Po nasyceniu zmysłów w Pre Rup jadę do kolejnej świątyni. Banteay Samre jest nieco bardziej oddalona od najbardziej popularnych świątyń i nie zagląda tutaj tak wielu turystów jak do pozostałych. Nie oznacza to jednak, że możemy w ciszy i spokoju zwiedzać ten zabytek. Choć, ponoć gdy przyjedziemy tutaj z samego rana istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziemy zupełnie sami. Więc, jest to jakiś pomysł dla tych, którzy szukają ciszy i spokoju pośród tych tysiącletnich murów.

Świątynię Banteay Samre kazał zbudować Surjawarman II a datowana jest na krótko po Angkor Wat. Zrekonstruowana w latach 30 XIX wieku dzisiaj zachwyca swoim znakomitym stanem a przede wszystkim pięknymi płaskorzeźbami w nadprożach warownych bram. Misternie rzeźbienia doskonale zachowane, przykuwają wzrok już od samego wejścia. Mam tutaj wrażenie, że otaczająca dookoła świątynię dżungla wzięła ją pod swoją opiekę. O ile w innych świątyniach np. w Ta Prohm, bujna roślinność przyczyniła się do wielkich zniszczeń o tyle tutaj świątynia otoczona lasami zachowała się w bardzo dobrym stanie. Dżungla stworzyła jakby ochrony parasol chroniąc święte mury przed niszczycielskim działaniem deszczu, wiatru i wandali.

Nazwa świątyni często zwanej również „Cytadelą Samres” wzięła się od pradawnego ludu Samres. Byli oni rdzennymi mieszkańcami pobliskich górskich terenów w okolicach Phnom Kulen ale do dzisiaj nie wiadomo skąd pochodzili. Niedaleko świątyni znajduje się mała wieś Pradak i uważa się, że jej mieszkańcy są potomkami właśnie ludzi Samres. Do świątyni od strony wschodniej prowadzi długa na 200 metrów grobla otoczona z obu stron balustradą z wizerunkami węża naga (święty wąż o wielu głowach). Dosyć mocno zniszczona ale mimo wszytka nadaje dostojeństwa samej świątyni.

Banteay Samre jest świątynią niezbyt dużą, proporcjonalnie zbudowaną i bardzo zwartą dzięki czemu doskonale się ją zwiedza. Długie galerie o sklepieniach z kamienia opasują prostokątny dziedziniec, zamknięty z jednej strony wysokim murem, z trzech pozostałych – arkadami. Banteay Samre stoi w pobliży Wschodniego Baraju, co w znacznym stopniu ułatwiało pracę sługom świątynnym. To rozległe jezioro i zbiornik wodny zbudował król Jaśwarman, na jego plecenie skonstruowano również osiemset sadzawek. Świątynia przeglądająca się w wodach baraju jak w zwierciadle musiała wyglądać z pewnością wspaniale. Dziś tego widoku niestety już nie zobaczymy. Są rzeczy, które zniknęły w Angkorze na zawsze.

Archeolodzy uważają, że wysoka wieża centralnego sanktuarium Banteay Samre to zapowiedź późniejszego Angkor Watu i że przy projektowaniu i budowie owego arcydzieła architekci rozwinęli ten element, podobnie jak galerie z dziedzińcami o jednym boku zamkniętym murem i arkadach z trzech pozostałych stron. Ale mówi się również, że świątynia ma wyraźne wpływy stylu Bajon. Wszystkie budynki znajdujące się wewnątrz murów zbudowane są na podwyższeniach. Ponoć kiedyś była tutaj wewnętrzna fosa a wszystkie wierze, biblioteki i pozostałe budynki oblane były wodą. Musiało to wyglądać jak w bajce!

Trzy wierze – północna, południowa i zachodnia są do siebie bardzo podobne. Usytuowane na planie krzyża z dwoma skrzydłami prowadzącymi do głównej galerii. Jednak najpiękniejsze są tutaj portyki wspierane ozdobnymi ramami. Płaskorzeźby tutaj umieszczone opowiadają różne historię z życia królestwa. Rzeźby przedstawiają Ramę ale i małpy, rydwany bojowe, sceny walki, pawie, bawoły, lwy i niezliczoną ilość bogów a hinduskiego panteonu. To jedne z najwspanialszych okazów sztuki khmerskiej jakie ocalały w Angkorze. Choć świątynia poświęcona jest Wisznu to nie brakuje tutaj scen z mitologii buddyjskiej. Zachowanie reliefów przedstawiających zarówno wierzenia hinduskie jak i buddyjskie jest kolejnym przykładem jak tolerancyjne religijnie było imperium khmerskie. Szkoda, że dzisiaj nie ma już na świecie takiej tolerancji i otwartości na inność. Może jedynie w Singapurze potrafią tak naprawdę, koło siebie bez problemów istnieć różne religie. Silne rządy i drastyczny kodeks karny tym razem okazują się jedynym „lekarstwem” na ludzką głupotę.

Szkoda, że dzisiaj brakuje nam takiej otwartości i poszanowania wolności. Zapewne gdyby dzisiejszy świat a przede wszystkim ludzie wyznający różne religie potrafili „wyjść” poza swoje dogmaty nie byłoby tylu barbarzyńskich aktów jak choćby ten z 2001 roku, który wywołał szok na całym świecie. Zbrodni przeciwko kulturze, dziedzictwu wszystkich ludzi dokonali talibowie. Chcąc wykorzenić wszelkie ślady innej wiary niż islamska, wysadzili przy użyciu dynamitu dwa wysokie na 38 i 55 metrów słynne posągi Buddy z Bamian wykute w sakle 15 wieków temu. Niestety współczesny człowiek nie dba o swoją przeszłość materialną ale coraz częściej nie dbamy też o innych ludzi – czy może dbamy o nas ale często kosztem życia i kultury innych ludzi – przykładem jest tutaj budowa tamy na rzece Omo w Etiopii, która to tama unicestwi dziesiątki osad plemiennych gdzie od wieków zgodnie ze swoja tradycją żyją ludzie. Jedne z najbarwniejszych plemion w Afryce znikną tylko dlatego, że są biedne i „zacofane” a inni potrzebują prądu! Świat patrzy i jak zwykle milczy!

Wracam jednak do murów świątyni Banteay Samre. Odpoczywając od upału w cieniu i chłodzie świątynnych krużganków przypomina się pewna legenda, która dotyczy tego miejsca. Khmerowie kochają legendy i ciągle w nie wierzą – tak na wszelki wypadek. Dobry przewodnik pewnie mógłby opowiedzieć niejedną legendę o każdej zwiedzanej świątyni gdyż świat materialny i świat duchów, ciągle w Kambodży się mieszają i mają wielu zwolenników.

Świątynia ma swoją historię związaną z pewnym biednym rolnikiem, który pochodził z ludu Semre. Otóż rolnik ten uprawiał słodkie ogórki, których nasiona otrzymał w nadprzyrodzony sposób. Jako człowiek pobożny (jak większość Khmerów) po pierwszych zbiorach poszedł złożyć hołd królowi. Soczyste, słodkie ogórki tak zasmakowały królowi, że ten postanowił mieć je tylko na wyłączność. Odtąd rolnik wszystkie swoje plony dostarczał tylko do królewskiego pałacu.

W porze deszczowej plony niestety były bardzo słabe i nie było co wozić do pałacu. Zniecierpliwiony król sam pofatygował się zatem do rolnika sprawdzić dlaczego nie dostaje już ogórków. Król zjawił się po zmroku i niestety rolnik myśląc, że to złodziej śmiertelnie go ranił. Gdy okazało się, że zabity nieszczęśnik to król rolnik przerażony pochował ciało na środku swojego pola.

Król nie miał potomków, którzy mogliby przejąć po nim władzę. Dostojnicy królewscy nie mogąc uzgodnić między sobą wyboru jego następcy postawili na boską interwencję. Wezwali „Słonia Zwycięstwa” aby to zwierzę wskazało kto ma być następnym królem. Słoń zatrzymał się przy polu gdzie rosły słodkie ogórki aby się pożywić. „Pozdrowił rolnika, obniżył trąbę między nogi, uklęknął i otaczając trąbą delikatnie umieścił sobie rolnika na plecach”.

W ten sposób ubogi rolnik został królem. Aby uczcić pamięć swojego poprzednika postanowił odkopać ze swojego pola ciało króla i odprawić wszystkie niezbędne uroczystości i obrzędy w świątyni Pre Rup czyli inaczej zwanej „Królewskim Krematorium” lub „Sarkofagiem”. Jednak dworscy dostojnicy byli oburzeni takim zachowaniem nowego króla i oskarżyli go o brak szacunku dla tradycji. Nowy król nie mogąc ich zdyscyplinować a może nie chciał (ze swojej dobroci lub przebiegłości i okrucieństwa) nie chcąc wywoływać sporów opuścił królewski pałac i osiedlił się w pewnej odległości od miasta w Banteay Samre – gdzie zamknął się „jak żółw w skorupie”. Tutaj wezwał tych ministrów, którzy pozostali lojalni wobec starego zabitego przez pomyłkę króla i wszystkich ściął. Od tego czasu rolnik jako król panował długi czas w harmonii wśród swoich zwolenników.

To jedna z tych legend o których można powiedzieć, że na pewno nie jest prawdziwa. Król Surjawarman II, który wybudował Banteay Samre na pewno nie zginął przypadkowo z rąk rolnika a nie wiem czy i ogórki są popularne w Kambodży? Jednak takie legendy opowiadane pośród ruin angorskich murów tworzą chwilę gdy zapominam o wszystkim co dotyczy ziemskiego życia i mogę swoją wyobraźnią „odpłynąć” do tamtych odległych czasów nieistniejącej już kultury i poczuć się jej częścią. Choć ułomnie i tylko przez chwilkę to jednak przy zwiedzaniu zabytków to jest to co lubię najbardziej :). Wszystkie te niesamowite legendy dodają Angkorowi jeszcze większej magii.

Banteay Samre

  • Połowa XII wieku
  • Król – Surjawarman II. Nazywany pośmiertnie: Paramavishnouloka. Data urodzenia jest nieznana, zmarł prawdopodobnie w 1150 roku. Panował w Angkorze w latach 1112-1150(?)
  • kult – Brahmy (Wiszyzm)
  • styl architektoniczny Angkor Wat (wpływy Bajonu)

Plan świątyni:

6 komentarzy do “O rolniku który został królem”

  1. Legenda iście w kambodżańskim stylu 🙂 co do ogórków, to jakoś nie zauważyłam, by były tam przysmakiem… Zdjęcia piękne, wspomnienia ożyły!
    Pozdrawiam!
    Renia

  2. Ja również ogórków jakoś tam nie spotkałem na talerzach ale legendy, baśnie i opowieści uwielbiam 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Piękne miejsce!
    Uwielbiam te stare kamienne świątynie i mogłabym je zwiedzać bez końca…

  4. Witaj Aniu 🙂
    Cóż więcej mógłbym napisać? Dla mnie te „kamole” (jak mówią o świątyniach niektórzy moi znajomi) to coś niebywałego! Wiedziałem przed wyjazdem, że Angkor mnie zauroczy ale nie sądziłem, że aż tak bardzo! Niezwykłe miejsce, które gdzieś tam we mnie zostało. Rzadko wracam w te same miejsca ale tam pojadę jeszcze na pewno. Tylko już na spokojnie bez tych emocji jakie miałem za pierwszym razem, które troszkę przeszkadzały. No ale cóż sama wiesz jak to jest gdy trafia się w piękne miejsca i człowiek „pieje” z zachwytu 🙂
    Cóż, Azja w ogóle jest mi bliska ale sama wiesz najlepiej jak potrafi być piękna (zwłaszcza na Twoich zdjęciach) 🙂

    pozdrawiam serdecznie
    Adam

  5. Wspaniałe świątynie, zdjęcia jak z bajki. Piękne miejsca. Pozdrawiam

  6. Dziękuje bardzo i rownież pozdrawiam Adam

Skomentuj