Czy potraficie sobie wyobrazić trzysta tysięcy kamiennych bloków rozrzuconych w dżungli z których trzeba na nowo ułożyć gigantyczną świątynię? Ja nie potrafię. Wydaje mi się coś takiego zupełnie niemożliwe. Bez planów, bez dokumentacji odtworzenie czegoś co zbudowano tysiąc lat temu wydaje mi się zupełnie nierealne. Jednak cuda się zdarzają. Wystarczy grupa specjalistów, „fanatyków” archeologii owładnięta jakąś „diabelską” pasją i „anielską” cierpliwością oraz…. siła i precyzja dzisiejszych komputerów.  Owy cud nazywa się Baphuon i dzisiaj dumie stoi zaledwie 200 metrów od Bayonu. Choć znajduje się na terenie dawnej stolicy Angkor Thom to świątynia ta była tutaj wcześniej i należy do jednej z najstarszych świątyń oraz do jednej z najwyższych budowli sakralnych na terenie Angkoru – wyższy jest tylko Angkor Wat.

Baphuon zbudowano na rozkaz króla Udajaditjawarmana II, który panował w Kambodży w latach 1049 – 1065. Był następcą silnego władcy Surjawarmana I, choć nie był jego synem (niektóre źródła mówią jednak o tym, że był synem poprzedniego króla). Tron odziedziczył dzięki pokrewieństwu z żoną Jaszowarmana I. Był niestety królem słabym i chwiejnym. Popełniał we wszystkich działaniach błąd za błędem. W stolicy dochodziło do zamieszek sygnalizujących ogólne niezadowolenie panujące w królestwie. Miały one w większości tło religijne, co w tym kraju, znanym z olbrzymiej tolerancji, było rzeczą niezwykłą. Udajaditjawarman dążył do wprowadzenia śiwaizmu jako religii oficjalnej oraz eliminacji innych kultów i wierzeń. Nie występował wprawdzie otwarcie przeciw buddyzmowi, ale nie dopuszczał do tego, by przyjął się on na dworze, odnosił się z obojętnością do mnichów buddyjskich i wznosił tylko świątynie Śiwy.

Król Udajaditjawarman polecił wznieść świątynię Baphuon, większą od tych zbudowanych przez jego poprzedników –  poświęconą Śiwie, choć nie brakuje w niej np. płaskorzeźb przestawiających Buddę. W jednej z inskrypcji pochodzących z tamtych czasów nazwano ją „złotą świątynią na złotej górze”. Nie dorównuje jej wielkością, wspaniałością i dostojeństwem żadna wcześniejsza budowla. W obrębie murów miejskich ustępuje rozmiarami jedynie Bayonowi. Świątynię konsekrowano w roku 1060 i wzgórze świątynne na którym stała wyznaczało centrum stolicy króla Udajaditjawarmana II. Olbrzymia zdobna złotem świątynia, nie miała służyć ani upiększeniu stolicy, ani być też budowlą sakralną przeznaczoną dla jej mieszkańców, lecz pomieścić złoty królewski lingam – symbol władzy królewskiej, wyobrażenie męskiej siły twórczej. Udajaditjawarmana II jak i inni królowie demonstrowali w ten sposób swoje przekonanie o tożsamości własnej osoby z bogiem Śiwą. Od wieków bowiem lingam, formę wyobrażenia fallicznego, umieszczano we wszystkich miejscach związanych z kultem Śiwy. W przyszłości świątynia miała stać się grobowcem władcy. Uważając się za ulubieńca wszechmocnego Śiwy za życia, król liczył na jego miłosierdzie po śmierci.

Mój ulubieniec z tamtych czasów, chiński wysłannik cesarza Timura, Czou Ta-Kuan w swoim raporcie pisał, że Baphuon sprawia „doprawdy niezwykłe wrażenie”. Prawdopodobnie chiński dyplomata nie mógł się oprzeć widokowi świątyni pokrytej pozłacanym dachem. Dalej pisał: „około jednego li (500 m) na północ od złotej wieży (chodzi o Bayon) znajduje się wieża brązowa (Baphuon). Jest nawet wyższa niż złota wieża i przedstawia wspaniały widok”. Wszystkie budynki sakralne tego typu musiały być odpowiednio urządzone jako siedziby tego czy innego boga. Posągi zazwyczaj złocono i malowano na jasne kolory, drewniane sufity i drzwi rzeźbiono, często bardzo przemyślnie a następnie pozłacano. Wizerunek boga zazwyczaj obramowany był złotem, a u jego stóp umieszczano przedmioty niezbędne w czasie obrzędów rytualnych.

Szkoda, że dzisiaj takich widoków już nie ma, byłby to z pewnością jeden z najwspanialszych zabytków Angkoru. Świątynia nie przetrwała próby czasu, choć została po wiekach uratowana. Legła w gruzach nie tyle z powodu natarcia dżungli (jak w Ta Prohm) wspomaganej przez ulewne deszcze, nie z powodu działalności złodziei, wandali, łupieżców (jak miało to miejsce w Banteay Srei), ile przede wszystkim z powodu poważnych błędów popełnionych przez budowniczych i nadmiernego pośpiechu ambitnego i niecierpliwego króla. Rozkazał on usypać wysoki kopiec kierując się nie tylko wymogami tradycji, lecz przede wszystkim próżnością i poczuciem własnej godności i wielkości. Świątynia miała górować nad stolicą i król żądał, by budowę ukończono jak najszybciej. Nie czekano, aż grunt całkowicie osiądzie, położono fundamenty, wciągnięto na górę wielkie kamienne bloki i w niezwykłym pośpiechu wznoszono świątynię.

Architekci byli świadomi ułomności wznoszenia tej świątyni i w obawie przed zawalaniem się konstrukcji, wzmacniali metalowymi klamrami kamienne bloki, by utrzymać stabilność świątynnej bryły. W celu zmniejszenia ciężaru konstrukcji zastępowano kamień drewnianymi belkami, zwłaszcza w długim szeregu galerii. Drewno w tym klimacie niestety tylko przyspieszyło proces upadku. Przez kilka lat wszystko było w porządku. Król zyskał piękną świątynię grobową, a stolica Khmerów nowe arcydzieło demonstrowane z dumą gościom i sławnym uczonym, którzy zjeżdżali z Południowo – Wschodniej Azji i Dalekiego Wschodu, by studiować wspaniały wystrój i wyrafinowane założenia architektoniczne. Potem nagle zaczęły pojawiać się pęknięcia i rysy. Nie można było budynku podeprzeć stemplami, a jego olbrzymi ciężar przyspieszył katastrofę. Chluba Khmerów runęła rozpadając się na tysiące kawałków.

Musiały minąć setki lat gdy w roku 1910 Baphounowi pospieszył na ratunek francuski archeolog Jean Commaill, który na odrestaurowanie tego zabytku poświęcił sześć lat swojego życia, aż do śmierci z rąk bandytów. Na szczęście w roku 1954 z Paryża przyjechał nowy kustosz obiektów archeologicznych, Bernard Philippe Groslier. Francuzi zdecydowali się zastosować przy ratowaniu świątyni technikę anastilosi, którą Holendrzy z powodzeniem stosowali już wcześniej w Indonezji. Polega ona na całkowitym rozłożeniu budowli, ponumerowaniu i skatalogowaniu każdego kamiennego bloku, uzupełnieniu brakujących elementów i ponownemu złożeniu. W ten sposób odrestaurowano w roku 1931 (z niesamowitym efektem) świątynię Banteay Srei.

Niestety dla Kambodży nadeszły złe czasy. W połowie lat 70. Angkor przejęli Czerwoni Khmerzy. Zniszczyli pieczołowicie sporządzoną dokumentację i archiwum fotograficzne. Ta zbrodnicza organizacja wymordowała 1/3 ludności Kambodży. Zrobili co mogli by zniszczyć Angkor, podobnie jak zniszczyli całą przeszłość państwa, w którym zarządzili koniec historii, zmierzch religii i ustanowili „rok zerowy”. W Angkorze urządzili sobie poligon. W murach wielu świątyń, gdzie urządzano sobie strzelnice, ślady kul widać do dzisiaj. Nie mając wystarczającej ilości dynamitu na wysadzenie świątyń i pałaców Angkoru (na szczęście!) postanowili starą stolicę rozebrać. Przywódca Czerwonych Khmerów Pol Pot zapędził do rozbiórki dziesiątki tysięcy ludzi, którzy wynosili kamień po kamieniu i rozrzucali po dżungli. Dwadzieścia lat trwało mordowanie narodu i jego tożsamości narodowej – Angkoru.

W roku 1995 gdy w Kambodży nastał pokój ponownie przyjechali tutaj francuscy archeolodzy. Mając w budżecie 37 milionów dolarów, zabrali się do realizacji jednego z najbardziej ambitnych projektów w Angkorze. Zamierzali ukończyć swoje dzieło w ciągu dziewięciu lat, ale przyszło im pracować dwa lata dłużej. Trudności były kolosalne. Prowadzący prace francuski architekt Pascal Royere pisał: „Każdy kamień ma swoje miejsce. Nie można tak po prostu położyć na jego miejscu innego bloku, ponieważ między nimi nie ma zaprawy. W Baphuon nie ma dwóch kamieni o jednakowych wymiarach i takiej samej masie”. Najtrudniejsze było rozszyfrowanie w tej istnej wieży Babel kamiennych bloków i zestawienie ich w jedną całość. Na szczęście odnaleziono we francuskich archiwach 940 zdjęć. Przydatni okazali się ocaleni od zagłady robotnicy, którzy swego czasu uczestniczyli w demontażu Baphuonu. Restauratorzy korzystali także z nieocenionych technik informatycznych. Dzięki stworzeniu specjalnych programów komputerowych i symulacji 3D udało się rozpoznać poszczególne bloki kamienne. Baphuon znowu wrócił do życia. Może nadal lekko „zwichnięty” ale jednak.

Gdy zmierza się w stronę świątyni 200 metrowym pomostem aż się nie chce wierzyć, że człowiek mógł dokonać takiego dzieła „zmartwychwstania”. Gdy z wielkim mozołem wspinam się po kolejny bardzo stromych schodach w górę i w górę przechodzą mi po plecach ciarki. Jest wysoko, dopiero z tej perspektywy uświadamiam sobie jak piękna musiała to być świątynia. Na samym szczycie „złotej góry”, na centralnym prasacie wznosi się wierzchołek wieży (ten opisywany przez Czou Ta-Kuan’a). Obecnie niestety tylko 24 metrowy, reszta się nie zachowała. W przeszłości musiała ona mieć co najmniej 50 metrów wysokości. W zachodniej części tej świątyni znajdują się resztki wielkiego, 40 metrowego wizerunku leżącego Buddy. Nie zachował się cały bo w XVII wieku mnisi użyli tych bloków kamiennych jako materiału budowlanego. Jednak nawet ten częściowo zrekonstruowany obraz Buddy w olbrzymiej ścianie zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Musiało tutaj kiedyś być tak pięknie!

Odrestaurowanie ruin XI-wiecznej świątyni Baphuon jest wynikiem dziesiątek lat żmudnej pracy utrudnianej przez deszcze tropikalne i wojnę domową. Ponad dwustu specjalistów złożyło największe puzzle w światowej historii rekonstrukcji, układając 300 tysięcy bloków kamiennych. Efekt mrówczej pracy, pasji i miłości do sztuki przeszedł największe oczekiwania i olśniewa. „Kiedy pierwszy raz zobaczyłem, jak zniszczony jest budynek, nie sądziłem, że uda się go kiedykolwiek złożyć w całość. Teraz jestem bardzo szczęśliwy, że udało nam się odbudować naszą historyczną świątynię”- powiedział konserwator Ieng Te, który dołączył do projektu jako student w 1960 roku i zajmował się numerowaniem kamieni, gdy 3 lipca 2011 roku dokonywano ponownego otwarcia świątyni. Uroczystość zaszczycił swoją obecnością król Kambodży Norodom Sihamoni – chciało by się powiedzieć – ponownie król Kambodży przestąpił progi Baphuonu.

Baphuon

  • połowa XI wieku
  • Król – Udajaditjawarman
  • kult – Brahmy (Śiwaizm)

5 komentarzy do “Największe puzzle świata”

  1. Mariusz - marinik :

    Adam – dziękuję za ucztę w jakiej dzięki Tobie mogłem uczestniczyc przez ostatnie 2 dni – czytając Twoje wspomnienia z Angkoru. Tak jak juz wczoraj napisałem – sama lektura powoduje oszołomienie w głowie. He he – wczoraj zakupiłem na Allegro Audrica, Pałkiewicza już czytałem wcześniej no i ściągnąłem sobie to:
    http://www.theangkorguide.com/
    Może to szaleństwo mowic o szykowaniu podróży, która ma się dokonac dopiero za rok, ale…
    Poszaleję.
    :)))))))

  2. Mariusz takie szaleństwo to nie szaleństwo 🙂 To już Kapuściński pisał, że „podróż zaczyna się zanim wyruszymy w drogę”. Zatem szalej 🙂
    pozdrawiam Adam

  3. Coś wspaniałego. Budowle budowane przed setkami lat sprawiają niekiedy większe wrażenie niż te wznoszone dziś, pomimo ogromnego postępu w budownictwie. Od paru lat jeżdżę i zwiedzam takie miejsca, może następnym kierunkiem będą właśnie okolice Bayonu.

  4. Patryk, tak to prawda co piszesz. Te niekiedy tysiącletnie budowle często robią większe wrażenie niż te wznoszone w XXI wieku. Zapewne to współczesne nie mają szans przetrwać tysiąca lat!

  5. Dzięki Tobie odkrywam Angkor na nowo. Będąc na wyjeździe zorganizowanym otrzymałam dość ubogi pakiet informacji o świątyniach (mimo obecności lokalnego przewodnika). Więc chłonę każde Twoje słowo i dopiero teraz czuję się spełniona. Dziękuję!

Skomentuj