W naszej mentalności najważniejsze kościoły katolickie zazwyczaj jawią się jako bogato zdobione obiekty sakralne. Olbrzymie katedry zawsze przyprawiają mnie o dziwne poczucie bycia maluczkim i niewiele znaczącym wobec boskiej potęgi. Podobnego uczucia spodziewałem się odwiedzając Bazylikę Katedralną w Sajgonie. Popularnie zwana Katedrą Notre Dame jest głównym miejscem, które odwiedzają turyści. To chyba najważniejsza pozostałość po francuskich kolonizatorach. Oficjalna jej nazwa brzmi: Bazylika Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia.

Neoromański kościół wybudowano w latach 1863 – 1880 z materiałów całkowicie sprowadzonych z Francji. Czerwona cegła została przywieziona z Marsylii, częściowo zachowały się oryginalne francuskie płytki w posadzce a piękne witraże pochodzą z Chartres. Tylko, że witraże piękne były kiedyś, dziś w wielu miejscach ich brakuje. Niestety uległy zniszczeniu podczas II wojny światowej i nigdy nie zostały odrestaurowane. Oryginalne płytki w posadzce zastąpiono miejscowym lichym wyrobem. Dzisiaj zapewne aby nadać wnętrzu koloru i blasku zainstalowano niebieskie neony w jednej z bocznych naw dookoła figury Matki Boskiej. Efekt? Szczerze mówiąc nieco dziwny i raczej brzydki. To sztuczne światło odbiera cały efekt naturalnie załamywanych promieni słonecznych przepuszczonych przez kolorowe szybki witraży jaki możemy podziwiać w wielu miejscach tego typu. Tutaj jest jakoś „zimno” i tak laboratoryjnie.

W porównaniu do bogatych wnętrz europejskich kościołów katolickich wnętrze sajgońskiej katedry Notre Dame jest bardzo, bardzo skromne. Nawet krzyż umieszczony w kościele nad ołtarzem jest jakiś taki mały. Słyszałem głosy, że większy jest portret Wujaszka Ho na pobliskiej poczcie. Cóż, katolicki kościół w Wietnamie raczej miał służyć Francuzom a nie miejscowym. Choć ponoć był to (i jest nadal) najpiękniejszy kościół jaki wybudowano na terenach byłej kolonii francuskiej w całej Azji.

W roku 1895 dobudowano do już istniejącego kościoła dwie wieże. To właśnie te wieże miały upodobnić katedrę do jej słynnej imienniczki z Paryża. Każda z wierz ma ponad 57 metrów wysokości a w obu znajduje się łącznie sześć dzwonów o łącznej wadze 28 ton. Na szczytach wierz zamontowano wysokie na 2 metry iglice co dało łączną wysokość katedry ponad 60 metrów (mierzoną do krzyża na wieżach).

Przed katedrą w roku 1959 roku ustawiono wykonany z granitu a wyrzeźbiony w Rzymie pomnik Matki Boskiej. Z tym posągiem związana jest już zupełnie współczesna cudowna (ponoć) historia. Otóż w październiku 2005 roku na prawy pliczek Matki Boskiej spłynęła łza. Tysiące ludzi zbierało się pod pomnikiem i pogrążało w modlitwie. Ludzie szybko ogłosili to jako cud. Płacząca Matka Boska w Sajgonie! Tłumy ponoć były tak duże, że władze miasta musiały wysłać odpowiednie służby do zarządzania ruchem  w tym miejscu. Trudno sobie to wyobrazić bo nawet teraz, gdy nie ma żadnego cudu ilość turystów w tym miejscu jest spora a ruch uliczny … no cóż jak w Sajgonie :). Władze kościelne jednak oficjalnie nie uznał tego wydarzenia za cud co i tak nie przeszkadzało ludziom przez pewien czas tłumnie gromadzić się przed statuą.

Niewątpliwe Bazylika ta, choć bardzo skromna jest przyczółkiem dla wietnamskich katolików, choć przecież ta religia wyznawana jest tutaj raczej marginalnie. Szacuje się, że jedynie około 7% obywateli Wietnamu to katolicy choć historia wprowadzenia tej religii na tych terenach sięga aż XVI wieku. To już misjonarze którzy przybyli tutaj z Hiszpanii i Portugalii a potem oczywiście Francuzi przywieźli ze sobą na te ziemie chrześcijanizm. Katolicy byli szczególnie narażeni na represje władz komunistycznych w zjednoczonym Wietnamie. Zarzucano im działalność mająca na celu wywołanie powstania z pomocą Watykanu i współwyznawców z krajów zachodnich. Większość obywateli tego kraju to buddyści. Wyznają oni wiele różnych odłamów tej religii. Najliczniej wyznawany jest buddyzm hinajana (inaczej zwany terawada) oraz buddyzm mahajana. Ci pierwsi dążą do osiągnięcia zbawienia w postaci nirwany, a liczniejsi od nich buddyści mahajana szukają zbawienia i doskonałości w tym świecie, przede wszystkim poprzez bezgraniczną cierpliwość, współczucie i tolerancję wobec wszystkich istot żywych. W związku z tym, my europejczycy powinniśmy trzymać swoje nerwy na wodzy w kontaktach z mieszkańcami Wietnamu. Nasza złość i zdenerwowanie nie wywrze na nich żadnego wrażenia. Nic tym nie zyskamy w przypadku jakiś problemów a jedynie okażemy swoja słabość. Uważa się, że 70% Wietnamczyków to buddyści, w wielu przypadkach jednak ich wiara ogranicza się do wykonywania rytuałów, w których obecne są także elementy kultu przodków i animizmu.

Dla Wietnamczyków więzy rodzinne nie ulegają zerwaniu z chwilą śmierci – zmarli członkowie rodu nadal w pewien sposób uczestniczą w życiu swoich potomków i przychodzą im z pomocą. Aby podtrzymać te więzi i zyskać wsparcie przodków, trzeba ich symbolicznie zaopatrywać w różne dobra, dlatego w wielu domach i świątyniach stoją ołtarzyki przeznaczone dla kultu przodków. W rocznicę śmierci, w święta lub w czasie rodzinnych uroczystości składa się przodkom ofiary, na przykład ze słodyczy, owoców a nawet papierosów.  W Wietnamie żywe są także przesądy. Występują powszechnie i często w postaci osobliwej mozaiki wyobrażeń taoistycznych (pechowe dni, złe omeny) i religii pierwotnej. Widać to na przykład w świątyniach, gdzie pali się karteczki ze znakami chińskiego pisma, aby symbolicznie „zgasić” złe duchy.

Ciekawą jest także wyznawana przez sporą grupę obywateli Wietnamu religia zwana kaodaizmem. Na początku lat 20. XX wieku założyciel tej religii Ngo Van Chieu, podczas pewnego seansu spirytystycznego skontaktował się z „Najwyższą Istotą”, która to miała powierzyć mu misję scalenia wszystkich wielkich religii Wschodu i Zachodu w jedną uniwersalną, dzięki której ludzkość osiągnie zbawienie. Wyznawcy tej religii zamieszkują głównie południe Wietnamu. Jakieś 95 kilometrów od Sajgonu niedaleko miejscowości Tay Ninh, która od 1927 roku jest główną siedzibą wspólnoty religijnej kaodaistów znajduje się świątynia Cao Dai. Stoi ona we wsi Long Hoa na terenie o powierzchni ponad 100 km2 („Święta Stolica”), na którym mieszka czasami nawet 100 tysięcy wyznawców. Samo sanktuarium to swoista mieszanka dwuwieżowej katedry, pagody z okrągłą wieżą i meczetu z kopułowym dachem. Wnętrze ponoć jest równie niebanalne. Niestety mi zabrakło czasu aby odwiedzić tą niezwykłą świątynię bo z pewnością byłoby ciekawsza niż sławna sajgońska kopia paryskiej Katedry Notre Dame, która okazała się tak naprawdę nieco „prowincjonalnym” kościołem. Gdyby chociaż legenda o łzie na prawym policzku Matki Boskiej była prawdziwym cudem…

Skomentuj