Ruszyłem dalej na północ. Zaledwie kilka metrów dalej zielony gąszcz skrywał kolejną niespodziankę. Stary dom na brzegu, dom a raczej to co z niego zostało na samej plaży. To już Anse Caiman – nareszcie. Trzecia próba dotarcia tutaj okazała się ostateczną. Udało się! Jednak nie spodziewałem się tutaj takiego widoku. Po skromnym domku zostały tylko zewnętrzne ściany, które dzisiaj służą tym, którzy tutaj dotarli do wydrapania na nich swoich imion, dat, wyznań miłości. Kto mógł tutaj mieszkać, tuż na brzegu tej zagubionej plaży?

Wybudowanie w tym miejscu nawet skromnego domu musiało być wyzwaniem. Dostarczenie materiałów budowlanych lądem jest niemożliwe. Nie ma tutaj drogi, którą przejechałby samochód a raczej przynoszenie na swoich barkach ton cegieł przez góry i las nie wchodzi w grę. Zostaje tylko droga wodna. Łódź to jedyna możliwość. Zapewne właśnie w ten sposób, jakąś małą łódką ktoś mozolnie zwoził tutaj to wszystko czego potrzebował do wybudowania swojego domu. Dlaczego akurat tutaj w miejscu tak oddalonym od La Passe, gdzie nikt inny nie mieszka?

Może właśnie dlatego, że tutaj nie ma sąsiadów? Może właśnie dlatego żeby mieć święty spokój i swoją własną plażę tuż za progiem? Trud wybudowania tego domu musiał być duży. Jednak kto z nas nie chciałby wychodząc za próg własnego domu być od razu na plaży?! Zasypiać i budzić się przy szumie fal? Mieszkanie na takiej plaży, w takim otoczeniu na pewno sprawiało wiele przyjemności. Na pewno więcej niż codzienny trud zwykłego życia, bo raczej mieszkał tutaj ktoś z miejscowych. Droga łodzią do portu nie zajmuje  zapewne więcej niż 10 minut. Jednak ten ktoś opuścił swój dom. Dlaczego? Niestety tego nie wiem. Zostało to tajemnicą, która sprawiła, że Anse Caiman nabrała nowego wyrazu.

Sama plaża jest mała, zaledwie kilka metrów długości. Jak wszystkie plaże na tej wyspie z obu stron „zamknięta” jest skałami i jak na większości plamy rosnące na brzegu niemal wpadają w niebieską toń oceanu. Niestety fale są tutaj również dosyć mocne co utrudnia kąpiel. Jednak zmęczony, spocony nie mogę odmówić sobie przyjemności ochłodzenia się w tej wodzie. Oczywiście nie ma tutaj nikogo. Zbyt daleko aby komuś chciało się tutaj przychodzić. Tak blisko stąd do Anse Forumins i miejsca którędy dwa razy próbowaliśmy się tutaj dostać od północnej strony. Gdyby istniało to przejście to czas potrzebny na dotarcie do Anse Cocos można by skrócić o połowę. Zamiast okrążać wyspę od południa tutaj od północy byłoby tak blisko. Niestety jest to niemożliwe.

Wypłynąłem kawałek w głąb oceanu i spojrzałem w stronę plaży. Dopiero z tej perspektywy Anse Caiman potrafi zachwycić. To przez te ruiny domu. Teraz widać, ze został on wybudowany niemal na środku plaży tak, aby być jej centralną częścią. Tak aby widok z okien był najpilniejszy i tak aby gdyby usiąść na progu mieć przed sobą tylko ocen, granity i palmy. Pięknie! Jaką tajemnicę kryje w sobie ta plaża? Kto tutaj mieszkał i dlaczego opuścił swój dom? Nawet nie chciałem się dowiadywać. Wolę nie poznawać odpowiedzi na te wszystkie pytania. Anse Caiman ze swoją tajemnicą podobała mi się jeszcze bardziej!

2 komentarze do “Anse Caiman”

  1. Krystyna :

    A jednak!!! Gratuluję odwagi i uporu żeby tam dotrzeć! Widoki wszystko wynagrodziły,ach jak pięknie….

    Pozdrawiam

  2. Krysiu, tak jestem uparty. Poza tym liczyłem, że odkryję jeszcze piękniejsze plaże 🙂 Mogę Ci zdradzić, że jeszcze będziemy szukać jednej, kolejnej mało znanej plaży. Co z tego wyjdzie? W następnych odcinkach 🙂

    Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj