Głównym celem mojej wizyty w China Town była chęć odwiedzenia najnowszej, chyba najsławniejszej, najważniejszej i przez wielu uznawanej za najpiękniejszą świątyni Relikwii Zęba Buddy. Świątynia rzeczywiście okazała się zadziwiająca, przynajmniej dla mnie. Zanim do niej dotarłem miałem w pamięci inną, gdzie również przechowywana jest tak drogocenna relikwia jaką jest ząb Oświeconego, świątynię Relikwii Zęba w Kandy na Sri Lance. Przypomniałem sobie legendę zasłyszaną właśnie w tamtej świątyni. Legendę według, której górny, lewy siekacz Buddy  został przemycony na Sri Lankę we włosach księżniczki Orissan i gdy w IV wieku n.e. buddyzm, za sprawą syna cesarza Aszoki, zatriumfował na wyspie, stał się on główną relikwią. Tamto miejsce, pełne wiernych, mistycyzmu,  muzyki wywarło na mnie ogromne wrażenie. Tutejsza relikwia trafiła do Singapuru również jako dar z Sri Lanki.

Singapurska świątynia wygląda niczym pałac rodziny cesarskiej z Chin. Spadziste, wielopoziomowe dachy kontrastują na tle wysokich wieżowców, które wyrosły dookoła. Projekt świątyni miał powstać na deskach kreślarskich Shi Fa Zhao i jego zespołu, który był wspomagany przez wielu konsultantów zarówno lokalnych jak i zagranicznych. Wykonano wiele badań aby odwzorować autentyczność architektury i sztuki chińskiej dynastii Tang, bo tak miała wyglądać nowa świątynia. Zadbano również o zachowanie zasad buddyjskiej mandali i jej filozofii przy projektowaniu i budowaniu budynku głównego. Jak widać sam projekt był już ogromnym przedsięwzięciem grupy specjalistów a nie tylko zapalonych wyznawców buddyzmu. Nie chodziło o wybudowanie kolejnej świątyni ale o coś co zadziwi wszystkich a przynajmniej świat buddyjski.

Powstało wiele różnych projektów. Pierwszy z roku 1996 jak i drugi z roku 1998 zostały odrzucone jako nie odpowiednie dla eksponowania tak ważnej relikwii.  Dopiero w roku 2003 powstał pierwszy szkic obecnej świątyni, który spełniał wszystkie wymogi (projekt trzeci). W lutym tego samego roku powstała oparta na tym szkicu koncepcja nowoczesnej świątyni, która miała mieć szklane ściany. Niestety nie uzyskała ta koncepcja aprobaty zleceniodawców jako zbyt nowoczesna. Poszukiwano czegoś bardziej podobnego do tradycyjnej świątyni chińskiej.  To już była wersja czwarta świątyni. Gdy do zespołu Shi Fa Zhao dołączył pewien chiński student, który ukończył studia na National University of Singapur na kierunkuj architektury udało połączyć się różne elementy nawiązujące bardziej do chińskiej kultury. W ten sposób powstał już projekt piąty!

Stworzono w pracowni architektonicznej trójwymiarowy model przyszłej świątyni i okazało się, że jednak nie do końca jest tym czego poszukiwano. Postanowiono pojechać do Chin w poszukiwaniu inspiracji. Jedna z tamtejszych firm zgodziła się opracować kolejny projekt. Zaprojektowano i zbudowano nowy model, który jednak okazał się tym razem za bardzo chiński. Zwłaszcza stylistyka dachów i zewnętrzne elewacje za bardzo przypominały południowo chińską architekturę. W ten sposób przepadł kolejny projekt, już szósty.

Dalsze poszukiwania projektu w Chinach zaprowadziły budowniczych do pewnej firmy w Pekinie. Stołeczna pracownia architektury krajobrazu dostaje zlecenie na opracowanie kolejnego projektu. Powstaje projekt niemal zgodny z tym czego poszukiwano (wersja 7). Jednak znowu największy problem był z dachami. Tym razem dachy okazały się zbyt nawiązujące do dynastii Ming. Poproszono zatem o zmianę i zaprojektowanie dachów tak aby nawiązywały do dynastii Tang. Powstaje projekt numer 8.

Kolejny projekt pokazano na trójwymiarowym modelu i okazało się, że tym razem Shi Fa Zhao nie podobają się kolory zewnętrznych elewacji. Ponoć nie pasowały do miejskiego charakteru Singapuru. Nadal zatem szukano i badano kulturę i sztukę z czasów dynastii Tang, zarówno w Chinach jak i w Japonii. Wreszcie zdecydowano, że dominować będzie tradycyjny czerwony lakier do drewna, zielony dla okien i złoty dla krawędzi. Zatem wersja 9 została zaaprobowana przez zamawiających. Po wprowadzeniu kilku jeszcze drobnych poprawek rozpoczęła się wielka budowa. Osiągnięto kompromis a świątynia jest rezultatem ogromnego wysiłku, współpracy i kreatywności Shi Fa Zhao i jego zespołu architektów jak i różnych wykonawców i dostawców materiałów nie tylko z Singapuru.

Wielka ceremonia otwarcia odbyła się 30 maja 2007 roku. Kolejna ceremonia, tym razem konsekracyjna odbyła się w maju 2008 roku i święta relikwia zęba Buddy została ostatecznie umieszczona w nowej świątyni. Powstało bardzo ważne, jak nie najważniejsze miejsce na mapie buddyzmu na świecie. Jednak nie jest to tylko świątynia. Jest to cały kompleks gdzie znajduje się muzeum buddyzmu, organizacja charytatywna a całość stanowi centrum wiedzy i kultury buddyjskiej w tej części świata. Pełna nazwa tej świątyni brzmi: Buddha Tooth Relic Temple and Museum (często w skrócie określana jako BTRTM). Świątynia została poświęcona Buddzie Maitreya, czyli „Buddzie Współczującemu”.

Przy tej samej ulicy gdzie stoi ta niezwykła świątynia znajduje się jeszcze muzułmański meczet (Jamae – wzniesiona przez tamilskich muzułmanów, jednych z pierwszych imigrantów w tym mieście. Budowany był w latach 1827 do mniej więcej początków lat 30. XIX wielu. Do dzisiaj przetrwał on niemal w niezmienionym kształcie),  świątynia hinduistyczna (Sri Mariamman) i kościół metodystów. Chyba tutaj najlepiej w całym mieście widać jak różnorodni ludzie tutaj mieszkają i jak harmonijnie różne religie tuż obok siebie mogą egzystować. Mimo, że tego typu obrazki widziałem już w innych częściach miasta to ciągle jestem pod wielkim wrażeniem tego co udało się tutaj dokonać. Nie wiem czy jeszcze gdziekolwiek indziej na świecie panuje taka tolerancja religijna jak tutaj.

Do świątyni wchodzę przez główne wejście. Tradycyjna brama składa się z trzech dużych i ciężkich skrzydeł. Lakierowane na czerwono są zgodne z tym jak wyglądały tego typu drzwi za czasów dynastii Tang.  Bramy ozdobione ćwiekami i kołatkami w kształcie głowy lwa ze złoconego brązu są piękne. Środkowe wejście jest jednak niedostępne, wejść można tylko przez mniejsze boczne skrzydła. To środkowe przejście zarezerwowane jest tylko dla najważniejszych gości. Okrągłe kolumny wspierające dach niestety nie mogły być drewniane. Ze względu na wilgotny klimat Singapuru zostały one wykonane z betonu i jedynie obite drewnem tak aby wyglądały na tradycyjne. Drewno zostało pokryte wieloma warstwami specjalnej pasty i lnu. Następnie wielokrotnie malowane specjalnym czerwonym lakierem. W teki sam sposób wykończono główne drzwi.

Dach świątyni to majstersztyk współczesnych architektów. Połączenie tradycji z nowoczesnymi technologiami. Drewniane belki wspierają się wzajemnie podtrzymując całą konstrukcję. Złocone „nakrętki” z brązu ozdabiają końcówki każdej krokwi. Brama zwieńczona jest specjalnymi tradycyjnymi płytkami dachowymi, które przyjechały z Japonii. Ozdoby dachowe to pozłacane ornamenty z tradycji Tang, które przedstawiają smoki.  Te smoki dachowe z rybimi ogonami również pochodzą z Japonii. Na rogach powieszono wietrzne dzwonki, które wydaja przyjemne dźwięki podczas każdego podmuch wiatru. Ilość detali robi piorunujące wrażenie.

Przed wejściem umieszczono dwie dosyć groźne postaci. Jest to również pochodząca z dynastii Tang para opiekunów świątyni. Ich groźne twarze o przerażających oczach, mocno umięśnione ciała i broń trzymana w rękach mają odpędzić złe duchy. Obie postacie się nieco większe niż naturalnej wielkości człowiek i stoją w dość dziwnej nienaturalnie skręconej pozycji. Ich torsy zwrócone są w stronę wnętrza świątyni podczas gdy ich biodra wykręcone są na zewnątrz. Natomiast jedna stopa umieszczona jest  najbliżej do wejścia do świątyni i tworzy ona kształt litery L razem z drugą prosto postawioną stopą. Oba posągi są gotowe do walki w każdej chwili a świadczą o tym ich napięte mięśnie i żyły. Mam wrażenie, ze zaraz zeskoczą ze swojego miejsca by chronić to miejsce. Również rosnące przed wejście cztery drzewa to dar z klasztoru z Sri Lanki.

Świątynny dzwon umieszczony jest n drugim piętrze w dzwonnicy. Jest to najważniejszy „instrument muzyczny” w tej świątyni. Ponoć gdy słucha się dźwięków jego bicia można oczyścić umysł, poprawić swoja mądrość, uniknąć nieszczęść  i otrzymać błogosławieństwo. Bardzo żałuję zatem, że podczas mojej wizyty dzwon milczał jak zaklęty. Może z Singapuru wyjechałbym mądrzejszy J. W każdej buddyjskiej świątyni musi znajdować się również bęben. Tutaj umieszczono go również na drugim piętrze. Ręcznie zrobiony instrument sprowadzono tym razem z Tajwanu. Wykonany został z jednego kawałka drzewa różanego a ma średnicę około 1 metra.  Jego dźwięki doskonale uzupełniają dźwięki dzwonu. Niestety podczas mojego pobytu również milczał.

Gdy wreszcie znalazłem się w obszernym modlitewnym pomieszczeniu na parterze od złota i czerwieni aż zabolały mnie oczy. Dookoła gdzie nie spojrzę otaczają mnie posągi Buddy, jest ich chyba tysiące. Duże, średnie, małe rozmieszczone na wszystkich ścianach. Bajecznie kolorowe ale widać, że umieszczone z rozmysłem tak jakby ułożyła je tam ręka architekta wnętrz. Wszystko jest jak od linijki, nie ma tutaj miejsca na tak charakterystyczny dla innych świątyni buddyjskich „uporządkowany chaos”. Wnętrze jest nieskazitelne czyste, lśniące i pachnące. Jest pięknie ale jakoś czegoś tutaj mi brakuje. Jest trochę bezdusznie, nie czuć tutaj tej atmosfery skupienia i modlitwy. Kręcę się po różnych zakamarkach tego ogromnego pomieszczenia w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, które poruszyło by we mnie jakąś strunę mojej duszy i nie znajduję. Za to wszędzie widzę informację o możliwości wykupienia miejsca lub poszczególnych statuetek Buddy i złożenia w tym miejscu swojej modlitwy. Ceny bywają nawet w tysiącach dolarów w zależności od miejsca i od wielkości wizerunku Oświeconego. Trochę mnie to zaskakuje.

Choć Buddyzm nie jest moją religią to zawsze gdzieś grał mi w duszy. Zazwyczaj nie mijałem żadnej świątyni Buddyjskiej na trasie swoich wędrówek po świecie. Zawsze były to miejsca przesiąknięte sakrum modlitwy, zapachami kadzidełek i monotonnym śpiewem mnichów. Tutaj również mnisi odprawiają jakieś mantry ale w przy tym idealnym i pewnie najnowszym sprzęcie nagłaśniającym brzmi to jakoś syntetycznie, zbyt czysto i oczywiście. Bardzo dziwnie mi się obserwuje to wnętrze a sam fakt chodzenia tutaj w butach też powoduje u mnie dyskomfort. W każdej świątyni buddyjskiej należy chodzić boso tutaj ten nakaz nie obowiązuje. Przypominam sobie jak w Kandy tuż pod „okiem” relikwii ludzie dzielili się jedzeniem, odpoczywali, medytowali, śpiewali mantry. Życie w tamtej świątyni było namacalne, zdawało się, że uczestniczy się w jakimś misterium.

Trochę czuję się tutaj jak w muzeum lub sklepie. Pięknym sklepie z dewocjonaliami. Można tutaj kupić modlitwy mnichów i opiekę jednego z tysięcy wizerunków Buddy. Nigdy tej religii nie kojarzyłem aż z tak dużym duchem materializmu. Buddyzm polubiłem przede wszystkim za jego skromność. Tutaj ta pałacowość, marketing w każdym miejscu i wszechobecny napis „dotations” odebrał mi całą radość przebywania w domu modlitwy. Mam wrażenie, że to jest centrum handlowe. Ta świątynia jest tak bardzo „singapurska”. Całe to miasto, wszystko co jest tutaj nowego sprowadza się do tego aby człowieka zachwycić i porwać go w wir zakupów. Trzeb przyznać, że władzom to się udaje doskonale. Ta świątynia również zachwyca, porywa ale ja chyba nie umiałbym się tutaj modlić. Nie wiem, nie jestem buddystą być może, że singapurscy buddyści nie są tak onieśmieleni gdy odbywają się tutaj jakieś uroczystości. Może dla nich to codzienność taka wystawność i blichtr. Ja mam wrażenie, że wypada tutaj przyjść co najmniej w garniturze do Versace a nie z miską ryżu. Zresztą nigdzie nie ma złożonych żadnych darów z żywności. Dopiero w bocznych „kapliczkach” można dostrzec trochę owoców. Przecież „karminie” duchów to tradycja w buddyzmie.

Uciekam szybko na wyższe piętra. Jest tutaj tak dużo zwiedzania i oglądania, że można spędzić w tej świątyni, centrum kultury pewnie cały dzień. Mnóstwo wystaw pokazuje całą historię tej religii. Wszystko w bardzo przystępnej formie i zachęcająco. Nie mogło nawet zabraknąć sklepu z pamiątkami i gadżetami. Na ścianach wisi wiele drogocennych obrazów a w korytarzach wiele antycznych rzeźb. Trafiam na wystawę , która ilustruje powstanie tego obiektu. Galeria Aranya pokazuje młodą przecież historię tego miejsca. Mnie utwierdza w przekonaniu, że bardziej jest to wielki projekt centrum kultury współczesnego buddyjskiego Singapuru niż miejsce ciszy i modlitwy.

Dopiero na czwartym piętrze znalazłem to czego oczekiwałem po tym miejscu. Spokojne i ciche pomieszczenie, do którego można wejść tylko bez butów. Boso po puszystym dywanie wolno przejść tylko wąskim przejściem dookoła pomieszczenia. Panuje tutaj niesamowita cisza i atmosfera skupienia. Kilkoro wiernych medytuje z zamkniętymi oczami. Tylko w tym miejscu czuję pewien mistycyzm. Za ogromną szybą widać złota stupę. To miejsce przechowywania Najświętszej Relikwii. Nad nią rozpościera się złoty baldachim a podłoga w niedostępnym pomieszczeniu pokryta jest złotymi płytkami. W pomieszczeniu tym nie wolno robić zdjęć i nawet mnie to cieszy. Również tutaj jest przepięknie, czysto i pachnąco i nie tak „jarmarkowato” jak na parterze. Chciałbym usiąść gdzieś z boku w kącie tej sali i pooddychać tą atmosferą skupienia, medytacji, ciszy i pomyśleć nad sobą i światem.

Chyba tak naprawdę jedyne miejsce gdzie można chwilę odsapnąć od błysku złota tego miejsca to dach. Na nim urządzono mały ogród. Wymarzone miejsce aby przysiąść, odpocząć, napić się wody. Dookoła aż kipi egzotyczna roślinność i pięknie kwitną niezliczone w tym miejscu storczyki. Po środku stoi mała pagoda. Bardzo skromna jeżeli porównamy ją do reszty świątyni. Wewnątrz umieszczono modlitewne koło. Pierwotnie takie cylindryczne „półki” były niczym biblioteki do przetrzymywania ksiąg z sutrami. Można było nimi obracać w poszukiwaniu odpowiedniej. Stąd wzięła się nazwa obrotowe pismo. Jednak dla wielu niepiśmiennych ludzi sutry były niedostępne i wymyślono koła modlitewne lub młynki modlitewne. Wystarczy nimi zakręcić i oznacza to, to samo co odczytanie modlitwy. Na dachu spędzam dłuższą chwilę odpoczywając ale też kręcąc kołem modlitewnym i wypowiadając prośby do Buddy, tak na wszelki wypadek. Może nie ma znaczenia, że buddystą nie jestem?

W piwnicy świątyni znajdziemy też restaurację. Serwowane tutaj potrawy są tylko wegeteriańskie. Nauka Buddy w dużym obszarze mówi o poszanowaniu życia, każdego życia również zwierząt. Dlatego nie zjemy tutaj nic mięsnego. Wegetarianizm nie jest tylko częścią kultury buddyjskiej ale stał się również częścią nowoczesnego stylu życia. Takie przesłanie można odczytać w tym miejscu. Miejscu, które u mnie wywołało bardzo sprzeczne uczucia. Spędziłem w tej świątyni dosyć dużo czasu. Wyszedłem zarówno zachwycony jak i zasmucony.

Świątynia ta jest chyba kwintesencją tego jaki Singapur chce być dzisiaj. Piękny,  nowoczesny, bogaty ale zanurzony w konsumpcjonizmie jako nowej religii dla ludu. Być może, to miejsce ma zupełnie inny charakter podczas uroczystości gdy modlą się tutaj setki wiernych. Na pewno. Jednak mi nie pasuje do skromnego wizerunku buddyzmu jaki poznałem podczas swoich wyjazdów do Azji. Gdybym był buddystą zdecydowanie bardziej wolałbym skromniejsze świątynie gdzie sakrum nie jest przytłoczone przez profanum. Jednak nie jestem ani buddystą ani Singapurczykiem i być może moje spostrzeganie tego co święte jest zupełnie inne. Dla mnie jest to bardziej jedno z najlepszych na świecie centrów kultury buddyjskiej jakie widziałem. Wizyta tutaj umożliwia zapoznanie się z tą religią albo jak mówią inni filozofią życia. Zgromadzone tutaj skarby dają ogromną możliwość poszerzenia swojej wiary albo zdobycia wiedzy na jej temat ale czy można tutaj szukać spokoju i nirwany?! Ja bym chyba nie był w stanie.

4 komentarze do “Pomiędzy sacrum a profanum”

  1. Powiem Ci Adam,ze Ja tego miejsca dobrze nie wspominam….pamietam tylko tlumy,zirytowanych mnichow i bardzo wrogich spojrzeniach.
    Ja akurat bylam w czasie gdzi ewiele sie dzialo w okolicy,wystepy,koncerty,wystawy,nie pamietam z jakiej przyczyny ,ale swiatynia byla przeladowana turystami.wyszlam po 5 minutach.

  2. Smutne, bo miałem nadzieję, że chociaż podczas jakiś uroczystości wygląda to lepiej. To czego byłaś świadkiem, potwierdza niestety tylko moje odczucia o komercyjności całego przedsięwzięcia jakim jest to miejsce. Już się trochę obawiałem, że zbyt krytycznie odbieram Singapur, jak niektórzy mi zarzucają. Na szczęście poza tą wystawną świątynia na pokaz jest jeszcze wiele innych – prawdziwych.

  3. Nie jest lepiej. Zawsze tam jest gwar, bazar w środku, podirytowani mnisi i generalnie lipa.Architektonicznie ciekawie i nic poza tym.
    Fajne są świątynie buddyjskie między normalnymi blokami. Zawsze można liczyć na jakieś historie o duchach opowiedziane przez jakiegoś Chińczyka.

  4. Miałem takie samo wrażenie, że znacznie przyjemniejsze w odbiorze są te starsze świątynie. No ale cóż współczesność wdziera się wszędzie!

Skomentuj