Santa Teresa to największe rozczarowanie i moja największa porażka. Obiecywałem sobie po tej dzielnicy przeżyć sentymentalnych, odkrycia Rio sprzed stu lat. Sądziłem, że tutaj poczuję historię i „przeniosę” się w czasy starego, kolonialnego, pięknego Rio. Lubię takie obcowanie z historią wielkich miast. Każda metropolia musi się zmieniać a stare dzielnice to zazwyczaj takie perełki gdzie czas się zatrzymał i czuć nostalgię dawnych czasów, gdzie można się zamyślić i odpocząć od zgiełku wielkiego centrum. Wybrałem się zatem na wycieczkę wąskimi ulicami w górę zbocza, na którym rozłożyła się dzielnica,  trasą dawnego żółtego tramwaju – dawnej wizytówki dzielnicy i jednej z największych atrakcji turystycznej tego miejsca.

Niestety sławny tramwaj już od ponad dwóch lat tutaj nie jeździ. Mimo, że dzisiaj jeżdżą tutaj tylko autobusy, które jakimś cudem pokonują wszystkie te ostre zakręty i wąskie, strome uliczki (choć również zdarzają się wypadki) to żółty tramwaj ciągle jest widoczny w przewodnikach, na pocztówkach i folderach reklamujących miasto. Ciągle jest symbolem Santa Teresy. Pozostało mi iść zatem śladem torów tramwajowych i wyobrażać sobie, że zaraz tramwaj nadjedzie 😉

W XIX wieku ów żółty tramwaj zwany bondinho de Santa Teresa stał się częścią krajobrazu dzielnicy, a w późniejszym czasie najbardziej interesującym środkiem transportu podczas jej zwiedzania. Przejazd tym tramwajem był niepowtarzalna atrakcją. W wagoniku nie było drzwi ani szyb w oknach, co sprawiało, że często więcej pasażerów wisiało poza wagonikiem, aniżeli w nim siedziało. Tramwaje były atrakcją turystyczną ale również ze względu na dogodne usytuowanie przystanków były praktycznym sposobem przemieszczania się mieszkańców miasta. Początkowy etap przejazdu prowadził po akwedukcie Arcos da Lapa i był przeżyciem fantastycznym ale pasażerowie musieli mieć silne nerwy zwłaszcza ci wiszący na zewnątrz. Wisząc na zewnątrz tramwaju na wysokości 20 metrów nad ziemią można było dostać zawału gdy człowiek uświadomił sobie, że gdyby puścił się lichej poręczy runąłby w dół i straciłby życie. Jednak turystów to nie odstraszało tak przejażdżka była marzeniem wielu. Niestety w 2011 roku z tramwaju jadącym właśnie po akwedukcie, wypadł francuski turysta. Nie przeżył tego upadku.

Ciekawy byłem czy da się wejść na akwedukt od góry właśnie na trasę tramwaju. Niestety okazało się, że wejście jest zamknięte wysoką kratą a same tory tramwajowe na akwedukcie zarosły wysoką trawą. Nikogo i niczego tu już nie ma, nie licząc kilku bezdomnych, którzy na szczęście niezbyt zainteresowali się moją osobą i moim aparatem. Pierwsze tramwaje pojawiły się tutaj w roku 1872. Były wówczas malowane na zielono, dopiero później zmieniono ich kolor, aby były bardziej widoczne. Ponoć mieszkańcy tej dzielnicy tak są zżyci z tym żółtym tramwajem (przejazd nim był bardzo tani, to było nie bez znaczenia w drogim Rio), że mówili: „gdy przestaną kursować bondinho de Santa Teresa, umrze cząstka miasta” i chyba mieli rację.

W sierpniu 2011 roku miał miejsce wypadek. Tramwaj wykoleił się, następnie przesuwał się jeszcze 30 metrów po torach, aż uderzył w słup. Zginęło 5 osób,  ponad 50 zostało rannych. Po tej tragedii zawieszono kursowanie żółtego tramwaju i zastąpiono je małymi autobusami, które pokonują tą samą trasę ale oczywiście nie jadą po akwedukcie. Władze miasta ponoć cały czas twierdzą, że trwają prace nad modernizacją linii tramwajowej aby była bezpieczna i wkrótce tramwaje wrócą. Ponoć ma to nastąpić w 2014 roku. Szczerze mówiąc nie wierzę w to aby kiedykolwiek jeszcze pojechał tam żółty wagonik, bo torowiska nie są naprawiane a wręcz niszczeją a miejscami nawet już torów nie ma. Wątpliwości ma również Pani Elżbieta Mitkiewicz (Polka?!) prezeska Stowarzyszenia Mieszkańców i Przyjaciół Santa Teresa. Gdyby tramwaj nie wrócił to bezpowrotnie zniknie część duszy tej dzielnicy!

Trochę ciężko było mi odnaleźć w tych rejonach miasta jakąkolwiek atmosferę, no może jedyna jaka mi towarzyszyła podczas tego spaceru to ta podszyta strachem :). Jednak uparłem się iść dalej w nadziei, że im wyżej tym będzie lepiej. Ulice były puste i jak do tej pory nic złego mnie nie spotkało, choć aparat raczej wyciągałem rzadko aby nie kusić losu. Mijałem raczej skromne budynki, o fasadach pokrytych graffiti, jakby pod kolorowymi malunki starano ukryć się biedę. Początki tej dzielnicy sięgają XVIII wieku. Dystrykt rozrastał się w sąsiedztwie wzgórza, na którym karmelici zbudowali swój klasztor. W połowie XIX wieku to właśnie tutaj mieszkańcy szukali schronienia, uciekając przed epidemią żółtej febry. Ze względu na położenie na wzniesieniu ryzyko zarażenia było tutaj mniejsze, niżeli w niższych rejonach. Pomiędzy rokiem 1897 a 1904 z powodu tylko żółtej febry zmarło w Rio ok. 4 tysiące emigrantów z Europy a przymusowe szczepienia doprowadziły do tzw. Rewolty Szczepionkowej, w wyniku której wielu mieszkańców miasta poniosło śmierć. Gdy epidemia ustąpiła, dostrzeżono ciszę i spokój, jaką oferowała strefa położona z dala od hałaśliwego centrum. Poza tym ze wzgórza rozpościerał się przepiękny widok na Zatokę Guanabara. Pod koniec XIX wieku Santa Teresa stała się wymarzonym miejscem osiedlania się bogatszej części mieszkańców. W tej dzielnicy swe rezydencje wybudowało wielu przedsiębiorców, bogatych intelektualistów i arystokratów. Niektórzy z nich pod koniec swojego życia przekazali swoje ogromne, piękne domy oraz cały majątek na rzecz fundacji pożytku społecznego. To właśnie w wielu takich rezydencjach mieszczą się dzisiaj np. muzea. Czasami zdarza się ,że ludzie otwierają swoje domy aby każdy mógł je zwiedzać. Niestety mi nie udało się znaleźć ani jednej dostępnej rezydencji.

Nie dość, że nie znalazłem żadnego muzeum, nie trafiłem na „dom otwarty” to na dodatek niemal żadnego z tych pięknych domów nie wiedziałem. Niestety dostępu do nich strzegą wysokie na kilka metrów szczelne mury, drut kolczasty a nawet ogrodzenia pod napięciem o groźnych psach już nie wspominając. Szedłem tak, ledwo dysząc coraz wyżej z nadzieją, że uda mi się usiąść gdzieś w cieniu wielkiego domu ale niestety… Pytałem przypadkowo spotkane osoby w którym kierunku mam iść ale niestety bez znajomości portugalskiego nie ma co liczyć na jakiekolwiek porozumienie. Ludzie mili ale niestety nie mówiący po angielsku ani słowa nie byli wstanie zrozumieć o co pytam. Łotwo tutaj pobłądzić, tym bardziej, że nie miałem żadnej mapy tej dzielnicy. Kierowałem się tylko torami tramwajowymi, bojąc się wchodzić w jakieś boczne uliczki. Kilka razy zabłądziłem wchodząc w jakieś boczne uliczki. Pomimo ich uroku nie miałem odwagi iść nimi dalej ani tym bardziej wyciągnąć aparatu.

Santa Teresa to dzielnica, która mnie strasznie kusiła, przyciągała a z drugiej strony te wszystkie ogrodzenia, mury, zabezpieczenia przed złodziejami jasno dawały do zrozumienia, że nie jest tutaj bezpiecznie. Mimo wszystko jestem tutaj turystą, a to oznacza, że również potencjalnym, łatwym celem. Obojętnie jaki mam telefon, aparat w jakich jestem ciuchach i czy mam przy sobie dużo czy mało pieniędzy – zawsze mam więcej od większości ludzi mijanych tutaj na ulicy. Po zmroku na pewno nie miałbym odwagi tutaj być.

Doszedłem do Konwentu św. Teresy, który jest wzniesiony na szczycie Morro do Desterro. Niestety do klasztoru nie ma wstępu a kościół również był zamknięty. Kiedyś był to obszar już poza miastem a dzisiaj znajduje się niemal w samym jego sercu. Miasto rozrosło się straszliwie i wiele pięknych miejsc zniknęło. Tym lepiej, że zachowało dzielnice przesiąknięte duchem strach czasów. Szkoda tylko, że wszystkie te perełki architektoniczne ukryte są przed oczami turysty. Po kilku dniach wróciłem jeszcze raz do Santa Teresy. Ciągle miałem niedosyt, że nie udało mi się zobaczyć nic ciekawego. Jednak tym razem podziwiałem ją z okien miejskiego autobusu i okazało się, ze wówczas widać więcej. Jednak po tej kolejnej wizycie mam jeszcze większy żal do siebie i poczucie porażki, że przed wyjazdem nie nawiązałem kontaktu z kimś z miejscowych aby oprowadził mnie po tym niezwykłym miejscu. Gdy kiedyś wrócę do Rio już nie odpuszczę i zwiedzę Santa Teresę. To, że jest to dzielnica fascynująca jestem pewien ale niestety swoje skarby szczelnie zabezpiecza przed podłościami współczesnego świata. Może to jest jakiś sposób na zachowanie swojego dziedzictwa i tej romantycznej atmosfery pięknych rezydencji, ocienionych ogrodów i szmeru wachlarzy mieszkanek „Świętej Teresy za Murami”?

2 komentarze do “Święta Teresa za murami”

  1. Ależ! piękne zdjęcia, z klimatem; a czuję i rozumiem nawet pewien niedosyt w opisie. A może to jest takie miejsce, którym trzeba się nasycić przez parę dni? 🙂 Najwyraźniej nie odkrywa wszystkich kart ot tak .. od razu. Ale opis i atmosfera – świetne. 🙂 Pozdrawiam.

  2. Gosiu na pewno masz rację. Gdyby być tam dłużej szanse byłyby większe. Jednak wydaje mi się, że najlepszym sposobem na dokładnie poznanie Santa Teresy jest miejscowy przewodnik, który zna dzielnicę.
    pozdrawiam serdecznie Adam

Skomentuj