Marzyło mi się zobaczyć stare Rio, tę kolonialną część miasta, której 10 lat temu bałem się jak diabeł święconej wody, bo niebezpieczne, bo złe,  nie dla turysty. Wówczas uwierzyłem, teraz los sprawił, że pierwsze dwa dni spędzę właśnie tam. Przez te wszystkie problemy z linią lotniczą nie miałem wcześniej zarezerwowanego noclegu na sobotę i niedzielę. Kwatera czekała na nas dopiero od poniedziałku. W systemach rezerwacyjnych zostały tylko wolne miejsca w hotelach gdzie za dobę trzeba zapłacić majątek. Przez chwilę nawet pomyślałem a co tam, po tych wszystkich stresach zafunduję sobie dwie doby luksusu! Jednak wówczas pomyślałem, że przecież to świetna okazja aby właśnie skonfrontować się ze starym Rio. Przypomniał mi się również pewien film, który obejrzałem kilka lat temu. Wystraszyłem się własnego pomysłu jeszcze bardziej ale nie było już odwrotu. Skoro już los dał mi cytrynę to zrobię z niej lemoniadę! Zamienić problem na coś fajnego i wykorzystać szansę.

Tak trafiłem na hostel położony na pograniczu Santa Teresy i Lapy. Naczytałem się o tych dzielnicach samych sprzeczności. Znowu, że niebezpiecznie, że na ulicach kradną, że zdarzają się napady, że lepiej nie szwędać się tam wąskimi uliczkami a po zmroku, to już w ogóle nie opuszczać hotelu. Ale też, że są to jedne z bardziej interesujących dzielnic miasta. Santa Teresa słynie z architektonicznego i kulturowego bogactwa, to jedyne miejsce gdzie jeszcze można poczuć kolonialną atmosferę i zobaczyć niezwykłe dawne, wykwintne rezydencje bogaczy. To Rio sprzed 150 lat ciągle żywe. Lapa to natomiast najlepsze miejsce imprezowe w mieście. Ta historyczna dzielnica słynie z szalonego życia nocnego. To miejsce gdzie spotyka się autentycznych mieszkańców tego miasta gdzie najłatwiej jest doświadczyć co oznacza zabawa w Rio. Byłem ciekawy jaka jest prawda?

Lapa od momentu swojego powstania była mekką muzyków, pisarzy, myślicieli i wszystkich tych, którzy nie mieścili się w kanonie „normalności”. Wolny świat dla wolnych ludzi. W drugiej połowie XX wieku dzielnica zaczęła podupadać. Coraz więcej pojawiało się tutaj biedaków, bezdomnych, przestępców różnej maści. Naturalną konsekwencją było, że bohema artystyczna wyniosła się do innych części miasta. Dzielnica zaczęła zyskiwać złą opinię i z czasem popadła w ruinę. Dzisiaj mimo swego kulturowego i historycznego znaczenia, należy do najbardziej zaniedbanych miejsc w centrum Rio de Janeiro.

Trochę z obawami o bezpieczeństwo wyruszyłem na poznanie tych rejonów miasta. Zła reputacja Lapy ciągnie się za nią od lat 50,  XX wieku. Dzielnica znana jest też jako „Montmartre Ameryki Południowej”. Królowały tutaj kabarety, burdele i kasyna. Cały szemrany półświatek w Lapie znalazł swoją ostoję. Handlarze narkotyków, morze alkoholu, samba i sex – to obraz Lapy. Tak było kiedyś ale do dzisiaj w wielu przewodnikach można wyczytać, że to miejsce jest bardzo niebezpieczne. Jednak wiele od tamtych czasów się zmieniło. Miejscowi mówią, że jeżeli chce się odnaleźć duszę Rio de Janeiro trzeba przyjść wieczorem właśnie tutaj – do Lapy. To tutaj jest prawdziwa alternatywa dla bezdusznych i nijakich klubów jakich są dziesiątki przy najbardziej znanych plażach. To tutaj spotykają się artyści, to tutaj jest prawdziwa samba, spontaniczność, to tutaj miesza się krew i pot. To tutaj jest prawdziwe Rio a nie przy plaży.

Rewitalizacji tego obszaru miasta poświęcono wiele uwagi i pieniędzy. Ciągle jest nadzieja, że te wysiłki przywrócą jej dawny blask. Exodus mieszczańskiego życia nocnego w Lapie zmienił nieco wizerunek tego miejsca. Choć dla wielu turystów z uporządkowanej Europy pierwsza uliczna impreza w Lapie może być szokiem. Nie każdy ma tak silne nerwy aby opanować strach. Nigdzie na świecie nie bawiłem się w takiej masie ludzi niemal zahipnotyzowanych przez muzykę, pochłoniętych rytmem. To tutaj można na własne oczy zobaczyć co oznacza demokracja. Mieszanka ras, statusu społecznego, bosonogich biedaków, mężczyzn w garniturach i kobiet w kreacjach od najlepszych światowych projektantów, bezdomnych i bogatych – połączona wspólnym celem – zabawą!

Nie umiałem absolutnie się w tym odnaleźć. Zresztą nie tylko ja ale i wielu turystów. Większość była przerażona tym co widzi i szybko wracała do bezpiecznego hotelu. W Lapie króluje młodość i niczym nieskrępowana moralność, a raczej jej brak. Jak się później okazało takie po prostu jest Rio a Lapa skupia to w sobie na małej powierzchni pozamykanych dla samochodów ulic w piątkowe i sobotnie wieczory i skupia niczym w soczewce. Większość ulicznych zabaw jest tutaj zupełnie spontaniczna. Gdzieś gra muzyka, zbiera się grupka ludzi, pojawiają się uliczni sprzedawcy alkoholu i zaczyna się zabawa. Spontaniczna, niczym nieskrępowana orgia zmysłów. Dla tych, którzy jednak wolą nieco bardziej „cywilizacyjne” warunki Lapa oferuje dziesiątki klubów i barów. Często w kolonialnych rezydencjach np. w domu byłego barona albo w „Circo Voador” czyli „Latającym Cyrku” gdzie kilka lat temu występ dała Madonna.

Lapa doczekała się także zaistnienia na srebrnym ekranie (to właśni ten film przypomniałem sobie gdy zdecydowałem się tutaj poszukać zakwaterowania). Dzielnica nie jest tylko tłem dla akcji i opowiadanej historii ale w filmie „Madame Sata” Lapa „gra” jedną z głównych ról. Film opowiada historię czarnego analfabety, geja, transwestyty, ojca siedmiorga adoptowanych dzieci, przestępcy i wolnej duszy. Joao Francisco Dos Santos, wyrzutek zarówno w sensie seksualnym, jak i społecznym, swoje miejsce wywalczył pięściami, znajdując schronienie właśnie w Lapie. Biograficzny film osadzony w realiach Lapy lat 40. XX wieku pokazuje bogate życie dzielnicy.

Alfonsi, prostytutki, tancerze samby, muzycy i kompozytorzy, świat barów i burdeli wypełnionych mrocznym smutkiem, wibrującą seksualnością, zapachem potu i tanich perfum ale przede wszystkim celebracją kultury Afro – Brazylijskiej. Kultura ta powstała w opozycji do społeczeństwa, które przestało mieć jakikolwiek pożytek ze społeczności dawnych niewolników. Film ten obejrzałem dawno temu ale właśnie taką Lapę spodziewałem się zobaczyć. „Odnaleźć” Madame Satę, a bardziej tego ducha tamtych lat niestety mi się nie udało. „Madame Sata” to wizja Lapy, której już nie ma, została tylko legenda nocnych klubów a postać Joao Francisco Dos Santos, który całe swoje życie walczył z bezwzględną policją, na ogół w odpowiedzi na zaczepki, obraźliwe komentarze, bądź w obronie niesprawiedliwie traktowanych prostytutek, żebraków, transwestytów, czarnych, i innych społecznie wykluczonych, stał się ikoną kontrkultury XX wieku w Brazylii.

Mam wrażenie, że z tej kontrkultury nie zostało już ani grama. Wszystko się unifikuje, staje identyczne. Na szczęście coraz więcej w Lapie jest miejsc gdzie powraca się do korzeni, gdzie rozbrzmiewa prawdziwa samba, bossa nova czy choro. Choć prawdą jest to, że Lapa to najbardziej rozrywkowa dzielnica miasta to również prawdą jest to, że wielu turystów może po prostu bać się tutaj przyjść. Tysiące bawiących się ludzi przyciąga również drobnych przestępców. Pewnie łatwo stracić tutaj portfel czy telefon a wyciąganie drogiego aparatu fotograficznego to raczej bardzo głupi pomysł. Jednak ma Lapa w sobie tą niezwykła energię dzięki której możemy poczuć się znowu młodzi, wolni i beztroscy. Nie każdemu pewnie ta hedonistyczna zabawa na ulicach się spodoba ale to tutaj jest dusza tego miasta a nie na słynnych południowych plażach, które zna cały świat i warto tego doświadczyć na własnej skórze i we własnych emocjach może odnaleźć odrobinę szaleństwa Madame Saty?

8 komentarzy do “Montmartre Ameryki Południowej”

  1. Adam!Tak to opisałeś, ze poczułąm ten gorąc, ten pot i lepkie piekne ciało poruszające się w rytm pulsującej muzyki.

  2. wow ! ciekawa okolica i te kolorowe domy maja wiele uroku 🙂

  3. Momi dzięki! Lapa wieczorem czy w nocy to zupełne szaleństwo i wcale się nie dziwię, że niektórzy turyści (choć zagląda ich tam ciągle mało, w porównaniu ilu jest w knajpach w lepszych dzielnicach) nie potrafią opanować stresu i czują się tam jakby ktoś zaraz mógł ich zamordować. Chaos niesamowity ale w tym szaleństwie jest coś co mnie urzekło. Choć jak widać zdjęć nie robiłem wieczorami, aż tak odważny nie jestem 🙂

  4. Justyna dzielnica jest intrygująca 😉 Te wszystkie kolorowe malunki na ścianach dodają oczywiście kolorytu ale bardziej skrywają biedę i rozpadające się budynki. Lapa wieczorem, ukryta w ciemnościach i kolorowo oświetlona lampami barów i klubów to zupełnie inne miejsce niż w dzień. Gdy wschodzi słońce widać …. no właśnie o tym już w następnym wpisie 🙂 zapraszam i pozdrawiam

    Adam

  5. MOże niebezpiecznie, a jednak trochę zazdrość kuje w oczy. Widać wpis jest taki, ze od razu chce się jechać do Lapy.

  6. No właśnie taki urok Lapy 🙂 i się człowiek boi i chce tam być jednocześnie 🙂 Trochę to niebezpieczeństwo, wynika z naszego europejskiego punktu widzenia. Po prostu jak spotykamy się z czymś nowym, czego nie znamy to się tego po pierwsze boimy a po drugie próbujemy porównać do własnych doświadczeń a może nie umiemy się tak zatracić choć na chwilę? 🙂 O bezpieczeństwie w Rio będę jeszcze pisał, bo bardzo dużo się pod tym względem zmieniło. Pozdrawiam

  7. Adam
    zacząłeś pięknie, ale ‚opuszczasz’ się Facet 🙂
    prosimy o więcej i kontaktu i relacji, a ta zaczęła się jak zawsze – The best 🙂
    pozdrówki
    e

  8. Hej Elu, obiecuje poprawę 🙂

Skomentuj