Jeżeli na Seszelach oczekujecie rozrywki, tańców i muzyki to raczej się zawiedziecie. Zwłaszcza na La Digue tego nie ma. To raczej wakacje spokojne, służące wyciszeniu, zaglądnięciu w głąb siebie i posłuchaniu rytmu przyrody albo zaglądaniu sobie wzajemnie w oczy 🙂 . To wakacje wśród fenomenalnej przyrody, która onieśmiela, wśród piękna w które dosłownie ciężko uwierzyć.

Jedynie na Mahe wygląda to trochę inaczej a to za sprawą mieszkających tutaj ludzi, którzy w weekendy organizują w wielu miejscach na wyspie lokalne imprezy. Już w piątek po południu niedaleko plaż albo i na samych plażach mieszkańcy rozkładają namioty, podłączają kolorowe żarówki i zwożą sprzęt muzyczny. To połączenie lokalnego biznesu z odpoczynkiem, integracją sąsiedzką, odpoczynkiem i zabawą. Już od rana życie skupia się wokół właśnie takich miejsc. Niezależnie gdzie będziecie mieszkali na pewno w okolicy znajdziecie takie miejsce gdzie organizowane są tego typu imprezy.

Miejscowe kobiety gotują w domach a potem  sprzedają jedzenie za bardzo przyzwoite pieniądze, również drinki robione są w naprędce skleconym barze. Zazwyczaj jest jakiś DJ, który zapewnia muzykę i dysponuje całkiem niezłym sprzętem nagłaśniającym. Schodzi się miejscowa młodzież ale też i starsi ludzie. Bawią się, tańczą, jedzą, piją drinki i plotkują. Atmosfera jest rodzinna i sprzyja integracji, również z turystami.

Poza plażami skarbem Seszeli są właśnie jej mieszkańcy. To właśnie dzięki nim, ich otwartości, chęci pomocy i uśmiechom wakacje w tym miejscu są tak bajeczne. Choć na pierwszy rzut oka i przy pierwszym kontakcie Seszelczycy nie są zbyt otwarci i raczej zachowują dystans wobec obcych, to wystarczy kilka dni, klika rozmów aby wszyscy dookoła uśmiechali się do nas i pytali: Jak leci?! Możemy poczuć się cząstką tej społeczności, jest tak otwarta i przyjazna.

Seszele to tygiel kulturowy. Francuscy kolonialiści przywieźli ze sobą niewolników zarówno pochodzenia afrykańskiego, jak i hinduskiego. Niemal natychmiast zaczął się proces mieszania ras. Pierre Hangard, prawdopodobnie pierwszy stały mieszkaniec kolonii, był emigrantem z pobliskiego Mauritiusa, który przybył na Seszele z pięcioma niewolnikami. O ile wiadomo nigdy się nie ożenił, miał jednak córkę z jedną z niewolnic, Annette, której ofiarował później wolność i kawałek ziemi. Jego córka wyszła za Francuza, właściciela jednej z najpiękniejszych posiadłości na Mahe. Ten scenariusz powtarzał się w historii tego wyspiarskiego państwa wielokrotnie – i doskonale się nadaje na najzwięźlejszy opis pochodzenia Seszelczyków.

Współcześni Seszelczycy, szczególnie młodzi, spoglądają bardziej w kierunku Europy niż Afryki czy Azji. Tańczą przy brytyjskiej muzyce pop, kibicują lidze piłkarskiej z Anglii i aspirują do zachodnich wartości. Po przełamaniu pierwszych lodów Seszelczycy okazują się najsympatyczniejszymi ludźmi na świecie i stają się niezwykle życzliwi. To są powody dzięki którym wypoczywa się tutaj spokojnie w atmosferze przyjaźni i bezpieczeństwa.

Ciekawostką jest to, że mimo iż większość mieszkańców to katolicy, dosyć mocno trzyma się wśród miejscowych ogromny szacunek wobec duchów i zmarłych. Nadal w pewnym stopniu podtrzymywane są tradycje Afrykańskie. Seszelczycy uwielbiają opowieści właśnie o duchach. Niektóre wyspy uznawane są za nawiedzone. Na Ste Anne straszy okrutna Francuzka, która zamordowała niewolnicę, na Long Island kreolska dziewczyna, która utopiła swoje dziecko, a na Moyenne ekscentryczna Angielka,  która mieszkała tam jedynie z psami. Wśród wyspiarzy pokutuje również mnóstwo przesądów związanych z pomyślnością i pechem, śmiercią i złymi mocami. Uważają, że zamiatanie domu po zachodzie słońca sprowadza nieszczęście albo, że nie wolno odpowiadać na nieznany głos w ciemności, ponieważ może to być zombie. Przez całe pokolenia to połączenie folkloru, czarnej magii i medycyny ludowej odgrywało ważną rolę w codziennym życiu wyspiarzy.

Seszelczycy lubią się bawić, zwłaszcza tańczyć. Dziś robią to zazwyczaj w klubach przy muzyce współczesnej, ale tradycja jest tu wciąż żywa. Najczęściej widywany taniec to sega (często pokazy są w restauracjach dla turystów). Na Seszelach jest w niej więcej kokieterii i lekkości, a mniej erotycznych podtekstów niż w jej maurytyjskim odpowiedniku. Bardziej erotyczna jest moutya, taniec spotykany tylko na Seszelach. Został wymyślony przez niewolników jako forma ucieczki od ciężkiej pracy na plantacjach. Oba tańce mają swoje korzenie w Afryce. Natomiast swym europejskim przodkom Seszelczycy zawdzięczają wciąż bardzo żywe tradycje kanmtole. Nazwa ta odnosi się do całej grupy zmodyfikowanych francuskich tańców dworskich takich jak: walc, mazurek, polka i inne.

Ostatni wieczór spędzamy na właśnie takiej miejskiej zabawie, tuż przy plaży gdzieś między naszą plażą a Anse Royal. Doświadczamy tej wesołości, otwartości, tych tak naprawdę bardzo skromnych ludzi. Objadamy się miejscowymi smakołykami i pijemy Takamakę. Choć nie tańczymy tradycyjnych tańców seszelskich tylko bawimy się w rytm najnowszych przebojów z europejskich i amerykańskich list przebojów to zabawa jest przednia. Okazuje się, że Seszele to nie tylko plaże ale i fantastyczni ludzie. W środku nocy o 3 nad ranem z bólem głowy spowodowanym wypiciem nadmiaru Takamaki jedziemy taksówka na lotnisko. Wracamy do domu w przekonaniu, że bliżej raju niż na Seszelach być już nie można!!!

Skomentuj