Reliefy są jednym z największych skarbów Angkor Wat i dodają mu wielkiego uroku ale przede wszystkim są kamienną kroniką tamtych czasów i wydarzeń. W dużej mierze waśnie dzięki setkom metrów kwadratowych płaskorzeźb pokrywających mury świątyń możemy dowiedzieć się jak wyglądało życie ponad tysiąc lat temu. To swoista historia zapisana dłutem przez setki jak nie przez tysiące artystów pracujących latami na cześć i chwałę swojego króla – boga. Pewnie ówcześni artyści nawet nie liczyli na to, że tysiąc lat później ich dzieło nadal będzie podziwiane przez miliony ludzi na całym świecie. Choć oni pozostali bezimienni ich dzieło ciągle jest dowodem ich talentu i tamtych czasów.

Na niższym tarasie płaskorzeźby ciągną się na długości ponad ośmiuset metrów. niemal kilometrowej długości księga wykuta w kamieniu. Powinno się zacząć zwiedzanie od głównego wejścia poruszając się w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara. Ponoć wówczas najłatwiej odczytać zapisane tutaj treści. Niestety ja nie ma tyle czasu aby przyjrzeć się dokładnie każdej postaci, aby odczytać ogromne sceny batalistyczne czy przyjrzeć się dokładniej obyczajom panującym na dworze, które tutaj również można odnaleźć. Dosyć szybkim krokiem mijam setki metrów płaskorzeźb zatrzymując się jedynie przy najciekawszych scenach.

Każdy kamień jest pokryty dekoracją rzeźbiarską. Reliefy mają dwa metry wysokości i sprawiają wrażenie niemal niekończącego się arrasu. Dzisiaj są już monochromatyczne ale kiedyś, setki lat temu pokryte były kolorami. Wówczas musiało robić to jeszcze bardziej piorunujące wrażenie. Dzisiaj tylko nieliczne miejsca przypominają o tym, że tysiąc lat temu znano i stosowano już farby, które pewnie pozyskiwano z roślinnych barwników. Niestety czas, światło słoneczne, wiatr, deszcz czy wreszcie ręce turystów doprowadziły do tego, ze dzisiaj tylko w nielicznych miejscach widać niewielkie fragmenty pokryte np. czerwonym kolorem.

Reliefy opowiadają przede wszystkim o religii i mitologii tamtych czasów. Wiele również wyrzeźbiono scen z bitew i nieustannie wówczas prowadzonych wojen. Nie zabrakło jednak również scen z życia dworu i ceremoniałów jakie odprawiano w pałacach i świątyniach. Ogólna liczba postaci ludzkich, zwierząt i ptaków sięga według obliczeń prawie dwudziestu tysięcy! Wyobrażono tutaj bitwy, w których przeciwnicy ruszają do boju na słoniach. Wyrzeźbiono setki słoni przedstawiając poszczególne wydarzenia z legend, wojowników walczących na wozach, sceny z życia Ramy i jego małżonki Sity porwanej przez demona Rawanę, całe rzesze ludzi i małp, bogów i demony z mitów o wielorękim Wisznu.

Wielkie reliefy ukazują zwycięstwa Khmerów na lądzie i morzu, parady okrętów, triumfalne defilady z chorągwiami i orkiestrami czy wreszcie wyobrażenia nieba i piekła. Bóg Wisznu dosiadający garudy, obrzędy ku czci trójcy hinduistycznej, boginie, bóstwa opiekuńcze – na każdym kroku napotykam sceny religijne. Piekło przestawiono tak, by budziło grozę, potępieńcy strąceni w otchłanie piekielne wydani są na pastwę demonów. Jeden fragment robi szczególnie ponure wrażenie. Podczas gdy w niebie panuje szczęśliwość wieczna, tu demony włóczą nieszczęsnych potępieńców niby bawoły wodne na sznurach przeciągniętych przez nozdrza. Następnie rzucają ich słoniom, bawołom i tygrysom, zadając im straszliwe katusze.

Jednak chyba najczęściej widoczne są tutaj wizerunki króla – boga. Widzimy go otoczonego niewolnikami i wojownikami, jadącego na słoniu, z królewską tiara na głowie, wyruszającego w bój z nieprzyjaciółmi Angkoru lub błogosławionego przez kapłana – najwyższego barmina. Na panelu w zachodniej części południowego skrzydła przedstawiono słynne wydarzenia z czasów panowania Surjawarmana II. Przedstawiono tutaj niemal całą historię panowania fundatora Angor Wat. Dzięki tym reliefom tak wiele możemy dowiedzieć się o wielkich czynach tego Króla Królów, jak go nazywano.

Pracujący nad tym cudem rzeźbiarze poza ogromnym talentem mieli też i szczęście, ponieważ dysponowali świetnie nadającym się do obróbki, idealnym wręcz materiałem i do tego niemal w nieograniczonej ilości – polerowanym piaskowcem. Reliefy zdobią osiem paneli, z których cztery mają długość przeszło dziewięćdziesięciu metrów, a trzy połowę tej długości. Jeden z reliefów na południowym panelu skrzydła wschodniego przedstawia najsławniejszy i najbardziej reprezentacyjny motyw w sztuce Khmerów – mit Ubijania Morza Mleka.

Król utożsamiany tu z bogiem Wisznu bełcze Morze Losu, pragnąc uzyskać ambrozję, eliksir nieśmiertelności dla swego ludu. Wisznu wyobrażony jest w postaci ludzkiej oraz jako żółw Kurma (jeden z dziesięciu awatarów Wisznu), który podtrzymuje Mandarę (jedna z pięciu mitycznych gór w hinduizmie, położona na wschód od centralnie usytuowanej góry Meru) służącą jako trzpień. Okręcony wokół góry wąż Wasuki stanowi sznur ciągnięty przez osiemdziesięciu dwóch bogów i dziewięćdziesiąt dwa demony usiłujące przygotować z Morza Mleka eliksir nieśmiertelności. Ubijanie Morza Mleka to ulubiony temat rzeźbiarzy Khmerskich i widoczny w różnych postaciach w wielu miejscach w całym Angkorze.

Angkor Wat imponuje wielką skalą i bogactwem. Noe liczono się tutaj z czasem, kosztami i wysiłkiem ludzkim. Reliefy w większości odznaczają się subtelnym pięknem, wielką precyzją i dbałością o detal, symetrię i proporcje. Niestety, dużo spustoszenia dokonał wśród nich czas. Niektórych z niewiadomych przyczyn nie dokończono. Być może rzeźbiarze znudzili się i zaczęli być kapryśni, może i w owych czasach zdarzały się strajki, ale to jeszcze nie wyjaśnia zagadki, dlaczego rozpoczynali nowe panele zarzucając prace przy poprzednim. Tej tajemnicy nigdy nie uda się nam wyjaśnić.

W galerii reliefów zarwały się wszystkie belki poprzeczne łączące kolumny, na których spoczywa sklepienie. Nie wydaje się, by było to dzieło wandali. Georges Coedes (historyk i archeolog) twierdzi, że osiadły fundamenty i jest to chyba najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, tym bardziej że nie ma dowodów pozwalających szkody przypisać trzęsieniu ziemi. Mnie jednak bardziej nurtuje pytanie jak długo jeszcze reliefy będą mogły opowiadać historię zaklętą w kamieniu? Mimo rozciągniętej liny, tak oby zwiedzający nie mieli bezpośredniego dostępu do płaskorzeźb w wielu miejscach misterne ornamenty zniknęły. Na ich miejscu pojawiły się miejsca pięknie błyszczącego piaskowca, wypolerowanego ludzką dłonią. Płaskorzeźby przez ponad tysiąc lat oparły się deszczowi, słońcu, wojnom i Czerwonym Khmerom ale nie wytrzymają konfrontacji z bezmyślnym turystą, który wszystkiego musi dotknąć. Miliony rąk zetrą z tych ścian świadectwo wielkiego imperium jeżeli nikt tego nie powstrzyma!

Skomentuj