Gdy dzień rozpoczyna się o 4 nad ranem oznacza to, że będzie dużo… zwiedzania. Chyba dzięki niezwykłym widokom wschodu słońca nad Angkor Wat nie mogłem spokojnie usiedzieć przy śniadaniu i rozpierała mnie energia i fantastyczny humor. Najchętniej w ogóle bym zrezygnował z jedzenia i jak najszybciej wrócił do Angkoru. Jednak czekało mnie kilkanaście godzin zwiedzania, więc śniadanie to podstawa choć jadłem je na siłę i bardziej z rozsądku. Miałem wrażenie, że szkoda czasu na tak przyziemne zajęcie jak jedzenie jajecznicy i picie kawy. Choć wschód słońc to ulotna chwila przecież pozostałe świątynie nie znikną. Czas ruszać dalej, dobra energia dzisiejszego poranka doda mi sił.

Sra Pon jak zawsze już czekał pod hotelem. W ten dzień zdałem się na niego. Niczego nie planowałem bo mój, przez miesiące misternie obmyślany plan zwiedzania Angkoru i tak poszedł w odstawkę. Ciągle byłem pod tak wielkim wrażeniem tego co do tej pory widziałem, że planowanie i skrupulatne realizowanie wyznaczonej wcześniej trasy nie miało sensu. Zaskoczenie dawało więcej satysfakcji. Poza tym w poprzedni dzień Sra Pon spisał się na medal próbując omijać największe tłumy przy świątyniach co mu się w większości udawało. Liczyłem, więc na to że i dzisiaj wie gdzie i kiedy jechać.

Wszystkie do tej pory odwiedzone przeze mnie świątynie były zbudowane z kamienia ta do której jedziemy jest zupełnie inna. Gdyby ktoś myślał, że przy tak dużej liczbie zabytków są one niemal identyczne bardzo się myli. Nawet te pochodzące, mniej więcej z tych samych czasów różnią się od siebie, nawet bardzo. Ale są świątynie, które niemal nie pasują do najbardziej znanego wizerunku Angkoru. Jedną z tych świątyń jest Pre Rup. Jedna z ostatnich khmerskich świątyń zbudowana z cegły i to na dodatek bez użycia zaprawy murarskiej! W późniejszych czasach świątynie budowano już tylko z kamienia.

Pre Rup zwana jest czasami „Krematorium” lub „Sarkofagiem” . Nazwa ta bywa też tłumaczona z khmerskiego jako „obracać ciało”. Jej fundatorem był król Radżendrawarman II a datuje się ją na rok 961. Powstała zatem przed chrztem Polski! Świątynia ta jest przykładem jakich mało już ostało się w Angkorze, ilustrującym przejście z epoki pre – angorskiej do Angkoru właściwego jeżeli spojrzy się na nią pod względem architektonicznym. Mistrzowskie dzieło Kavindrarimathana, architekta króla przetrwało ponad 1000 lat a poświęcone Śiwie było centralnym miejscem istniejącej tutaj stolicy średniowiecznego imperium Khmerskiego.

Król Radżendrawarman II był władcą mądrym, tolerancyjnym i łaskawym w porównaniu z innymi królami khmerskimi. Gdy obejmował władzę Kambodża, imperium khmerskie, bała bogata, potężna i kwitnąca. Jej terytorium sięgało na północy Chin, na wschodzie Czampy (dzisiejszy południowy Wietnam), na zachodzie Oceanu Indyjskiego i obejmowało północne Malaje. Rozpoczął rozległą rozbudowę państwa i umiejętnie unikał wojen. W czasie przeszło dwudziestu lat pokoju powstało wiele świątyń a na umieszczonych tam inskrypcjach zapisano cnoty króla. Dowiadujemy się z nich, że Radżendrawarman II „odbudował od dawna opuszczone święte miasto Jaśodharapurę”…, (Miasto Nieustającej Chwały – czyli dzisiejszy Angkor – najbogatsze miasto na świecie). „…Polecił też wznieść trzy budynki ozdobione błyszczącym złotem i pałace lśniące drogocennymi kamieniami na podobieństwo pałacu Mahendry na ziemi”.

Inna inskrypcja wyryta na steli, poświęcona królowi opisuje go jako „króla, który wytrwale dźwigał ziemskie brzemię i któremu Król Węży, zadowolony z uwolnienia go od brzemienia, ofiarował olśniewające klejnoty na tysiąc głów, łącząc je wszystkie ozdobami ze złota”.  Czy jednym z trzech budynków wymienionych na kamiennym reliefie mogła być świątynia Pre Rup? Wielce to prawdopodobne, bo właśnie za panowania tego króla powstały trzy niezwykłe świątynie i jedną z nich jest właśnie Pre Rup, która była najważniejszą ze świątyń. Prawdopodobnie znajdowała się wówczas w centralnym punkcie nowej stolicy i właśnie tutaj, zgodnie z hinduskim obyczajem, kremowano zwłoki władców. To tutaj je obmywano przed kremacją a prochy zmarłego rytualnie obracano w różnych kierunkach (stąd wywodzi tłumaczenie nazwy tej świątyni jako „obracanie ciała”).  Poza tym świątynia została wybudowana na sztucznie usypanym wzgórzu co nawiązuje do mitycznej świątynnej góry – góry Meru.

Pre Rup ma kształt piramidy (góry) o pięciu wieżach wznoszących się z ostatniego tarasu. To idealnie oddaje mistykę i wierzenia starożytnych Khmerów. Od wschodu (najważniejszej strony świata dla Khmerów) pięć wież, które tworzą sanktuarium, stoi na imponującym cokole z laterytu (twardej skale składającej się głównie z tlenków żelaza i glinu). Wieże Pre Rup ustawiono na ogromnej platformie o wysokości ponad dwunastu metrów i szerokości czterdziestu ośmiu metrów.  Wież miało być sześć, po trzy z każdej strony (środkowe miały być najwyższe). Jednak ostatniej szóstej z północnej strony nigdy nie dokończono. Ponoć jedną z wież dobudowano później, lub przynajmniej ją przebudowano w kilka lat później. Skrajna wieża od południa jest najbardziej zniszczona. Zawaliła się niemal w całości.

Świątynia na planie prostokąta otoczona jest trzema liniami murów (chronionych fosą), które tworzą trzy platformy. Aby wspiąć się na sam szczyt trzeba pokonać bardzo strome i wąskie schody. Choć jest wczesny ranek to słońce świeci już tak mocno, że taka wspinaczka nie należy do przyjemnych i łatwych. Jednak trud się opłaca bo gdy staje się na najwyższej platformie naszym oczom ukazuje się wspaniały widok na pobliskie pola ryżowe, zieloną dżunglę a w oddali nawet na wieże Angkor Wat. Poranne słońce nadaje czerwonej cegle jeszcze bardziej intensywnego koloru. Od razu pomyślałem, że to fantastyczne miejsce na obserwację świtu lub zachodu słońca a i sama świątynia podczas zachodu słońca musi wyglądać nieprawdopodobnie. Gdyby ktoś miał siły wstawać o 4 rano warto przyjechać tutaj oglądać wschód słońca bo zapewne nie będzie tutaj takich tłumów jak przy Angkor Wat. Przez myśl przeleciało mi, że wrócę tutaj wieczorem, tym razem na zachód słońca.

Dopiero z tej perspektywy, najwyższej kondygnacji można dostrzec jak piękna musiała być to budowla. Pawilony wejściowe, których jest cztery umieszczono na planie krzyża, każdy z nich z bogato rzeźbionymi nadprożami, które ładnie zachowały się do dzisiaj. Dwie małe biblioteki, równolegle do linii murów wybudowane małe pomieszczenia świadczą o misterium i kunszcie budowniczych tej świątyni. Dwanaście małych kapliczek wybudowanych na drugim poziomie jeszcze potęguje wrażenie złożoności tego kompleksu świątynnego. Do mniejszych wież można wejść do wewnątrz. Będąc w środku ma się wrażenie, że stoi się w olbrzymim kominie. Nie ma tutaj  żadnych zdobień, tylko surowa cegła ale za to nachodzi mnie myśl: czy w tym miejscu palono kiedyś ciała królów?

Długie pomieszczenia, niegdyś pokryte drewnianym dachem, stanowiące zapowiedź później stosowanych koncentrycznych galerii, ciągną się wzdłuż dwu pierwszych galerii. Imponują rozmiarami ale dziś zostały z nich tylko kolumny. Nie oszczędził ich czas i warunki atmosferyczne. Porośnięte porostami i mchem nadają świątyni nieco tajemniczości i smutku zarazem, gdy patrzy się na nie jak pochylają się coraz bardziej ku ziemi, ku upadkowi. Naprzeciwko wejścia wschodnimi schodami wybudowano „sarkofag”, który dał nazwę temu miejscu. Niedaleko niego jest kamienny zbiornik z kanałem odpływowym. Ponoć właśnie w tym miejscu dokonywano rytualnego obmywania ciał przed kremacją. Jednak niektórzy naukowcy zajmujący się historią Angkoru twierdzą, że jest to podstawa na której umieszczona była rzeźba z brązu przedstawiająca Nandi – byka na którym jeździł Śiwa. Jaka jest prawda pozostanie już tajemnicą.

Nad całością tej „ceglanej góry” dominuje trzecia platforma a na niej centralnie, najwyższa ,17 metrowa wieża do której prowadzą schody z czterech stron świata. Jest to tradycyjne wyobrażenie drogi wiodącej do bogów rezydujących na świętej górze Meru. Jednak uwagę w tym miejscu chyba najbardziej przykuwają rzeźby lwów – strażników umieszczone na narożnikach platformy. Przy wierzy centralnej i wschodniej umieszczono męskie figury zaś przy wieży zachodniej – żeńskie. Wiele z nich nie ma głów, niektóre nie mają większości tułowia ale mimo wszystko, a może dzięki temu właśnie nadają świątyni bajkowy, tajemniczy wyraz. Nie ma w tej świątyni tak wielu zdobień jak w poprzednich oglądanych przeze mnie dlatego te rzeźby jakby „łamią” surowe oblicze Pre Rup. Jedynie na wieży południowo – zachodniej umieszczono wyobrażenia Brahmi i Varahi – żeńskich wcieleń Brahmy i Wisznu.

Hinduizm był w X wieku religią dominującą w imperium khmerskim. Buddyzm przyszedł dużo później, kilka wieków po wybudowaniu tej świątyni. Choć np. Angkor Wat również pierwotnie był poświęcony Wisznu to jednak potem został przekształcony w świątynię buddyjską. Obie religie przenikają się łagodnie w większości angorskich świątyń, tutaj jednak znacznie mniej. Jedynie w niektórych ocalałych pomieszczeniach można spotkać statuetki Buddy ale są to już współczesne rzeźby gdzie modlą się pielgrzymi. Zdecydowanie najwięcej tutaj symboli hinduistycznych ze wszystkich świątyń, które odwiedziłem.

Hinduizm, ten najbardziej popularny i znany jest właściwie religią monoteistyczną mimo, że występuje w nim ogromna liczba bóstw. Jednak są to wszystko wcielenia jednego boga – Iśwary – Najwyższego Boga, Pana bądź rządcy wszechświata. Mi hinduizm zawsze kojarzył się z triumwiratem trzech bogów – Brahmy, Wisznu i Śiwy. To właśnie tym trzem awatarą poświęcana jest większość świątyń z czasów gdy w Angkorze dominowała ta religia. W zależności od tego w jakim stanie było imperium poszczególne inkarnacje Iśwary zyskiwały bądź traciły na popularności i znaczeniu. Gdy czasy były spokojne i dostatnie czczono Wisznu (często przedstawiany jest jako Bóg utrzymania porządku i ładu), gdy nadchodził czas wojen do łask wracał Śiwa (Bóg unicestwienia) a gdy dochodziło do zmiany władzy (co działo się w królestwie dosyć często, badania wskazują, że spośród 27 królów panujących w imperium ośmiu w celu osiągnięcia władzy uciekło się do użycia siły) czczono Brahmę (Bóg stwórca). Te najważniejsze postaci hinduizmu to w uproszczeniu odwzorowanie Trójcy Świętej w religii katolickiej.

Jednak żaden z tych bogów nie jest w stanie uchronić Pre Rup przed powolnym upadkiem w XXI wieku. Przed walką z czasem i siłą natury. Ceglane świątynie z X wieku były budowane bez użycia jakiekolwiek zaprawy. Poszczególne cegły układano jedna na drugiej a pomiędzy nie smarowano warstwę roślinnego kleju. Jest też teoria mówiąca o tym, że używano „świeżych” cegieł jeszcze nie wysuszonych. Po ułożeniu np. wieży wypalano cegłę na zewnątrz i wewnątrz budowli rozpalając z obu stron ogniska. Pre Rup poddano konserwacji w latach 30 XX wieku. Jednak słabość konstrukcji widać tutaj gołym okiem. Te stare mury nie są w stanie wytrzymać tysięcy lat bez naszej pomocy. Wiele mniejszych budynków znajdujących się na terenie świątyni całkiem się już rozsypało. Drewniane rusztowania mające podtrzymywać sklepienia pawilonów spróchniały i załamały się pod ciężarem tysiącletnich cegieł.

Świątynia niestety nie jest w najlepszym stanie. Widać, że od dawna nic tutaj nie ratowano. Co prawda jest tablica mówiąca o trwającej współpracy Włochów z UNESCO przy ratowaniu tego zabytku ale odnoszę wrażenie, że postawiono tablicę i zapomniano gdzie ją umieszczono. Nikt tutaj nie pracuje. Czy piękna piramida z cegieł runie niebawem zupełnie? Czy kamienne lwy, które stoją na straży dziedzictwa króla Radżendrawarmana II od ponad tysiąca lat skończą swój żywot pośród trawy i czerwonego pyłu pobliskiej drogi? Czy jeden z elementów bezcennego skarbu sztuki khmerskiej, części wspólnego dziedzictwa ludzkości zginie na naszych oczach? Odjeżdżając z tego przepięknego miejsca miałem nadzieję, że nic takiego się nie stanie!

Pre Rup

  • Druga połowa X wieku  – 961 rok.
  • Król – Rajendravarman II , (Radżendrawarman II). Nazywany pośmiertnie: Śiwaloka. Panował w Angkorze w latach 944 – 968 .
  • kult – Brahmy (Shaivism)

Plan świątyni:

Skomentuj