Naprzeciwko Thommanon dumnie wznosi się świątynia Chau Say Tevoda – niemal bliźniacza w stylu i wyrazie. Jest nieco bardziej zniszczona niż jej „siostra bliźniaczka”. Niestety użyto przy jej budowie drewnianych wsporników podtrzymujących stropy, które w tym gorącym i wilgotnym klimacie nie maiły szans na przetrwanie setek lat. Zawalenie się części budynków spowodowało, że prace rekonstrukcyjne przy tej świątyni był dużo trudniejsze i chińscy specjaliści, którzy ją rekonstruowali mieli bardzo trudne zadanie.

Świątynia ma taki sam plan jak Thommanon ale zachowały się tutaj cztery bramy i dwie biblioteki. Niestety nie wszystkie ściany udało się zrekonstruować i otwarte przedsionki są niczym rany. Również centralne sanktuarium nie zachowało się w całości. Nie brakuje jednak i tutaj przepięknych reliefów przedstawiających sceny z mitologii hinduskiej. Przedsionek prowadzący do głównej kaplicy pokrywają wyrzeźbione rozety ustawione w kwadratach przypominające nieco te z Banteay Srei i Baphuonu. Rekonstrukcja tej pochodzącej z XII wieku świątyni była przeprowadzana dosyć późno i trwała niemal 10 lat. Zakończono ją dopiero w roku 2009. Mimo, że nie odbudowano świątyni całkowicie, a może właśnie dzięki temu, bardzo mi się tutaj podobało. Świetny klimat do zdjęć a mała przestrzeń pozwalała łatwiej uchwycić to obiektywem. Świątynia jest bardzo fotogeniczna.

Gdy odkryto obie świątynie sądzono, że zostały one wybudowane w tym samym czasie jako para. Każda z przeciwnej strony Triumfalnej Alei prowadzącej do Bramy Zwycięstwa w Angkor Thom. Jednak nową stolicę wybudowano znacznie później niż obie te świątynie, więc nie mogło być ich zadaniem wyróżnienie i podkreślenie ważności tego szlaku komunikacyjnego poprzez „objęcie” go z obu stron świątyniami, jak sądzono na początku. Na pewno nie służyły zatem podniesieniu rangi stolicy. Obie poświęcone Wisznu i Śiwie były zapewne jednymi z wielu miejscami kultu religijnego.

Najbardziej oczywistą różnicą między Thommanon i Chau Say Thevoda jest „kamienny most” – długa rampa wzniesiona na filarach, która kiedyś zapewne służyła jako pomost, którym można było dostać się do świątyni od innej strony. Znowu miałem ogromną ochotę pójść przed siebie tym kamiennym „mostem” i zobaczyć dokąd mnie zaprowadzi. Nie widziałem jego końca, więc być może doszedł bym do kolejnego miejsca, ukrytego gdzieś w dżungli gdzie nie docierają turyści tak jak przypadek i ciekawość sprawiły „odkrycie” przez mnie Preah Palilay. Obie świątynie zarówno Thommanon jak i Chau Say Thevoda są warte odwiedzenia. Nie potrzeba tutaj przeznaczać wiele czasu na ich zwiedzenie gdyż obie są tuż obok siebie i są dosyć małe. Warto zwrócić tutaj uwagę zwłaszcza na misterne detale, bo należą do jednych z najlepiej zachowanych i najpiękniejszych w Angkorze. Jednak gdy macie ograniczony czas na zwiedzanie można pominąć obie i pojechać tą drogą dalej, gdzie czekają kolejne cuda Angkoru, bo jest ich jeszcze ciągle wiele przed nami…

[scrollGallery id=331]

Skomentuj