Na dużym parkingu zaraz za wschodnią bramą świątyni Banteay Kdei pośród kilkudziesięciu kramów oferujących jak zwykle w takich miejscach turystyczne badziewie trudno było odnaleźć naszego tuk – tuka. Stało ich tam kilkanaście ale na szczęście nasz kierowca Sra Pon wypatrzył mnie z tłumu zwiedzających i z szerokim uśmiechem zapraszał do siebie.  Minęło już południe i właściwie powinienem pojechać na obiad a zwiedziłem dopiero dwie świątynie. Sra Pon nieco się zdziwił, że tak wolno mi to idzie ale nie narzekał, bo w czasie gdy ja zwiedzam on po prostu śpi rozłożony na tylnej kanapie swojego tuk – tuka. Tak czas w oczekiwaniu na swoich klientów spędzają wszyscy kierowcy a co bardziej zapobiegliwi nawet rozwieszają hamaki do drzemki :).

Strasznie dużo czasu spędziłem pośród tych murów ale co się dziwić skoro każdy zakamarek wciąga niczym magnes w swoje zawilgocone i ciemne czeluści. Sam się nie spodziewałem, że tyle czasu będę potrzebował na obejrzenie tych świątyń. Nie wiem czy uda mi się zrealizować moje plany obejrzenia wszystkich najciekawszych świątyń. Już czułem lekkie zmęczenie. Jednak dokuczający upał i kilka kilometrów, które już przeszedłem zrobiły swoje. Nie mam ochoty marnować czasu na jedzenie, więc na obiad pojedziemy trochę później. Teraz wystarczy mi butelka zimnej wody. Na szczęście Sra Pon w swoim tuk-tuku wozi w bocznej skrytce bryły lodu i dzięki temu mam zimną wodę na każde zawołanie :)!

Na szczęście królowie angkorscy też musieli odpoczywać i właśnie w miejscu gdzie się znalazłem po opuszczeniu Banteay Kdei znajduje się jeden z „obiektów” który warto zobaczyć a może nie tyle warto zobaczyć (bo niewiele jest do oglądania) co przy okazji można w tym miejscu nieco odpocząć od biegania pomiędzy świątynnymi portykami i krużgankami.  Ja ruszam zatem podziwiać „królewski basen kąpielowy” a Sra Pon wraca do drzemki, pewnie zachodząc w głowę co może być ważniejsze niż żołądek, który domaga się porządnego obiadu :).

Srah Srang to nie jest jakiś tam byle jaki basenik gdzie król moczył nogi! Dżajawarman VII, którego dzieła towarzyszą mi od samego początku dzisiejszego zwiedzania jest także fundatorem tego basenu o rozmiarach 350 na 700 metrów! To właściwie jest sztuczne jezioro! Podobny (ale oczywiście dużo mniejszy) królewski basen kąpielowy Kuttam Pokuna oglądałem również na Sri Lance. Tylko tamte, są mniej więcej o 600 lat starsze od tego w Angkorze. Jednak te na Sri Lance pełniły funkcje religijne gdzie dokonywano rytualnego obmywania mnichów z pobliskich klasztorów a ten tutaj w Angkorze niekoniecznie służył tak szczytnym celom . W najlepszych czasach imperium khmerskiego w tym miejscu działy się takie rzeczy, że nawet dzisiejszym największym liberałom pewnie płonęłyby uszy ze wstydu :).

Ale od początku. Wielki sztuczny zbiornik wodny z kamienną przystanią, której stopni strzegą lwy, z balustradą w formie nagi sięgającą niemal skraju wody dostarczał przede wszystkim rozrywki – taki był cel jego budowy. Życie w Angkorze nie ograniczało się tylko do świątyń i oddawania czci bogom, krolom i bóstwom. Srah Srang był zatem ośrodkiem rozrywkowym przeznaczonym dla bogaczy i ludzi wpływowych, gdzie spędzali większość wolnego czasu dworzanie zażywając sportów wodnych, urządzając zawody, intrygując i zabawiając się plotkami. Było tutaj chłodniej od wody a cień rzucany przez rosnące olbrzymie drzewa pozwalał odpoczywać w tym gorącym klimacie.

Na kamiennej platformie gromadzili się widzowie, by przypatrywać się rozmaitym widowiskom. Prawdopodobnie ustawiano na niej i wzdłuż brzegów zbiornika pawilony, które gwarantowały wygodę i nieco intymności. Dzisiaj na tej samej platformie stoją turyści i obserwują pływające w basenie dzieci, które albo się bawią albo szukają małych małży, tutejszego przysmaku. Angkor ciągle jest żywy, ciągle na jego terenie mieszkają ludzie, którzy tak jak kiedyś jego władcy nadal korzystają z tego co można tutaj znaleźć albo jak w tym przypadku beztrosko bawić się tutaj czy popisywać skokami do wody przed turystami . Chyba król  Dżajawarman VII nawet nie marzył o tym, że jeszcze ponad tysiąc lat po nim nadal basen będzie dostarczał ludziom rozrywki! Przystani używano w czasie regat i defilad barek królewskich, które żeglowały majestatycznie po jeziorze. Może urządzano tutaj zawody miniaturowych statków, tak modne w owych czasach, przy akompaniamencie okrzyków entuzjastów tego sportu?

W nocy Srah Srang musiał wyglądać niezwykle efektownie – wielkie pochodnie oświetlały stateczki i amatorów rozrywek. Było to miejsce, gdzie urządzano hulanki. Tu spieszyli uprzywilejowani wymykając się z ponurych świątyń. Tu w luksusowych łodziach możnych w ustronnych pawilonach dobierały się pary, by oddawać się miłosnym igraszkom, korzystając z odosobnienia, jakie oferowało jezioro obok innych swoich uroków. Khmerowie byli tolerancyjni i bezpruderyjni. Nagość nie była ani wstydliwa ani ukrywana a swoboda seksualna tolerowana w najwyższych kręgach do tego stopnia, że orgie w świątyniach nie były niczym niezwykłym. Okolice sztucznego jeziora były zatem idealnym miejscem aby pod osłona nocy działy się tutaj wszystkie „nieprzyzwoitości” ówczesnych bogaczy.

Nietrudno sobie wyobrazić, jaką zazdrość i gorycz wywoływały owe libacje małej garstki uprzywilejowanych. Gniewem kipiał nie tyle prosty lud (który nie miał pojęcia co dzieje się w pałacach i świątyniach), co ludzie do owych libacji niedopuszczani. Niższa arystokracja, członkowie dobrych lecz zubożałych rodów, artyści i uczeni, których dzieła i idee nie znalazły uznania u kół wpływowych albo ze względu na to, że odmawiali podporządkowania się ogólnie uznawanym wzorcom i technikom, albo dlatego, że będąc zbyt niezależni nie przestrzegali dworskiej etykiety z jej hierarchią, protokołem i ceremoniałem.

Do tej grupy „odrzuconych” należeli również ci, co nie mogli lub nie chcieli wkupić się do elity. Tak więc podobnie jak w przypadku ekskluzywnych rytuałów i orgii w świątyniach, libacje w Srah Srang miały wielu rozgoryczonych i niebezpiecznych krytyków. Ludzi tych łączyła zawiść i frustracja. Znajdowali się w tej samej sytuacji, wiązała ich wspólna więź, jakkolwiek była to niezbyt dobrana kompania – młodzi intelektualności i niedoszli reformatorzy, bogaci reformatorzy, bogaci, lecz znajdujący się na niskim szczeblu hierarchii społecznej kupcy, artyści i młodzi urzędnicy, starzy rozpustnicy przypochlebiający się młodym i podsycający płomień zawiści. Obserwowali barki żeglujące po Srah Srang, oświetlone kolorowymi dekoracyjnymi lampionami, w których płonęły świece, słuchali odgłosów hulanek, muzyki i tańców i spiskowali. Niektórym przyświecały szlachetne intencje; pragnęli, by rozpuście położono kres. Większość jednak kierowała się mniej szczytnymi pobudkami; nie należeli do elity, a to było wystarczającym powodem do niezadowolenia.

Gdyby tylko stojące tutaj kamienne lwy potrafiły mówić pewnie zostałbym tutaj całe popołudnie wsłuchując się w ich opowieści. Niestety milczą one od tysiąca lat i nigdy nie zdradzą żadnej tajemnicy angorskich władców. Pozostaje mi zatem czytać tylko to co przekazali historycy z mozołem odczytujący kamienne stele na których wyryto te historie. Wierzyć, nie wierzyć?

Dżajawarman VII budując basen o rozmiarach jeziora czerpał z wielowiekowej wiedzy i doświadczenia inżynierów khmerskich. Od ponad dwustu lat już bowiem w królestwie potrafiono ujarzmiać rzeki i obfite deszcze „zaprzęgać” do pomocy ludziom. To dzięki tej umiejętności, zapewnienia wody w porze suchej dla upraw ryżu, mogło imperium aż tak bardzo się rozwinąć i stać się potężną potęgą. Indrawarman I objął tron w roku 887 był władcą wybitnym i to właśnie on potrafił wykorzystać zasoby naturalne swojej krainy.

Wobec znacznego wzrostu liczby mieszkańców doszedł do wniosku, że należy nie tylko poszerzyć tereny uprawy ryżu, lecz także zapewnić stałe zaopatrzenie w wodę, uniezależniając się od gwałtownych zazwyczaj opadów.  Indrawarman zdecydował o budowie ogromnych sztucznych zbiorników wodnych zwanych barajami, podobnych do olbrzymich jezior. Podobne rozwiązanie było stosowane również na Sri Lance, gdzie już od około 400 roku zaczęto budować sztuczne zbiorniki na wodę. Do dzisiaj na mapie Sri Lanki jest zaznaczonych 18 387 zachowanych zbiorników! Niektóre z nich wyglądają jak skromne stawy, a inne zdumiewają hydraulicznymi urządzeniami i wielkością – nie należy do rzadkości średnica 8 km lub większa.

Do Angkoru sprowadzono tysiące robotników z całego imperium i olbrzymie ilości niewolników. Władca nie troszczył się o los tych ostatnich, byli dla niego tylko siłą roboczą, którą mógł łatwo pozyskać. Zlecano im więc najcięższe i najbardziej niebezpieczne prace. W rezultacie utopiły się tysiące tych nieszczęśników. Konstruując baraje nie robiono wykopu, lecz budowano wysokie groble wokół naturalnych zagłębień terenu. Obfite deszcze i wody rzek, które zmuszono do zmiany toku, napełniały zbiorniki. Bareje były tak zbudowane, że lustro wody znajdowało się powyżej poziomu równiny. W czasie suszy otwierano śluzy i woda spływała do kanałów pod wpływem siły ciążenia. Jest to system niezwykle prosty i pomysłowy. Cały teren uprawy ryżu nawadniano za pomocą sieci rur przewodowych i kanałów ściekowych.

Wybudowano ponad tysiąc takich zbiorników! Korzystano z nich podczas pory suchej ale stanowiły one także doskonały system komunikacyjny, którym transportowano bloki kamienne służące do budowy świątyń. Niektóre z owych zbiorników przetrwały w niezłym stanie do dziś. Np. Baraj Zachodni o imponujących rozmiarach 8 na 2,2 kilometra, mógł pomieścić 30 milionów metrów sześciennych wody co pozwalało nawodnić 20 tysięcy hektarów ryżowisk. Baraj Wschodni jest nieco mniejszy. Źródła historyczne mówią, że przy jego budowie pracowało ponad 2 tysiące robotników, którzy musieli przenieść ponad 400 tysięcy ton ziemi. Dzisiaj niestety już nie istniej, zarósł gęstą roślinnością.

Baraje uważa się za wielkie osiągnięcie Khmerów w dziedzinie rolnictwa. System nawadniający ulepszano i rozbudowywano z biegiem lat, instalowano udoskonalone urządzenia wodne. W ciągu roku zbierano plony dwukrotnie, a często trzykrotnie. Tak bogate plony pozwalały wykarmić mieszkańców rozrastającego się imperium, które dzięki ich pracy bogaciło się coraz szybciej. Dzisiaj pojawiły się teorie mówiące o tym, że tak jak woda w zbiornikach dała „życie” imperium tak samo owe gigantyczne zbiorniki przyczyniły się do tego, że największe i najwspanialsze imperium w Azji niespodziewanie upadło. Jednak o tym już innym razem…

Srah Srang

  • druga połowa XII wieku
  • Król – Dżajawarman VII – Syn Dhaaranindrawarmana. Nazywany pośmiertnie: Maha Paramasznagata pada. Urodził się między 1120 a 1125, zmarł między 1215 a 1219. Panował w Angkorze w latach 1181-1218.
  • prace konserwatorskie – H. Marchal w roku 1920 oraz B.P. Groslier w latach 1963 – 1965

 

Skomentuj