Rano budzi mnie wspaniałe słońce. Po deszczowych chmurach nie ma nawet śladu. Szybko jemy śniadanie i wsiadamy na rowery. Plan na dzień dzisiejszy dzień jest dokładnie taki sam jak wczoraj. Jedziemy zatem tą samą trasą na plaże, które położone są najbliżej portu. Tym razem pogoda jest idealna. Szybko mijamy La Passe gdzie zatrzymujemy się przy sklepie tylko po to aby uzupełnić zapasy do „plecaka – lodówki” tak aby przez cały dzień mieć coś zimnego pod ręką do picia. Zaraz za malutkim półwyspem Point Cap Barbi znajduje się cel naszej wycieczki.

Anse Severe – dzika plaża. To pierwsza plaża, którą zazwyczaj odwiedza się na wyspie. Jest bliziutko portu, więc wszyscy kierują na nią swoje pierwsze kroki. Dla mnie to w ogóle pierwsza plaża, którą widzę w słońcu na Seszelach. Jestem pod wielkim wrażeniem, dosłownie wszystkiego! Pochyłe palmy (co prawda tylko jedna wśród skał), niesamowite granity, krystaliczna woda, drobny, jasny piasek i cały brzeg porośnięty zielonymi krzakami i plamami. Zieleń jest soczysta, bujna a woda w oceanie ma kolor szmaragdowy! Jeszcze na dodatek malowniczości miejscu dodaje powalone stare drzewo leżące na brzegu, które świadczy o tym, że człowiek nie ingeruje tutaj w przyrodę. To jedna z największych zalet tutejszych plaż, są takie jakimi stworzyła je natura. Nikt nie przywozi tutaj piasku, nikt nie sadzi palm. Nie ma też parasoli, leżaków, sprzedawców i tego wszystkiego co świetnie znamy z plażowych kurortów. Jesteśmy my i natura.

Zostajemy tutaj na dłuższy czas, nie musimy się nigdzie spieszyć. Mam czas aby napawać się widokami i radością bycia tutaj samemu. Jedną z rzeczy o jakiej marzyłem przed przyjazdem tutaj to właśnie takie chwile aby pobyć na plaży zupełnie sam. La Digue mimo, że nie jest wyspą nieznaną gwarantuje, że zawsze znajdziemy plażę i kilka godzin na niej aby uciec od ludzi, pobyć sam na sam z oceanem. Następni plażowicze pojawiają się po jakiejś godzinie. Bywamy na tej plaży jeszcze wielokrotnie podczas naszego pobytu. Uważam, że jest to najbardziej niedoceniona plaża na wyspie. Jej zalety to bliskość, drobny piasek niczym mąka, zielona, bujna roślinność dookoła, piękny widok na Praslin no i te granity. Zarówno prawa jak i lewa strona plaży otoczona jest tym z czego najbardziej słyną Seszele pięknymi granitowymi skałami. Plaża chroniona jest przybrzeżną rafą, więc bywa tutaj bardzo spokojnie. Co prawda w kolejnych dniach to zazwyczaj tutaj właśnie spotkamy stosunkowo najwięcej plażowiczów ale plaża jest dosyć duża i ludzie giną gdzieś w zaroślach, bo każdy szuka odrobiny spokoju i intymności. Jednak nam udało się w ten pierwszy dzień być na plaży samemu. Nigdy później nie miałem już takiego szczęścia na Anse Severe. Może właśnie dlatego, że poczułem jaki to luksus mieć plażę tylko dla siebie, szybko właśnie takie chwile stały się jakby podstawą planowania naszego pobytu na wyspie. Mimo, że tłumów nie ma nigdy i nigdzie to tutaj na La Digue gdy na plaży było kilkanaście osób ja czułem się już źle i uciekałem w kolejne puste miejsce.

Na wyspę dociera bardzo wielu turystów, którzy przypływają tutaj na jeden bądź dwa dni. Chcą oni wówczas zobaczyć jak najwięcej się da. Tacy turyści odbierają zazwyczaj wyspę zupełnie inaczej niż Ci, którzy spędzają tutaj kilkanaście dni. W pośpiechu „oblatują” wszystkie plaże (a jest ich sporo) nawet nie mając czasu na kąpiel czy jakiś odpoczynek. Zazwyczaj takie wycieczki odbywają się w grupie wszystkich tych, którzy danym promem przypłynęli na wyspę. Chodzą tą sama trasą i zazwyczaj nie mają okazji zaznać spokoju i ciszy. Jest wówczas gwar i harmider. Niestety w takich warunkach cała wyspa traci swój urok. Jest zupełnie niedostrzegalny jej spokój i tak na prawdę wiejski charakter. Robi się typowy turystyczny kurort. Zupełnie inaczej jest gdy mamy szansę pobyć na wyspie nieco dłużej i nie mamy presji czasu. Można tak zaplanować sobie dzień aby właśnie uniknąć tych tłumów jednodniowych turystów i cieszyć się ciszą, samotnością na pięknej plaży. Szybko uczymy się jak planować kolejne dni wykorzystać możliwość spędzania jak największej ilości czasu na pustych plażach. Jeździmy „pod prąd” w odwrotnym kierunku niż Ci, którzy wpadają tutaj na chwilę i robią „maraton” plażowy. Zazwyczaj to właśnie Anse Severe jest tą plażą najbardziej zatłoczoną. To tylko  5 minut pieszo od portu, więc nawet Ci, którzy nie wynajmują rowerów trafiają tutaj od razu. Również okoliczne hotele przywożą tutaj swoich gości gdyż jest to jedna z plaż z najlepszymi warunkami do opalania czy pływania. Ocean jest spokojny a brak silnych prądów zapewnia bezpieczeństwo pływania.

Jak na większości plaż na wyspie także i tutaj jest w wodzie jest wiele skałek, kamieni, odłamków przybrzeżnej rafy, muszelek itp., wiec trzeba uważać wchodząc boso do wody albo mieć buty. Gdy pojawiają się kilka osób na plaży kieruję się w lewą stronę gdzie widać piękne granitowe skały. Po raz pierwszy w życiu widzę na własne oczy to co wielokrotnie oglądałem na pocztówkach lub zdjęciach. Granity wyglądają fantastycznie a plaża wydaje mi się najpiękniejszą na świecie.  Mam tak, że jak mi się gdzieś podoba to „głupieję” i tracę rozsądek i uwagę wpadam w jakąś szaloną ekscytację. Na efekty takiego zachowania nie musze długo czekać. Zapominam, że skały są śliskie i niestety wpadam pomiędzy nie! Wystarczył moment nieuwagi. Efekt? Rozwalony mały palec u ręki, podrapane przedramię i rozwalony mały palec u nogi! Pierwsza krew się polała, zawsze tak mam J Zastanawiam się czy nie zwabi to tego rekina, który grasuje na Praslinie a o którym dosyć mocno nawet w Polsce mówiły wszystkie media! Rekiny na Seszelach właściwie nie bywają. Woda jest dla nich zbyt ciepła wiec nie przepadają za tymi rejonami. Jednak jeden się „zaplątał” i grasował u wybrzeży wyspy położonej około 5 kilometrów dalej. Mam jednak nadzieję, że przybrzeżne rafy chroniące Anse Severe skutecznie go powstrzymają.

Anse Severe jak wszystkie pozostałe plaże ma wiele obliczy. Jeżeli się jest tutaj tylko raz, przez chwilę nie sposób dostrzec jak ta plaża się zmienia. Zmienia się pod wpływem światła, odpływu, przypływu.  Za każdym razem jest inna i jeszcze piękniejsza. Zazwyczaj po męczącym dniu właśnie tutaj odpoczywaliśmy i za każdym razem ta plaża mnie zaskakiwała. Dzisiaj już wiem, że aby dostrzec piękno danego miejsca trzeba w nim spędzić więcej czasu niż kilka czy kilkanaście minut. Jednodniowi turyści nie mają szansy tak naprawdę przekonać się jaka jest La Dique. Szkoda, bo wyspa jest jedną z najpiękniejszych na świecie tylko trzeba jej dać szansę.

Skomentuj