy brali udział w potyczkach. Ciekawostką jest, że tylko 17 z nich było faktycznie wojskowymi a 18 z nich, Otavio Correia, młody inżynier, który uprosił, aby dano mu karabin dołączył do grupy walczących. Nieprzygotowany do bitwy poległ, ale pamięć o dzielnym człowieku trwa do dziś. W 1936 roku na placu zostało odsłonięte popiersie Siqueiry Camposa – jednego z dwóch rebeliantów, którzy przeżyli bunt. Za cokołem ustawiony został granitowy obelisk z wmurowaną płaskorzeźbą z brązu, przedstawiającą marsz rebeliantów wzdłuż Copacabany. Dzisiaj w forcie mieść się muzeum, które dla miłośników militariów może okazać się ciekawe. Ja niestety wolałem w tym miejscu siedzieć na plaży i podpatrywać rybaków wracających wczesnym rankiem z połowów (a może leczyć kaca porannym wiatrem? 🙂 ), bo mimo całej komercji Copacabany są na tej plaży miejsca gdzie tradycja ma się dobrze od setek lat.

Jeden komentarz do “Z historią pod rękę po Copacabanie”

  1. Promenada i plaża Copacabana w Rio, promenada i kamienista plaża w Nicei, … oraz wiele innych atrakcyjnie rozwiązanych nabrzeży, może mieć swojego odpowiednika w nadwiślańskim bulwarze w Płocku. Uwarunkowania lokalizacyjne Płocka pozwalają stworzyć z Płocka /leżącego samym centrum Polski/ ośrodek miejski, który swoim atrakcyjnym położeniem i wykształtowanymi atrakcyjnymi rozwiązaniami nabrzeża wiślanego,stanie się marką przynajmniej europejską. Nie powinniśmy tego wspaniałego materiału zmarnować chaotycznymi, wycinkowymi działaniami oraz tandetnymi rozwiązaniami urbanistycznymi i architektonicznymi! To jest bogactwo całej Polski i wykreujmy działania, które stworzą to, że Płock stanie się polską chlubą!

Skomentuj