Jak to zwykle bywa, w życiu wiedzie nam się różnie – raz jesteśmy szczęśliwi a innym razem mamy wrażenie, że szczęście zgubiło nasz adres zamieszkania. Mimo całego mojego optymizmu i ogromnej wiary, że jutro będzie kolejny dzień, który może okazać się lepszym gdy bezpowrotnie odchodzą ludzie, których się kocha, gdy nawet najlepszemu przyjacielowi nie można pomóc i można go stracić moja wewnętrzna siła, która do tej pory zawsze dawała mi kopa gdzieś uleciała w daleki kosmos. Człowiek traci serce a ja mam wrażenie, że i moja dusza chce gdzieś uciec bo dłużej nie można tak trwać. Uciekam zatem w to co niedawno było wielką radością, co pozwalało zapomnieć i cieszyć się jak dziecko. Uciekam na plażę… ale nie na byle jaką tylko jedną z tych, które dają niezwykłą energię, gdzie wszytko jest bardziej intensywne, gdzie każdy dzień jest celebracją szczęścia, miłości, radości i chęci do życia. Zawsze w tym miejscu chciało mi się żyć dwa razy bardziej niż zwykle bo Copacabana to znacznie więcej niż tylko plaża… to esencja życia, która stawia na nogi i daje wielkiego kopa do przodu! Zawsze pomagało, więc i tym razem może zadziała…

Śmiało można powiedzieć, że Copacabana jest najbardziej znaną plażą świata. Długa na 4 kilometry rozciąga się idealnym łukiem w południowej części Rio de Janeiro. Wypoczywają tutaj zawsze tłumy turystów ale także i miejscowych. Pamiętam gdy byłem tutaj po raz pierwszy 10 lat temu miałem wrażenie, że blask Copacabany lekko gasł, że jej sława i chwała minęła tak jak sława niegdyś bardzo popularnego Acapulco w Meksyku. Wówczas stało tutaj kilka byle jakich brudnych budek z plastikowymi krzesłami gdzie można było napić się piwa czy caipirinh’i. Dookoła królowali zbieracze puszek z ogromnymi workami, narkomani spali pod palmami a całe grupy bezdomnych dzieci bawiły się na plaży. Widok bardzo przykry ale wówczas taka była codzienność.  Siadywałem przy jednym z plastikowych stolików codziennie i patrzyłem jak bandy opryszków zrywają z szyi turystek złote łańcuszki. Zastanawiałem się wówczas czy wyjadę z tych wakacji cały!

Pierwsze dni były dla mnie szokiem! Ilość biednych ludzi, złodziei a zwłaszcza bezdomne dzieci śpiące na plaży całkowicie zburzyły mój obraz sławnej plaży w sławnym Rio. Po napadzie, który spotkał nas na ulicy marzyłem tylko o tym, żeby wrócić do Europy. Bałem się Rio i nienawidziłem tego miasta. Pamiętam, że jak już przywykłem do tej tragicznej rzeczywistości, gdy siadaliśmy wieczorem przy plaży naszą rozrywką było obstawianie po ilu minutach nieostrożna turystka straci swój złoty łańcuszek, który zamiast w hotelowym sejfie pięknie błyszczał na jej szyi? Zazwyczaj nie trwało to dłużej niż 5 minut i wszystko na oczach miejscowej policji, no może nie na ich oczach bo „dyskretnie” odwracali się w drugą stronę! Nikt nie reagował na krzyk okradanych turystów w najbardziej znanym miejscu miasta w środku dnia! Takie było Rio a raczej Avenida Atlantica czyli sławny deptak przy jeszcze słynniejszej plaży.

Tak było 10 lat temu. Teraz wracając byłem ciekawy czy sławna plaża przetrwała? Gdy po trzech dniach mieszkania w Lapie przenosimy się do wynajętego mieszkania przy Copacabanie ze zdumieniem stwierdzam, że nie tylko przetrwała ale podniosła się z kolan i „świeci” pełnym blaskiem niczym księżniczka. Obskurne budki zastąpiono eleganckimi kawiarenkami gdzie aż się chce usiąść i odpocząć. Zniknęli bezdomni i góry puszek, nie wiem jeszcze tylko czy również zniknęli złodzieje? To się dopiero okaże! Zdecydowanie po 10 latach plaża się odrodziła i przyciąga jeszcze większe tłumy niż kiedyś.

Copacabana to najbardziej demokratyczne miejsce w Rio. Na tej plaży nie ma znaczenia kim jesteś, jaki jest twój społeczny status, skąd pochodzisz. Możesz być bogatym biznesmenem albo bezdomnym tutaj każdy jest równy i każdy uśmiechnięty. Jedna z różnic jakie widać pomiędzy tym co było 10 lat temu, to także to, że dzisiaj nie ma tutaj już tylko pięknie wyrzeźbionych sylwetek młodych kobiet czy mężczyzn, którzy na plaży pokazu swoje wdzięki (często tak się sprzedawali) dzisiaj widać tutaj każdy rozmiar. Pamiętam jak 10 lat temu przez pierwsze dwa, trzy dni czułem się nieswojo opalając się tutaj, bo nie zdążyłem na czas  zadbać o swój „kaloryfer” i miałem wrażenie, ze wszyscy na mnie patrzą z politowaniem :). Teraz nie ma problemu, świat się zmienił i ludzie tutaj odpoczywający również! Można spokojnie bez kompleksów rozłożyć się na leżaku i cieszyć słońcem i falami oceanu. Jestem zaskoczony jak bardzo na plus zmieniło się to miejsce i pierwsze kilka dni spędzam tylko na plaży wylegując się na słońcu. Zabawne ale choć południowa część miasta (ta gdzie właśnie znajdują się wszystkie najlepsze plaże) często jest przez miejscowych uważana jako to nieprawdziwe Rio, to dla mnie ta część miasta to właśnie sama esencja Rio de Janeiro. Tutaj najbardziej widać jak różnorodne jest to miasto, jak dramatycznie różne i jak bardzo zaskakujące. Lapa, Santa Teresa, Copacabana są tak różne jak dzień i noc.

Wzdłuż plaży ciągnie się szeroka, spacerowa promenada, może nawet już bardziej sławna niż sama plaża ze względu na mozaikę jaką jest wyłożona. Wykonana z bazaltu i wapienia mozaika tworzy unikalny czarno – biały wzór układający się w kształt morskich fal. Zaprojektował ją brazylijski architekt Roberto Burle Marx, inspirując się promenadą w Lizbonie. Wzdłuż nadmorskiej alei wybudowany jest pas przeznaczony dla biegaczy i rowerzystów. Ilość ludzi biegających, jeżdżących na rowerach, deskorolkach, łyżworolkach jest ogromna. Widać, że miejscowi lubią aktywnie spędzać czas. Trudno się dziwić, że plaża to centrum tutejszego życia bo na plaży jest wszystko, tutaj żyje się na plaży i dla plaży. Mini siłownie co kilkanaście metrów, niezliczone boiska do gry w piłkę nożną, siatkówkę. Ciągle coś się dzieje i aż żal leżeć plackiem na leżaku, bo aż się chce wskoczyć w ten wirujący cyklon życia i czerpać z niego całymi garściami aż do utraty zmysłów.

Nie wiem gdzie na świecie można jeszcze odpoczywać na tak niezwykłej plaży położonej w centrum miasta? Lubię duże miasta i uwielbiam plaże, więc Copacabana jest jak dla mnie miejscem idealnym. Na dodatek mieszkamy tak, że z okna widzę kawałek oceanu, plaży i niezwykłej mozaiki, która jest już rozpoznawalnym symbolem Rio na całym świecie. Każdy wieczór spędzam w jednej z licznych kawiarenek usytuowanych tak, że zawsze można siedzieć niemal na plaży. Popijając Aqua de Coco czuję się królem życia. Tej energii, tego uczucia radości z życia brakuje mi dzisiaj najbardziej. W trudnych chwilach takie wspomnienia sprawiają, że mam znowu ochotę wziąć się z losem za bary i udowadniać, że choćbym miał szczęście znaleźć na końcu świata to dam radę i przypomnę mu gdzie mieszkam! Copacabana daje „kopa” nawet gdy tylko wraca się na nią wspomnieniami!!!

9 komentarzy do “Copacabana daje kopa”

  1. To dobrze mieć wspomnienia i móc do nich wracać w trudnych chwilach. A zdjęcia plaży są piękne. Pozdrawiam

  2. 13stko gdyby nie nasze „historie” często trudniej byłoby się pozbierać. To taki bonus z wakacji! Czerpać z nich siłę można i trzeba nawet gdy już dawno za nami!
    pozdrawiam serdeczne Adam

  3. wiesz co, nigdy tak o tym nie myślałam, ale masz racje Adam. Dla mnie wspomnienia z wakacji, przegladanie zdjęć i przywołoływanie z pamięci tych cudnych chwil, pieknych zapasów, odgłosów i twarzy ludzi to jak podłączenie się do zapasowego akumulatora jak sił i energii brak z głownego zasilacza. Pozdrawiam Adam i życzę sobie i Tobie jak najwięcej wspomnien i jak najwięcej takich plaż w naszym życiu.

    Cieszy mnie to co piszesz o bezpieczeństwie w Rio dE Janerio, bo to jednak poteguje komfort zwiedzania.

  4. Monika ja do tej pory zawsze bardziej czerpałem energię z przyszłych wakacji! Nakręcałem się planowaniem, szukaniem i zastanawianiem się jak to będzie. To daje ogromną radość i kopa do przodu. Tym razem okazało się, że również „powroty” dają energię i co fajne podnoszą z kolan 🙂 Wakacje to nie tylko sam wyjazd ale jak mawiał klasyk: „Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej”. 🙂

    Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo w Rio to jeszcze będę pisał na ten temat ale w ciągu ostatnich 10 lat zmieniło się bardzo, bardzo dużo na plus 🙂 Choć nadal trzeba uważać ale już można spokojnie wyciągnąć aparat na ulicy (przynajmniej tych głównych) 🙂 Również słynne favele to już zupełnie inny świat ale o tym już na blogu 🙂

    pozdrawiam serdecznie!

  5. tak…bo My zawsze w podrózy , przed lub po…:)Tak jak ze szkocką pogodą – padało, pada lub będzie padało:)

  6. i tak jak ze słońcem – zawsze kiedyś zaświeci 🙂

  7. Copacabana zawsze poprawia humor, więc mam nadzieję, że i Twój poprawi 😉 Zdjęcia są rewelacyjne;-)

  8. Bardzo dziękuję 😉

  9. Copacabana piękne miejsce w Brazylii. Nazwa przyjemne dla ucha i zostanie mi w pamięci dzięki Światowym Dniom Młodzieży.

Skomentuj