Czy tylko po czasach największych burz mogą powstać dzieła wybitne? Czy trzeba doświadczyć tragedii aby stworzyć coś wielkiego? Czy najlepsza poezja powstaje tyko wówczas gdy jej autor nieszczęśliwie się zakocha? Zabawne, ale do takich wniosków można dojść gdy spojrzy się na literaturę i sztukę, która powstawała na całym świecie na przestrzeni dziejów. Tak też było z powstaniem największej sakralnej budowli na świecie. Wojna, śmierć poprzedziła budowę niezwykłej świątyni. Od tysięcy lat nic się nie zmieniło i chyba nigdy się nie zmieni.

Gdy w roku 1065 umierał król Udajaditjawarman królestwo khmerskie było w stanie wrzenia. Toczyło wiele wojen zewnętrznych ale i wewnętrznych. Imperium rozpadało się. Wewnętrzne konflikty doprowadzały do odłączania się poszczególnych prowincji. W stolicy dochodziło do zamieszek sygnalizujących ogólne niezadowolenie panujące w królestwie. Miały one w większości tło religijne, co w tym kraju, znanym z tolerancji, było rzeczą niezwykłą. Wszystko zaczęło się zmieniać.

Król Udajaditjawarman dążył do wprowadzenia siwaizmu jako religii oficjalnej oraz do eliminacji innych kultów i wierzeń. Nie występował wprawdzie otwarcie przeciw buddyzmowi, ale nie dopuszczał do tego, by przyjął się na dworze, odnosił się z obojętnością do mnichów w szafranowych szatach i wznosił tylko świątynie Śiwy. Za rządów jego ojca buddystów szczodrze obdarowywano, toteż liczba wyznawców Buddy wyraźnie wzrosła. Niezadowolenie wywołane stosunkiem obecnego króla do buddyzmu przerodziło się w gniew.

Sytuacja nie uległa poprawie za panowania kolejnych trzech władców. Młodszy brat Udajaditjawarmana – Harszawarman III – wstąpił na tron w roku 1066 i próbował rozpaczliwie przywrócić spokój i zaprowadzić porządek w podzielonym królestwie. Przedsięwzięte przez niego kroki okazały się zbyt mało radykalne i nie usatysfakcjonowały ugrupowań opozycyjnych. Wybuchła wojna domowa. W czternaście lat później tron zdobył Dżajawarman VI, ale i jego czekał nie lepszy los. Królestwo zostało podzielone, gdyż na południu wybuchło powstanie, któremu przewodzili potomkowie poprzedniego króla. Imperium się rozpadało.

W roku 1107 na tron wstąpił Dharanindrawarman I, człowiek już w podeszłym wieku. Wiązano z nim wielkie nadzieje, jako że wiele lat spędził w klasztorze i znany był z pobożności i dobroci. Nie zdawał sobie, niestety, sprawy z konieczności podjęcia drastycznych kroków, stłumienia buntów, ukarania ich przywódców oraz wyeliminowania konkurentów do tronu. Prowadzona przez niego polityka ustępstw okazała się zgubna. Rzeźbiarze mieli pełne ręce pracy, w inskrypcjach opiewano talenty i cnoty króla, a w sześć lat później trzeba było przystąpić do sporządzania nowych dla kolejnego władcy.

Usunął go z tronu siostrzeniec, który pokonawszy błyskawicznie wojska poprzedniego króla i stłumiwszy bezlitośnie bunty, koronował się w roku 1113 w Angkorze jako Surjawarman II. Przeszedł do historii jako jeden z czterech wielkich królów khmerskich, niektórzy historycy uważają go nawet za największego z nich. Panował trzydzieści siedem lat i ofiarował światu najokazalsze dzieło sztuki khmerskiej i najlepiej zachowane ze wszystkich zabytków – wspaniały Angkor Wat.

Kambodża słynie z legend. Według jednej z nich Angkor Wat nie jest dziełem ludzi, lecz Indry (w mitologii indyjskiej jeden z najważniejszych z bogów panteonu wedyjskiego, król bogów), który zstąpił na ziemię, by go stworzyć. Inna legenda mówi, że zbudowany został przez bogów – po czym udali się oni do krainy wiecznej szczęśliwości w niebiosach, skąd spoglądają na swoje dzieło.

Niezaprzeczalnym faktem jest natomiast to, iż Angkor Wat stanowi największy obiekt sakralny na świecie, większy od Watykanu. Jego budowa trwała ponad czterdzieści lat. Surjawarman II uważał się za reinkarnację Wisznu, toteż za jego panowania szczególnie popularny stał się wisznuizm. Angkor Wat pomyślany był nie jako miejsce kultu króla – boga za życia, lecz jako jego mauzoleum. Choć służył mu on również za życia. Od chwili wstąpienia na tron króla fascynowała śmierć i obsesji tej nie wyzbył się do końca życia. W centralnym przybytku Angkor Wat umieszczono złoty posąg Wisznu dosiadającego garudy, świętego ptaka o ludzkim ciele, a dziobie i szponach  drapieżnika. W czasie uroczystości i specjalnych obrzędów religijnych wynoszono posąg z kaplicy – posąg wyobrażający króla Surjawarmana II w boskiej postaci Wisznu. Lud miał do Angkor Wat dostęp tylko w określone dni świąteczne, a wierni przychodzili tutaj pokłonić się nie tyle bogom – Śiwie, Wisznu czy Buddzie – co posągowi króla – boga.

Główne wejście do tej bajkowej świątyni umieszczono od zachodu – z kierunku świata zmarłych. Angkor Wat zbudowano zgodnie z khmerską koncepcją grobowca, był również klasycznym świątynnym wzgórzem i centrum królestwa – górą Meru. Tu Surjawarman II połączył się po śmierci z Wisznu, tak jak za życia się z nim utożsamiał.

Kambodża zawdzięcza temu królowi wielkość na skalę dotąd niespotykaną. Cywilizacja khmerska osiągnęła szczyt swojego rozwoju. W pierwszej połowie jego panowania imperium rozkwitło i stało się fantastycznie bogate. Rozrzutność władcy zubożyła jednak i osłabiła Khmerów. Król prowadził niezwykle agresywną i ekspansywną politykę zagraniczną. Chęć poszerzenia granic imperium była w tym przypadku pobudką jedynie drugorzędną, główną – pragnienie powiększenia własnej chwały. Reliefy znajdujące się w Angkor Wacie utrwaliły dla potomności zwycięskie bitwy na lądzie i morzu. Dominują w nich dwa zasadnicze tematy: król – bóg przewyższający wszystkich swoich poprzedników boskimi przymiotami i gloryfikacja wojny.

W Angkor Wacie, dokąd przybywali cudzoziemscy wysłannicy, aby podziwiać jego cuda, elita kraju oglądała imponujące posągi wyobrażające ich znakomitego władcę. Wszyscy jednak nie mogli przybyć do stolicy, wobec tego rzeźbiarze zabrali narzędzia i wyruszyli na prowincję, by wykuć na kolumnach i słupach inskrypcje na cześć największego z Khmerów, „tego, który nie ma rywala”.

Z biegiem czasu króla rozczarowały i znudziły kampanie wojenne. Również w kraju ciągłe wojenne potyczki nie cieszyły się popularnością, minęło już kilka lat, odkąd armie khmerskie przyniosły obfite łupy ze zwycięskich wojen. Surjawarman II postanowił więc na razie zająć się umocnieniem zdobyczy z pierwszych lat swojego panowania i rozszerzyć i tak olbrzymi program prac budowlanych w Kambodży. Książęta i szlachta, których liczba jeszcze się powiększyła, tworzyli warstwę rządzącą, rosnąc w bogactwo i potęgę dzięki korupcji i eksploatacji niewolników, a także przywilejom, o jakich nie śniło się innym warstwom społeczeństwa.

Angkor stał się miastem ze snów. Co wieczór odbywały się tu bankiety i hulanki. Rozpowszechniło się używanie narkotyków. Prawdopodobnie poza kręgami dworskimi  nie zażywano opium na większą skalę. O tym, że opium stosowano już dawno, świadczy zaliczenie go do narkotyków podawanych jako lekarstwo. Khmerowie interesowali się właściwościami korzeni i kwiatów, niewykluczone więc, że odkryli opium przypadkowo i podawali je w stanie naturalnym, a dopiero później zaczęto opium przetwarzać. Uzyskiwano je z niedojrzałych makówek, z soku wydzielanego przez nasienie maku. Narkotyk ten na świecie znano już dawno. Chińscy badacze ustalili, że pochodził on ze wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego. Już starożytni Grecy znali właściwości maku. Jednak bardziej popularne, wywołujące nałóg, narkotyki o silnym działaniu produkowano z ryżu i łatwo osiągalnych korzeni. Ludziom z kół dworskich środki odurzające dostarczały dodatkowych uciech, a biedakom, głodującym i zapracowanym na śmierć, przynajmniej formy zapomnienia.

W słynnej i wspaniałej stolicy Surjawarmana II kwitły najrozmaitsze występki, a wszystko miało służyć uciesze i fanaberiom arystokratów tworzących zwarty, jednolity front. Utożsamiając się z tymi czy innymi bóstwami budowali sanktuaria i kaplice, które po ich śmierci zamieniano w mauzolea. Ceniono zdolnych rzemieślników, ich pozycja społeczna była więc wysoka. Piękne damy dworu obdarzały swymi wdziękami i względami znanych rzeźbiarzy – opływali oni co prawda w ziemskie dostatki, ale można było ich uwieść i w ten sposób zapewnić sobie ich usługi.

W stolicy wyrastały coraz nowe stupy, a książęta z dumą demonstrowali najświeższe osiągnięcia pełnym podziwu, często też i zawiści, gościom. Za panowania Surjawarmana II bardziej niż przedtem przejawiły się uzdolnienia artystyczne Khmerów. Przejawiały się one jednak niemal wyłącznie w budownictwie sakralnym. Niewolnicy w pocie czoła dźwigali potężne kamienne bloki na wyznaczone miejsca, by rzeźbiarze mogli przystąpić do pracy. Żałosne, zagłodzone niemal na śmierć istoty, chłostane, torturowane, zabijane lub umierające z wyczerpania. Nikt nie zwracał uwagi ani na bolesny jęk wydzierający się z ust tysięcy nieszczęśników, ani na to, że niewolnicy spiskują. Dla klasy rządzącej ważne było tylko to, że niewolnicy budują wspaniałą stolicę – przedmiot zawiści państw Południowo – Wschodniej Azji. Zjeżdżali do niej przybysze ze wszystkich stron, wielu przybywało też z Chin, kraju, nad którym Surjawarman II odniósł zwycięstwo dyplomatyczne opiewane na dworze i uwiecznione w inskrypcjach.  Surjawarman II był pierwszym od trzystu lat królem khmerskim, który nawiązał stosunki dyplomatyczne z Chinami. Jednak Angkor upodabniał się szybko do Babilonu – symbolu bałwochwalstwa, przepychu i słabości.

W roku 1150 król umiera.  Opłakiwano szczerze śmierć tego znakomitego monarchy, ale kiedy ministrowie zabrali się do inwentaryzacji rezerw państwa, odkryli, iż krajowi grozi katastrofa. Surjawarman II miał bowiem szeroki gest i był tak rozrzutny, że przepuścił więcej pieniędzy niż czterech jego poprzedników łącznie! Angkor Wat to świątynia jedyna w swoim rodzaju, będąca dziś jednym z najpiękniejszych kompleksów sakralnych na świecie, ale koszty jej budowy były astronomiczne. Prócz Angkor Watu zbudowano jeszcze inne świątynie, wiele z nich ozdobiono złotem, srebrem i drogocennymi kamieniami. Skarbiec królestwa ział pustkami.



Surjawarman II zaszczepił Khmerom głęboką dumę narodową, która przetrwała długo po jej śmierci i którą ożywiano ponownie, czasami z niezbyt pożądanymi skutkami , przez wiele lat. Pozostawił potomnym bajkowy świat Angkor Watu. Ten król zapisał się wielkimi głoskami w annałach khmerskiej historii i tak jak pragnął ciągle pamięć o nim żyje nie tylko dzięki temu, że możemy chodzić do dzisiaj korytarzami Angkor Watu, który był uwieńczeniem jego życia i śmierci. Ankor Wat nie ma dzisiaj w świecie żadnego rywala tak jak jego fundator, który był zwany „tym, który nie ma rywala”.

Skomentuj