Mimo, że Rio to ogromne miasto to jego historyczne centrum jest niewielkie. Można spokojnie zwiedzić je pieszo choć w moim przypadku wcale nie było tak łatwo. W poniedziałkowy poranek musiałem gdzieś wymienić pieniądze i pomyślałem, że jednocześnie zwiedzę centrum miasta, które jest swoistą mieszanką historycznych zabytków i nowoczesnych wieżowców. Najstarsza dzielnica Rio jest jednocześnie centrum finansowo – biznesowym miasta. Samo wejście do banku okazało się dość skomplikowane jak dla mnie! Okazało się, że w każdym z odwiedzonych banków trzeba poddać się szczegółowej kontroli, przejść przez bramki wykrywające metal i nie wolno mieć ze sobą żadnej torby dosłownie jak kontrole na lotnisku. Byłem tym zaskoczony ale jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że banki nie wymieniają waluty! Niestety nie ma takiej możliwości w żadnym banku i jeszcze ciężko było dopytać gdzie w centrum mogę zatem wymienić walutę. Znowu okazało się, że bez znajomości portugalskiego jest ciężko. Dolary czy euro wymienić można tylko w kantorach lub w biurach podróży. Zupełnie nie opłaca się wymieniać pieniędzy na lotnisku, bo kurs za dolara jest bardzo, bardzo niski (1$ – 1,6 reala). Po dobrej godzinie biegania od banku do banku wreszcie skierowano nas w miejsce gdzie udało nam się wymienić pieniądze (1$ – 1,9 reala). Najwyższy kurs jaki udało nam się później znaleźć to 2 reale za 1 $.

Sporo czasu i wysiłku kosztowało zdobycie miejscowej gotówki i na dodatek temperatura sięgała 40 stopni w cieniu. Dzień był gorący straszliwie i zwiedzanie okazało się trudne. Mimo tego, że jaj jestem ciepłolubny to w takim upale w mieście, pośród betonu niemal mdlałem. Kiedyś wznosiło się w tej części miasta wzgórze Morro do Castelo (Wzgórze Zamkowe) jednak w 1922 roku wyrównano je, aby na płaskim terenie wznieść nowoczesne centrum więc jest jak na patelni. Wiele wówczas zniszczono ze starej zabytkowej zabudowy jednak na szczęście kilka budynków pamiętających jeszcze czasy kolonialne ocalało. Jednak w tej części miasta bardziej widać wysokie, nowoczesne (i niebyt ładne) wysokie budynki niż ukryte w ich cieniu kolonialne perełki. Główna ulica w centrum to Avenida Rio Branco – najbardziej reprezentacyjna ulica miasta.

Jej budowę rozpoczął w 1904 roku ówczesny burmistrz Pereira Passos. W ciągu 20 miesięcy powstała elegancka i nowoczesna droga, szeroka na 33 metry i mająca 1,8 kilometra długości. Inwestycja budziła sporo kontrowersji, jako że jej powstanie wiązało się ze zburzeniem prawie 600 kamienic w mieście, przesiedleniem kilku tysięcy mieszkańców, a także z ogromnymi kosztami. Jednak otwarta pod nazwą Avenida Central w listopadzie 1905 roku wzbudziła powszechny zachwyt. Wybrukowana brazylijską kostką, z drzewami ozdabiającymi pobocza ulica stała się najpiękniejszą w mieście. Po 7 latach aleję, przemianowano na Avenida Rio Branco, oddając w ten sposób hołd zmarłemu brazylijskiemu dyplomacie i politykowi. Wystarczy przespacerować się tylko ta ulicą aby doświadczyć niezwykłej mieszanki nowoczesności z historią. Szklane wieżowce sąsiadują z kolonialnymi zabytkami a jednym z najpiękniejszych z nich jest Teatr Miejski.

Przy placu Floriano wznosi się budynek nazywany jednym z siedmiu cudów Rio de Janeiro. Teatro Municipal czyli Teatr Miejski, jedna z najważniejszych placówek tego typu w Ameryce Południowej. Został zbudowany w latach 1905 – 1909. Twórca projektu, Francisco Pereira Passos, wzorował się na Operze Paryskiej. Budynek teatru jest wyjątkowy. Podczas prac użyto materiałów najwyższej jakości, wśród nich niezwykłego marmuru przetykanego kolorowymi żyłkami, onyksu i granitu. Witraże zostały sprowadzone z Francji. Budynek stał się jednym z najwspanialszych jakie wzniesiono w początkach XX wieku w Ameryce Środkowej. Niestety teatr jest tak wciśnięty pomiędzy wszystkie te wieżowce, że dużo traci na swojej urodzie ale co by tu nie mówić jest przepiękny. Dostojny i elegancki budynek, szeroka aleja, światowe marki to wszystko sprawia, że czuję się jak w dużym europejskim mieście. Lapa jest zaledwie kilkanaście minut spaceru stąd  a to tak jakbym pokonał cały kontynent. Takie jest właśnie Rio, pełne kontrastów i zadziwiające. Niestety nie miałem możliwości wejść do wnętrza teatru i zobaczyć jak wspaniale wygląda jego wnętrze z imponującymi schodami we fover i ścianami w kryształowych lustrach ale polecam wirtualny spacer, który pokazuje jak pięknie jest w środku teatru – link tutaj. Wyobrażam sobie za to, jak musi wyglądać kilkutysięczny tłum (w teatrze może zasiąść 2,3 tys. widzów) elegancko ubranych ludzi wychodzących np. z premiery światowej opery pośród bezdomnych, których i tutaj nie brakuje. Tylko w  Rio takie obrazki!

Z centrum miasta związana jest także jedna z najstarszych legend w mieście. Według tej legendy to właśnie okolice dzisiejszego starego centrum upodobała sobie pierwsza w Brazylii czarownica, znana jako Barbara Dos Prazeres, która przybyła do miasta ok. 1788 roku. Najczęściej widywano ją przy Arco do Teles (Kamienna Brama), gdzie oferowała mężczyzną swoje ciało. Wkrótce stała się najpopularniejszą prostytutka w tej części miasta. Gdy jej uroda zaczęła przemijać, zawarła pakt z diabłem, który obiecał że karmiąc się krwią dzieci, znowu stanie się piękna. W okolicy zaczęli ginąć najmłodsi, a znajdowano jedynie ich wykrwawione zwłoki. Kobieta zginęła w 1830 roku, lecz jej duch ponoć wciąż błąka się nocami w okolicy Arco do Teles i raczej dzieci nie puszcza się tutaj samych!

Aby zrównoważyć stare z nowym idę zerknąć na nowoczesny budynek Petrobrasu, który potocznie nazywa się tutaj kostką Rubika. Siedziba Petrobrasu, założonej w 1953 roku działającej do dzisiaj firmy naftowej robi wrażenie. Musze przyznać, że to jedyny nowoczesny budynek w centrum, który mi się podoba, który ma jakiś charakter. Tym bardziej, że wybudowano go w 1967 roku, więc jak na tamte czasy musiał być ultranowoczesny a zważywszy na to, że to pierwszy w mieście „inteligentny” budynek to trudno odmówić jego architektowi nowoczesnej wizji. Dookoła powstały znacznie wyższe „drapacze chmur” i choć daleko im do tych w Hong Kongu czy w Singapurze to jednak trzeba przyznać, że ta część Rio może konkurować z innymi centrami finansowymi na świecie.

W szklanych taflach elewacji okolicznych wieżowców odbija się jak w lustrach przedziwny kształt budynku, który widać niemal z każdego miejsca Lapy czy Santa Teresy. Wielka bura piramida, czy jak mówią niektórzy sarkofag elektrowni atomowej powstał w miejscu zrównanego z ziemią wzgórza Morro de Santo Antonio (Wzgórze św. Antoniego). Jeden z najbrzydszych i najczęściej krytykowanych budynków kościelnych na świecie. Konsekrowana w 1976 roku katedra miasta Rio de Janeiro – Catedral Metropolitana. To masywna, wznosząca się na wysokość 96 metrów, uformowana w kształcie ściętego stożka bryła zbrojonego betonu. Z zewnątrz kościół wygląda tragicznie. Obsypujące się mury, powybijane szyby, pordzewiała konstrukcja, pełno śmieci i parking samochodowy tuż za kościołem, gdzie spotykają się niekoniecznie wierni. Smutny widok.

Kościół ma 106 metrów średnicy co powoduje, że wewnątrz może pomieścić się aż 25 tysięcy ludzi, z czego 5 tysięcy zajmuje miejsca siedzące. Przedziwny kształt kościoła został podyktowany gustami jego twórcy, który postanowił zerwać z dotychczasowym kanonem sakralnej sztuki katolickiej. Katedrę zaprojektował Edgar de Oliveira da Fonseca, który inspirował się bardziej piramidami meksykańskich Majów niż tradycją rzymskiego Kościoła. Da Fonseca zafascynowany był w szczególności piramidą w Chichen Itza. Jednak pomiędzy budowlami jest istotna różnica – piramidy Majów stawiano na planie prostokąta, a katedra brazylijskiego architekta powstała w oparciu o koło. Niezachwycająca z zewnątrz modernistyczna konstrukcja świątyni dopiero w środku odkrywa swoje walory, które osiągnięto dzięki piramidalnemu kształtowi budowli.

Wnętrze oświetlone jest przez promienie słoneczne przenikające przez cztery imponujące witrażowe okna, rozlokowane zgodnie z kierunkami świata, z których każde liczy sobie 60 metrów wysokości. Patrząc w górę na efekty świetlne można dostać zawrotu głowy. Choć wnętrze nie jest urządzone z przepychem charakterystycznym dla świątyń katolickich, to chyba właśnie ta surowość i gra świateł tworzą mistyczną atmosferę w tym kościele. Witraże maja symboliczne przesłanie – w zamierzeniu projektanta reprezentują cechy Kościoła, stanowiące jego podwaliny: jedność, świętość, powszechność i posługę apostolską.

Ponad prostym, granitowym ołtarzem zawieszony jest duży, drewniany krzyż. Na belce poniżej ukrzyżowanego Chrystusa umieszczone są figury autorstwa Humberta Cozzo, przedstawiające Najświętszą Marię Pannę i Jana Ewangelistę. U dołu krzyża zawieszony jest rzeźbiony granat – owoc, który w Brazylii jest symbolem życia. Po bokach skromnego ołtarza ustawione są granitowe posągi przestawiające patrona katedry – św. Sebastiana oraz św. Annę. Uwagę przyciąga także postawiona nieopodal ołtarza zdobiona kareta z postacią św. Sebastiana, której używa się podczas procesji Bożego Ciała i w trakcie święta patrona katedry.

Za ołtarzem głównym w tylnej części kościoła znajduje się kaplica Najświętszego Sakramentu ozdobiona pięknymi świecznikami wykonanymi z brązu. Główne wejście zbudowane jest z 12 odrębnych elementów, na których umieszczone są 42 wykonane w brązie płaskorzeźby. Drzwi maja imponującą wagę 8 ton, ponad 5 metrów szerokości i aż 18 wysokości. Przed kościołem wznosi się betonowa dzwonnica, która jest niewiele wyższa od samej świątyni. Została ona dodana w lipcu 1985 roku z okazji uczczenia piątej rocznicy pobytu w tym miejscu papieża Polaka. Papież odwiedził katedrę ponownie w roku 1997.

Katedra ze swoją dziwaczną, kontrowersyjną i widoczną z wielu punktów miasta bryłą niewątpliwie należy do charakterystycznych atrakcji Rio. Podświetlona w nocy różnymi kolorami wygląda jak brylant na tle ciemnego nieba. Trzeba ją zobaczyć ale Ci, którzy lubią zwiedzać kościoły w tej dzielnicy znajdą bardziej ciekawe obiekty, gdyż pełno tutaj przepięknych, barokowych świątyń z ciekawą historią i jednocześnie będących czasami niemymi świadkami straszliwych wydarzeń. W 1993 roku w nocy z 23 na 24 lipca na plac przy kościele Nossa Senhora da Candelaria podjechały wozy policyjne, a policjanci otworzyli ogień do dzieci i młodzieży śpiących na ulicy przy kościele. Śmierć poniosło osiem osób, a wielu zostało rannych. Przyczyny masakry nie zostały do dzisiaj wyjaśnione. Prawdopodobnie sprawcami przestępstwa była jedna z tzw. grup eksterminatorów, odpowiadająca za oczyszczenie historycznego centrum z bezdomnych mieszkańców. Rio pełne jest takich opowieści. Niestety bezdomność, bieda, ubóstwo ciągle jest widoczna w mieście – nawet tutaj w dzielnicy biznesu. To ciągle zjawiska społeczne z którymi niewiele się nie robi. Choć na przestrzeni ostatnich 10 lat zniknęły np. bezdomne dzieci z Copacabany (i mam nadzieję, że nie pozbyto się ich w tak drastyczny sposób jak tych z centrum), to wciąż nie mogę uwierzyć, że tak bogaty kraj nie umie (nie chce?) zapewnić swoim mieszkańcom godnego życia. Cóż, Rio ma wiele obliczy i jeszcze nie jedno zobaczę!

6 komentarzy do “Piramida Majów, paryski teatr i legenda o czarownicy”

  1. Legenda ni elegenda, ale dreszcze mnie przeszły..;-o Kościól faktycznie musi robić wrażenie w środku ze względu na gre świateł.

  2. Monia gdyby nie te witraże to uznałbym ten kościół za najbrzydszy jaki widziałem.

  3. Adaaasiuuu 🙂
    pięknie napisane i pokazane, ale było coś dalej ? :):):)
    pozdrówki
    e

  4. Elu wiem, wiem, ze sie opierniczam ale w pracy nowy szef i nowe wyzwania 🙁 jednak juz jutro nowy wpis 😉 pozdrawiam serdecznie !

  5. hmm … podobno cierpliwość jest zaletą królów 🙂

    pozdrawiam i życzę mało pracy 🙂 i dobrego szefa ..

  6. Ela, podobno 🙂 Ty jesteś w takim razie już królową 🙂 Obiecuję poprawę, w końcu przyszła wiosna to i sił więcej 🙂 Pozdrawiam!

Skomentuj