Po spacerze plażą i przy okazji uzupełnieniu zapasów w lokalnych sklepikach popołudnie postanowiliśmy spędzić  w Domaine De Val Des Pres, inaczej zwanej Le Village Artisanal czyli wiosce rzemieślniczej. Miejsce to jest położone pomiędzy Anse Royal a naszą plażą Anse aux Pins. Nie płaci się żadnego wstępu.

Wg przewodników jest to miejsce gdzie lokalni artyści, twórcy sprzedają swoje wyroby czyli my turyści liczymy na ciekawe zakupy i przy okazji możliwość obserwacji pracy tych, którzy mają tutaj swoje warsztaty i sklepy. Tak naprawdę jest to stara plantacja. Głównym budynkiem, który rzuca się w oczy zaraz po przekroczeniu głównej bramy jest pięknie odnowiony stary dom.

Zabytkową rezydencję wybudowano w roku 1870. Jest to fantastyczny przykład typowej kolonialnej zabudowy. Chłodne, ciemne pokoje, pachnące pastą do podłogi i cynamonem, pozwalają sobie wyobrazić, jak żyło się kiedyś garstce uprzywilejowanych. Wieczorami przy świecach zapewne spotykały się tu panie w długich sukniach, wachlujące się zapamiętale, i panowie w wieczorowych strojach, którzy delektowali się przednim winem, sprowadzonym z Francji za ciężkie pieniądze. Kiedyś gdy na wyspie było więcej takich domów musiało to wyglądać pięknie. Szkoda, że już takich perełek zostało tak mało a współczesne budownictwo na Mahe nie zasługuje nawet na małą wzmiankę.

Dzisiaj w  tej odnowionej rezydencji urządzono restaurację Vye Marmit Restaurant – ponoć jedną z lepszych na wyspie, ale też drogą. Serwuje się tutaj tradycyjną kuchnię kreolską ale można także zjeść dania z nietoperzy owocożernych czy nawet żółwi. Niestety nie sprawdzaliśmy czy jest to prawda, gdyż nasz budżet pewnie nie dałby rady udźwignąć takiej rozpusty :).

Poza restauracją na całym terenie rozrzucone są malutkie sklepiki i warsztaty rzemieślnicze. Miejscowe rękodzieło miało przyciągnąć tutaj turystów jednak miejsce wydaje się zapomniane i opuszczone. Wiele warsztatów jest pozamykanych a towar w sklepach ma chyba mało wspólnego z lokalnymi wyrobami.

Owszem dostaniemy tutaj jakieś pamiątki kojarzące się z wyspami ale większy wybór i niższe ceny są zdecydowanie w stolicy wyspy Victorii. Poza typową tandetą turystyczną można jedynie wypatrzyć trochę ciekawych i oryginalnych wyrobów z orzecha kokosowego. Zdumiewające jest to, jak wiele można zrobić z łupiny orzechowej!

Ja liczyłem na to, że być może po nieudanych zakupach w Victorii to właśnie tutaj uda mi się kupić coś ciekawego co nawiązywałoby do Afryki – lądu z którym mieszkańcy Seszeli są mocno historycznie związani. Niestety, także i tutaj się zawiodłem i po raz kolejny upewniłem, że w tych obszarach Zanzibar pozostaje od wieków stolicą handlu i rajem zakupowym dla ludzi takich jak ja.

Jednak sama Le Village Artisanal jest miejscem przyjemnym. Mnóstwo tutaj zieleni, pięknych palm i kolorowo kwitnących kwiatów. Jeżeli ktoś zwiedza wynajętym samochodem wyspę to warto tutaj zajrzeć i nacieszyć oczy pięknym ogrodem. Nawet jeżeli nic nie kupicie to zapamiętacie to miejsce jako jedno z ładniejszych na Mahe.

2 komentarzy do “Le Village Artisanal”

  1. az szkoda,ze miejsca tak zaniedbane bo przy odrobinie checi,mozna by zrobic fajna wioske rzemieslnicza,taki a la skansen,bo przyroda temu sprzyja….bardzo malowniczo wygladaja te chatki.

    Mam takie wrazenie,ze wladze seszeli bardzo biernie podchodza do tematu..to znaczy przyjeli postawe….”prosze! macie plaze i granity” ,placcie za to slono i nie zawracajcie glowy z innymi atrakcjami.I nie mowie tu,zeby tanczyli pod turystow i odstawiali szopki,ale mogli by troche zycia wprowadzic,zadnac o plantacje czy parki narodowe.

  2. Witaj Moniko, troszkę jest tak jak piszesz. Rzeczywiście wiele miejsc na Mahe ma duży potencjał turystyczny, który można by wykorzystać. Z drugiej strony wyspy przyciągają właśnie tym, że jest tam bardzo spokojnie. Nie ma całego hałasu związanego z przemysłem turystycznym. Jeżeli ktoś lubi ciszę, spokój to będzie tam się czuł bardzo dobrze. Nie jest zatem to kierunek rozrywkowy. Ja pokochałem Seszele właśnie takie trochę „wiejskie”. Poza tym wschodnie wybrzeże, które opisałem jest zdecydowanie najmniej rozwinięte turystycznie. Faktem jest, że gdy nie ma dobrej pogody absolutnie nie ma co robić i może być nudno. Całą urodę Seszeli widać w słońcu i gdy ono świeci niczego więcej do szczęścia nie potrzebujemy 🙂 Choć pewnie jak ktoś mieszka w dobrym hotelu to zapewne ma większe możliwości zabawy, tylko stać na to nielicznych 🙁 Niezależnie od wszystkiego plaże są najpiękniejsze na świecie 🙂

Skomentuj