Khmerowie stworzyli największą i najjaśniejszą cywilizację w Azji Południowo – Wschodniej. Angkor jaśniał blaskiem, którego nie mogła przyćmić ani wspaniałość Babilonu ani historia starożytnego Rzymu i Grecji czy wreszcie wspaniałość państwa stworzonego przez egipskich faraonów. Zespół świątyń, pałaców i innych budowli otaczały starannie uprawione pola. Wiecznie zielone dzięki wprost nieprawdopodobnemu systemowi irygacyjnemu. Olbrzymie, jak jeziora zbiorniki wodne, gromadzące wody z ulewnych deszczy i wezbranego Mekongu, zapewniały nie tylko obfite urodzaje, ale były też wzorem dla innych państw tego regionu.

System dróg i kanałów obsługiwał i żywił miasto, broniły go potężne mury. Świątynia góra, usytuowana dokładnie w centrum całego układu, była strażniczką tego świata. Miasto wraz z murami i fosami wyobrażało wszechświat otoczony łańcuchami mitycznych gór i oceanów, którego ośrodkiem była świątynia symbolizująca górę Meru – jej pięć wież reprezentowało pięć szczytów świętej góry, a tarasy kolejne światy. To miniatura wszechświata zbudowana z kamienia. Rzadko zdarza się, by jakikolwiek naród z równą konsekwencją i ekspresją zawarł w dziełach swojej architektury materialne i duchowe podstawy swojej egzystencji.

Przy wznoszeniu świątyń poświęconym bogom hinduistycznej trójcy – Siwie, Wisznu i Brahmie, a później Buddzie – obrońcom potężnego państwa Khmerów, zatrudniano tysiące jeńców pojmanych na wojennych wyprawach. W skład wielkiej armii khmerskiej wchodził królewski oddział słoni bojowych, liczący dwieście tysięcy tych olbrzymich, świetnie wytresowanych zwierząt. Imperium  khmerskie słynęło też ze wspaniałej konnicy. Flota składała się z wielu okrętów i opancerzonych łodzi.

U szczytu swej potęgi imperium khmerskie rozciągało się od Morza Południowochińskiego aż do zatoki Syjamskiej, obejmując całą dzisiejszą Kambodżę, wschodni Syjam (Tajlandię), Wietnam i Laos. Metropolia była multistolicą, stworzoną przez połączenie na przestrzeni wieków wielu centrów. Na obszarze około jednego tysiąca kilometrów kwadratowych znajdują się ruiny pałaców królewskich, klasztorów, świątyń, mostów, fortec i zwykłych budynków mieszkalnych. To największe na świecie muzeum archeologiczne pod gołym niebem. Miejsce niezwykłe.

Angkor, pełen przepychu, tętniący muzyką i tańcem, życiem jak z bajki przewyższał rozmiarem ówczesny Rzym i liczył około miliona mieszkańców, podczas gdy w Paryżu mieszkało 250 tysięcy, w Krakowie 20 tysiecy. Przez sześćset lat imperium to, nazywane Moha Nokor, było postrachem całego regionu. Khmerowie stali się największymi handlarzami niewolników od czasów faraonów. W XII wieku ich wielkie imperium, „imperium miliona słoni”, ze stolicą w Angkorze, osiągnęło szczyt potęgi, sławy i bogactwa a następnie zaczęło się chylić ku upadkowi. Rozpadało się powoli lecz nieuchronnie, aż na setki lat zniknęło w gęstej dżungli. Została tylko legenda o „Opuszczonej Stolicy”.

Do dzisiaj nie wiadomo jaki był powód gwałtownego opuszczenia tego wspaniałego miasta. Wiadomo, że w roku 1431 w wyniku podboju przez Syjam Angkor został splądrowany i rozgrabiony. W rok później Syjamczycy powrócili po dalsze łupy. Ponieważ poprzednio obłowili się bezcennymi skarbami, nabrali przekonania, że musiało ich jeszcze wiele pozostać bądź w świątyniach, bądź zakopanych w samym mieście. Ku swemu zdumieniu zastali stolicę porzucona przez mieszkańców. Historycy z całego świata snują przeróżne teorie, stawiają sprzeczne hipotezy aby wyjaśnić tą zagadkę. Choć dzisiaj wydaje się wielce prawdopodobne, że to co dało Angkorowi życie przyniosło i śmierć – woda. Choć nie jest to pewne. Za to pewne jest jedno – z jednym się zgadzam całkowicie – jak mówi khmerskie powiedzenie – „Gdy wyruszysz do Angkoru, nie wrócisz sobą”. Zapraszam Was zatem do odbycia tej mam nadzieję, niezwykłej podróży razem ze mną!

Skomentuj