Z próby dostania się na plażę Anse Caiman wyszliśmy pokonani przez naturę i ledwo żywi ze zmęczenia. Poza kilkoma zdjęciami, które udało się zrobić pamiątka są czerwone bąble na nogach i rękach od ugryzień komarów. Dobrze przynajmniej, że tutejsze komary nie roznoszą np. malarii. Całe Seszele są wolne od chorób, wiec jadąc tutaj nie musimy obawiać się zarażeniem jakąś chorobą tropikalną. Na szczęście plaża Anse Fourmis jest tuż, tuż. Jest to na wschodnim wybrzeżu ostatnia plaża położona tuż przy drodze. Zarazem jest to po Anse Severe kolejna zupełnie niedoceniana plaża na wyspie.

Pewnie jej położenia na samym końcu powoduje, że Ci którzy tutaj docierają zawracają widząc koniec drogi albo po prostu nie mają czasu aby tutaj się zatrzymać i docenić tą plażę. Choć bezpośrednio z drogi nie prezentuje się tak malowniczo jak inne plaże na wyspie to jednak gdy już się rozejrzymy dokładniej to od razu zmienia się zdanie. Mimo, że kilka osób kończy w tym miejscu swoje zwiedzanie wyspy nikt nie decyduje się na plażowanie, wracają w stronę portu. Na nasze szczęście znowu jesteśmy na plaży sami i mamy ją całą dla siebie.

Ten pierwszy dzień jest dla nas mimo wszystko niesamowicie łaskawy. Od samego rana mamy ogromne szczęście do pustych plaż. Właśnie doświadczenia tego pierwszego dnia powodują, że cały nasz pobyt będzie pod hasłem: szukamy pustej plaży! Jakby na przekór temu, co mówią inni dla mnie La Digue przez cały mój pobyt zawsze miała jakiś pusty skrawek fantastycznej plaży tylko dla nas. Opinie turystów, którzy wpadają na wyspę tylko na dzień lub dwa są czasami zgoła zupełnie inne. Widocznie my mamy szczęście albo nie spiesząc się, po prostu mam czas aby dostrzec te zakątki, które na pierwszy rzut oka nie są tak spektakularne a mimo wszystko potrafią zachwycić. Dzisiaj już wiem, że na La Digue nawet tydzień nie wystarczy. Nas jednak wyspa „rozpieszczała” od samego początku :).

Wracając do Anse Fourmis. To jedna ze spokojniejszych wschodnich plaż. Nie ma tutaj zbyt duzych fal i silnych podwodnych prądów. W oceanie jest również stosunkowo mało kamieni czy odłamków raf więc w wielu miejscach pod stopami mamy piasek i można kąpać się tutaj bez żadnych przeszkód. Moim ulubionym do odpoczynku i opalania stał się zakątek tuż przy pięknych pochyłych palmach. To chyba pierwsze naturalne miejsce, które znane jest nam wszystkim z typowo folderowych widoków. Pochyłe palmy, pudrowy piasek i błękit oceanu. Strasznie mi się tutaj spodobało. Miejsce to stało się jednym z moich ulubionych miejsc do samotnego plażowania. Zawsze gdy tutaj przyjeżdżałem było tutaj pusto i spokojnie a miejsce pod palmami zawsze czekało :). No i leżąca kawałek dalej i świetnie widoczna ale niedostępna, przynajmniej od tej strony wybrzeża plaża Anse Caimn ciągle kusiła. Leżąc po palmą, jak na prawdziwych wakacjach przystało ciągle zastanawiałem się jak dostać się na tajemniczą plażę widoczną po prawej stronie?

Skomentuj