Nuda, nuda, nuda!!! Ja wiem, że ciągle tylko piękne widoki, szmaragdowy ocean i zielone palmy. Można wykrzyknąć – ileż można! Niestety La Digue to właśnie taka nudna wyspa. Wyspa, która nawet nie pozwala spokojnie jechać rowerem przed siebie. Ledwo się rozpędziłem, bo tym razem więcej jest z górki a już mocno hamowałem, bo nie mogłem tak po prostu ominąć kolejnego pięknego miejsca!

Już teraz wiem dlaczego wszystkie rowery dostępne na wyspie mają tak słabe hamulce :). Gdyby ograniczyć urlop spędzany na La Digue tylko do wschodniego wybrzeża tej wyspy to i tak jest tych plaż aż nadto! Po raz pierwszy w życiu nie umiem się zdecydować gdzie spędzić większość czasu w tym dniu. Czy to właśnie dlatego jednodniowi turyści tak pędzą przed siebie aby zobaczyć jak najwięcej? Zdecydowanie tak! Gdy zobaczy się pierwszą plażę, potem drugą i ma się świadomość, że za kolejnym zakrętem jest kolejna „perełka” człowiek wariuje i pędzi przed siebie. Chce chłonąć to wszystko co stworzyła tutaj matka Natura. Pamiętajcie nie przyjeżdżajcie na La Digue na jeden dzień! No chyba, że lubicie siedzieć w porcie czekając na prom powrotny i płakać, jak wielu innych przed Wami.

Trzeba dać tej wyspie czas. Czas na to żeby odkrywać właśnie te nienazwane, poukrywane wśród palm i skał cudowne miejsca. Czas na to aby nasze umysły wróciły na zwykłe tory po zachłyśnięciu się tą gigantyczną przyrodą i abyśmy mogli dostrzec, tak naprawdę co jest dookoła. Czas aby ochłonąć. Nagromadzenie tylu „achów’ i „ochów” odbiera nam jasny punkt widzenia. Niemal wariujemy od tego wszystkiego co widzimy.

Najrozsądniej byłoby pokonać cała tą drogę od portu La Passe aż do Anse Fourmis pieszo. Spokojnie, po woli, krok za krokiem odkrywać wszystkie zakamarki wybrzeża. Te kilka kilometrów wystarcza mi za połacie plaż na Kubie, za idealną Diani Beach w Kenii i za wszystkie plaże, które do tej pory widziałem. Tutaj na La Digue co kilkanaście metrów znajdujemy odpowiedniki tamtych plaż w ich mikroskopijnej wersji. Pomiędzy granitami o fantazyjnych kształtach zawsze znajdzie się prywatny kawałek raju.  W te miejsca można wracać nieskończoną ilość razy. Zawsze spotka nas zachwyt i poczucie, że tak nudzić chcielibyśmy się zawsze i do końca swojego życia!

2 komentarzy do “Gdzieś pomiędzy cz.3”

  1. Krystyna :

    Dziękuję za następną część wspomnień!

    Pozdrawiam:)

  2. Ja również pozdrawiam i zapraszam do zaglądania :) Mam nadzieję, że nie zanudzę :)

Skomentuj