„W Rio, na szczycie Corcovado,
Stoisz kamiennym wielkoludem
Z ramiony rozkrzyżowanemi;
W dzień jesteś krzyżem, w nocy – cudem;
Bóg, Krzyżo-Człowiek świeci ziemi
Jasnością fosforycznie bladą.”

Powyższe słowa napisał Julian Tuwim gdy w 1940 roku uciekając przed wojną dotarł do Rio. Gdy stoję u stóp tego pomnika przypominam sobie te słowa i cieszę się, że dzisiaj większość docierających tutaj osób to turyści a nie emigranci uciekający przed podłościami tego świata.  Wzgórze Corcovado, na którym umieszczony jest dumny posąg wcale nie góruje nad miastem jak to się wydaje. Ma zaledwie 704 m n.p.m ale jest najpopularniejszym wzgórzem w mieście, a zapewne i w całej Brazylii.

Gdy w 1502 roku Americo Vespucio ujrzał wzniesienie, nazwał je Pinaculo da Tentacao (Góra Kuszenia), kojarząc ją z biblijną górą, na której diabeł starał się złamać Chrystusa. Nazwa ta funkcjonowała aż do XVII wieku. Wówczas zmieniono ją na Corcovado, co znaczy „garbus”, ze względu na jej kształt przypominającego starego, przygarbionego człowieka. Drogę na szczyt otworzył w 1824 roku Piotr I, uczestniczący w wyprawie zorganizowanej dwa lata po uzyskaniu niepodległości. Od tego czasu wzgórze stało się popularnym miejscem wspinaczek.

Wkrótce zaczęto układać plany budowy szynowej kolejki, dzięki której można by w szybki sposób przemieszczać się na wierzchołek, z którego rozciągają się piękne widoki. Jej historia sięga 1884 roku. W obecności cesarza Piotra II rozpoczęto prace nad pierwszym etapem. Napędzana parą kolejka ciągnąca wagonik po stromym torze uznana została za cud inżynierii. Aby mogła pokonać spadzisty podjazd pod górę, zastosowano tzw. system Riggenbacha kolei zębatej. Istota zamysłu polega na tym, że pośrodku toru umieszczona jest dodatkowa szyna zębata, na którą oddziałują zębate koła napędowe i hamujące taboru trakcyjnego.

W kolejnym roku został oddany do użytku drugi etap trasy, prowadzący już na sam szczyt. Jego budowa była nie lada wyzwaniem dla inżynierów, bo chociaż odcinek mierzył zaledwie 190 metrów, to był najbardziej stromy. Na szczycie wzgórza zbudowano pawilon, który nazwano Chapeu do Sol (Słoneczny Kapelusz) przez wzgląd na jego charakterystyczny kształt. W budynku tym lubiła odpoczywać cesarska rodzina, która często tutaj przebywała. W 1910 roku kolej została zelektryfikowana, stając się pierwszą w Brazylii koleją elektryczną.

Choć jest to moja druga wizyta w tym miejscu ciągle jestem pod wielkim wrażeniem zarówno dla budowniczych jak i całego pomysłu. Zresztą nie tylko ja sądząc po tłumie ludzi na górze. Zrobienie tutaj dobrego zdjęcia graniczy z cudem a znalezienie choćby 1m2 wolnej przestrzeni jest niemożliwe. Wznosząca się na szczycie granitowej góry ogromna figura to najważniejszy symbol brazylijskiej metropolii. Biała sylwetka widoczna jest niemal z każdego miejsca w mieście, jest też najbardziej wyczekiwanym widokiem dla wszystkich, którzy przyjeżdżają do Rio de Janeiro.

Chrystus obejmuje ramionami tysiące domostw rozpościerających się w dolinie u jego stóp. Pomysłowi mieszkańcy Rio dodatkowo twierdzą, że rozpostarte ręce symbolizują życzliwość i gościnność mieszkańców. Niektórzy z goryczą w głosie mówią, że jego łaska otacza tylko bogate dzielnice, bo do biedaków mieszkających w fawelach stoi odwrócony plecami. Rzeczywiście tak jest, że najbiedniejsze dzielnice miasta ulokowały się na zboczach za pomnikiem.

Pomysł wzniesienia religijnego pomnika na szczycie Corcovado powstał ponoć już w 1859 roku, gdy do miasta przybył ksiądz Pedro Maria Boss. Podzielił się nim z księżniczką Isabel, której pomysł bardzo przypadł do gustu. Mijały jednak lata i nie został zrealizowany. Dopiero w 1921 roku pojawił się projekt, aby na którymś ze wzgórz miasta wybudować pomnik upamiętniający 100. rocznicę uzyskania niepodległości przez Brazylię. Pierwotnie jako lokalizację brano pod uwagę inne wzgórza jednak ostatecznie wybrano Corcovado. Zbiórkę pieniędzy na budowę pomnika rozpoczęto w 1921 roku i prowadzona była wśród wiernych we wszystkich brazylijskich parafiach.  Konkurs na projekt pomnika wygrał Heitor de Silva. Jego wizja przedstawiała gigantyczną figurę Chrystusa trzymającego krzyż w jednej, a kulę ziemską w drugiej ręce. Koncept bardzo się spodobał.

Kamień węgielny pod budowę pomnika położono 4 kwietnia 1922 roku. Rok później, na prośbę kardynała Sebastiao Lemy da Silvy, autor nieco zmodyfikował projekt, usuwając z dłoni Chrystusa krzyż i kulę ziemską, a zamiast tego rozpostarł je szeroko. W tym miejscu pojawia się kolejny Polak, potomek powstańca styczniowego. Znowu dzięki emigracji (szkoda tylko, że przymusowej) możemy dzisiaj być dumni, że mamy swój wkład w budowę jednego z najsłynniejszych pomników świata!

O wykonanie tego niecodziennego dzieła ubiegali się artyści z całego świata. Jednak ostatecznie powierzono je francuskiemu rzeźbiarzowi polskiego pochodzenia – Paulowi Landowskiemu. Pracę nad budową posągu rozpoczęły się we Francji w 1926 roku. Było to nie lada wyzwanie dla inżynierów i architektów, biorąc pod uwagę fakt, że statua miała stanąć na szczycie granitowej ponad 700 metrowej góry, narażona na stałe, niszczycielskie działanie słońca, deszczu i wiatru.

Głowę oraz dłonie wykonał sam Landowski, modelowanie reszty powierzono architektom i inżynierom. Po zakończeniu budowy ogromną figurę przetransportowano w kawałkach statkiem do Rio de Janeiro. Sama głowa składała się z 50 elementów, z których każdy miał wielkość ok. 3 metrów. Gotową statuę, w całości wykonaną ze zbrojonego betonu pokryto mozaiką ze steatytu. Pomnik wraz z podstawą ma 38 metrów wysokości, co można porównać do 13-piętrowego wieżowca, a sama głowa waży 35 ton. Rozstaw ramion wynosi 23 metry. Jest to największa na świecie rzeźba wykonana w stylu art deco.

Uroczyste odsłonięcie figury nastąpiło 12 października 1931 roku. Zaplanowano, że oświetlenie Chrystusa włączy włoski fizyk i konstruktor Gugliemo Marconi – co ciekawe miał tego dokonać będąc w Rzymie, tysiące kilometrów od Rio de Janeiro. Jednak zła pogoda pokrzyżował te śmiałe plany. Zapalnie światła na Corcovado stało się pewną tradycją i wielkim wyróżnieniem. 12 października 1981 roku uroczystość 50-lecia istnienia statuy na Corcovado uświetnił włączeniem świateł papież Jan Paweł II.

Najpopularniejszym sposobem dotarcia na szczyt jest wjazd kolejką zębatą. Odjeżdża ona ze stacji Cosmo Velho co pół godziny (poniedziałek-niedziela w godzinach 8.00-19.00). Niestety kolejka do kasy biletowej (bilet kosztuje około 70 zł) jest zazwyczaj bardzo długa. Dla tych, którzy mają mało czasu na zwiedzanie dobrą alternatywą jest wykupienie pakietu w lokalnym biurze podróży. Małe busy wwożą turystów drogą z ominięciem kolejki zębatej. Pozwala to zaoszczędzić mnóstwo czasu ale pozbawia frajdy wjazdu kolejką. Przejazd kolejką trwa 20 minut, a kolejka porusza się z prędkością 15 km/h. Warto usiąść po prawej stronie wagonika, aby już podczas jazdy dać się zaskoczyć pięknymi widokami, które pojawiają się przed oczami w końcówce podróży. Po opuszczeniu kolejki można skorzystać z jednej z panoramicznych, przeszklonych wind, a następnie z ruchomych schodów, którymi dociera się na do samej statuy. Można także dojść piechotą po krętej dróżce. Jednak jest to raczej sposób dla odważnych i szukających „przygód”. Ponoć nie udało się nikomu jeszcze zejść i nie zostać okradzionym przez miejscowych złodziejaszków.

Stojąc tam na szczycie pomyślałem, że jeszcze nigdy tak wielu Polaków nie podróżowało po świecie jak w dzisiejszych czasach i wielu opisuje to co widzi niemal tak pięknie jak Tuwim.  Przy obecnej ilości polskiej emigracji w różne zakątki świata znajdzie się zapewne wielu takich jak Paul Landowski. Wierzę w to, że wielu z tych, którym przyszło żyć gdzieś tam w świecie pozostawi po sobie „swojego Chrystusa” a kolejne pokolenia jeszcze bardziej będą mogły być dumne, że kolejne cuda świat zawdzięcza polskiej emigracji!

Skomentuj