Los sprawił, że po mniej więcej pół godzinnej jeździe autobusem trafiamy nad „Zatokę Łazarza” czyli Baie Lazare na południowej stronie wyspy. Droga prowadząca w to miejsce trzyma się dość blisko brzegu. Widoki z autobusu są przepiękne. Nawet podczas brzydkiej pogody warto choćby przejechać się autobusem i zerknąć na to jak piękne jest ta wyspa. Czasami droga pnie się w górę  wówczas pięknie widać w dole fantastyczne skały i mijane plaże i palmowe gaje.

Zaraz na początku Baie Lazare, tuż przy brzegu stoi pomnik (kotwica na kamiennym cokole) upamiętniający 250 rocznicę pierwszego udokumentowanego lądowania Francuzów na Mahe – czego dokonał w 1742 roku Lazare Picault – faktycznie wcale nie przybił do wyspy w tym miejsca ale na Anse Boileau nieopodal Mahe. Przypłynął w te rejony na dwóch statkach „Elisabeth” i „Charles” w poszukiwaniu nowych kolonii dla korony francuskiej.

Ekspedycja odkryła krainę obfitości i  stąd właśnie wzięła się pierwsza nazwa wysp – Ile d’Abondonce ( w wolnym tłumaczeniu „wyspa obfitości”). W dwa lata po tej wyprawie Picault dociera po raz drugi do wysp. Tym razem ląduje w okolicach dzisiejszej stolicy wyspy Victorii. Główną wyspę przemianował właśnie na Mahe, a cały archipelag nazwał Iles de Bourdonnais. Snuł w stosunku do niego wielkie plany kolonizacji, ale nic z nich nie wyszło, gdyż w Indiach wybuchła właśnie wojna kolonialna Anglii z Francji. Dzięki temu o Seszelach na jakiś czas europejczycy zapomnieli.

Plaża w Baie Lazar rozciąga się wspaniałym łukiem wzdłuż tej zatoki. Niestety także tutaj w okresie naszego lata fale bywają dosyć duże a prądy bardzo silne. Jednak dzisiaj ogromna zatokowa plaża zachęca do wypoczynku bo woda w oceanie jest bardzo spokojna. Czyli trafiają się dni gdy fale nie szaleją nawet w tym okresie „najgorszej” pogody. Niestety tylko słońca ciągle nie ma, więc to będzie raczej spacer niż plażowanie. Na plaży i w okolicy panuje spokój. Zatoka jest duża i chyba nigdy nie ma tutaj zbyt dużego tłoku.  Nie ma tutaj zbyt dużej infrastruktury turystycznej nie jest to jedno z popularnych miejsc na turystycznej mapie Mahe. Jednak przy drodze widać, że buduje się tutaj bardzo wiele, więc za parę lat zapewne dużo się tutaj zmieni. Tymczasem panuje tutaj bardziej wiejska niż miejska atmosfera –  tak jak lubię :).

Podobnie jak na Anse Intendance także i tutaj to sielskie wrażenie zaburzają okoliczne zabudowania. Tutaj przy samej plaży jest ich jeszcze więcej. Przede wszystkim rzuca się w oczy wybudowany tutaj Plantation Club Hotel –  największy na Seszelach. Jest jeszcze kilka mniejszych hoteli. Powyżej plaży, na okolicznych wzgórzach rozłożyła się wieś o tej samej nazwie co plaża. Wizyta w tej typowej seszelskiej osadzie może być dobrą alternatywą dla tych, którzy nie lubią tylko leżeć na plaży.

W osadzie dominuje mały neogotycki kościół św. Franciszka z Asyżu wokół, którego skupiły się małe domy mieszkańców. Można poobserwować tutaj wiejskie życie – plantacje ananasów, manioku i trzciny cukrowej. Porozrzucane domy wśród zielonych wzgórz wyglądają bardzo malowniczo. To jest właśnie dawna Mahe, wciąż żyjąca w innej epoce, z kurami dziobiącymi ziemię pomiędzy kamieniami, na których suszy się pranie. Dla mnie takie właśnie Seszele są najpiękniejsze.

Wygląda na to, że Anse Lazare to jedno z ulubionych miejsc miejscowej ludności, która wpada tutaj na chwilę odpocząć, posiedzieć, spotkać się ze znajomymi  czy zjeść posiłek. Chyba jest przerwa na lunch bo na okolicznych murkach siedzi sporo ludzi, nawet policjanci jedzą coś dobrego a z radiowozu głośno leci muzyka. Wszystko byłoby ok. gdyby nie to, że styropianowe pudełka po jedzeniu trafiają w okoliczne krzaki! Na trawie wśród plam leży tych śmieci bardzo, bardo dużo. Widok dość przygnębiający. Tych pudełek ze styropianu, reklamówek jednorazowych jest tutaj mnóstwo. Po prostu jeden wielki śmietnik!

Niestety świadomość ekologiczna mieszkańców wysp nie jest jeszcze duża. Co prawda pojawia się coraz więcej plakatów nawołujących do dbania o czystość i myślenia ekologicznego, ale wydaje się, że to w przypadku Seszelczyków jeszcze długa droga. Smutny to obraz tak bardzo zaśmiecone „zaplecza” plaż. Z jednej strony mamy piękną naturę, plaże jedne z najpiękniejszych na świecie a zaraz „za rogiem” śmietnik. Na La Digue również tego typu obrazki można było spotkać, jednak tutaj na Mahe jest znacznie gorzej ale w końcu mieszka tutaj większość obywateli tego państwa, więc i inna skala.

Mimo, że miejsce jest piękne – można powiedzieć jak zawsze na Seszelach – pozostaje pewnie niesmak. Szkoda, że ludzie nie dbają aby to co najpiękniejsze nadal takie pozostało. Gdy nadeszły ciężkie, ciemne chmury rozpadało się na dobre i trzeba było uciekać. Niestety nie zapowiadało się, że pogoda się poprawi bo te chmury zawisły nieruchomo nad wysokimi górami i tak wisiały bez ruchu. Ruszyliśmy w kierunku przystanku autobusowego z nadzieją, że szybko coś przyjedzie. Tym razem autobus przyjechał bardzo szybko i nawet ten, który jechał w kierunku naszej kwatery.

2 komentarzy do “Baie Lazare”

  1. te smieci to to, co bije nas w oczy,szczegolnie na tych rajskich plazach,porozrzucane plastikowe butelki,torebki ,puszki i rozne opakowania.A miejscowi zyja w mysl zasady ,ze morze zabierze i wyrzuci gdzies indziej…..no ale na to potrzebne sa lata,zeby wyrobic w nich pewne nawyki.

  2. Niestety Moniko jest tak jak piszesz 🙁 Na szczęście władze Seszeli mocno pracują z kampaniami informacyjnymi na ten temat. Mam nadzieję, że ludzie zrozumieją!

Skomentuj