Zdarza się czasem tak, że w indywidualnym podróżowaniu dużą rolę pełni przypadek. Tak też i tym razem razem zdecydował los a raczej promocja biletów lotniczych. Choć plan mojego kolejnego wyjazdu do Azji Południowo – Wschodniej był już ustalony od kilku miesięcy to właśnie promocja biletów lotniczych Lufthansy spowodowała, że na mojej trasie pojawił się jeden dodatkowy punkt. Zupełnie niespodziewanie i absolutnie bez planu. Okazało się, że lecę do Singapuru. Cóż, skoro bilet ma atrakcyjną cenę nie mam nic przeciwko dodatkowemu przystankowi w drodze do Kambodży i Wietnamu, które były celem tej podróży.

Jakoś do tej pory tym państwem – miastem nie interesowałem się szczególnie. Oczywiście wiedziałem, że to jedno z bogatszych państw na świecie, że panuje tam już legendarny system wysokich kar za wiele przewinień no i od zawsze dziwiło mnie, że zakazane jest w Singapurze żucie gumy! Czystość i bezpieczeństwo to już synonim tego miasta. Skoro będzie mi dane zobaczyć jak jest naprawdę to musiałem dowiedzieć się więcej. W końcu parafrazując Ryszard Kapuścińskiego „podróż zaczyna się przed wyruszeniem w drogę”. Z czasopism turystycznych, przewodników wyłaniał się idealny obraz niemal rajskiego życia na tej wyspie.

Jeszcze 150 lat temu w miejscu gdzie będę lądowa za kilka tygodni były tylko bagna porośnięte lasami namorzynowymi. Mała wysepka położona na koniuszku Półwyspu Malajskiego była tylko rajem malarycznym. Dzisiaj to już tylko zamierzchła historia. Dogodne położenie tej małej wysepki zwróciło uwagę Brytyjczyków, którzy utworzyli tam mały port przeczuwając jego strategiczne wykorzystanie w handlu z Chinami. Dalej historia potoczyła się niezwykle dynamicznie.

Singapur zbudował swoją potęgę na porcie i handlu. Dzisiaj jest to jeden z największych portów w Azji (więcej statków przewija się tylko w chińskim Szanghaju). Gdy 1965 roku powstało niepodległe państwo Singapur jego władze konsekwentnie realizowały niezwykłą wizję. Rządy silnej ręki, praktycznie autorytarne pozwoliły stworzyć z tego skrawka lądu i malusieńkiego państwa światową potęgę i wzór dobrobytu. Dalekosiężne plany realizowano dzięki wzrostowi gospodarczemu ale również pieniądzom pochodzącym z inwestycji zagranicznych.

Ten najlepiej po Japonii rozwinięty gospodarczo kraj regionu dzisiaj określany jest jako „Szwajcaria Azji”. Swoje siedziby ma tutaj kilkaset banków z całego świata. Mimo tego, że kraj nie ma żadnych zasobów naturalnych, nawet słodkiej wody (która w całości jest sprowadzana z Malezji), nie wydobywa ropy naftowej (choć trzecim źródłem dochodów jest rafineria) niczego tutaj nie brakuje. Dobrobyt i wysoki standard życia należy się każdemu mieszkańcowi Singapuru. Świetny system oświaty, bardzo wysoki standard służby zdrowia, wysokie zarobki wpływają na to, ze żyje się tutaj wygodnie i dostatnio. W cenie jest tu gigantomania i rozmach wznoszonych hoteli, osiedli, teatrów czy centrów handlowych. Wszystko jest niezwykle piękne, nowoczesne i czasami jak z filmów science fiction. Tutaj XXI wiek jest niemal na każdym rogu.

Jednak miasto to nie tylko betonowa dżungla a niezwykle zielone miasto ogród. Tropikalny klimat, wysokie temperatury przez cały rok i spora ilość opadów (pada niemal codziennie) powodują, że wszystko rośnie tutaj jak na drożdżach. Ekologia i dbałość o środowisko już od lat 60 była bardzo wysoko na liście priorytetów rządowych w rozwoju miasta. Dla dobra jego mieszkańców. Wiele tak dużych miast (zwłaszcza W Azji) ma ogromny problem z zanieczyszczeniem powietrza przez spaliny samochodowe. Tutaj poradzono sobie w prosty sposób. Ograniczono ilość samochodów nakładając na nie ogromne cła i podatki. Jeżeli już kogoś stać na kupno auta to jeszcze musi zapłacić kilka tysięcy dolarów za możliwość jeżdżenia po ulicach i posiadania samochodu. Takie pozwolenie wydawane jest tylko na określony czas, po jego upływie trzeba znowu słono płacić. Rozwiązaniem problemu komunikacyjnego jest zatem znakomity i tani system komunikacji miejskiej (metro i autobusy).

Dla tych mieszkańców, którzy jednak chcieliby posiadać własny samochód i pozostać w zgodzie z wykształconym w sobie poczuciu o dbałość o środowisko naturalne rozwiązaniem może być samochód elektryczny, który nie emituje żadnych spalin. Tym bardziej, że te najnowsze modele potrafią już same produkować sobie prąd.  Ekologiczne rozwiązania zastosowane w tego typu samochodach znakomicie pasują do tak nowoczesnego państwa i jego mieszkańców. Innowacyjne rozwiązania są w Singapurze codziennością i trafiają tutaj na podatny grunt. Wszystkie futurystyczne pomysły architektoniczne, które powstają w pracowniach architektów na całym świecie tutaj są konsekwentnie realizowane a to co wymyślą tęgie głowy aby ułatwić nam życie, tutaj w Singapurze trafiają może nie pod strzechy ale po dachy szklanych domów bardzo szybko. Miasto zachwyca i zadziwia. Singapur rządzi się własnymi  prawami i ustala je sam dla siebie. Wzbudza zazdrość i podziw a niekiedy falę krytyki. Nikogo nie zostawia obojętnym, bo tutaj nic nie jest takie na jakie wygląda.

Taki obraz „Miasta Lawa” miałem w głowie gdy wsiadałem w Poznaniu na pokład olbrzymiego samolotu A380 linii Lufthansa (największy pasażerski samolot świata). Jednak gdzieś pod skórą czułem, że taki wizerunek tego państwa nie jest do końca prawdziwy. Zbyt idealnie aby mogło być prawdą? W mojej głowie było coraz więcej pytań i wątpliwości. Jaki jest właściwie ten najbogatszy skrawek Azji? Wyczytałem gdzieś słowa, które mnie zaniepokoiły. Tiziano Terzani napisał, że „Singapur pomimo wszystkich handlowych pałaców, arkad i centrów jest państwem policyjnym, subtelnie nasyconym strachem”. Czy zatem żyją tam ludzie szczęśliwi w idealnym świecie a może bardziej pozbawieni swoich praw obywatele w złotej klatce? Czy harmonia i porządek wynika z ludzkich przekonań czy raczej z ich strachu przed władzą i karą? Na czym polega sukces tej azjatyckiej metropolii? Czy to taki Orwell w wersji light? Zapraszam zatem na odkrywanie Singapuru moimi oczami. Postaram się sprawdzić i przekonać czy zgodnie z przysłowiem, które znamy od wieków „nie wszystko złoto co się świeci”? Czy uda się zrozumieć Singapur i nim zachwycić?

7 komentarzy do “Singapur mrzonka czy świat idealny?”

  1. I jak, udało się? 🙂

  2. Czy uda się zrozumieć Singapur i nim zachwycić? Ha! Nie udało mi się tym miastem zachwycić (choć mi się podoba jego nowoczesność) ani tym bardziej zrozumieć systemu tam panującego *choć bardzo się starałem). Jednak cieszę się, bardzo że mogłem przez te kilka dni być obserwatorem tamtejszej rzeczywistości. Singapur jest bardziej złożony niż mi się wydawało a klucz do jego zrozumienie chyba leży w naturze ludzi tam mieszkających. Jednak nie da się poznać ich mentalności będąc tam raptem gościem przez kilka dni. Wiem jednak, że jest to miejsce gdzie zdecydowanie warto pojechać choć żyć już niekoniecznie 🙂 Zachwycić się nowoczesnymi rozwiązaniami i jednocześnie łapać za głowę za brak przestrzegania praw człowieka i to wszystko po to aby ludziom było lepiej! Czy jest drugie takie państwo na świecie? Warto zobaczyć to na własne oczy aby przekonać się, że nie wszystko złoto co się świeci ale pięknie wygląda 🙂
    pozdrawiam serdecznie
    Adam

  3. To prawda, mentalność ludzi jest często kluczem do zrozumienia miejsca. Mieszkam na Malcie i zajęło mi to trochę, zanim zrozumiałem to miejsce. I tak pewnie nie rozumiem go do końca.

    Podoba mi się Twój blog. Jest dobrze napisany, i nie ukrywam wzbudza lekką zazdrość 😀

    Czy uważasz, że pieniądze są najważniejszą częścią podróżowania? Jakby nie było, pomimo wielu promocji, to one nas ograniczają.

    Pozdrawiam

  4. Jarek na pewno pieniądze nie są najważniejszą częścią podróżowania. Choć tak jak piszesz nas ograniczają. Nie da się oczywiście podróżować nie mając na to funduszy (choć znam takich, którzy nie mają zbyt wiele a jednak to im się udaje). Myślę jednak, ze najbardziej ogranicza nas czas. Prowadząc aktywnie zawodowy tryb życia nie możemy pozwolić sobie na wyjechanie gdzieś na tak długo jakbyśmy chcieli. Mamy najczęściej ograniczony czas do dwóch, trzech tygodni urlopu. Zatem musimy się spieszyć a to kosztuje. Wsiadamy do turystycznych autobusów (drogich), latamy samolotami (drogo) tylko po to aby zaoszczędzić kilka dni. Niestety wówczas wydajemy więcej niż gdybyśmy np. przemieszczali się lokalnymi środkami komunikacji tak jak miejscowi. Najczęściej jedziemy do kraju biedniejszego niż nasz, wiec koszty utrzymania są znacznie mniejsze. Nawet w drogich miastach jak Singapur można taniej spać czy jeść ale znowu trzeba mieć czas aby mieszkać gdzieś w hotelu daleko poza centrum itp. Podróżując od lat nauczyłem się, że trzeba mieć pieniądze albo czas. Staram się zawsze jechać na trzy tygodnie i nie planować trasy jakiejś gigantycznie długiej. To pozawala zaoszczędzić. Poza tym głównym wydatkiem zawsze jest bilet lotniczy a tutaj często można trafić coś na koniec świata w cenie do tysiąca złotych ale znowu wyloty będą z innych miast, długie przesiadki itp. Cóż skoro taniej to trzeba mieć więcej czasu. Pieniądze są potrzebne to oczywiste ale staram się udowodnić choćby tym blogiem, że podróżowanie nie musi nas rujnować i nie trzeba być bogatym aby jechać na wakacje. Samodzielne organizowanie wakacji zawsze jest o połowę tańsze niż kupienie takiego samego wyjazdu z biura podróży. Poza tym jeżeli podróżowanie jest moją pasją to oszczędzanie na wakacje przez cały rok jest dla mnie przyjemnością. W końcu mój stary telewizor pokazuje to samo co najnowsze plazmy, więc po co mam kupować nowy, starym samochodem też dojadę do pracy a że buty z poprzedniego sezonu? Nic mnie to nie obchodzi 🙂 Wolę kupić bilet na samolot i „podziwić” się w świecie 🙂

    pozdrawiam serdecznie
    Adam

  5. Super:)Życzę powodzenia w następnych podróżach:) bo świat nie jest po to żeby siedzieć w jednym miejscu tylko odkryć go całego,zwiedzać ,zwiedzać i jeszcze raz zwiedzać 😉 Pozdrawiam 🙂

  6. Wiktoria :

    Super:)Życzę powodzenia w dalszych podróżach:)bo świat nie jest po to żeby siedzieć w miejscu tylko żeby go odkrywać całego,zwiedzać ,zwiedzać i jeszcze raz zwiedzać 😉 tego życzę nam wszystkim ,pozdrawiam:)

  7. POADRAWIAM ,PIEKNE MIEJSCA PAN ZWIEDZA POZAZDROSCIC

Skomentuj