Czytając dotychczasowe moje wpisy z Singapuru można odnieść wrażenie, że najciekawsze są w tym mieście świątynie różnych wyznań. Na pewno dają one ogólny pogląd na kulturę tego miejsca poprzez pryzmat wyznawanych religii przez mieszkańców tej małej wysepki. Jednak współczesny Singapur ma również, a może przede wszystkim zupełnie inne „świątynie”.

Państwo dbające o wizerunek nowoczesnego nie szczędziło pieniędzy na wspaniałą współczesną architekturę. Wiele tutejszych budynków można by uznać za ikonę i symbol tego państwa. Choć budzą wiele kontrowersji nawet wśród mieszkańców to trzeba przyznać, że przejść obojętnie obok wielu z nich po prostu się nie da.

Jednym z najdziwniejszych owoców, a ja śmiałbym nawet napisać, że najsławniejszym na świecie owocem Azji jest durian. Spotkałem się z tymi przedziwnymi owocami już na Sri Lance i w Tajlandii. Gwarantuję, że nikt nie jest w stanie nie zwrócić uwagi na jego zapach. Jeżeli idąc ulicą nagle zapach zgnilizny wywoła u Was odruch wymiotny to oznacza tylko jedno – duriany są w pobliżu :)! Trzeba jednak znaleźć w sobie tyle siły aby spróbować przełknąć choć odrobinę biało – żółtego „serca” tego owocu. Być może, że jego smak wynagrodzi Wam przykry zapach a być może sprawi, że nie będziecie już w stanie powstrzymać wymiotów. Jednak na pewno przekonacie się o dwóch rzeczach: jak ubogim językiem dysponujemy aby opisać jakiś smak oraz o tym, że kubki smakowe każdego z nas są zupełnie inne. Jednak bohaterem dzisiejszego wpisu nie będzie owoc duriana ale pewien budynek. Pewnie równie sławny i niemniej kontrowersyjny jak sam owoc.

Od uzyskania niepodległości w 1965 roku Singapur zaczął gospodarczo rozwijać się w tempie niemal Formuły 1. Dla ludzi, którzy swoją ciężką pracą budowali ten dobrobyt wyznacznikiem sukcesu i szczęścia było posiadanie pięciu rzeczy: własnego kraju, samochodu, kart klubowej, mieszkania, karty kredytowej. Rząd postanowił dodać jeszcze szóstą – kulturę. Słusznie stwierdzono, że bez kultury nie da stworzyć się narodu. Problemem było to, że taka etniczna mieszanka  ludzi pochodzących z różnych części Azji, różnych narodowości i różnych kręgów kulturowych powinna stworzyć coś własnego. Coś co pozwoli powiedzieć o tym, że jest to kultura singapurska. Zamarzono o stworzeniu Narodowego Centrum Sztuki, które stało by się najważniejsze w całej Azji.

Pierwsze pomysły aby wybudować takie centrum pojawiły się już jakieś 30 lat temu. Rada Doradcza ds. Kultury i Sztuki pod przewodnictwem ówczesnego wicepremiera Ong Teng Cheong’a postanowiła te marzenia zamienić w rzeczywisty obiekt. Poważne prace rozpoczęto w latach 90. XX wieku. W 1992 roku powstaje Singapur Arts Center, które ma poprowadzić ten projekt. W 1994 roku Centrum zmienia nazwę i powstaje Esplanade – Theatres on the Bay. Nowo powstające centrum ma powstać na przepięknym miejscu usytuowanym na pierzei morskiej w dzielnicy Padang.  Nazwa wzięła się od istniejącego w tym miejscu parku Espalande. Miejscu, które już od 1800 roku jest synonimem wypoczynku i rekreacji.

Nie było wątpliwości, że takie narodowe centrum kultury musiało spełniać najwyższe standardy i do jego zaprojektowania trzeba było zaangażować najlepszych światowych architektów. Zaproszono niemal 50 architektów z całego świata. Realizację projektu Singapur zleca dwóm angielskim architektom. Do pracy nad centrum zasiada James Stirling i Michael Wilford. Jednak w wkrótce po rozpoczęciu prac projektowych, w czerwcu 1992 roku James Stirling umiera i projekt prowadzi już sam Michael Wilford. 11 sierpnia 1996 roku wicepremier Tony Tan wbija pierwszą łopatę na placu budowy Esplanade Theatres on the Bay.  Rozpoczyna się budowa jednego z najbardziej niezwykłych budynków na świecie.

Najbardziej spektakularny teatr w Azji wzbudził wiele kontrowersji ze względu na swój przyszły wygląd. Mimo swojej otwartości Singapurczycy nie byli gotowi na coś takiego. Projektanci stworzyli budynek, który każdemu kojarzył się z czymś innym. Najwięcej krytyki dotyczyło tego, że bryła budynku jest zbyt nowoczesna i nie odzwierciedla niczego z kultury chińskiej, malajskiej czy indyjskiej a przecież to właśnie te kultury dominują Singapurze. Krytykowano projekt za zbyt mocne wpływy kultury zachodniej. Zdaniem przeciwników tego projektu singapurskie centrum sztuki powinno być swego rodzaju symbolem nowego narodu a nie futurystyczną wizją świata zachodniego.

Natomiast obrońcy kontrowersyjnego projektu bronili swojego pomysłu tym, że wyraża on harmonię z otaczającą go naturą i komponuje się z otaczającymi go wysokimi budynkami w tym 70 – piętrowym hotelem Swissotel Stamford w myśl zasady yin i yang. Lokalizacja w Marina Bay pomiędzy starą a nową dzielnicą Singapuru ma łączyć tradycję z nowoczesnością. Jednocześnie taka właśnie architektura ma wyznaczać nowe azjatyckie trendy i skończyć z XIX wiecznymi stereotypami skromnych domków na brzegach rzeki Singapur.

12 października 2002 roku Esplanade Theatres on the Bay otworzyła swoje drzwi i za cenę 600 milionów dolarów Singapur znowu zadziwił cały świat. Patrząc na te budynki od frontu ma się wrażenie, że są to oczy monstrualnej modliszki albo innego tropikalnego owada. Gdyby spojrzeć na teatr z góry, z któregoś wieżowców, które wybudowano dookoła widzimy dwie owalne bryły, które swoim wyglądem przypominają dwie połówki duriana.  Jego kolczasta skórka idealnie odwzorowana jest w elewacji zewnętrznej.

Singapur położony jest tylko około 83 kilometry od równika. Panujący tutaj tropikalny klimat obfitujący w deszcze i ciągle świecące słońce co nie ułatwiało pracy architektowi. Michael Wilford chciał aby pomieszczenia ogólnodostępne tworzyły otwartą przestrzeń i jednocześnie zapewniały widoczność w ciągu dnia na okolicę a w nocy możliwość oglądania pięknej panoramy miasta. Taka koncepcja wymagała użycia dużej ilości szkła, które nie najlepiej spisuje się w takim klimacie. Poprzez duże szklane powierzchnie wnętrze teatru może bardzo się nagrzewać w ciągu dnia a padające deszcze tworzyć zacieki na oknach. Wyzwaniem zatem dla architekta było takie zaprojektowanie fasady aby jednocześnie zapewniała panoramiczne widoki ale nie nagrzewało wnętrza ostro świecące słońce.

Ponieważ w tym rejonie świata słońce właściwie niemal cały rok znajduje się w tym samym miejscu na niebie architekci opracowali system okładzin zewnętrznych szklanych powierzchni z małych aluminiowych trójkącików, które blokują promienie słoneczne ale jednocześnie nie zasłaniają widoku. Osłony są tak ustawione (zamknięte bardziej lub mniej) w zależności od kąta padania promieni słonecznych, że cała fasada znakomicie izolowana  jest przed nagrzaniem. To właśnie ta niezwykła fasada uruchomiła ludzką wyobraźnię i wielu ludzi zupełnie inaczej odbiera ten budynek. Niektórzy na przykład twierdzą, że budynek wygląda jakby pokryty był rybią łuską inni widzą w nim oczy owada a są również tacy którzy twierdzą, że stojąc od frontu mają wrażenie, że wchodzą pomiędzy rozwarte kobiece uda (czyżby Azjatki nie znały brazylijskiej depilacji ) :)?

Niezależnie od tego z czym skojarzą nam się te dwie niezwykłe półkule dla mnie jest to najładniejszy budynek w Singapurze. Jest jeszcze kilka innych niezwykłych budowli ale ten teatr ma nad pozostałymi tą przewagę, że wygląda bardzo rożnie w różnych porach dnia i przepięknie prezentuje się w nocy. Promienie słońca „malują” fasadę zewnętrzną w ciągu dnia załamującymi się cieniami natomiast po zmroku wewnętrzne oświetlenie sprawia, że budynek wygląda jak błyszczący kamień szlachetny.

Podczas wielkiego festiwalu jaki towarzyszył otwarciu Espalande prezentowano tutaj 600 darmowych spektakli plenerowych. Podczas pierwszych dwóch dni otwartych teatr przyciągnął 400 tysięcy zwiedzających (to około 10% całej populacji Singapuru). Potem przez trzy tygodnie występowało tutaj łącznie 1300 artystów z 22 krajów. Ale są i tacy, którzy wyrażają się o całym przedsięwzięciu niemal pogardliwie. Zwłaszcza w oczach ekspatów (pracowników najemnych z Europy, Australii czy USA), którzy określają Singapur „państwem termitów” bez wyższych potrzeb duchowych.

Twierdzą, że żyjąc i pracując w tym państwie dostrzega się materialistyczną twarz Singapuru. Wyrachowanie Singapurczyków ich całkowity brak szacunku dla literatury, twórców i arcydzieł kultury światowej. Artyści nigdy nie mieli poważania w tym kraju, nigdy nie cieszyli się wysokim prestiżem społecznym tak jak jest to w Europie czy w USA. W kraju zrodzonym z ducha Konfucjusza i jego myśli o idealnym państwie ciągle brakuje miejsca dla kultury wyższej. Co prawda Espalanda zachwyca ale odbywające się tutaj koncerty i przedstawianie teatralne to zazwyczaj zespoły ściągane z zagranicy. Miejscowej elity artystów, twórców  jak nie było tak nie ma do tej pory. Singapur stworzył kolejny pozór aby chwalić się przed światem. Tymczasem w orkiestrze singapurskiej większość to muzycy ściągani na kontrakty a rodowity singapurczyk w całym zespole narodowej orkiestry do tej pory był tylko jeden (przy pięciu Polakach, którzy do tej pory grali w tym zespole).

Cóż, mimo mojego krótkiego pobytu w tym państwie – mieście zdążyłem już się chyba przyzwyczaić, że tutaj nic nie jest oczywiste. Jednak niezależnie od tego czy wybudowanie Espalande przyczyniło się do zrodzenia czegoś co można określić kulturą singapurską, czy jest tylko fantastycznym obiektem z kilkoma scenami sam budynek robi wrażenie. Dla przybywających tutaj turystów stanowi przykład śmiałej, nowoczesnej architektury i jest dowodem na to, że Singapur chce nas zaskoczyć, onieśmielić, zachwycić i udaje mu się to w całej rozciągłości. Espalande Theatres on the Bay to jeden z ładniejszych i ciekawszych przykładów architektury na świecie. Niby tylko „durian” ale jak i ten owoc u każdego z nas teatr może wywołać inne skojarzenia inne „smaki”. Na pewno nie da się przejść obojętnie koło tego centrum kultury jak i nie da się przejść obojętnie koło straganu gdzie sprzedaje się prawdziwe duriany!

 

2 komentarze do “Artystyczny durian”

  1. wczoraj ogladalam ciekawy dokument-Singapore 1942: End of Empire-nie wiem ,czy widziales,moze jest gdzies do sciagniecia w sieci?

  2. Hej Moniko,
    niestety nie oglądałem. Z tego co widzę pojawia się ten film w różnych telewizjach więc „zapoluję” może uda mi się obejrzeć. Dzięki za info 🙂

Skomentuj