Po południu wracamy poleniuchować jeszcze trochę na wspaniałą Anse Source d’Argent z nadzieją, że nie będzie już tyle osób. Na parkingu zastajemy jeszcze jednak sporo zaparkowanych rowerów 🙁 ale w restauracji tuż obok zajęte są niemal wszystkie stoliki, więc chyba turyści jedzą późny obiad i mam nadzieję, że wracają do hoteli. Znowu nie mogę się napatrzeć na ścieżkę prowadzącą na plażę, wijącą się między palmami i olbrzymi skałami. Na szczęście tłumów nie widać. Pojedyncze osoby, gdzieniegdzie starają się dyskretnie plażować. Gdzieś podświadomie szuka się na tutejszych plażach samotności.

Jest późne popołudnie i słońce ciepłym światłem oświetla wybrzeże. Jest jeszcze piękniej niż rano. Skały wydają się niemal miękkie. Wielkie granity wygładzone przez fale i deszcze spoczywają tutaj od milionów lat. Teraz w tych łagodnych promieniach zachodzącego słońca mienią się różnymi kolorami. Od czarnych poprzez popielate aż do żółto – złotych po różowe. Bajka! Ocean lekko szumi, jest bardzo spokojny i taki ciepły. Zewnętrzna rafa nie pozwala wdzierać się tutaj potężnym falom. Otacza nas jakiś trudny do pisania spokój i sielanka.

Piasek parzy w stopy. Choć nie jest on tutaj tak miałki jak na innych plażach i w wielu miejscach leży dużo odłamków rafy koralowej to trudno narzekać na jego jakość. Znajdujemy ustronne miejsce pomiędzy dwoma wielkim głazami. Malutka zatoczka ma może ze 2 metry kwadratowe, dla nas w sam raz. Zasłonięta skałami o wysokości jakiś 4 metrów daje poczucie odizolowania i świętego spokoju. Nawet gdy przypadkiem ktoś tutaj wejdzie szybko ucieka, bo nikt nie szuka tutaj towarzystwa. Ocean dookoła ma również różne barwy. W wielu miejscach na dnie rośnie trawa morska i w tych miejscach ocean jest ciemniejszy, tam gdzie jest tylko piasek jest błękit a tam gdzie rafa jest jeszcze inny kolor. Lazur, zieleń, błękit i granat tworzą fantazyjne plamy i wzory. Tę grę kolorów widać dokładnie dopiero gdy wejdziemy na jeden z wielkich głazów. Z góry widok jest fenomenalny. Teraz się nie dziwię, że uznano ta plażę za najchętniej fotografowaną na świecie.

Krążąc po kolana w wodzie szukamy najlepszego miejsca na zdjęcia. Wiele skał można obejść tylko w czasie odpływu. Wówczas plaża jest inna, zmienia się. Rano nie dostrzegaliśmy tych miejsc, które zachwycają nas teraz. Znajdujemy dwa płaskie, podłużne dosyć duże kamienie, które są wydrążone w środku. Tworzą kamienne wanny. Długie na jakieś dwa metry z wysokim bokami w środku są wydrążone przez fale. Kładziemy się w nich ciesząc przy tym jak dzieci. Ciepła woda masuje nasze ciała a kamienna wanna jest tak gładziutka wewnątrz jakby zrobił ją człowiek. Czujem się niemal jak byśmy byli w spa.

Zatoka Srebrnego Źródła to tak naprawdę kilka plaż. Niestety nie ma zbyt dokładnych map i turyście ciężko odróżnić, która jest która. Nie ma to zresztą większego znaczenia, bo i tak wszystkie są prześliczne. Poza bajkową scenerią, którą tworzą palmy, błękit oceanu są tutaj również miejsca dość surowe. Takie miejsca trzeba odkrywać na własną rękę. Jednak wystarczy otworzyć szeroko oczy i wejść między ogromne granity. Są miejsca gdzie nie ma widoku na palmy i piasek. Są miejsca gdzie są tylko wysokie skały i rozbijajże się o nie fale. Ciężko tam dotrzeć z aparatem ale podczas odpływu staje się to możliwe. Takie miejsca pokazują zupełnie inne oblicze tego zakątka. Trochę jak na innej planecie. Na planecie gdzie są tylko skały o kształtach, które do tej pory były dla nas nieznane.

Mieliśmy po kilku dniach takie powiedzenie, że jeżeli zrobiłeś 500 zdjęć na jednej plaży i ciągle masz wrażenie, że czegoś nie sfotografowałeś to znaczy, że jesteś na La Digue! To prawda, nawet gdy po raz kolejny wracaliśmy w te same miejsca to i tak były one inne. Dotyczy to przede wszystkim Anse Source d’Argent. To bajkowe miejsce zasługuje na wszystkie zachwyty jakie krążą o nim na całym świecie. Nie ma w tym ani grama przesady. To jedno z tych miejsc, które w rzeczywistości wygląda lepiej niż na pocztówkach. W ten pierwszy dzień, gdy tu byliśmy odkrywałem tę plażę przez wiele godzin. Ciągle mnie zachwycała czymś nowym. Jak się okazało później, bo bywaliśmy tutaj często tak samo było za każdym razem. Bez wątpienia to najpiękniejsza część naszego świata. Matka Natura musiał chyba być na haju gdy tworzyła to miejsce :)!

Gdy słońce już zachodziło na plaży zostaliśmy właściwie sami. Kilka osób w zamyśleniu siedziało gdzieś po bokach i wpatrywało się w ten cud natury. Okazało się, że nawet w tak popularnym miejscu, na tak popularnej plaży można znaleźć kilka chwil gdy nie ma tłumów. Co prawda tylko w ten jeden jedyny dzień i już nigdy więcej nie udało nam się tutaj być niemal w samotności ale to tylko dowód na to, że można. Nieprawdą jest to, że to miejsce jest zawsze zatłoczone. Takie wrażenie wywożą z wyspy tylko Ci, którzy przypływają tutaj na dzień czy dwa. Wówczas brakuje czasu aby wracać w e same miejsca. Gdy spędza się na La Digue całe swoje wakacje jest zupełnie inaczej. Jest czas, nie ma pośpiechu, nie ma biegania od plaży do plaży. Można obserwować jak wybrzeże się zmienia pod wpływem odpływów, pod wpływem promieni słonecznych padających pod różnym kątem w ciągu dnia. Wówczas mamy rzeczywiście szanse poczuć się tutaj jak w mitycznych ogrodach Edenu, bo ja wierzę, że były on właśnie tutaj!

Skomentuj