Na zakończenie naszego pobytu na Mahe odwiedzamy jeszcze Anse Royal, która jest główną plażą wschodniego wybrzeża. Ta plaża i ta cześć wschodniego wybrzeża jest już bardziej przystosowana pod kontem turystów. W malutkim miasteczku jest kilka restauracji, bank gdzie można wymienić pieniądze (choć z powodzeniem można w sklepach płacić $ gdy zabraknie nam miejscowej waluty), kafejka internetowa, szkoła itp.  Także i tutaj można zrobić całkiem przyzwoite zakupy w kilku sklepach spożywczych czy straganach z owocami. Jednak wciąż jest to bardziej lokalna część wyspy.

Jeżeli zależy nam na spokoju i lokalności to ta część wyspy jest chyba najbardziej optymalna na urlop. Nie ma tutaj jeszcze komercji a jednocześnie nie jesteśmy skazani na jechanie autobusem np. do sklepu. Dużą zaletą jest także dość dobry wybór kwater do wynajęcia w przyzwoitych cenach. Dobre miejsce na odpoczynek od zgiełku i hałasu pośród zwykłych mieszkańców Mahe.

Sama plaża jest duża, choć miejscami dosyć wąska a podczas przypływu czasami znika pod wodą ale rozkłada się pięknym piaszczystym łukiem nad oceanem. Nie ma tutaj zdyb dużych fal więc i amatorzy pływania powinni być zadowoleni. Nam oczywiście pogoda nie sprzyja więc udajemy się jedynie na długi spacer z nadzieją, że da się przejść plażą od jednego jej końca do drugiego. Niestety okazało się że w kilku miejscach do oceanu spływają rzeczki (zresztą na naszej plaży też tak jest) i w takich miejscach trzeba wyjść na ulicę aby przejść po mostku i z powrotem wejść na plażę już w innym miejscu. Drogę zagradzają też leżące tutaj granity po których lepiej się nie wspinać. Bezpieczniej jest je obejść.

Środkowa część tej plaży i jej końcówka przy skałach po lewej stronie niestety była tak zaśmiecona, że aż żal ściskał serce. Jakieś kartony po sokach, oczywiście opakowania styropianowe po jedzeniu na wynos, reklamówki jednorazowe a nawet zardzewiałe części samochodowe! Dobrze, że plaża duża więc zawsze pewnie można znaleźć jakieś czyste miejsce. Ten bałagan na plażach i wokół nich chyba najbardziej psuje wizerunek Mahe. Właściwie gdzie nie byliśmy tam ten sam problem – śmieci!

Prawą stronę plaży „zamyka” mały kościółek. Wybudowany tuż przy brzegu wygląda bardzo romantycznie i nadaje tej plaży szczególny widok. Także i tutaj na Anse Royal przesiaduje i odpoczywa wielu miejscowych. Całe wschodnie wybrzeże służy lokalnej ludności. Widać, ze mieszkający tutaj ludzie mocno związani są z oceanem. To właśnie na plażach są ich ulubione miejsc odpoczynku, spotykania się ze znajomymi itp.

Również młodzież korzysta z przyplażowych zarośli :). Jeżeli w ciągu dnia zauważycie młodych ludzi z latarkami w rękach nie dziwcie się. Te latarki oświetlają gęste zarośla gdy młodzi ludzie szukają jakiegoś ustronnego miejsca chcąc ukryć się przed ciekawskimi. Zarośla przy plaży są gęste i tworzą naprawdę labirynty . Młodość wszędzie na świecie ma swoje prawa! 🙂

Anse Royal może nie jest plażą idealną, nie jest to plaża jak z bajki jednak ma swój urok. Jest naturalna i nikt nie przerabia jej na plażę z leżakami i kolorowymi parasolami. Choć tutaj pojawia się już więcej turystów niż na Anse aux Pins to jednak jest to ciągle miejsce o bardzo lokalnym charakterze. Nie znajdziecie tutaj wieczornej zabawy i plażowych rozrywek ale znajdziecie spokój i możliwość choć przez chwile poczucia się jak mieszkaniec tego rajskiego zakątka świata.

 

Skomentuj