Pamiętam jeszcze z dzieciństwa, że jedną z moich ulubionych zabaw było budowanie domków z kart. Ponieważ byłem za mały by grać z pokera a i z zabawkami nie było tak „kolorowo” jak dzisiaj a karty były chyba w każdym domu to często dzieciaki ścigały się komu uda wybudować się więcej pięter karcianego domu. Wówczas nawet do głowy mi nie przyszło, że kiedyś zobaczę prawdziwy budynek, który został zainspirowany właśnie tą dziecięcą zabawą.

 

Gdy weźmiemy dwie karty do gry i oprzemy je o siebie stawiając w pinie powstanie zaczątek naszego domku. Obok buduje się kolejny i jeszcze jeden. Powstają trzy „bramy” to będzie trzon naszego budynku. Na nich układa się płasko kolejne karty, które tworzą dach. Zazwyczaj na tym etapie moja zabawa się kończyła gdyż wszystko się rozsypywało. Nie maiłem cierpliwości, zawsze mi jej brakowało. Jednak miałem kolegów, którzy potrafili w ten sposób wybudować kilkupiętrowy „wieżowiec”.

Budowanie domków z kart nie było widocznie tylko zabawą polskich dzieci bo zapewne i mały chłopiec  mieszkający na drugiej półkuli musiał bawić się w ten sposób. Skąd wiemy, że Moshe Safdie bawił się kartami? Oczywiście możemy się tylko domyślać, że tak było ale to właśnie on gdy dorósł stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych architektów na świecie i to właśnie on wybudował prawdziwy „domek z kart”. To jego zmaterializowana wizja okrzyknięta jest dzisiaj największym cudem architektonicznym Azji, współczesną ikoną Singapuru – to on właśnie stoi za projektem Marina Bay Sands.

Zamienił karty do gry w trzy 57 – metrowe wieże, każda z nich ma 191 metry wysokości i na nich „położył” długi na 340 metrów tras, który tworzy jednocześnie dach. Stworzenie tak niezwykłego budynku, tak złożonej konstrukcji wymagać musiało od całego sztabu specjalistów znajomości nowoczesnych materiałów i zaawansowanych technik konstrukcyjnych ale przede wszystkim musieli na nowo tworzyć technologię wznoszenia tak innowacyjnego budynku. Nikt na świecie jeszcze tego nie robił. Już w samolocie lecąc do Singapuru oglądałem w pokładowym centrum rozrywki film dokumentalny o budowie tego kompleksu. Niezwykłe doświadczenie zwłaszcza wciąganie po kawałku dachu na wysokość prawie 200 metrów i składanie go jak z klocków Lego.

Marina Bay Sands dzisiaj jest tym czym Singapur chwali się przed całym światem. Trzeba przyznać, że ma czym. To znacznie więcej niż tylko luksusowy hotel. To niemal całe miasto. Sam budynek symbolizuje bramę, która zaprasza do nowoczesnego Singapuru jako państwa innowacyjnego, nowoczesnego, centrum nauki i kultury. Inni mówią, że dach przypomina statek stojący na redzie pobliskiego portu a jeszcze inni widząc ten spektakularny budynek mają przed oczami statek UFO, który wylądował i przycupnął na trzech olbrzymich nogach.

Firma architektoniczna z Bostonu, która był odpowiedzialna za ten projekt stworzyła coś co na początku nawet im wydawało się niemożliwe.  Jednak mieli już doświadczenie z budową ikony Australii – Opery w Sydney. Wspaniałe „rozpięte żagle” nad zatoką w Sydney mimo, że wybudowane w latach 60 ubiegłego wieku do dzisiaj zachwycają ludzi na całym świecie. Jednak ten projekt w Singapurze sami określali jako najtrudniejsze zadanie architektoniczne na świecie.

Jeszcze jak projekt znajdował się tylko na deskach kreślarskich stał się ogromnym przedsięwzięciem. Trzeba było pokonać mnóstwo trudności jak choćby okiełznać hałas w takim gigancie czy kontrolę temperatury w szklano – stalowych wieżach wystawionych na pełne słońce przez cały rok. Jednocześnie władze Singapuru trzymały się bardzo restrykcyjnych przepisów odnośnie każdej nowo powstającej budowli i użytych materiałów budowlanych. Chciano zastosować tylko materiały pochodzenia naturalnego, przyjaznych zarówno ludziom jak i  środowisku. Na dodatek wszystko musiało jeszcze zgadzać się z zasadami Feng Shui. Przeprowadzano tysiące testów aż wreszcie znaleziono najbardziej odpowiednie materiały i technologię aby przyszli goście hotelu, którzy zamieszkają w ponad 2500 pokoi czuli się tutaj komfortowo jak nigdzie indziej. Sami Singapurczycy często dumnie mówią, że wybudowano nam widok tak bardzo bryła hotelu zmieniła pejzaż w tym zakątku miasta.

Nazwa kompleksu pochodzi od miejsca gdzie go wybudowano ale jeszcze 40 lat temu było tutaj morze. W sumie Singapurze jest ponad 20 obszarów, które osuszono i zmieniono w stały ląd. Zwieziono miliony ton piasku z Malezji dzięki czemu obszar państwa się stale powiększa. W latach 60. XX wieku jego powierzchnia wynosiła 581 km2. Obecnie jest to już ponad 700 km2, zaś szacunki mówią, że za 15 lat terytorium lądowe tego państwa może wzrosnąć jeszcze o kolejne 100 km2Kiedyś brudna zatoka w południowej części miasta, zanieczyszczona przez statki stojące w porcie dzisiaj zmieniła swoje oblicze nie do poznania.

Rząd wykłada na rozwój tego miejsca miliardy dolarów, po to aby świat zobaczył jaki Singapur jest nowoczesny, najlepszy a także piękny. Trzeba przyznać, że nie są to pieniądze źle wydawane. Rzeczywiście tutaj czuć wszystkie „naj” Singapuru tak bardzo, że aż pojawiają się ciarki na skórze. Jest pięknie, zachwycająco i bardzo, bardzo nowocześnie. Tutaj aż nie wypada przyczepić się, że to miejsce jest trochę teatralne, trochę namaszczone i nawet nie wypada tutaj usiąść byle gdzie, tylko ładnie, prosto na jeszcze ładniejszej ławeczce. Tutaj obowiązuje szyk i elegancja. Tutaj nie wypada być zwykłym człowiekiem, tutaj możemy poczuć się jak turyści „wybrani”, jak ludzie, którzy swym geniuszem pokonują inne gatunki żyjące na ziemi a Marina Bay Sands jest tego materialnym dowodem.

Dzisiaj obszar zatoki jest wizytówką Singapuru. Najlepszą jaką widziałem gdziekolwiek na świecie. To obszar gdzie prężnie działają niemal wszystkie światowe firmy finansowe, które powodują, że Singapur staje się Szwajcarią Azji. To tutaj mieści się już centrum finansowe całego kontynentu czego doświadczyłem spacerując pomiędzy szklanymi drapaczami w CBD. Na terenie zatoki zastosowano całą masę rozwiązań aby żyło się tutaj wygodnie i nowocześnie. Pisałem już o klimatyzowanych ulicach, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jednak to tylko wstęp do centrów handlowych, teatrów, muzeów, kasyna , ekskluzywnych sklepów  i wielu więcej przybytków współczesnego, konsumpcyjnego raju jaki tutaj stworzono. Jakby tego było mało rząd Singapuru planuje przekształcić całą zatokę w rezerwuar czystej słodkiej wody, której Singapur nie ma ani kropli. Będzie to kolejne niezwykłe przedsięwzięcie w tym państwie. Cała zatoka przy pomocy podwodnych, niewidocznych na powierzchni tam, aby nie psuły idealnego wizerunku, reagujących na pływy  będzie odcięta od morza i wypełniona deszczówką.

Trudno się jednak dziwić, że to wszystko co wymyślono i stworzono w tym miejscu to zupełnie nowa jakość współczesnych miast skoro główny architekt Moshe Safdie zanim nakreślił projekt swojego życia jak mówi o Marina Bay Sands wcześniej zasłynął jako ojciec modernizmu w architekturze. Stał się sławny już w 1967 roku gdy zaprojektował kultowe już dzisiaj osiedle mieszkaniowe Habitat 67. Jego eksperymentalne pomysły z wykorzystaniem prefabrykowanych modułów mieszkaniowych okazał się jednym z bardziej trafionych rozwiązań w architekturze i wykorzystywany jest do dziś. Spod tablic kreślarskich tego architekta wyszły jeszcze tak znane budynki jak: Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem w Jerozolimie, Mamill Mall – nowoczesna ulica handlowa również w Jerozolimie, Biblioteka Publiczna w Salt Lake City. Trudno zatem się dziwić, że ten człowiek stworzył coś więcej niż tylko hotel Marina Bay Sands – w 2011 roku stworzył nowy obraz tego małego państwa i tworzy go nadal. Realizuje kolejny niezwykły budynek w Singapurze – Bishan Residential.

Ten mały kraj lubuje się w gigantomanii. Rozmach powinien być wpisany w konstytucję Singapuru. Marina Bay Sands to 2561 pokoi i apartamentów hotelowych zamkniętych w trzech wieżowcach, które robią wrażenie na wszystkich. Suma, którą wydano na realizację kompleksu też przyprawia o zawrót głowy: ponad 5 miliardów dolarów (razem z działką ponad 8 miliardów)!!! To wszystko gdy starą, dobrą Europę męczył kryzys gospodarczy! Jednak nie sam hotel ma przyciągać tutaj tłumy. Hotel to tylko „niewielki” dodatek do… kasyna. Jednego z największych i najdroższego na świecie! Ukryte w podziemiach żeby nie kusiło zbyt bardzo miejscowych, bo o ich morale dba rząd i każdy Singapurczyk aby dostać się do tej jaskini hazardu musi zapłacić za wstęp 100$ podczas gdy turyści wchodzą za darmo.

Marina Bay stworzyła grupa Sands, potentat z Las Vegas. Jednak tutaj stworzyli coś czego nie ma w innym miejscu na ziemi. Oczywiście wszystko musi być naj, naj! Kasyno otwarte jest całą dobę, przez siedem dni w tygodniu. Ponoć już dzisiaj zarabia się tutaj ponad dwa miliony $ dziennie co daje dochód dla grupy większy niż z ich kasyn w USA. Ten finansowy sukces zapewne zawdzięczają również Chińczykom, którzy stanowią 70% populacji Singapuru i ich miłości do hazardu.  W podziemiach kasyna (pozbawionych naturalnego światła i zegarów) ustawiono 500 stołów do gry i ponad 1600 automatów. To chyba jedyne miejsce w Singapurze gdzie można palić papierosy bez skrępowania J. Wszystko aby graczom żyło się w tym świecie jak najlepiej i bez skrępowania.

Niestety nie było mi dane zajrzeć do tego świata rozpusty bo i czasu nie było i zapewne widząc to wszystko nastąpiłby tutaj kres moich wakacji, pewnie przegrałbym wszystko co miałem przeznaczone na te trzy tygodnie w Azji,  więc o kasynie tylko poczytałem i ruszyłem obejrzeć ten cud architektury wewnątrz a przede wszystkim odnaleźć drogę na dach gdzie znajduje się taras widokowy i…….. najwyżej na świecie położony basen! Pomyśleć, że to wszytko dzięki znanej na całym świecie talii kart!

Skomentuj