Tuk – Tuk to w Azji to już instytucja. Chyba bez tego wynalazku Azja nie byłaby tak wesoła i szczęśliwa. W każdym kraju, mieści i mieścinie to podstawowy środek transportu zarówno dla miejscowych jak i dla wielu turystów. Motorek do którego przyczepić można niemal wszystko od wózka niemal do kanapy może przewieść wszystko. Jazda nim jest tania i czasami okazuje się, że szybciej nim gdzieś dojedziemy niż taksówką. Co prawda podczas jazdy po Bangkoku trudno wytrzymać wdychanie ulicznych spalin ale tutaj w Kambodży nie ma takiego smogu. Tuk tuki to często duma swoich właścicieli. Bywają ozdobione obrazkami, światełkami, kwiatkami, maskotkami, wyposażone w sprzęt hi fi i tylko chyba wyobraźnia właściciela może być czymś co ogranicza zdobienie takiego wehikułu, bo na pewno nie przepisy o ruchu drogowym. Każdy właściciel tuk tuka jest szczęśliwym człowiekiem, bo dzięki temu ma za co wyżywić rodzinę. Dla turystów poza oczywistą korzyścią z taniego środka transportu jazda tymi „maszynkami” jest często zabawna i dostarcza wiele radości. Tak, zdecydowanie tuk tuk jest częścią szczęśliwej Azji 🙂

Po Angkorze oczywiście miałem zamiar również poruszać się tuk – tukiem. Ze względu na to, ze dziennie trzeba pokonać wiele kilometrów od świątyni do świątyni a upał panuje ogromny wykluczyłem jazdę rowerem. Choć dla zapalonych cyklistów tak opcja poruszania się Angkorze również istnieje. Można również poruszać się samochodami jak czyni to większość Koreańczyków zwiedzających świątynie. Jednak dla mnie to już profanacja.

Na dwa miesiące przed wyjazdem przeglądając fora internetowe w poszukiwaniu pomysłu na trasę zwiedzania, trafiłem na wpis amerykańskiego małżeństwa, które chwaliło kierowcę tuk-tuka z którym zwiedzali Angkor. Duży nacisk kładli na to, że jazda z nim była bardzo bezpieczna co dla mnie też jest istotne znając chaos panujący na azjatyckich ulicach. Napisałem do owego kierowcy maila z pytaniem czy może się mną „zaopiekować” przez trzy dni zwiedzania. Właściwie zrobiłem to bardziej „zaczepnie” żeby wysondować cenę. Zaznaczyłem, że zwiedzania będzie dużo „because I’m very interesting in the history of the Khmer Empire”  i chcę dalej niż „duże koło” oraz jezioro Tonle Sap. Dostałem miłą odpowiedź (i szybką), że oczywiście, że On będzie „very happy”. Wymieniliśmy jeszcze kilka maili dotyczących programu zwiedzania i innych pierdół. Cała korespondencja przebiegała sprawnie i rzeczowo, więc zawarliśmy umowę na wspólne spędzenie tych kilku dni.

Trochę zastanawiałem się czy to dobry krok, bo przecież na miejscu można wybierać i przebierać, konkurencja jest ogromna. Ilość tuk – tuków jest znacznie większa niż zapotrzebowanie i ze znalezieniem kogoś nie ma żadnych problemów. Ale doszedłem do wniosku, że jak mi się nie spodoba to pierwszym dniu, to mogę podziękować i jeździć z kiś innym. Wolałem kogoś z rekomendacji bo pomimo, że generalnie w Azji wszystko robi się aby turysta był zadowolony to sporo też słychać o nieuczciwych kierowcach. Cóż, czas pokaże czy to dobry wybór.

Następnego dnia rano po moim przyjeździe o godzinie 9.00 Sra Pon (bo tak ma na imię) czekał na mnie pod hotelem tak jak się umawialiśmy. Człowiek już w średnim wieku okazał się uczciwy, rozsądny i bardzo w porządku. Starał się jak mógł tak ustalać trasę aby ominąć największe tłumy turystów, jednocześnie ustalając ze mną moje potrzeby. Nie naciągał absolutnie na nic i zawsze informując, że np. restauracje na terenie Angkoru są trochę droższe i jeżeli chcę to pojedziemy na obiad do miasta gdzie jest taniej. Był zawsze punktualny, czysty, miły i uśmiechnięty. Codziennie rano przed ruszeniem w drogę ustaliśmy gdzie jedziemy. On podpowiadał gdzie warto, ja korygowałem o swoje potrzeby. Zmieniałem trasę np. pod kontem popołudniowego słońca bo chciałem mieć lepsze zdjęcia w poszczególnych miejscach. Chłopina najeździł się przez to znacznie więcej niż musiał, bo często jechaliśmy w tą stronę gdzie już byliśmy wcześniej. Nigdy nie marudził i zawsze się uśmiechał nawet o 4 rano. Zawsze to pilnował żebym się nie zgubił i trafił do swojego tuk-tuka, co czasami nie jest łatwe, gdy na parkingu stoi ich kilkadziesiąt. Nie usiłował też wzbudzić w mnie żadnej litości swoim ciężkim losem, choć gdy pytałem to chętnie opowiadał o sobie. Jak większość ludzi tutaj łatwego życia nie miał i nie ma. Ma też sporą wiedzę na temat świątyń, ale tego nie weryfikowałem bo sam się „obkułem” przed wyjazdem i wiedziałem niemal wszystko co wiedzieć chciałem. Choć cenne były jego wskazówki jak poruszać się po danych świątyniach bo większość z nich to prawdziwe labirynty.

Rzeczywiście jeździł bardzo rozsądnie i bezpiecznie, choć jego tuk-tuk w barwach niemieckich jako Audi nie należy do demona prędkości, co powoduje, że większość innych turystów w swoich maszynach zawsze nas wyprzedzała. W rezultacie wybranie właśnie jego okazało się strzałem w 10 i zaoszczędziło mi na pewno nerwów i stresów, które czasami są nieodzowne gdy trafił na jakiegoś naciągacza a niestety ich nie brakuje w Siem Reap. Sra Pon miął również zawsze zimną wodę do picia (bryły lodu miał w skrytkach tuk – tuka, tak mini lodówka), bez żadnych ograniczeń . Nie wiem czy to standard w każdym przypadku wynajęcia kierowcy czy po prostu Sra Pon tak dbał o mnie. Również zapłatę za swoją pracę, gdy zapytałem czy potrzebuje od razu powiedział, że zapłacę dopiero na koniec. Myślę, ze gdyby nie Sra Pon nie mógłbym zobaczyć w ciągu tych trzech dni tak dużo jak zobaczyłem, a co bardzo ważne często omijając tłumy turystów. Sam doskonale wiedział gdzie i o jakiej porze dnia pojechać aby nie było tam jeszcze dzikich tłumów, a nie jest to proste zadanie.

Zatem dotrzymując danego słowa Sra Pon’owi podaję jego adres mailowy gdyby ktoś chciał tak jak ja, umówić się z kierowca i przewodnikiem wcześniej i dać zarobić właśnie jemu.  To taka moja mała prośba do wszystkich, którzy wybierają się spocić pośród najpiękniejszych zabytków jakie w życiu widziałem.

Możecie pisać do Niego na adres: srapon@ymail.com lub zajrzeć na jego stronę internetową tutaj.

21 komentarzy do “Tuk-Tuk szczęście Azji”

  1. Krystyna :

    Super, że miałeś Adamie takiego świetnego kierowcę! My niestety bardzo boimy się tuk-tuków i Angkor zwiedzaliśmy z kierowcą samochodu, a zarazem przewodnikiem.
    Rozumiem, że Wasz kierowca nie oprowadzał Was po świątyniach?

    Pozdrawiam

  2. Krysiu właśnie ze względu na bezpieczną jazdę zdecydowałem się jeździć ze Sra Ponem. Choć jazda tuk-tukiem jest fajna to rzeczywiście czasami wydaje się, że nie jest to zbyt bezpieczne! Nasz kierowca zwracał duża uwagę na nasze bezpieczeństwo i to jeden z powód dla, którego go polecam. Nie oprowadzał nas po świątyniach, bo nie było takiej potrzeby. Już kilka miesięcy przed wyjazdem dużo czytałem o tych świątyniach, łącznie z historią państwa khmerskiego. Byłem, więc przygotowany i nie potrzebowałem przewodnika 🙂 Już pisałem, że ja to trochę „świątynny” jestem. Lubię takie miejsca gdziekolwiek na świecie a Angkor? No, cóż nic piękniejszego nigdy nie widziałem 🙂 Zresztą byłaś, widziałaś to rozumiesz 🙂
    pozdrawiam serdecznie!

  3. Ja poproszę o namiary na pana Sra Pon jak zawitamy do Kambodży to pewnie się przydadzą.

  4. O już widzę adres 🙂 Dzięki wielkie 🙂

  5. Bardzo proszę 🙂

  6. Adam….tuk tuk z zagłówkami…to taka klasa LUX chyba???..:)

    Ja jeżdżąc tuk tukiem po Bangkoku czy też innych miastach Azji miałam wielokrotnie serce w piętach i strach w oczach. Jednakże nigdy nie słyszałam o jakiś powąznych wypadkach z udzialem tuk-tuków…..Mnie sie wydaje, ze to są takie zaczarowane karoce Azji i chronione przez dobre wrózki..;-)

  7. Monika bo to „Audi” było 🙂 🙂 Ale prawda, ze ta „jeżdżąca pierdółka” jak kiedyś o tuk-tuk napisała Kura na swoim blogu dostarcza nam turystom niesamowitych wrażeń. Jak niewiele nam do szczęścia potrzeba 🙂 „Zaczarowane karoce Azji – pyszne 🙂

  8. Dzięki za namiary na Sra Pon, z których skorzystałam w praktyce. W związku z tym mogę potwierdzić wszystko co napisałeś, poza tym że obecnie nie jeździ już audicą:-). Bardzo sympatyczny człowiek, punktualny i wiezie tam, gdzie dusza zapragnie. Polecam!!!

  9. Aniu bardzo się cieszę, że Sra Pon trzyma poziom i jesteś zadowolona 🙂 Mam nadzieję, że skoro nie ma już wygodnej „audicy” to pewnie wiedzie mu się dobrze i zapewnia jeszcze wygodniejszy transport 🙂

  10. Właśnie wróciliśmy z Siem Reap. Możemy potwierdzić wcześniejsze pochwały, solidność i uczciwość najlepszego kierowcy tuk-tuka po Angkorze. dziękujemy za namiary.
    Szczerze polecamy !!!

  11. Jacek, dzięki za podzielenie się kolejną opinią 🙂 Cieszę się, że Srapon ciągle trzyma wysoki poziom!
    pozdrawiam
    Adam

  12. Potwierdzam wszystkie pozytywne opinie. Jeździliśmy ze Sra Ponem przez 2 dni w drugiej połowie stycznia 2014 r. Nadal niezwykle uprzejmy, punktualny, pilnujący żebyśmy się nie zgubili i ogólnie bezproblemowy. W tuktuku posiada własnej konstrukcji lodówkę (wyciętą ze styropianu, z blokiem lodu w środku), więc zawsze miał dla nas zimną wodę w nieograniczonych ilościach. Dodatkowym bonusem były regularne dostawy nawilżanych ręczniczków do otarcia twarzy i dłoni 🙂

  13. Bardzo mnie to cieszy 🙂 Dzięki za info!

  14. Witam, bardzo prosze o informacje ile placiliscie za 1 caly dzien z tym Panem? napisalam do niego i powiedzial ze caly dzien jazdy wlacznie ze wschodem slonca w Angkor kosztuje u niego 20 dolarow. Mam wrazenie ze to troche duzo 🙁 a moze sie myle..?
    z gory dziekuje za info!

  15. Gosiu my jeździliśmy z nim pełne 3 dni. Kosztowało nas to 50$ ale to było już kilka lat temu. Czy 20$ to dużo za jeden dzień? Wydaje mi się, że raczej normalnie biorąc po uwagę, że „trochę podrożało” od czasu mojego pobytu. Podpuyaj jeszcze Mariusza: https://www.facebook.com/mariusz.nikodemski?fref=ts

    Mariusz wrócił w listopadzie więc ma świeższe info odnośnie ceny 🙂
    Pozdrawiam
    Adam

  16. Mariusz - marinik :

    Melduje się.
    Nie korzystalem z pomocy Srapona, który miał jakies inne pilne zajecia, ale nie zostawil nas na lodzie – polecil swojego przyjaciela Soktheena.
    Tu trochę piszę:
    http://tajladniamarinika.blogspot.com/2013/12/soktheen.html
    Soktheen
    -odebral nas z lotniska i zawiozl do hotelu, potem na szybkie zakupy i rezerwacje wieczoru z Apsarami, a na końcu pierwszego dnia – na wieczorna sesje fotograficzna w Angkorze,
    – obwozil nas pelne 3 kolejne dni (lacznie ze switem w Angkor Wat, Kbal Spean, Banteai Srei i Roulos – czyli poza glownym kompleksem), a także zawiozl na Apsary – czekal na nas i odwiozl do hotelu,
    – zapewnil końcowy transfer na lotnisko.
    – miał dla nas w czasie trzech dni wode z lodu i mokre chusteczki,
    – był niezwykle serdeczny, zyczliwy, pomocny, elastyczny.
    – wycenil swoja prace na 75 USD, ale my oceniliśmy ze banknot 100 USD będzie dobry – to przecież nieco ponad 300 zl – za 3 pelne dni i dodatki, o których napisałem wyżej. Przy czterech osobach nie uważam takiej stawki za wygorowana.

  17. Mariusz, dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem.
    pozdrawiam bardzo serdecznie
    Adam

  18. Srapon trzyma formę i klasę. Bardzo polecam. Jeździliśmy z nim 3 dni. Wszystko było na czas. Bezpiecznie. Degustowaliśmy rownież wraz z jego przemiłą małżonką potrawy kuchni kambodżańskiej.

  19. Srapon wpadł w kłopoty finansowe i nie ma środków na spłatę kredytu na dom. Bardzo potrzeba mu teraz klientów. Została też zorganizowana akcja pomocowa:

    http://www.gofundme.com/xg8j7ck

    To wyjątkowy facet i wyjątkowa sytuacja, dlatego też bardzo proszę o niekasowanie tego posta.

  20. Srapon towarzyszył mi przez 4 ostatnie dni listopada. Woził, opowiadał, poił schłodzona wodą, dokarmiał ananasem i ryżem z bananem zapieczonym w palmowym liściu:) Punktualny, miły, uczciwy. Miałam okazję poznać jego rodzinę – żonę i czworo z ich siedmiorga dzieci (2 m-ce – 16 lat). Żyją bardziej niż skromnie – w maleńkim domku postawionym na 2-arowej działce, bez drzwi i okien, bez bieżącej wody, mebli, zabawek. Dzieci, włacznie z niemowleciem, śpią na podłodze. Jeśli wybieracie się do Siem Reap, bardzo polecam usługi Srapona Prum’a. Za cały dzień wożenia po światyniach płaciliśmy w dwójkę 20 USD.

  21. Moniko,
    po raz kolejny bardzo się cieszę, że Srapon okazuje się nadal śiwetnie wykonywać swoją pracę 🙂 Bardzo Ci dziękuje za podzielenie się swoją opinią z nadzieją, że również dzięki Tobie będzie Srapon miał więcej pracy a co za tym idzie więcej na utrzymanie swojej rodziny i spłatę kredytu za ciągle nieskończony dom.
    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie

    Adam

Skomentuj