Bayon pod wieloma względami jest świątynią bardziej intrygującą od pozostałych. Francuscy eksperci, którzy studiowali tę budowlę, są zdania, że zbyt wiele budynków stłoczono na tym terenie. Jest on wprawdzie dość rozległy, nie może jednak pomieścić aż tyle, stąd wrażenie przeładowania. Rzeczywiście i ja mam takie wrażenie jakby wszytko miało zaraz się zawalić mi na głowę. Jakby te mury chciały mnie zgnieść i pogrzebać. Trochę czuję się jakbym był w gigantycznymi kamiennym uścisku. Mam też ogromny problem z robieniem zdjęć w tym miejscu. Wszystko jest tak niesamowicie piękne ale bardzo trudno uchwycić to w kadrze. Brakuje przede wszystkim szerokiego planu, bo każda biblioteka, wieża, sanktuarium jest bardzo blisko innej. Pośród dziesiątków budynków są tylko wąskie przejścia. Natomiast detale gdzieś rozmywają się, giną, stają się niedostrzegalne pośród tych wszystkich szarych murów. Brakuje również światła. Choć popołudniowe słońce daje najlepsze oświetlenie to wydaje się, że celowo budynki postawiono tak blisko siebie aby panował tutaj mrok i cień. Jednak to co najważniejsze jest w tym miejscu, a czego zupełnie nie umiem uchwycić na zdjęciach, to ta niezwykła atmosfera Bayonu. Po godzinie nieudanych zdjęć chowam aparat do plecaka i muszę pogodzić się z faktem, że Bajon nie chce dać „ukraść” sobie duszy.

Najniższa galeria gdzie instynktownie wszedłem na samym początku to labirynt portyków i tarasów; na małym dziedzińcu umieszczono aż dwie biblioteki. W wielu miejscach dzięki temu, że zawaliły się stropy dochodzi świeże powietrze i odrobina światła. Bez tego chyba trzeba byłoby chodzić tutaj z latarką. Ciemne i ponure korytarze na różnych poziomach wzdłuż szeregu wąskich pomieszczeń miały chyba tylko wywoływać strach i dezorientację u prowadzonych tędy ludziach. Jeżeli tak było to brawo dla budowniczych, działa to do dzisiaj! Na wyższym tarasie kiedyś znajdowało się sanktuarium. Khmerscy architekci chyba zadowoleni ze swojego dzieła, obudowali je czworobokami, z których każdy był większy od znajdującego się bezpośrednio nad nim. Centralny święty przybytek usytuowany pod największą wieżą zamknięty jest ze wszystkich stron i bardzo ciemny. Trudno do niego wejść, nawet niebezpiecznie, bo w pobliżu zieją wąskie i przepaściste głębie innych korytarzy. Dookoła sanktuarium biegnie krużganek służący do odprawiania rytuału Pradakśina (wierni obchodzą obiekt kultu mając go po prawej stronie). Inne interpretacje symboliki tego budynku to: 1) mandala, 2) koło praw o ośmiu szprychach – oba będące symbolami buddyjskimi. Wszytko trochę przypomina wielopiętrowy tort na szczycie, którego umieszczono wielką kamienną twarz zamiast świeczek.

Tarasy na których stoją wieże są jakby za małe. Główna piramida ma zbyt niską bazę, sięga niemal kolumnady tarasu znajdującego się poniżej, w rezultacie więc powstały niezwykle wąskie przejścia zamiast przestronnych galerii. Współcześni architekci twierdzą, że to wszystko są błędy konstrukcyjne. Jednak czy aby na pewno? Czy architekci, którzy tworzyli w tamtych czasach wiele niezwykłych świątyń mogli popełnić takie błędy? Czy może były to celowe działania aby właśnie Bayon jako świątynia grobowa króla – boga była tak inna, tak wyjątkowa? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy, więc ja wolę myśleć, że taka konstrukcja nie jest wynikiem błędu a celowego działania. Na pewno świątynię budowano w pośpiechu jak wszystkie w tamtych czasach, bo wiele z nich nie przetrwało wcale. Jednak Bajon stoi niemal nietknięty. Być może dlatego galerie są małe i ciemne, bo król był niecierpliwy i było za mało czasu na budowę większych a może miały w nich skrywać się jakieś tajemnice więc powinny być trudno dostępne?

Do dziś krąży legenda, że w krypcie pod centralnym sanktuarium zamurowano bezcenne skarby i że z rozkazu Dżajawarmana VII przedsięwzięto drastyczne kroki, by uniemożliwić wyjawienie tajemnicy skrytki. Ponoć wyrwano język najwyższemu kapłanowi, wszystkich niewolników, którzy budowali kryptę, uduszono i pogrzebano w głębokich rowach pod murami zewnętrznymi. W ten sposób zapewniano sobie nie tylko na wieki ich milczenie, lecz także i to, że duchy uduszonych strzec będą dostępu do świątyni tak długo, jak długo będą pełnić straż oblicza na wieżach. Syjamczycy jednak złupili doszczętnie stolicę – okupowali miasto przez kilka miesięcy i mieli wystarczająco dużo czasu i możliwości, by za pomocą tortur uzyskać informację o miejscu, gdzie zakopano ewentualne skarby. Ponadto kiedy Syjamczycy opuścili stolicę, do zdewastowanego miasta ściągnęły łupieżcze bandy niszcząc i grabiąc to, co miało jakąkolwiek wartość.

Niewykluczone, że zamożniejsi mieszkańcy zakopali swoje mienie przed upadkiem stolicy, licząc na to, że odkopią je po odejściu oddziałów syjamskich. Jednak większość mieszkańców zginęła, wielu pognano do Syjamu skąd już nigdy nie wrócili. Potencjalny poszukiwacz złota, który by próbował przebić się przez gęstwinę dżungli, szybko straciłby wszelką nadzieję na odnalezienie ukrytego tutaj skarbu. To oznacza tylko jedno. Ten ogromny skarb, skarb imperium khmerskiego ciągle jest w swojej stolicy. Ukryty od niemal tysiąca lat ciągle czeka na odkrycie. Kto wie, może kiedyś turystów z aparatami zastąpią tutaj turyści z wykrywaczami metalu w ręce? Może jeszcze usłyszymy o Bayonie i ukrytym tutaj  bajońskim skarbie?!

Ja co prawda skarbu nie znalazłem ale w Bajonie też ciągle czegoś szukałem. Szukałem albo drogi dalej albo światła. Z różnym efektem, najczęściej marnym ale udało mi się dojść na najwyższy taras świątyni. Właśnie tutaj chyba znalazłem to co opisują wszystkie przewodniki. Widok tak niezwykły, że aż przytłaczający. Znowu ta świątynia z człowieka robi „mrówkę”. Znowu król – bóg przemawia choć nie słychać jego głosu. Pięćdziesiąt cztery wieże z kamienia o wysokości czterdziestu pięciu metrów i dwieście szesnaście kamiennych twarzy! Dziwne, bo nie spotykanie w żadnej innej świątyni zwieńczenia wież podwójnym kwiatem lotosu. To wszystko jak na dłoni dookoła mnie. Na każdej wieży z czterech stron wyrzeźbiono gigantyczne oblicze – symbol wszechmocy Dżajawarmana VII bacznie lustrującego stolicę swojego imperium. Zbudował świątynię, by umieścić w niej Buddę, i na koniec uwierzył, że sam jest wcieleniem Oświeconego (jak podają źródła to Lokeśwara, bodhisattwa współczucia, której ziemskim wcieleniem miał być właśnie Dżajawarman VII). Tak więc twarze te to jego wizerunki, wizerunki króla! Podobno w czasach świetności świątyni twarze były pozłacane, a zdaniem niektórych archeologów nad czterema obliczami znajdowała się jeszcze piąta zrobiona cała ze złota!

Diademy z drogich kamieni wieńczą jego czoła, długie kolczyki zwieszają z uszu – a są one ogromne, oblicza mają prawie dwa i pół metra wysokości. Na szyjach naszyjniki z pereł. Ponad dwieście twarzy Dżajawarmana VII, największego z królów khmerskich, megalomana, króla – boga, który wierzył, że poddani uważają go za istotę boską. Bayon to miniaturowe królestwo, podobnie jak stolica stanowiła zmniejszona wersję wszechświata. Cztery aleje prowadziły z tej wielkiej budowli na cztery strony świata, a na ich końcach stały cztery wspaniałe bramy, równie imponujące i wysokie. To tu w 1933 roku znaleziono gigantyczny posąg Buddy (W środku znajdował się 3,5 metrowy posąg Buddy (o rysach twarzy Dżajawarmana VII siedzącego na zwojach węża naga, który kiedyś umieszczony był w centralnym sanktuarium). Niektóre przekazy mówią, że rzeźba ta została uszkodzona przez Braminów, chcących w ten sposób usunąć buddyjskie symbole ze świątyni, niedługo po śmierci króla a inne, że posąg został ukryty zapewne przez wiernych mnichów w czasach odwrotu od buddyzmu do kultu trójcy hinduistycznej, w tym okresie przede wszystkim Śiwy. Czyli jednak ukryto jakieś skarby?

Bayon – zabytek sakralny jedyny w swoim rodzaju – jest wspaniały i groźny zarazem. Panuje w nim raczej ciężka, przygnębiająca atmosfera. Ciemno tu i ponuro, trudno też uwolnić się od myśli o okrucieństwie i cierpieniach, których tak długo była świadkiem ta rozległa budowla, gdzie do wielu zakątków nigdy nie przenika słońce. Trudno cieszyć się pięknem reliefów, rzeźb a wielu mówi, że ma się tutaj wrażenie ciągłej obserwacji jakby indoktrynacji ciągle zewsząd spoglądającego króla. Jednak mimo wszystko uznaje się, że Bajon jest najwspanialszym ze wszystkich zabytków w obrębie murów stolicy. Angkor Wat znajduje się poza murami Angkor Thomu. Jednocześnie Bayon jest najtrudniejszą w odbiorze świątynią – przynajmniej dla mnie.

Geoffrey Gorer w swojej książce „Bali and Angkor” napisał: „Jednym z największych cudów jest to, że Bajon stoi nadal, że przetrwał i nie runął mimo, że spoiny w kamieniu znajdują się dokładnie jedna nad drugą, dzięki czemu ciężar górnej części powodował rozstępowanie się i walenie budowli”. Bayon co prawda rozstępuje się i wali, ale nadal stoi. Potężna świątynia ma się nienajgorzej. Założenia konstrukcyjne Bayonu wprawiają znawców w zdumienie. Oczekiwali, że układ przestrzenny odpowiadać będzie założeniom sanktuarium buddyjskiego, fundator świątyni był przecież najbardziej zagorzałym wyznawcą buddyzmu, jaki kiedykolwiek zasiadał na tronie khmerskim. Tymczasem Bayon zbudowano niezupełnie według tych wzorów. Zgodnie z tradycją hinduistycznej trójcy Angkor Wat otoczono fosą. W Angkor Thomie również jest fosa, przez którą przerzucono groblę z drogą. Bayon natomiast nie ma ani fosy, ani otaczającego go muru. Ponadto, jeśli dokładnie przestudiujemy jego plan, okaże się, iż pierwotnie zaprojektowano go w kształcie piramidy o trzech zwężających się ku górze kondygnacjach, tak jak wcześniejsze budowle sakralne poświęcone bogom hinduskim.

Niewykluczone, że Dżajawarman VII, uczyniwszy ustępstwo na rzecz dawno ustalonej tradycji, zdecydował, iż to w zupełności wystarczy i może sobie pozwolić na przekształcenie świątyni w sanktuarium o charakterze wyraźnie buddyjskim. To, co już zbudowano, porzucono albo włączono w obręb jednej rozległej budowli poświęconej Buddzie i uświęconej osobie króla. Na początku być może postępował ostrożnie, badając sytuację, potem zaś upewniwszy się, iż nikt nie stanie mu na drodze, udzielił swego poparcia buddyzmowi. Zamiast pięciu centralnych sanktuariów charakterystycznych dla innych świątyń, szczególnie dla Angkor Watu, polecił zbudować oszałamiającą liczbę pięćdziesięciu czterech. Zamiast okazałych tarasów mamy tu ledwie wąskie korytarze między potężnymi, stłoczonymi wieżami. Dżajawarman narzucił styl buddyjski własnej świątyni grobowej. Zagadkę stanowi właśnie to, że obok charakterystycznych cech budowli poświęconej trójcy hinduistycznej występuje tu Budda.

W Bayonie ogarnęło mnie nieprzyjemne uczucie i euforia zarazem. Co prawda nie doświadczyłem tutaj tego o czym wielu mówi, czyli nie czułem się śledzony przez te wszystkie kamienne oblicza ale niewątpliwie spacerowanie pod czujnym okiem Buddy robi wrażenie. Za to niepokoił mnie i troszkę drażnił ten dyskretny uśmiech wykuty na tych obliczach – jak mówi wielu „uśmiech Angkoru”. Lekko przymknięte powieki i delikatny grymas ust na gigantycznych twarzach widzę często do dzisiaj. Ze wszystkich do tej pory odwiedzonych przez mnie świątyń khmerskich jedynie tutaj w Bayonie zachowała się do dziś jakaś niezwykła aura nadprzyrodzoności. Mimo dość dużych tłumów turystów w tym miejscu nie ma się tutaj mimo wszystko wrażenia tłoku. Cały kompleks imponuje ogromem, a jednak tak często czułem się tutaj zamknięty, osaczony w wąskiej i ciemnej przestrzeni jak nigdzie indziej. Największe rozczarowanie przyszło gdy wróciłem do domu. Żadne zdjęcie zrobione w Bajonie nie jest takie jakie chciałbym aby było. Zrozumiałem, że Bajon jest tak niezwykły, że kilka godzin to stanowczo za mało aby swoje wrażenia i cud architektury przenieść na zdjęcia. Choć Bayon jest niezwykły i rzucił mnie na kolana to właśnie po tej świątyni czuję największy niedosyt i żal. Nie miałem szansy wrócić tam następnego dnia i jeżeli za czymś w Angkorze tęsknię najbardziej to właśnie za Bajonem. Nie umiałem go oglądać, nie potrafiłem się skupić i chyba już w takim razie wiem co oznacza ten uśmiech na 214 twarzach Buddy – On śmieje się ze mnie! Tak, Bajon to dla mnie najtrudniejsza świątynia do zwiedzania, onieśmieliła mnie tak jak życzył sobie jej twórca. Niesamowite, że ta magia ciągle działa!

    

Bayon

  • 1181-1218
  • Król – Dżajawarman VII – Syn Dhaaranindrawarmana. Nazywany pośmiertnie: Maha Paramasznagata pada. Urodził się między 1120 a 1125, zmarł między 1215 a 1219. Panował w Angkorze w latach 1181-1218.
  • kult – buddyjski
  • w latach 1980-1990 w pracach konserwatorskich nad świątynią brały udział polskie Pracownie Konserwacji Zabytków.

2 komentarze do “Zagadki i tajemnice Bayonu”

  1. Wspaniała stronka.Przyjemnie się czyta. Pozdrawiam serdecznie

  2. Dziękuje i również pozdrawiam 🙂

Skomentuj