Podróż do Kambodży wymarzyłem sobie już dawno temu. Kilka lat musiałem czekać aby przekroczyć granicę tego państwa. Choć w moim przypadku mówienie o podróży do Kambodży jest trochę na wyrost, bo moja wizyta sprowadzi się jedynie do stolicy Phnom Penh i oczywiście do Angkoru. To właśnie to ostatnie miejsce od kilku lat nie dawało mi spokoju, pozbawiało snu i przyspieszało bicie serca. Teraz marzenie miało się spełnić. Dzielił mnie od niego tylko dzień jazdy autobusem. Jednocześnie zastanawiałem się czy uda mi się spojrzeć na to miejsce, na ten kraj zapominając o ucisku i terrorze o nieludzkiej historii tego miejsca na ziemi, tego narodu. Marzeniem było spojrzeć na monumentalne świątynie zostawiając za sobą smutną historię. Czy to się uda?

Pierwszym porannym autobusem, który wyjeżdża o 6.30 opuszczam Sajgon. Czeka mnie kilkanaście godzin jazdy. Najpierw do Phnom Penh (powinienem tam być około 13.00) a tam szybka przesiadka i dalej do Siem Reap. Na miejscu powinienem być wieczorem czyli około 20.00. Koszt takiego przejazdu to 17$ od osoby za całą trasę. Na szczęście autobus okazał się bardzo wygodny z dobrze (tzn. nie za mocno) działającą klimatyzacją a co najważniejsze z kilkoma przystankami po drodze podczas których można skorzystać z toalety, coś zjeść, napić się kawy czy po prostu rozprostować nogi ale przede wszystkim jazda pozwala podglądać mijane po drodze wioski a postoje zakosztować np. smażonych na głębokim tłuszczu pająków! Tutejszy przysmak robi karierę wśród turystów ale tylko jako obiekt do fotografowania. Natomiast pomocnik naszego kierowcy spokojnie wyrywa nóżki pająka i chrupie je niczym chipsy.

„Zatopiony” z nosem w książce staram się ułożyć w głowie jakiś sensowny plan zwiedzania świątyń Angkoru. Jednak moje myśli ciągle biegną do tego co działo się w tym kraju przed laty. Do tych wszystkich wydarzeń podczas których ginęły miliony niewinnych ludzi a świat to widział i nic nie robił! Nie da się myśleć o Kambodży nie myśląc niemal automatycznie o Czerwonych Khmerach i Pol Pocie. Nie wiem jak bardzo bym się starał nie ucieknę od tego. Nie ucieknę od myśli, że jeden z największych zbrodniarzy na świecie nie poniósł żadnej kary za to co zrobił. Nie mogę znieść myśli, że Francja do dzisiaj nie ma zamiaru wydawać mieszkających tam byłych Czerwonych Khmerów odpowiedzialnych za ludobójstwo w Kambodży! To niesamowite jak obłudne bywają państwa, które najgłośniej potrafią krzyczeć o demokracji, wolności, sprawiedliwości i przestrzeganiu prawa!

Podróżowanie otwiera wiele drzwi na  świat. Niestety czasami są to drzwi, których może lepiej nie powinno się otwierać. Czekają za nimi tylko smutek, żal i wstyd z bycia Europejczykiem. Jednak taka jest nasza historia, nasza jako ludzi mieszkających na tej planecie i bez znaczenia jest tu fakt czy jest się Kambodżaninem czy Polakiem. To jest nasza wspólna historia. Historia biednej Kambodży i bogatej Europy a w tle, chciałoby się napisać – jak zwykle – mocarstwowych interesów USA, państwa dla którego nic nie ma znaczenia, nie ma żadnej świętości, życie ludzkie to tylko statystyki wojenne i nic się nie liczy poza własnym interesem. Historia tego co Amerykanie zrobili w Kambodży do dzisiaj jest mało znana i ukrywana. Mijają lata od tamtych wydarzeń, świadkowie umierają, ślady się zacierają. Nikogo to nie interesuje, wszyscy zapominają. Nikt nie poniósł odpowiedzialności, kary. Nikt nie powiedział przepraszam. Smutne.

———————————————————————————————————————————————————–

Pewna historia zamieciona pod dywan przed światem. W roli głównej USA i Kambodża. Główni winni (nigdy za to nie ponieśli odpowiedzialności) : Henry Kissinger (laureat pokojowego Nobla(! )i Richard Nixon (prezydent USA).

———————————————————————————————————————————————————–

Szefowi dyplomacji USA, Henry’emu Kissingerowi, terror nie był obcy. Jako piętnastolatek musiał uciekać ze swojego kraju, Niemiec jak wielu Żydów. W Stanach postawił na karierę akademicką. Ambitny i żądny sławy piął się w górę, ku centrum władzy politycznej. Po kryjomu asystował w kampanii wyborczej Richarda Nixona w 1968 roku. Opłacało się. Gdy Nixon został wybrany prezydentem, zrobił Henry’ego Kissingera swoim doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego. Obaj na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych stali się duetem, który dla wielu był personifikacją imperializmu USA – tzw. Nixingerem.

Wojna z Wietnamem niestety toczyła się również na terenach Kambodży i Laosu. Amerykańskie samoloty zrzuciły na tych terenach 4,5 miliona ton bomb! Ani wcześniej, ani później w żadnej wojnie w historii ludzkości na zrzucono tylu ładunków wybuchowych.

Bombardowanie Kambodży zaczęło się w marcu 1969 roku. Naloty były bezprawne, ponieważ Kambodża jako neutralna w wojnie wietnamskiej nie brała udziału. Natomiast nitka tzw. Szlaku Ho Chi Minha przebiegała częściowo przez teren Kambodży. Po kambodżańskiej stronie granicy znajdowały się także północnowietnamskie bazy. Pierwszy nalot bombowy miał na celu zniszczenie tego, co USA uważały za południową kwaterę główną wietnamskiej partyzantki. Nixon i Kissinger wiedzieli, że nie dostaną od Kongresu zezwolenia na bombardowanie Kambodży. Dlatego należało to zrobić cichaczem. Niełatwo było to ukryć przed społeczeństwem ale administracja posłużyła się fałszowaniem raportów bojowych i rozkazów operacyjnych na bardzo dużą skalę. W uproszczeniu plan wyglądał następująco: pierwotne cele leżały w Wietnamie Południowym, ale w ostatniej chwili, przed otwarciem luków bombowych, piloci mieli otrzymywać nowe koordynaty. Nie wynikało z nich, że prowadzą do celów leżących na terenach Kambodży. Raporty miały wskazywać, że bomby zostały zrzucone, po małej korekcie współrzędnych, na Wietnam Południowy. Nawet naczelne dowództwo powietrznych sił zbrojnych nie znało prawdy.

18 marca 1969 roku rozpoczęto Operację Śniadanie. Przed wschodem słońca superfortece B-52 bombardowały przez godzinę obszar wielkości kilku mil kwadratowych w południowo – wschodniej Kambodży. Oszacowano go jako „rzadko zaludniony”, ale nikt nie wie, ilu cywilów zamordowano. Ludzie na ziemi byli kompletnie zaskoczeni. Nalot udało się utrzymać w tajemnicy. Nic nie wyciekło do mass mediów. Tym samym Kambodża stała się strategiczną alternatywą. W ciągu następnych czternastu miesięcy przeprowadzono dodatkowo 3630 tajnych nalotów!!!

Rok później USA już oficjalnie jako sojusznik Kambodży (!) bombarduje bazy Wietnamu Północnego, które znajdują się na terenach Kambodży. Wiara w skuteczność dywanowych bombardowań z powietrza w walce z partyzantką to utopia. Pokazały to doświadczenia z Wietnamu Północnego i Laosu. Mimo olbrzymiej liczby zrzuconych bomb komuniści wciąż byli w stanie dostarczać dość materiału, aby wojna toczyła się dalej, z niesłabnąca siłą. Oficjalnie Nixon ogłosił, że naloty bombowe będą zmniejszane. I rzeczywiście tak się stało. Zapomniał tylko dodać, że liczba bomb w ładowniach samolotów wzrosła. W okresie 1968 – 1970 ładunek bomb został podwojony!

Po wkroczeniu Amerykanów do południowo – wschodniej Kambodży w marcu 1970 Kongres USA podjął działania, aby ograniczyć władzę prezydenta Nixona. Zabroniono wysyłać żołnierzy do Kambodży. Ten przytyczek w prezydencki nos nie powstrzymał jednak Nixona I Kissingera. Bombardowania nasilono. W grudniu 1970 Nixon i Kissinger wymogli jednak na Kongresie zgodę na militarne wsparcie Kambodży. Nie w postaci żołnierzy, lecz pieniędzy i broni. Byłą to część doktryny Nixona – płacenie innym krajom za prowadzenie wojny USA. To oznaczało o wiele mniej krzyży stawianych na amerykańskich cmentarzach wojennych i dzięki temu było łatwiej akceptowalne w Stanach. W 1973 roku podpisano porozumienie pokojowe. Pod koniec marca wycofano wszystkie wojska USA z Wietnamu. Henry’ego Kissingera uhonorowano Pokojową Nagrodą Nobla!!!

Czy to już koniec? Ależ skąd! Pokój w Wietnamie pozwolił skoncentrować się USA tylko na Kambodży. W marcu, kwietniu i maju każdego miesiąca spadło na Kambodżę tyle bomb, ile przez cały ubiegły rok. Już w 1971, jeszcze za czasów stosunkowo umiarkowanych nalotów, szacowano, że 20 procent zabudowy i ziem uprawnych kraju jest zniszczone. Skala tych bombardowań po zawarciu pokoju wiosną 1973 roku zdumiała nawet parlament USA. W maju 1973 roku Izba Reprezentantów postanowiła zakręcić kurek z pieniędzmi na ten cel. Naloty miały się zakończyć najpóźniej z końcem czerwca. Nixon postawił weto, uzasadniając, że w Kambodży „bombarduje się dla pokoju”! Kongres obstawiał jednak przy swoim i ostatecznie zawarto kompromis. Zakaz nalotów miał wejść w życie 15 sierpnia 1973. W porozumieniu znalazł się również zakaz intensyfikacji nalotów przed tą datą. Nixon i Kissinger zignorowali to. Od dnia zawarcia porozumienia do ostatniego dnia nalotów i tak zmasowany już atak bombowy spotęgowano jeszcze o 21 procent. W przestrzeni powietrznej nad Kambodżą zrobiło się tak ciasno, że piloci bali się kolizji.

W sumie zrzucono na Kambodże 2 756 941 ton bomb! To jest półtora raza tyle, ile alianci zrzucili w czasie całej drugiej wojny światowej, wliczając w to bomby atomowe w Hiroszimie i Nagasaki. To jest tak wielkie zniszczenie, że nie ma go do czego porównać. Całkowita siła eksplozji, przykładowo, odpowiada 183 bombom z Hiroszimy! Szacuje się, że zginęły setki tysięcy Kambodżan.

183 bomby z Hiroszimy w cztery lata, na kraj wielkości połowy Polski! Początkowo po kryjomu! *

Gdy skończyły się amerykańskie bombardowania kraj był zniszczony a ludność zdziesiątkowana. Bieda, głód i znikąd pomocy ale zapanował spokój. Niestety tylko na 1,5 roku gdy do władzy doszli Czerwoni Khmerzy, którzy zgotowali piekło na ziemi współobywatelom. Znowu przy milczącej aprobacie całego świata!

 Granicę przekraczam w miejscowości Bavet. Jest to główne przejście graniczne gdy jedzie się do Kambodży z Sajgonu (po stronie Wietnamskiej nazywa się Moc Bai o Bavet po stronie Kambodżańskiej). Wiza kosztuje 20$ i dostaje się ją bez problemu. Kiedyś trzeba było mieć swoje zdjęcie dzisiaj już nie ma takiej potrzeby bo zdjęcie robią sami. Poza tym pobierane są odciski wszystkich palców (skan) oraz mierzona jest temperatura. Samo przekraczanie granicy poszło szybko i sprawnie. Nikt też o nic nie pytał a bagaże zostały w autobusie, który czekał na nas już po stronie kambodżańskiej. Po przejściu granicy tym samym autobusem ruszyliśmy dalej do Phnom Penh aby z lekkim opóźnieniem około 21.00 powitały nas nikłe światła Siem Reap.

*Peter Froberg Idling, „Uśmiech Pol Pota”, wyd. Czarne, 2010.

2 komentarze do “Myśli w drodze do Kambodży”

  1. Wiele państw ma taką smutną, zagmatwaną historię. Nie tylko kraje tej azjatyckiej części świata, chociaż tam widać to wyraźnie do dzisiaj.W Europie jeszcze nie tak dawno toczono wojny – była Jugosławia, Srebrenica. Ludzie ginęli a świat patrzył…Bardzo smutne.

  2. Niestety masz rację 🙁 Nawet tak blisko nas jak w krajach byłej Jugosławii na naszych oczach dochodziło do ludobójstwa. Dzisiejsze telewizje pokazują wojny niemal na żywo. My jemy kolację, siedząc wygodnie na kanapie i oglądamy bombardowanie miast i zabijanie ludzi jakby to był jakiś film. Najgorsze, że coraz więcej ludzi tak do tego podchodzi jakby to był fikcja. Przestaje nas to poruszać dopóki nie dotyczy naszego podwórka. Najbardziej jednak wkurza mnie postępowanie państw, które uważają się za rozwinięte, demokratyczne oparte na prawie a do dzisiaj ukrywają zbrodniarzy.

Skomentuj