Ho Chi Minh czy jak wolą ciągle niektórzy Sajgon dla mnie był tylko miastem tranzytowym. W czasie tej podróży będzie się tak zdarzało, że będę tutaj kilka razy. Byłem bardzo ciekawy tego jak to miasto wygląda gdyż zawsze słyszałem, że jest bardziej europejskie niż cały pozostały Wietnam. Tak naprawdę zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. No może poza tym, że wiedziałem sporo o historii tych rejonów Wietnamu, bo kto nie słyszał o wojnie USA z Wietnamem w latach 60. ubiegłego stulecia? Większość działań wojennych rozgrywało się właśnie na tych rejonach. Pozostało tutaj wiele „pamiątek” po tamtych czasach.  Jednak moja podróż do Azji od samego początku zakładała pomijanie wszystkich miejsc związanych z wojną i jej historią zarówno w Wietnamie jak i w Kambodży, do której właśnie będę jechał następnego dnia. Zależało mi aby spojrzeć na te miejsca nie poprzez pryzmat historii (choć oczywiście bez tego się nie obejdzie) ale bardziej poprzez pryzmat ich przyszłości.

Dlaczego zatem Sajgon? Przyczyna jest prosta. Samoloty bezpośrednio z Singapuru do Phnom Penh czy Siem Reap w Kambodży kosztowały majątek. Najtaniej było dolecieć właśnie tutaj i potem jechać do Kambodży drogą lądową. Zatem mam jeden dzień na to aby choć pobieżnie rozejrzeć się po mieście – jak się okaże wcale nie jest to takie łatwe! Po leniwym Singapurze tutaj wszystko niemal wrze! Czytałem na wielu blogach o tutejszym ruchu ulicznym – o tysiącach motorów „płynących” jak rzeka po ulicach. Wielokrotnie doświadczałem podczas swoich wcześniejszych wyjazdów do Azji bezwładnego i chaotycznego ruchu ulicznego w tym rejonie świata. Zarówno Tajlandia, Sri Lanka czy nawet senne Bali nie rozpieszcza pieszych. Jednak to co dzieje się na ulicach Sajgonu jest nie do opisania! Czegoś takiego nie da się  pokazać na zdjęciach. Nie wiem czy to porządek singapurski sprzed ostatnich kilku dni odebrał mi odwagę, czy zmęczenie ale przez dobre kilka pierwszych godzin nie umiałem w Sajgonie przejść na drugą stronę ulicy. Wiele razy już w swoim życiu biegłem pomiędzy pojazdami na ulicy bo inaczej się nie dało przejść, ale tutaj?! Tutaj trzeba umieć albo fruwać albo chodzić pod ziemią!

Tutaj nawet po chodnikach jedzie się na motorze a ulice jak okiem sięgnąć szczelnie pokrywają setki motorków. Gdy nie ma już miejsca na drodze to nic nie stoi na przeszkodzie aby wjechać na chodnik i nim zapieprzać przed siebie!!! To pieszy musi zejść! Że co?! Że chodnik jest dla mnie, dla pieszego! Spadaj na drzewo! Dosłownie, bo w wielu przypadkach rzeczywiście trzeba było chować się za drzewami lub bez mała na nie wchodzić aby uniknąć potrącenia. Czegoś takiego sobie nie wyobrażałem! Uwierzcie, na początku nie umiałem przejść przez ulicę, czułem się trochę jakbym pochodził z kraju gdzie jeszcze nikt nie widział samochodu ani motoru i nie wie co to za stwory pojawiają się na mojej drodze! Szybko zatęskniłem za singapurskim porządkiem :).

Niestety trzeba było sobie radzić. Na szczęście gdy minął mi już pierwszy szok uliczny jakoś dawałem radę. Jednak od razu pomyślałem – całe szczęście, że nie zostaję tutaj kilku dni, bo bym chyba nie wytrzymał. Przede wszystkim wzrosły temperatury. Sajgon o tej porze roku jest miastem strasznie gorącym a w połączeniu ze spalinami daje to koszmarne warunki na piesze zwiedzanie. Zatłoczony, gorący i w ciągłym pośpiechu. Ogromny wrzący tygiel. Jednak gdy otrząsnąłem się z pierwszego kurzu, gdy zjadłem pierwszy pyszny posiłek w małej knajpce, gdy opiłem się mrożonej kawy z bananem (pyszna, polecam!) poczułem, że właśnie dotarłem do takiej Azji o jakiej marzyłem. Tyle dzieje się dookoła wszystko na widoku, na wyciągnięcie ręki. Zatem czas aby ruszyć w miasto i sprawdzić czy jedyną atrakcją Sajgonu jest jego niesamowity ruch uliczny czy być może miasto ma coś innego do pokazania?!

2 komentarze do “Welcome in Sajgon!”

  1. Krystyna :

    „Ale Sajgon!”- to już wiemy skąd to powiedzenie:)
    Widać nawet na zdjęciach ten wielki kocioł, a myślałam, że Tajlandia czy Indonezja to szczyt ilości motorków na ulicach!

    Pozdrawiam

  2. Witaj Krystyno 🙂

    Oj tak, oj tak! Teraz wiadomo już co oznacza to słynne: Ale Sajgon! Musisz mi wierzyć na słowo ale to co widać na zdjęciach to jedna 10 tego co tam się dzieje na ulicach! Mimo tego, że wiedziałem, że tak będzie to nie spodziewałem się czegoś takiego!!! Żeby dorosły chłop nie umiał przejść przez jezdnię?!! Wstyd!:) Niestety moje instynktowne zachowania dotyczące przechodzenia przez jezdnię tutaj prowadziły wprost do wypadku. Uprzedzę trochę następne wpisy i powiem, że ten niesamowity chaos uliczny jest chyba największą atrakcją turystyczną w tym mieście. Dosłownie każdy turysta robi zdjęcia, kręci filmy i nie może uwierzyć w to co widzi na ulicach!

Skomentuj