Od samego początku naszego pobytu na La Digue „chodziła” mi po głowie jedna z tutejszych plaż. Plaża, która jest mało znana, położona na południowym koniuszku wyspy – Anse Marron. Niestety nie prowadzi na tę plażę żadna droga czy nawet dróżka. Pytając naszego gospodarza jak się tam dostać usłyszałem jedynie, że można tam dopłynąć tylko łodzią ale niestety w okresie kiedy my jesteśmy na wyspie (lipiec – sierpień) ocean jest zbyt wzburzony i łodzie tam nie pływają. Pozostaje nam zatem kombinowanie jak dostać się tam lądem.

Z naszej mapy, którą się posługujemy wynika, że być może od wschodu uda nam się tam dojść. Teoretycznie od Anse Source D’Argent pójdziemy na Anse Pierrote co jest łatwe, następnie na Anse Bonnet Carre, gdzie prawdopodobnie prowadzi jakaś ścieżka, gdyż na mapie jest  zaznaczona, co prawda linią przerywaną, więc pewnie jest przez las i góry i już powinniśmy być blisko Anse Marron. Pozostanie pewnie przedrzeć się przez las i skały i będziemy u celu.

Po śniadaniu zaopatrzeni w zapasy Takamaki ruszamy na rowerach do Anse Source D’ Argent. Jednak po kilku minutach tuż przy kościele łapie nas deszcz. Niestety dzisiejszy dzień, przynajmniej rano zapowiada się na zachmurzony. Tymczasem rozpadało dosyć mocno. Nie bardzo wiemy czy jechać dalej czy może jednak zrezygnować z tej wyprawy, która zabierze nam zapewne cały dzień. Chowamy się przed deszczem pod jakimś rozpadającym się daszkiem i myślimy. Spoglądając na kościół Notre Dame de l’Assomption (Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny) postanawiamy jednak ruszyć dalej gdy tylko przestanie padać. Jak zwykle tutaj deszcz jest intensywny ale krótkotrwały.

Po około dwudziestu minutach jesteśmy już na plaży „Srebrnego Źródła”. Postanawiamy chwilę tutaj zostać, bo chyba ze względu na poranny deszcz plaża jest niemal pusta. Rzadko w tym miejscu można cieszyć się samotnością. To najbardziej oblegana plaża na La Digue ale wiadomo, jedna z najpiękniejszych i znana na całym świecie. Jestem zauroczony tą plażą. Tym bardziej, że jesteśmy tutaj już chyba czwarty raz i za każdym razem plaża jest nieco inna. Za każdym razem moją uwagę przyciąga coś nowego. Jest tutaj niesamowicie. Będąc tutaj tylko raz człowiek nie jest w stanie dostrzec drobiazgów, które powodują, że ta plaża ciągle zachwyca. Plaża jest tak piękna, że nasze zmysły próbują ogarnąć całość tych pięknych widoków a chyba jest to niemożliwe. Dlatego, żeby tak naprawdę dostrzec to co jest tutaj najładniejsze trzeba przyjść kilka razy. Spokojnie rozejrzeć się dookoła i odrywać wszystkie te magiczne zakątki pomiędzy granitami i palmami.

Mijamy Anse Pierrote, która tak naprawdę jest niemal częścią plaży Anse Source D’Argent. Jest po prostu ostatnim odcinkiem swojej słynnej „siostry” dlatego często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy na innej plaży. Wybrzeże w tym miejscu to szereg małych zatoczek oddzielonych od siebie granitowymi skałami. Razem tworzą jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie jakie widziałem. My jednak wchodzimy w ledwo widoczną ścieżkę prowadzącą w głąb wyspy realizując nasz plan dotarcia do Anse Marron.

Na początku wydaje nam się, że przejście tej drogi nie będzie trudne, bo teren jest płaski i jedynie mocno zarośnięty tutejszą roślinnością. Jednak po kilku metrach ścieżka zaczyna się wspinać na wzgórze. No cóż, zaczyna się jak zwykle na La Digue wspinaczka w parnym lesie. Nagrodą za wysiłek są niewątpliwie piękne widoki. Pomiędzy palmami mamy okazję zerkać na Anse Source D’Argent z innej perspektywy. Jak zwykle jesteśmy zachwyceni. Widoki są przepiękne. Moją uwagę przykuwają mijane ogromne skały. Gdyby udało się na nie wdrapać widok byłby pewnie jeszcze ładniejszy.

Na szczęście skały choć ogromne to łatwo na nie wejść. Nawet jakoś za łatwo. Szybko okazuje się dlaczego bez większego problemu można się tutaj dostać. Pomiędzy blokami granitu dostrzegamy betonowe schody, które prowadzą gdzieś w głąb tych formacji skalnych. Stare drzwi a raczej już tylko otwór po miejscu gdzie kiedyś były drzwi prowadzi w głąb skalnego domu! Kolejny opuszczony dom! W ostatnich dniach mam jakieś szczęście do odnajdywania takich miejsc. Tutaj jednak ktoś wykorzystał skały aby pośród nich zamieszkać. Dom wybudowano z granitów a raczej zaadoptowano jako niektóre ściany leżące tutaj ogromne bloki skalne. Wygląda to niema jak jakaś twierdza. Niesamowite wrażenie. Widać, że jeszcze niedawno tutaj ktoś mieszkał. Wewnątrz poszczególne pomieszczenia zachowały jeszcze swój układ. Do głowy oczywiście cisną się pytania. Kto? Jak? Dlaczego? Mieszkanie w takim miejscu musiało być bardzo trudne, bo nawet żeby tutaj dojść trzeba pokonać stromą ścieżkę pośród bujnego lasu. O tym żeby tutaj cokolwiek dowieźć nawet nie ma mowy. Niesamowite ile ludzie są w stanie poświęcić aby mieszkać w tak niezwykłym miejscu. Jednak także i w tym przypadku dom został opuszczony. Ktoś się przeliczył? Kolejna tajemnica La Digue.

Opuszczamy ten zakątek i idziemy dalej na południe. Niestety droga dalej zaczyna się gubić w gęstym lesie. Za każdym razem gdy wybieram jakiś kierunek okazuje się, że nie ma możliwości przejść dalej. Najczęściej  wybrana droga kończy się urwiskiem albo wysokimi skałami nie do przejścia. Krążymy tak około godziny. Co chwilę wracamy pod opuszczony dom i wybieramy inny kierunek. Niestety wygląda na to, że odnalezienie drogi jest tutaj bardzo trudne. Pewną wskazówką są dla nas pajęczyny. Ogromne pająki utkały swoje sieci pomiędzy drzewami, krzakami i cierpliwie czekają na obiad. Niestety wskazówka ta mówi tylko tyle, że nikt w ostatnim czasie tędy nie przechodził.

Słońce zdążyło już pojawić się wysoko na niebie i zrobiło się gorąco. W lesie jest duszno i parno a nam zaczyna brakować zarówno sił jak i motywacji aby szukać drogi dalej. Rezygnujemy. Niestety odnalezienie drogi na Anse Marron od wschodu okazało się niemożliwe, przynajmniej dla nas. Na pewno prowadzi na tę plaże jakaś droga lądową. Widziałem filmiki w Internecie nakręcone przez tych, którzy tam dotarli.  Jednak jeżeli chcecie bezproblemowo dotrzeć do tej mało znanej (a ponoć pięknej) plaży chyba najlepiej poprosić kogoś z miejscowych aby poszedł z Wami. Droga zapewne będzie długa i ciężka ale czego się nie robi na wakacjach!?

Wracamy zatem niepocieszeni, że także i tym razem ponieśliśmy klęskę. Również i nas Matka Natura pokonała. Czy tak czuli się wszyscy ci ludzie, którzy z jakiś powodów opuścili swoje domy wybudowane w tak niezwykłych miejscach? Czy też ich marzenia okazały się niemożliwe do spełnienia? Na pocieszenie pozostało nam plażowanie do końca dnia na najczęściej fotografowanej plaży świata – Anse Source D’Argent. W tym miejscu nawet porażka boli mniej. Szybko postanawiamy, że Anse Marron będzie naszym wyzwaniem gdy jeszcze kiedyś przyjedziemy na La Digue, bo że przyjedziemy w to miejsce ponownie jest dla mnie pewne.

2 komentarzy do “Szukając Anse Marron”

  1. czy to tylko Ja na drugim zdjeciu od dolu widze delfina ,a na trzecim spiacego lwa morskiego???

    Te kamole sa obledne…:)

  2. Ha, Ha Moniko 🙂 Gratuluję wprawnego oka 🙂 To prawda te skały są obłędne a właśnie wyszukiwanie różnych „zwierzątek” zaklętych w te granity było naszym ulubionym zajęciem podczas plażowania. Każda z tych plaż na wyspie oferuje takie atrakcje 🙂 Skoro tak bardzo podobają Ci się „kamole” to zajrzyj jutro bo szykuję wpis o moim zdaniem najcudowniejszych granitach na wyspie!
    pozdrawiam serdecznie

Skomentuj