Sajgon mógłby być azjatyckim Paryżem gdyby tylko historia potoczyła się inaczej. To miasto „zawieszone” jest gdzieś pomiędzy wschodem a zachodem. Choć dzisiaj jego nazwa to Ho Chi Minh raczej nikt nie używa tego określenia . Dla wszystkich jego mieszkańców ale także i turystów  to po prostu Sajgon (Sai Gon). To miasto i jego mieszkańcy są zupełnie inne niż północna część Wietnamu. Różnica jest na tyle duża, że Ci którzy przyjeżdżają tutaj w nadziei na zobaczenie i pooddychanie atmosferą Wietnamu mogą być rozczarowani. To miasto które można znienawidzić już w pierwszych chwilach pobytu zwłaszcza gdy trafia się od razu do dzielnicy nr 1. Jednocześnie Sajgon ma w sobie jakąś siłę i moc, która powoduje, że jest się go ciekawym. Rozczarowanie, zdziwienie połączone z zaskoczeniem i radością to codzienność turysty w tym miejscu. Obrzydlistwa komunistycznego Wietnamu przemieszane z pamięcią o czasach gdy bliżej temu miasto było do Europy niż Azji „tkają” przedziwną tkankę miasta. Sajgon to niezwykła historia sama w sobie.

Jednak wszystko zaczęło się od Chińczyków – można by rzec – jak zwykle. Już w XVII wieku przybywają do małej, wówczas kambodżańskiej osady rybackiej położonej nad rzeką Sajgon uchodźcy z Chin. Zwolennicy upadłej chińskiej dynastii Ming to tutaj znaleźli spokojne schronienie. Wkrótce docierają tutaj Wietnamczycy i przejmują prowincję pod swoja władzę. Rybacka osada szybko staje się ważnym centrum gospodarczym w tym regionie. Ma nawet swojego wicekróla i nową nazwę Gia Dinh. Miasto rozwijało się swoim tempem aż do roku 1858 kiedy wkraczają tutaj Francuzi. Sajgon staje się stolicą francuskich Indochin – Kochinchiny. Francuzom tak się podobały zajęte bezprawnie przez nich ziemie w Azji Południowo – Wschodniej, że zostali tutaj aż do lat 50-tych XIX wieku. Dopiero po dwóch wojnach opuścili Wietnam. Wówczas w roku 1954 powstało państwo Wietnam Południowy ze stolicą w Sajgonie. Przy wsparciu USA powstało państwo niezależne od komunistycznego Wietnamu północnego. To był czas wolności dla mieszkających tutaj ludzi. Czas bardzo krótki.

Ta część historii Sajgonu jest tutaj obecna do dzisiaj. Kolonialne dzielnice pełne są dawnych francuskich posiadłości. Francuzi przekształcili to miasto w prawdziwą perłę Orientu. Niestety w większości stan tych dawnych kolonialnych posiadłości jest opłakany, bo nikomu w komunistycznym Wietnamie nie zależało na utrzymaniu świadectw tamtych czasów. Jednak tamta francuska okupacja a raczej to co wniosła i zostawiła jest ciągle widoczne. Widoczne w układzie ulic, szerokich bulwarach czy wreszcie przepysznych bagietkach dostępnych tutaj niemal na każdym rogu. Dlatego tyle Paryża jest w Sajgonie. Może trudno to dostrzec na pierwszy rzut oka ale warto przez współczesną codzienność spróbować odnaleźć cień tamtych dni.

Demokratyczny Wietnam został też w ludziach tutaj mieszkających. Pracowici sklepikarze, restauratorzy pamiętają jeszcze czasy gdy tylko od ich pracowitości i żyłki biznesowej zależało powodzenie ich rodzin. Komunistycznym władzom nie udało się tego zmienić. Sajgon zawsze będzie chyba najbardziej „demokratycznym” miastem Wietnamu. Wolny rynek kwitnie tutaj doskonale choć nie ma m złudzeń, że pod czujnym okiem władzy. Gdyby nie czerwone chorągiewki na latarniach, odezwy do ludzi pracy puszczane co rano przez megafony na ulicach i portrety Ho Chi Minch’a nawet bym nie zauważył, że jestem w kraju komunistycznym. Na pewno ni widać tego również w zaopatrzeniu sklepów. Kupicie tutaj wszystko a nawet więcej niż w Europie.

Wolność Sajgonu trwała do roku 1975 gdy wkroczyły tutaj wojska Wietkongu. Definitywnie skończyła się w roku 1976 gdy obie części Wietnamu północna i południowa zostały połączone i powstała Socjalistyczna Republika Wietnamu. Zniknął Sajgon a pojawiło się Ho Chi Minch. Brak akceptacji tej nowej nazwy wśród zwykłych ludzi też jest oznaką ich niezależności i pamięci o dawnym Sajgonie. Historia tej części tego państwa naznaczona jest chyba jedną z najbardziej okrutnych wojen w historii ludzkości. Każdy z nas chyba widział przynajmniej jeden film opowiadający o wojnie w Wietnamie wywołanej przez USA. Jedną z największych atrakcji turystycznych Sajgonu, którą zwiedzają turyści są właśnie pamiątki po tamtych czasach. Głównym celem wycieczek jest swego rodzaju „skansen wojenny” w rejonie Cu Chi. Mój wyjazd w te rejony Wietnamu a także późniejsze odwiedziny Kambodży z góry był nastawiony na ominięcie wszystkich tych miejsc poświęconych wojnie i świadectw największych zbrodni ludzkości. Nie dlatego, że jestem dyletantem a raczej dlatego, że wszystkie te historie znam dość dobrze a w tej podróży chciałem skupić się na przyszłości tych ludzi. Chciałem spróbować dostrzec to co obecnie ważne jest dla tak bardzo mocno doświadczonych przez życie ludzi.  Czy widzą jakąś przyszłość, czy jednak nie mogą odpędzić się od demonów przeszłości, zwłaszcza Kambodżanie? Zatem w swoim zwiedzaniu świadomie omijam tunele Wietkongu i wszelkie militarne wystawy.

Pierwsze spojrzenie na Sajgon pokazuje to miasto jako ogromny nieustannie wrzący tygiel (nieoficjalnie pewnie mieszka tutaj około 10 milionów mieszkańców), brudny i zanieczyszczony. Jednocześnie dla samych Wietnamczyków jest Sajgon uosobieniem zachodniego stylu życia, gdzie łatwo się dorobić i spełnić swój sen o bogactwie. Wielu wierzy, że to jedyne miejsce w Wietnamie gdzie łatwo o pracę i szybki zysk. Spacerowanie pośród gigantycznego ruchu na ulicach w jeszcze większym smogu nie jest łatwe i przyjemne ale zadbane parki dają chwilę na wytchnienie i zebranie sił. Sajgon miasto kontrastów z stalowo – szklaną i bogata dzielnicą biznesową nad którą góruje drapacz chmur Bitexco Financial Tower o wysokości 262 metrów (na 47 piętrze jest taras widokowy i na 50 piętrze lądowisko dla helikopterów) a zaliczany do „Top 20 iconic buildings of the World” i jednocześnie z dzielnicą pełną życia i barwnych targowisk gdzie większość mieszkańców to Chińczycy poprzez stary kolonialny Sajgon z szerokimi alejami i wspaniałymi kolonialnymi rezydencjami aż po dzielnice strasznej nędzy zawieszony jest gdzieś pomiędzy wschodem a zachodem współczesnego świata. Miasto trudne w odbiorze ale pozostawiające w pamięci turysty wyraźny ślad.

Skomentuj