Pierwsza przejażdżka metrem kończy się dla mnie na stacji Kallang, tutaj musze wysiąść. Tak naprawdę są to przedmieścia Singapuru ale dzięki temu, że miasto jest generalnie małe (powierzchnia to mniej więcej półtorej Warszawy) najważniejsze przy poszukiwaniach hotelu było dla mnie to, żeby stacja metra była w pobliżu. Zaopatrzony w mapę z lotniska idę do hotelu.

Znalezienie hotelu w Singapurze nie stanowi żadnego problemu pod warunkiem, że nasz budżet nie ma żadnych ograniczeń. Mój jednak nie był bez dna i musiałem się ograniczać. Okazało się, że najtaniej będzie zatrzymać się w dzielnicy Geylang. Mimo sugerującej nazwy nie jest to dzielnica gejowska. Zresztą homoseksualizm jeszcze niedawno w Singapurze był karany. Dzisiaj się to zmienia i ponoć nie ma dyskryminacji w tym zakresie, na pewno już nikt nie idzie do więzienia za to że jest gejem czy lesbijką.  Dość późno to cywilizowane miejsce otworzyło się na inność, mimo niby od lat panującej tutaj tolerancji. Ale również tańczenie na barze było jeszcze do niedawna w tym mieście zakazane :). Widać zatem, że polityka państwa się liberalizuje.

Mój wybór padł zatem na Fragrance Hotel Emerald. Jeden z wielu tej sieci w mieście. Był zdecydowanie najtańszy z hoteli o przyzwoitym standardzie, choć cena za trzy doby w pokoju 2 osobowym na poziomie 480 zł i tak była dla mnie wysoka. Cóż Singapur do tanich miejsc nie należy, taniej można nocować tylko w pokojach wieloosobowych w hostelach. Po jakiś 20 minutach jestem na miejscu. W wielu tańszych hotelach pokoje są bardzo malutkie i często bez okien. Nastawiam się zatem na mała klitkę, gdzi ledwo się zmieszczę ze swoją wielką walizką, bez żadnego widoku na miasto, ale te trzy noce dam radę. Tymczasem w recepcji okazuje się, że dostaję pokój de lux mimo rezerwacji standardowego! Nie pytam dlaczego a jedynie upewniam się czy aby na pewno nie muszę dopłacić. Okazuje się, że nie! No proszę jaka niespodzianka! Miło z ich strony choć nie wiem do dzisiaj dlaczego? Pokój okazał się bardzo, bardzo przyzwoity z otwieranymi oknami i nawet dosyć duży jak na warunki singapurskie. Zaskoczyło mnie tylko to, że za pokój trzeba było zapłacić z góry (choć mieli mój numer karty kredytowej). Nie miałem tyle pieniędzy w lokalnej walucie a mojego paszportu też nie chciano w zastaw. Trzeba zapłacić przy zameldowaniu. Nie mogłem również zapłacić w innej walucie. Stanęło na tym, że przyjęli dolary USA w depozyt a zapłacić miałem po kolacji. Trochę to dziwne, bo raczej nie wymienia się większej ilości pieniędzy na lotniskach, więc trudno zapłacić z góry za hotel. Cóż, co kraj to obyczaj. Nie wiem czy to obyczaj Singapurskie czy tak jest tylko w tym hotelu.

Fragrance Hotel Emerald

Geylang to jedna z najstarszych dzielnic miasta. Jej nazwa wywodzi się z malajskiego. Kiedyś niedaleko stąd były plantacje palm kokosowych. W języku malajskim słowo „geylanggan” oznacza mniej więcej „zgnieść”, „wyciskać”. Odnosi się to do procesu wyciskania mleka kokosowego używanego do zagęszczania  curry w kuchni malezyjskiej. Nazwa przetrwała do dzisiaj choc palmy już nie rosną. To właśnie tutaj osiedlali się pierwsi przybysze z Malezji, Indii czy Chin. Powstawały tutaj małe fabryczki, warsztaty które zaopatrywały rozrastające się miasto. W raz za nimi powstawały świątynie a potem hotele, restauracje i cała infrastruktura. W raz za tym pojawiły się tutaj również prostytutki. Jest to zatem do dzisiaj również dzielnica czerwonych latarni, choć przyznać trzeba, że w wydaniu singapurskim taka dzielnica wygląda tak, że spokojnie można tutaj mieszkać nawet z dziećmi. Jest spokojnie a panie lekkich obyczajów jakoś nie rzucają się w oczy. Przynajmniej w okolicach hotelu i głównej ulicy.  Ta dzielnica zmieniła się najmniej. Podczas ostatnich 50 lat powstały tutaj nowe drogi i budynki ale zachowano charakterystyczne dla tego miejsca domy gdzie na parterze są sklepy, restauracje, warsztaty a nad nimi mieszkają i żyją od kilku pokoleń ich właściciele. Dzisiaj te domy są pod ochroną ale powoli giną wśród wysokich, betonowych bloków. Chyba właśnie dzięki małej ingerencji władz w tę część miasta jest tutaj zupełnie normalnie i tak nie singapursko. Trochę śmieci na ulicach, spory ruch, gwar trochę jak w typowej Azji. Czyli jednak nie jest tutaj tak idealnie! Na szczęście! Ta dzielnica raczej jest normalna. Tutaj leżą śmieci (choć jest ich mało), ludzie palą papierosy gdzie chcą, ba nawet plują na ulicy (!) a to jest zakazane w Singapurze i karane wysokimi mandatami. Wreszcie spokojnie mogę zapalić papierosa i napić się piwa na ulicy. Wreszcie trochę luzu i nie trzeba się pilnować. Pierwsza kolacja w knajpie wprost na chodniku, tak jak lubię. Plastikowe stoły i takie same krzesła. Ruchliwa ulica tuż obok, zwykłe życie i chińska, rodzinna knajpa (jak większość tutaj). Kurczak w sosie słodko – kwaśnym okazuje się przepyszny a zimne piwo dodaje sił, bo mimo że jest wieczór to ciągle jest gorąco i parno. Wreszcie poczułem, że dotarłem do Azji.

Przy rachunku poczułem, że to jednak nie taka Azja! Piwo 17 zł (0,5 l), kurczak około 30 złotych. Nawet za serwetkę jednorazową doliczone do rachunku. Ceny wysokie choć jak się później okazało to i tak niezbyt dużo jak na możliwości Singapuru. Przede wszystkim ceny alkoholu i piwa są bardzo wysokie. Dlaczego? Odpowiedź jest tylko jedna. Rząd dba o to aby społeczeństwo nie piło zbyt dużo, bo nie jest to zdrowe i dobre dla niego. Podniesiemy ceny i po problemie. Ach, ten Singapur! Zamawiam zatem drugie piwo i zatapiam się atmosferę ulicy tego miasta zagadki, próbując je jak najlepiej zrozumieć.

2 komentarze do “Wcale nie gejowski Geylang”

  1. O Geylang to jedna z moich ulubionych dzielnic Singapuru.:) Tam pierwszy raz w życiu jadłam żabę i malajskiego hamburgera. Bywam tam zwykle w weekendy wczesnym popołudniem i wtedy jest tam sennie. Nie poszłabym tam jednak do chińskiej knajpy. W tym rejonie zjadłabym coś malajskiego lub indonezyjskiego jakiś nasi lemak lub nasi goreng i satay-e chociaż nie jestem zwolenniczką kuchni malajskiej.

  2. Mimo, że dzielnica ma opinię „te gorszej” to mi się podobała. Taka swojska, prawdziwa, swobodna. Nie miałem najmniejszego wrażenia, że to „taka” dzielnica 🙂 Pewnie dziewczyny pracują w inych rejonach a to mnie nie iteresowało. Rzeczywiście ciężko wybrać kanjpę gdy jest się pierwszy raz. Sama wiesz jak wiele restuarcji jest w Singapurze! Gdzieś wyczytałem, że w tym państwie jest najwięcej restauracji na jednego mieszkańca na całym świecie! Wybrać tą jedną to naprawdę sztuka. Może ta gdzie ja jadłem pierwszą kolację nie była najlepsza (nawet na pewno!) ale jedzenie było pyszne 🙂 Co do żab, to nawet znalazłem tą restaurację o kórej mówisz, bo pewnie masz na myśli Eminent Frog Porridge & Seafood. Trafiłem tam dzięki Twojemu blogowi właśnie 🙂 Następnym razem muszę bardziej wczytać się w to co piszesz o jedzeniu w Singapurze, bo miałem z tym problem. Jak wybór jest za duży to jeszcze gorzej niż niż gdy jest za mały 🙂
    A jeszcze co do samej dzielnicy. Podoba mi się numeracja poprzecznych ulic cyferkami, bo dzięki temu łatwiej znaleźć to czego szukamy. Lorong 1, Lorong 2, Lorong 3 itd. proste i praktyczne rozwiązanie 🙂
    pozdrawiam

Skomentuj