Poprosiła mnie ostatnio pewna znajoma Hiszpanka żebym polecił jej jakieś miejsce w Polsce gdzie mogłaby spędzić kilka dni. Ponieważ na co dzień mieszka w Barcelonie to pomyślałem, że wyślą ją w polskie góry. Pomysł jednak okazał się nietrafiony bo bardziej by chciała nad morze ale gdzieś gdzie też coś się dzieje. Pomyślałem, no tak chciałaby w Polsce znaleźć Barcelonę! No i tak siedziałem i myślałem przez cały weekend i jakoś nic wymyślić nie mogłem. Mamy w Polsce setki przepięknych i interesujących miejsc ale miasta podobnego do Barcelony niestety znaleźć nie mogłem. Rozłożyłem mapę polskiego wybrzeża i w tym momencie olśnienie! Mamy coś lepszego niż Barcelona!

Kilometry plaż wcale nie gorszych niż te na Costa Brava a rzec mógłbym śmiało dużo ładniejszych niż te sławne hiszpańskie. Polskie plaże w moim rankingu wcale nie odstają od tych, które odwiedziłem w wielu egzotycznych krajach. Mamy jasny, drobny piasek co jest podstawą dobrego plażowania. Co prawda palmy u nas nie rosną ale za to mamy piękne wydmy. Często na plażach panuje tłok ale ten kto był w Barcelonie widział pewnie większy, więc będzie miała jak u siebie :). Poza tym można kilometrami spacerować brzegiem morza co naprawdę jest rzadko spotykane na świecie. Gdyby tylko woda była cieplejsza i słońca więcej! No tak, to fakt tutaj przegrywamy z „ciepłymi krajami”. Za to u nas pachnie sosnami i świerkami a przy okazji można zbierać grzyby i podglądać sarny. Tylko czy dziewczyna z Barcelony wie, że grzyby można zbierać tuż przy plaży? Pewnie nie, a nawet jak by wiedziała to i tak pewnie nie odróżni trujących od jadalnych. To tylko nasza umiejętność.

Odpisałem jej zatem, że piękne plaże już na nią czekają (o konieczności sprawdzenia prognozy pogody dyskretnie przemilczałem) a gdyby nagle zachciała sprawdzić jak rosną grzyby (bo wcale nie w słoikach) to mam dla niej gratisowy atlas z grzybami i słowniczek polsko – hiszpański, zawsze dziewczyna zdobędzie nową, niepotrzebną umiejętność. Ucieszyła się bardzo ale zapytała o zabytki (bo u mnie to Gaudi, sam wiesz – napisała) i poznawanie polskiej kultury. Byłem i na to przygotowany. Nawet bardziej niż się spodziewała. Bo co z tego, że Gaudi postanowił się urodzić w Hiszpanii? Polacy nie gęsi i swoje też mają, czy jakoś tak!

Jeżeli znudzą jej się plaże (tzn. gdy będzie padał deszcz – ale to już zostawiłem dla siebie) to będzie miała niezwykłe połączenie przeszłości z teraźniejszością. Tysiącletnia  historia połączona z kosmopolitycznością dużego miasta na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe zabytki w ilościach niemal hurtowych i tak pięknych, że sama się przekona, że taki Gaudi to tylko jeden kościół (niedokończony zresztą) i kilka kamienic, nic wielkiego. Ładnych co prawda ale u nas to całe dzielnice zabytkowe. Gdyby się dziewczyna umęczyła tymi tysiącami lat historii to będzie mogła, jak na młodą i modną Hiszpankę przystało polansować się na najsławniejszym deptaku w naszym kraju. Oj! Przekona się jaką fantazję maja Polscy architekci. Chyba, że wierzy w stereotypy na nasz temat i pomyśli, że krzywy domek to tylko efekt budowlańców po kilku głębszych.

Jak już przekona się, że jej ciuchy na ulicach modnego polskiego kurortu wyglądają raczej jak z przeceny zawsze będzie mogła schronić się w jakiejś galerii i tam płonąć ze wstydu. Na osłodę może przenieść się do kolejnego miejsca gdzie młode miasto urzeknie ją śnieżnobiałymi żaglami zacumowanych tam żaglowców. Tak, tak musi jej się spodobać!!! Gdy już padnie z wrażenia to patrząc z okna pokoju hotelu w Gdańsku na pewno pomyśli, że Polska to kraj niezwykły skoro ma takie miejsce jak Trójmiasto i może w przyszły roku przyjedzie także w Polskie góry? :).

Autorem zdjęć jest Tomek. Dziękuję 🙂

6 komentarzy do “Hiszpańska prośba”

  1. Ja też uważam, że polskie morze, chociaż takie zimne w porównaniu z południowymi, jest najpiękniejsze.

  2. Myślę, że zwłaszcza jeżeli chodzi o plaże to możemy być z nich dumni szkoda, że tylko mało znane w świecie. Śmiałem się ostatnio gdy podczas olimpiady w Londynie nasi chłopacy pokonali w siatkówce plażowej drużynę z USA i w amerykańskiej prasie pojawiły się komentarze typu: To oni (w Polsce) mają plaże?! Ano mamy i to wcale nie gorsze niż Wy 🙂

  3. hmmm…gdyby Brytyjczycy mieli w połowie tak piekne plaze jak nasze i morze tak ciepłe jak nasze i takie ciepłe lato jak nasze to nigdy nie wyjeżdzaliby do Hiszpanii czy Grecji…:)

    Tak czy siak przynajmniej tydzień w roku spędzaja w Blackpool czy innej nadmorskiej miejscowiści i zawsze wracają zachwyceni i szczęśliwy – mimo,ze lało, wiało i do morza nie dało się wejsc…:)Bo patriotyzm ponad wszystko..;)

  4. Troszkę nam brakuje chwalenia tego co mamy. Choć tłumy nad Bałtykiem chyba jednak świadczą, ze kochamy nasze morze mimo braku palm, lazurowego koloru wody i wysokich cen. Ja lubię przede wszystkim te „dzikie” odcinki naszych bałtyckich plaż. Wiele jest magicznych miejsc i chyba najwyższy czas aby pokazać je światu, choćby na blogu 🙂

  5. Och! Ale niespodzianka, marzył mi się wyjazd do Hiszpanii popodziwiać Gaudiego,koniec końców jednak obrałam kurs na polskie Morze właśnie. I dokładnie – 5 dni w Gdyni, ale udało się i do Sopotu wyskoczyć i na Hel (rejs statkiem Gdynia – Hel), było fantastycznie, wakacyjnie:), plaże, cieplutki złocisty piasek, a zamiast palm wspaniałe nadmorskie sosny.
    …jeszcze niewyspana po dziesięciu godzinach podróży powrotnej pociągiem – pozdrawiam serdecznie, a przy okazji wyrazy zachwytu dla bloga (na którego trafiłam przypadkiem) i zdjęć z dalekiego świata.

  6. Gosiu dziękuję za miłe słowa. Twój wyjazd to właśnie jeden z przykładów, że warto nawet znieść 10 godzinną podróż, bo plaże bałtyckie są super:) Zwłaszcza te nadmorskie sosny. Pozdrawiam 🙂

Skomentuj