Władzom Singapuru na pewno udało się jedno – z ludzi pochodzących z  wielu różnych kultur i narodowości stworzyć naród. Można się nie zgadzać z singapurskim systemem, można go krytykować (pod warunkiem, że nie mieszka się w tym Państwie), można dyskutować, czy droga, którą poszło to Państwo jest właściwa  ale trzeba też oddać sprawiedliwość i wielki ukłon,  jeżeli na myśli mamy tolerancję religijną i otwartość Singapurczyków wobec innych wyznań, tradycji i różnic kulturowych. Ten niesamowity szacunek dla innych ludzi i tolerancja widoczne są na każdym kroku w tym Państwie. Tego Singapurowi zazdroszczę – bardzo.

Zwłaszcza w dzisiejszych czasach gdy religia staje się podstawą wielu konfliktów na całym świecie. Gdy bycie np. muzułmaninem dla wielu ludzi w Europie oznacza etykietę kogoś złego, gorszego i niebezpiecznego a nawet jest tożsame z byciem terrorystą. Religia bardzo często była wypaczana w dziejach świata. Od wieków nietolerancja była i ciągle jest niestety podłożem konfliktów, nienawiści a nawet wojen. Wystarczy przypomnieć sobie bratobójcze walki w Irlandii Północnej, które trwają już 30 lat, zamachy z 11 września 2001 w USA, zamach na Bali z 12 października 2002 ale także krucjaty krzyżowe, które trwały setki lat czy nawracanie Majów, Azteków i Inków przez katolickich misjonarzy a kończąc na najnowszym dramacie w Norwegii na wyspie Utoya.

W Singapurze władze zadbały aby z multikulturowości zrobić atut. Zadbały o pełną akceptację inności etnicznych. Nie odbyło się to bez problemów. W lipcu 1964 roku (Singapur był wówczas stowarzyszony z Federacją Malezji) wybuchły konflikty właśnie na tle etnicznym.  Najgorsza kampania rasowa w dziejach tego państwa. Powodem zamieszek było podburzanie przez władze Malezji Malajów mieszkających w Singapurze przeciwko Chińczykom.  Władze z Kula Lumpur obawiały się rosnących wpływów Chińczyków mieszkających w Singapurze i ich dominacji nad Malajami. Zabezpieczono się przed tym wprowadzając specjalne zapisy w konstytucji Federacji dające przywileje tylko Malajom. Singapur jako członek tej federacji się na to nie zgadzał i żądał równego traktowania wszystkich obywateli bez względu na pochodzenie. Tak narodził się konflikt.

Zamiast spodziewanych korzyści unia z Malezją doprowadziła do dalszych podziałów. Napięcie rosło. Singapur  stał się areną najgorszych w swoich dziejach zamieszek na tle rasowym. Dochodziło do pobić i pogromów. W sierpniu 1964 roku Singapur został wydalony z federacji z Malezją. Malusieńkie państwo zostało pozostawione samemu sobie pośród potężnych sąsiadów, którzy nie pałali do niego sympatią. Singapur musiał sobie poradzić. Być może na tle właśnie tych wydarzeń z lat 60 XX wieku jednym z priorytetów nowego państwa stała się tolerancja kulturowa i religijna, poszanowanie praw każdej jednostki niezależnie od jej pochodzenia, wiary, kultury. Każda z wielu singapurskich jakże odmiennych od siebie kultur ma dzisiaj niezbywalne i niepodważalne prawo do wyrażania swojej odrębności. Dzieje się to na co dzień, na każdym kroku. Nie jest to tylko jakieś zapisane prawo ale codzienność tego państwa, codzienność tych ludzi, którzy na tym małym skrawku żyją razem. W ciągu roku obchodzi się niezliczoną ilość świąt religijnych wyznawców pięciu różnych religii. Mimo powszechnie używanego języka angielskiego każdy ma prawo posługiwać się swoim rodowym językiem a status oficjalnego w państwie mają aż cztery rożne języki. W tym wymiarze, mimo przecież braku możliwość swobodnego wyrażania swoich opinii na tematy polityczne, Singapur jest dla mnie wzorem. Widok meczetu, świątyni buddyjskiej, hinduskiej czy kościoła katolickiego na jednej ulicy jest tutaj zupełnie normalny. Nikomu nie przyjdzie do głowy myśl, że meczet nie może stać obok kościoła katolickiego. Kraj jest malutki ale spośród wszystkich jego mieszkańców  32% przyznaje się do buddyzmu, 22% –  do taoizmu, 15% – do islamu, 13% stanowią chrześcijanie różnych wyznań oraz 3,3% – wyznawcy hinduizmu i mniejszości wyznaniowe, takie jak Bahaiści, Żydzi, Sikhowie i Zoroastrianie. Wszytkie te religie celebrują własne święta i co ciekawe są to często wydarzenia ważne nawet dla wyznawców innych religii. Często świętuje się razem, oczywiście w nico innym wymiarze ale nie są to święta izolowane i dostępne tylko dla wyznawców danej religii.

Konflikty etniczne w dzisiejszym Singapurze całkowicie zduszono poprzez przemyślany i konsekwentny plan. Władze zadbały, żeby dzieci różnego pochodzenia obowiązkowo uczyły się w mieszanych klasach. Już w szkołach podstawowych dzieci uczą się tolerancji poprzez poznawanie różnych odmienności kulturowych poszczególnych kolegów i koleżanek. Organizuje się w szkołach dni, gdy dzieci pokazują innym zwyczaje, stroje, potrawy z własnego kraju pochodzenia. Tutaj nikogo na siłę nie naturalizuje się na Singapurczyka, tutaj podkreśla się, że inność i wolność religii, obyczajów jest siłą tego narodu. Obrażanie uczuć religijnych innego człowieka  jest surowo karane nawet publiczne krytykowanie innej religii jest karane.

Przejawem tej różnorodności kulturowej są przede wszystkim dzielnice etniczne. W poprzednim wpisie opisywałem dzielnicę arabską, która chyba tak naprawdę jest najmniej etniczna ze wszystkich. Chyba tylko oryginalne restauracje i sklepy przybliżają klimat arabski w tym miejscu. To właśnie zwykła codzienność widoczna na ulicy jest wyznacznikiem tego miejsca a nie to, że stoi tam największy meczet w Singapurze, bo meczety znajdziemy także np. w dzielnicy chińskiej. To nie jest miejsce hermetycznie zamknięte na wpływy innych kultur. Może właśnie dlatego nie jest to „wycinek” arabskiego świata ale konglomerat gdzie mieszają się wpływy muzułmańskie i już singapurskie. Poza tym władze zadbały również o to aby wprowadzić równowagę etniczną w poszczególnych dzielnicach tak aby nie powstawały narodowe getta. Państwowa Rada Rozwoju Mieszkalnictwa bardzo rygorystycznie przestrzega zasady, że bloki i dzielnice muszą być zasiedlone proporcjonalnie ze względu pochodzenie mieszkańców. Ma to zapobiegać tworzeniu się społeczności mono kulturowych i wzajemnym przenikaniu się różnych kultur i idei.

Stworzenie takiego podejścia nie było łatwe. Na pewno wymagało żelaznej dyscypliny i surowego „wychowania” obywateli przez rząd ale też wielkiej wizji . Sprzyjał temu system przepisów, regulacji ale także olbrzymich kar za ich nieprzestrzeganie. Od wysokich grzywien, które mogą doprowadzić nawet do bankructwa niepokornego członka społeczeństwa, poprzez publiczne roboty, poprzez pobyt w więzieniu a na każe śmierci kończąc. Taki system budzi wiele kontrowersji w dzisiejszym liberalnym świecie – zwłaszcza kara śmierci. Statystyki ONZ podają, że przeliczeniu na ilość mieszkańców to właśnie w Singapurze wykonuje się najwięcej wyroków śmierci. Zabija się prawie 14 osób na każdy milion mieszkańców (dotyczy to lat 1994-1999). Wyrok śmierci najczęściej orzekany jest za posiadanie lub handel narkotykami (większe ilości). Wyroki są zawsze wykonywane w piątki a skazanego się wiesza. Niechlubny „rekord” to powieszonych 18 osób w ciągu jednego dnia!

Również pewnym  fenomenem jest w Singapurze stosowanie kary chłosty. Tego typu kary niedopuszczalne w dzisiejszych systemach w świecie demokratycznym, gdzie naruszenie czyjejś cielesności jest traktowane jako zamach na wolność i nietykalność jednostki w Singapurze orzeka się często gdy np. ukarany nie może zapłacić wysokiej grzywny. Kara ta jest ciągle w tym państwie wymierzana nawet w stosunku do turystów (podobnie jak obce obywatelstwo nie chroni przed karą śmierci), którzy z głupoty albo niewiedzy łamią singapurskie prawo. Poza oczywistym bólem czynnikiem psychologicznym, który ma oddziaływać na niepokornego obywatela jest w tym przypadku upokorzenie go. Jednak Singapurczycy mają zupełnie inny stosunek do bicia nie tylko dorosłych, którzy złamali prawo ale i do bicia własnych dzieci niż mieszkańcy Europy a o USA już nawet nie wspominając.

W typowym konserwatywnym domu w Singapurze (a taki jest każdy, bo o wolności idei poza „expats” – czyli białymi, którzy przyjeżdżają tutaj na kontrakty do pracy – trzeba tutaj zapomnieć) jednym z podstawowych narzędzi wychowawczych jest zas rotan – z malajskiego rattanowa trzcinka. Całe pokolenia Singapurczyków wyrastały dyscyplinowane właśnie taką trzcinką. Podobnie zresztą jak u nas w kraju w wielu domach pas, był i jest (sic!) pomocą w wychowaniu dzieci. Jednak tak bardzo rozwinięty cywilizacyjnie Singapur karę chłosty nadal sankcjonuje w swoim prawie gdy tymczasem Europa zaprzestała takich publicznych praktyk gdzieś w okolicach średniowiecza.

Powoduje to, że bicie dzieci traktowane jest tutaj zupełnie normalnie i często nie widzi się w tym nic złego. Znana jest historia pewnego ojca, który tak mocno bił swojego syna, że ten trafił do szpitala albo karano maluchy w przedszkolach wysmarowaniem im buzi pastą chili, co spowodowało reakcję alergiczną o bólu nie wspominając. Nieprawdziwe? Zmyślone? Przesadzone historie? Niestety nie. Takie rzeczy dzieją się w państwie, które na arenie międzynarodowej kreuje się na jedno z lepiej rozwiniętych cywilizacyjnie, najbezpieczniejszych, najczystszych, najbardziej przyjaznych,  gdzie życie jest tylko przyjemnością.

Mało tego! Dowodem na to, że takie zachowania są społecznie akceptowane jest artykuł, który ukazał się na ten temat w lokalnej prasie.  Autorka tego „arcydzieła” pani Bertha Henson, na łamach „The Straits Times”, owszem stwierdziła, że ojciec przesadził katując dziecko ale nie ma co robić z tego wielkiego wydarzenia!!! Przecież większość dorastała w Singapurze pod pręgierzem razów po plecach ratanową trzcinką. Widocznie chłopiec był naprawdę niegrzeczny i sprowokował ojca. W podobnym tonie mówi o smarowaniu dzieci pastą chilli. Co z tego, że szczypie i boli? To nie jest nic nowego, tak się robi od lat! Inny sposób to przecież smarowanie płaczącego dziecka pod oczami pastą z cebuli. Niby ma pomóc żeby „niegrzeczne” dziecko przestało płakać. Swoje „mądrości” pani redaktor podsumowuje stwierdzeniem, że nie wierzy aby tego typu praktyki okaleczyły dziecko na całe życie!

 Dla tych z Was, którym ciężko uwierzyć, że w tym wychwalanym państwie gdzie ponoć żyje się jak w raju takie rzeczy się dzieją link do wspomnianego artykułu – „Rotan (or rotten) way to discipline”. Na zakończenie tych makabresek jeszcze jeden przykład. Co należy zrobić żeby dziecko jadło szybciej ? Z pomocą znowu przyjdzie niezastąpiona ostra papryczka chili. Wystarczy dodać jej trochę dziecku do jedzenia i wówczas będzie musiało jeść szybciej, bo będzie go bardzo szczypało!!! Błagam tylko nie bierzcie wzoru z Singapuru w tej dziedzinie. Chyba, że chcecie aby i wasze dziecko było tak grzeczne, że prawie niewidzialne, niesłyszalne i …. nieszczęśliwe!!!

4 komentarze do “MultiKulti”

  1. Bardzo dobrze napisany artykul,bo tak to trzeba nazwac..:)

    Widzisz Adam,patrzac na Singapur ,patrzac na infrastrukture,lad i porzadek mamy wrazenie ,ze jestesmy w swiecie wyksztalconych ludzi ,pogladowo bliscy przecietnemu Europejczykowi,a tak nie jest,te szklane domy to taka zmylka, tak na prawde Singapur to zabobonny Chinczyk,analfabetka z bangladeszu czy hindus ,ktory bije swoja zone i dzieci,bo tak robil jego ojciec,jego dziadek i nie widzi w tym nic zlego.To jest nadal Azja ,gdzie dzieci sie karci ,nie tylko slownie i wyobraz sobie,ze o sposobie z pasta chili slyszalam od mojej tajskiej przyjaciolki,jej mama tez tak robila..:(

  2. Bardzo trafne sa te Twoje spostrzezenia,bardzo sie ciesze,ze moge na pewne miejsca w swiecie spojrzec Twoim okiem…..bo moje to zawsze takie rozowo-landrynkowe..:-)

  3. No niestety Moniko ale chyba tak jest, że w życiu każdego z nas pozostaje dużo z „tradycji” domu z którego pochodzimy. Pod tym całym blichtrem Singapuru cywilizowanego kryją się „grzechy” zwykłych ludzi. To rozumiem. Jednak jakoś nie umiem zrozumieć tych kar cielesnych i akceptacji dla bicia dzieci. Wiem, że w każdym kraju takie rzeczy się zdarzają ale przynajmniej w Europie czy w Stanach takie praktyki spotykają się z ostracyzmem społecznym nie mówiąc już o odpowiedzialności karnej. Pod tym względem Singapur jest daleko za nami 🙁 ale mam nadzieję, że to się będzie zmieniało również tam!
    pozdrawiam serdecznie

  4. Właśnie jestem w Singapurze- i NIESTETY NIE WIDZIALEK DRUGIEGO TAKIEGO MIASTA
    NY był moim faworytem niestety „był”
    Zasady może i sa twarde, ale tak czysto jak tam i tak sprawnie funkcjonującego miasta jeszcze nie widziałem. Dodam ze trzy dni temu byliśmy w tak modnym teraz Dubaju i powiem szczerze ze Lepsze wrażenie zrobiły na mnie Filipiny ze względu na ludzi tam mieszkających a Singapur przebił o głowę wyglądem organizacja, czystością wyglądem ogólnym w przeciwieństwie do Dubaju w którym Budzur Kalifa jest super a dookoła „drapaczy chmur nie ma nawet kostki brukowej(etc) i ludzie z ogromnych bloków mieszkalnych parkują na piasku…
    Dubaj to fannie wyglada ale na zdjęciach u głupiutkich dziewczyn które wykadrowaly zdjęcia na FB- miasto bez duszy w przeciwieństwie do NY
    Singapur 300% organizacji i harmoni czego brakuje NY lecz ludzie sa niezbyt mili..

    Pzdr

Skomentuj