Chyba już zapomniałem, że mieliśmy wracać na kwaterę, bo mijając plażę Anse Severe oczywiście znowu się zatrzymujemy. Nie może być inaczej! Rowery „idą” między drzewa a my tradycyjnie zalegamy na piasku. Tym razem powód jest banalnie prosty, choć zaskakujący. Byliśmy tutaj rano, było pusto i spokojnie. Teraz jest zupełnie inaczej.

 

Późnym popołudniem jest na plaży kilkanaście osób, więc jak na warunki seszelskiej plaży istny tłok, ale przede wszystkim sama plaża i ocena wyglądają zupełnie inaczej. Jeszcze jeszcze piękniej. Powoli zachodzące słońce ciepłym światłem oświetla wybrzeże. Jest jakoś łagodniej, przybrzeżne skały wydają niemal miękkie a ocean jest spokojny i tylko lekko szumi. W tym popołudniowym świetle wszystko jest jakby płynne, miękkie a lazur wody przetykany srebrną poświatą przebłyskującego słońca zza chmur. Ta sama plaża a jakby inna. Widok przepiękny.

Sama plaża jest znacznie szersza niż była rano – jest odpływ. Znajdujemy ustronne miejsce w cieni dużego drzewa aby schronić się przed słońcem i ludźmi, którzy plażują obok. Ze wszystkich północnych plaż tutaj są najlepsze warunki do pływania na wyspie. Co prawda głębiej robi się dosyć daleko od brzegu ale za to nie ma silnych prądów i fal. Wreszcie można popływać do woli. Poza tym w wielu miejscach utworzyły się małe zatoczki gdzie woda jest jeszcze cieplejsza i można wylegiwać się jak w wannie! Płycizna pozwala również obejść przybrzeżne skały, wspiąć się na nie i spojrzeć na plaże z zupełnie innej perspektywy od strony oceanu. Jest na co patrzeć!

W takich okolicznościach przyrody mija nam ten pierwszy dzień (choć drugi dzień naszego pobytu) poznawania La Digue. Wiedziałem, ze wyspa jest piękna ale nie spodziewałem się, że może być tak różnorodna na przestrzeni zaledwie 4 kilometrów. Siedząc na białym piasku zastanawiam się czy rzeczywiście mogą być jeszcze piękniejsze te miejsca, które powszechnie uznawane są za najpiękniejsze na wyspie a których jeszcze przecież nie widzieliśmy? Skoro już to wybrzeże tak zachwyca to jak będą wyglądały najbardziej podziwiane przez cały świat najsłynniejsze i najpiękniejsze plaże La Digue? Ciężko to sobie wyobrazić.

Na takim dumaniu i zastanawianiu się łapie nas zmrok. Czas wracać na kolację. Opuszczamy Anse Severe, wsiadamy na rowery i w ciągu 5 minut mijamy centrum La Passe i wjeżdżamy w ciemność :). Niestety na wyspie nie ma zbyt wielu latarni. Właściwie można powiedzieć, że nie ma ich wcale! My nie zabraliśmy latarek, więc musimy uważać na drogę a przede wszystkim na spacerujących ludzi. Na szczęście nie mamy daleko. W tej szerokości geograficznej zmrok zapada wcześnie i nagle. Gdy dojeżdżamy na naszą kwaterę jest już ciemno jak w nocy a nie ma jeszcze 19.00.

Tym razem kolację jemy w towarzystwie naszych sąsiadów, dwójki Włochów, którzy jak się później okazało będą jadać z nami codziennie. To niewątpliwie zasługa naszego gospodarza a raczej jego brata, który pełni rolę kucharza i gotuje tak świetnie, że deser po kolacji właściwie wciskam w siebie na siłę. Przy stole towarzyszą nam również dwa psy i kot. Wcześniej gospodarz zapytał czy zwierzęta nie będą nam przeszkadzały, bo jeżeli tak to je pozamyka. Oczywiście nie przeszkadzały, zwłaszcza mała Czikita, uroczy szczeniak, który dzielnie z kotem walczył o każdy kęs z naszego talerza (i często te pojedynki wygrywał).

Na La Digue wcześnie chodzi się spać. Już około 22.00 ziewamy i nie pomaga nawet kolejna szklaneczka Takamaki. Na wyspie nie ma żadnej rozrywki. No, można pójść wieczorem do miejscowego kasyna, ale to nie nasza bajka. Siedzimy zatem jeszcze chwilę przed naszym pokojem, sącząc drinki i nadal zachwycamy się tym co dzisiaj zobaczyliśmy. Na szczęście komary już przestały latać (najwięcej jest ich gdy zapada zmrok) i nawet jaszczurki już nie biegają po ścianach. Zastanawiamy się gdzie jutro pojechać, na którą plażę? To jest największe zmartwienie jakie można mieć w tym miejscu na ziemi :)! Postanawiamy decyzję odłożyć do jutra i pójść spać. Skoro kładziemy się „ z kurami” to i wstajemy gdy zapieje pierwszy kogut. Wierzcie mi, koguty pieją tutaj wcześnie i głośno a najgorsze jest to, że jak zapieje pierwszy to za chwilę pieją wszystkie koguty na wyspie!

 

Skomentuj