Ta Som to świątynia, która na początku nie wzbudziła we mnie żadnych uczuć. Bardziej zniszczona niż inne, dosyć mała w porównaniu z poprzedniczkami można by napisać, że zaniedbana i mało interesująca. Jedynie umieszczone nad bramami oblicza Buddy (identycznie jak w Bajonie) sprawiają, że wchodzi się do niej z pewnym zainteresowaniem. Jednak im dalej tym mniej do oglądania bo przeważają tutaj zawalone ściany i trawa po kolana. Trochę smutny obraz zapomnianej świątyni.

Francuscy archeolodzy pozostawili tą świątynię niemal w niezmienionym stanie. Ciekawe dlaczego nie zdecydowano się odrestaurować tej świątyni? Uznano ją za zbyt mało wyrafinowaną, zbyt powszechną, żeby nie powiedzieć nudną? Niewielka w swoich rozmiarach mogłaby być przecież urocza. W Ta Som większy udział w dziele zniszczenia przypisać trzeba niestety pośpiechowi budowniczych i ich niedbałemu wykonaniu niż siłom natury. Fundamenty budowli osadzone na grząskim gruncie okazały się zbyt słabe aby utrzymać ciężar budowli. Olbrzymie kamienne bloki zestawiono ze sobą w pośpiechu i niezbyt staranie, i w efekcie świątynia częściowo się osunęła, a ściany odchyliły się od pionu. Drewniane rusztowania podtrzymują je aby całkiem nie runęły ale także i one nadgryzione są już zębem czasu.

Żarłoczna dżungla wykorzystała swoją szansę i „rzuciła” się na Ta Som aby ją całkowicie unicestwić. Korzenie i gałęzie szybko znalazły oparcie w pokruszonych blokach kamienia aby piąć się w stronę słońca. Nie spodziewałem się niczego po tej świątyni, choć jakby się uprzeć to można odnaleźć tutaj przepiękne zakątki z płaskorzeźbami apsar, które jakimś cudem ocalały. Kilka ciemnych pomieszczeń gdzie uda się wejść ale nic poza tym. Może to już zmęczenie dało o sobie znać ale nie miałem ochoty wspinać się po zawalonych murach aby odkryć tutaj coś ciekawszego. Najprostszą drogą opuszczałem świątynię.

Wyszedłem przez zachodnią bramę. Chcą ostatni raz spojrzeć na Ta Som odwróciłem się i zamarłem… Widok, który zobaczyłem spowodował, że poczułem się jak nowo narodzony. Wróciła ochota i siły. Nad bramą, którą wyszedłem ze świątyni wznosi się wieża, której cztery boki to gigantyczne oblicza Buddy. Spogląda w cztery strony świata i ma się wrażenie, że Oświecony nie spuszcza z nas oka. Jednak gdy się lepiej przyjrzeć, okazuje się, iż to nie Budda, lecz „super król” Dżajawarman VII znowu wszystko kontroluje – identyczne jak w Bajonie.

Jednak to nie te oblicza zrobiły na mnie takie wrażenie a ogromny figowiec, który dosłownie „dusi” całą wierzę w uścisku ze swoich korzeni i gałęzi. Widok niezwykły tym bardziej, że nie spodziewałem się niczego ciekawego tutaj. Wielkie drzewo walczy z kamienną budowlą i to jest tak sugestywne, że mam wrażenie, że słyszę jęki kamiennego króla. Stałem jak wryty i patrzyłem na ten niezwykły widok kilka minut. Jedna mała niepozorna świątynia łączy w sobie to co najlepsze ze swoich bardziej znanych „sióstr” – połączenie Bajonu z Ta Prohm.

Pomyślałem, że w Angkorze nigdy nie można zwątpić. Nigdy nie można powiedzieć, że coś jest nudne. Zawsze może się trafić niezwykłe miejsce, które miniemy jeżeli głowę opuścimy zbyt nisko. Wstąpiły we mnie nowe siły, energia która zdawały się ulatywać wróciła ze zdwojona siłą. Znowu dusza mi śpiewała a nogi rwały do przodu w kolejne miejsca, znowu chciało mi się krzyczeć – jak tu pięknie!!!

Ta Som

  • końcówka XII wieku
  • Król – Dżajawarman VII – Syn Dhaaranindrawarmana. Nazywany pośmiertnie: Maha Paramasznagata pada. Urodził się między 1120 a 1125, zmarł między 1215 a 1219. Panował w Angkorze w latach 1181-1218.
  • kult – buddyjski

 

 

3 komentarzy do “Jak tu pięknie!!!”

  1. Mariusz - marinik :

    Wiesz Adam – im wiecej piszesz tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że 3 dni na Angkor TO JEST TO co ja chcę. Wciąż się obawiam upału, ale skracac tego zwiedzania nie będę.
    🙂
    Pozdrawiam – w oczekiwaniu na C.D.

  2. Mariusz upał jest do zniesienia trzeba tylko mieć dużo wody w tuk-tuku 🙂 a jak sam widzisz jest co oglądać!

  3. Fajna stronka. Serdecznie pozdrawiam

Skomentuj