Obskurny, ciemny, śmierdzący moczem zaułek Lapy. Takich miejsc jest w tej części Rio dużo. Schody prowadzące od jednej ruiny do drugiej gdzie ból i nieszczęście skryte jest pod lichym dachem. Ale mieszkańcy Lapy choć biedni to w dużej mierze są postaciami nietuzinkowymi w końcu to dzielnica artystów. Nie od dziś wiadomo, że prawdziwy artysta jest biedny a ten, który za życia stał się bogaty jest tylko celebrytą. Właśnie w takim śmierdzącym zaułku, w skromnym domku, przy stromych schodach kilkadziesiąt lat temu zamieszkał chilijski artysta Jorge Selaron.

Schodzę po tych schodach, ale to nie są już zwykłe schody w śmierdzącym zaułku Lapy tylko najsłynniejsze schody Brazylii a być może najsłynniejsze schody całej Ameryki Południowej – Ladeira de Santa Teresa, bardziej znane jako Ladeira Selaron. Mniej więcej dwa miesiące temu od czasu gdy tutaj jestem, 10 stycznia 2013 na tych schodach znaleziono zwłoki wieloletniego mieszkańca Rio, ekscentrycznego artysty Jorge’a Selaron’a – twórcy tego niezwykłego miejsca. To właśnie on stworzył jedno z najbardziej popularnych miejsc w Rio de Janeiro. Nakładem własnej pracy, za własne pieniądze (choć nie miał ich za wiele) i z pomocą turystów z całego świata. Cukierkowo kolorowe stopnie schodów są dziełem jego życia, stały się symbolem miasta a od teraz pomnikiem jego twórcy. Artysta na ponad 200 stopniach ułożył jaskrawe płytki ceramiczne pochodzące z całego świata, przekształcając obskurne miejsce w aleję, która dla niego była niczym hołd dla narodu brazylijskiego – jego nowej ojczyzny.

Pomysł wykonania schodów z kolorowych płytek narodził się w umyśle twórcy w 1990 roku, gdy wymieniał zniszczone fragmenty chodnika przy wejściu do swojego domu. To, co miało na początku być tylko pracami naprawczymi, wkrótce stało się jego pasją. Sąsiedzi wyśmiewali artystę, widząc, że budowanie kolejnych stopni zajmuje mu czas i pochłania skromne środki, jakimi dysponował. Po kilku latach intensywnego zaangażowania schody Selarona zaczęły stawać się wizytówką dzielnicy, wzbudzając już nie śmiech, a zachwyt. Przez 20 lat artysta wkomponował w ponad 200 stopni schodów ponad 2 tysiące płytek pochodzących z 60 krajów świata, w tym również z Polski.

Projekt utrzymany jest przede wszystkim w kolorach brazylijskiej flagi – dominują barwy zielona i żółta. Flaga Brazylii jest najbardziej rozpoznawalnym symbolem tego kraju. Projekt, autorstwa Raimunda Teixeira Mendesa, został oficjalnie przyjęty w 1889 roku. Ostateczną formę nadał fladze Decio Vilares, choć potem kilkakrotnie dokonywano na niej zmian. Zielone tło symbolizuje bogatą roślinność kraju. Na nim umieszczono żółty romb, a w jego centrum niebieska kula z 27 gwiazdami (wśród nich widać wyraźnie Krzyż Południa). Przez środek tej kuli od lewej do prawej strony biegnie biały pas z napisem „Porządek i Postęp”. Żółty kolor rombu należy łączyć z niegdysiejszym bogactwem kraju – złotem. Z pomocą 27 gwiazd przedstawiony został natomiast podział administracyjny kraju. Motto „Porządek i Postęp” zaczerpnięte zostało z pism Augusta Comte’a: „Miłość jako zasada, porządek jako podstawa, a postęp jako cel”.

Sąsiedzi i znajomi artysty ale także wielu nieznajomych mieszkańców Rio było w szoku gdy okazało się, że Jorge Selaron został zamordowany – beztroski, otwarty, wesoły, przyjazny i nieszkodzący nikomu bohater miasta zginął w brutalnym napadzie. Choć artysta nie urodził się w Brazylii to dzięki swojemu dziełu w 2005 roku został mu nadany tytuł honorowego obywatela Rio de Janeiro a co ważniejsze mógł o sobie mówić Carioca! Termin ten zarezerwowany jest tylko i wyłącznie dla mieszkańców miasta, którzy się w nim urodzili. Było to ogromne wyróżnienie dla artysty.

Miasto nie pomagało w tworzeniu tego miejsca. To w dużej mierze turyści dostarczali nowych płytek a także przyjaciele i znajomi artysty. Po pewnym czasie sąsiedzi również bardo mocno zaangażowali się w projekt i pomagali jak potrafili, byli i są dumni z tego mijesca. Dzisiaj mówią, że można mówić o Lapie przed i po Selaronie. On zmienił oblicze całej dzielnicy, może i miasta a jego śmierć nie miała żadnego sensu, bo nie był bogatym człowiekiem. Sam artysta często ubrany w klapki i szorty, z sumiastym wąsem i wesoła miną zawsze tutaj był. Chętnie rozmawiał z turystami, chętnie się z nimi fotografował był ambasadorem dzielnicy i ludzi tutaj mieszkających. Zarabiał sprzedając swoje obrazy ale nigdy nie stał się bogatym człowiekiem. Był prostym facetem, który kochał życie, rozmawiał z ludźmi, obserwował co dzieje się dookoła i z tego czerpał siłę do uśmiechu i życia.

Niezwykłe jest to, jak różnorodne jest to dzieło. Choć poświęcenie ukochanej Brazylii to stało się troszkę kolorowym kalejdoskopem pokazującym cały świat. Pośród kafelek przedstawiających np. kobiety w tradycyjnych strojach rodem z epoki kolonialnej, znajdziemy siedzącego w pozycji lotosu Buddę, obok wizerunek św. Jerzego zabijającego smoka. Kilka kroków dalej indyjskie bóstwa ułożone półkolem wokół płytki przedstawiającej Bramę Brandenburską z Berlina. Kawałek dalej płytki upamiętniające Boba Marleya, Michaela Jacksona, księżną Dianę. Znajdziemy też stare, zabytkowe francuskie płytki a tuż przy nich zdobione arabską kaligrafią pochodzące z Arabii. Oczywiście nie może zabraknąć również płytek z Polski. Istna wieża Babel.

Jednak gdy przyjrzymy się dobrze w tych płytkach ukryte są też pewne historie. W całej twórczości Selarona przewija się niezwykły portret ciężarnej kobiety (często z rybą). Jej twarz pojawia się w wielu miejscach na schodach. Czasami bardzo dyskretnie a czasami portret składa się z kilku płytek. Artysta nigdy nie ujawnił kim jest czy była ta tajemnicza kobieta. Wielokrotnie o to pytany mówił, że to sprawa zbyt osobista. Płytki wkomponowane w schody opowiadają wiele historii zarówno z życia artysty jak i z wydarzeń, które uznawał za ważne ale też i przypadkowe.

Jorge Selaron zdradził, że np. jest fragment którym „podziękował” przyjacielowi za dostarczanie wielu pięknych płytek, gdzie indziej artysta przeprasza swoją gospodynię Donnę Elenę za to, że nie płacił regularnie czynszu przez wiele lat, które poświęcił na ozdabianie schodów. Nie jest łatwo odnaleźć „opowieści” malowane pytkami bo te schody to trochę szaleństwo artysty i chyba tylko on umiał je „czytać” w pełni. Jednak w wywiadach zawsze powtarzał, że schody są pełne opowieści, notatek i wzruszających pamiątek. Trzeba tylko otworzyć oczy i duszę aby to wszystko odnaleźć. To dobry sposób na zwiedzanie tego miejsca – próba odczytania historii jakie chciał przekazać nam artysta.

Teraz po jego śmierci (ciągle nie wiadomo kto i dlaczego dokonał tego morderstwa) miejsce to nabrało rangi pomnika, inaczej się je zwiedza. Nie ma tutaj co prawda żadnych zniczy, kwiatów nie ma żadnej tablicy mówiącej o artyście, który poświęcił tyle lat pracy temu miejscu. Ponoć w jakimś miejscu schodów sam artysta umieścił napis: „Zakończyć ten szalony sen może tylko ostatni dzień mojego życia”. Na pewno nie spodziewał się, że w wieku 54 lat ktoś brutalnie przerwie tę bajkę i pozbawi Go życia dla kilku reali! Ktoś anonimowy na jednej ze ścian napisał krzywym pismem na płytce przedstawiającej flagę Brazylii: „Selaron, Obrigado” (Dziękujemy Selaron). Pojawiają się inne napisy. Czy to jest mimo wszystko nowy początek życia magicznych schodów i niesamowity projekt, szalonego artysty będzie żył nawet po jego śmierci? Czy z biegiem czasu płytki popękają, odpadną, zostaną rozkradzione i znowu będzie tu obskurny, ciemny, śmierdzący moczem zaułek Lapy jakich wiele w okolicy?

 

 

Jeden komentarz do “Selaron, Obrigado”

  1. Adam, nie jestem żadną królową, tylko ciekawym świata i super relacji ‚ludziem’, a Twoje posty są jednymi z moich ulubionych 🙂
    te fotki są super i aż trudno uwierzyć, że w Takiej dzielnicy
    jak na ostatnim zdjęciu – aż proszą się o miłość 🙂
    też masz takie zdjęcie :):):)
    no i oczywista, czekam na więcej
    e

Skomentuj