Zaledwie kilkadziesiąt metrów z hotelem L’Ocean znajduje się kolejna plaża, tym razem jest to Anse Patates. Jest to najbardziej na północ wysunięta plaża na wyspie. Z drogi nie wygląda na bardzo interesującą ale wcześniej czytałem, że to jedna z najładniejszych plaża na wyspie. Wielu turystów jadących drogą zatrzymuje się w tym miejscu i … jedzie dalej. My oczywiście postanawiamy spędzić tutaj trochę czasu tym bardziej, ze znowu mamy szczęście i na plaży nie ma nikogo! Będziemy sami. Jak się później okazało już nigdy więcej nie mieliśmy takiego szczęścia aby być tutaj bez towarzystwa innych ludzi.

Plaża jest mała i na pierwszy rzut oka z drogi nie wygląda zbyt interesująco. Schodzimy z wysokiego brzegu po rozsypujących się schodkach i „lądujemy” na piasku. Dopiero z tej perspektywy dostrzegam to o czym mówiło tak wiele osób. Plaża jest fantastyczna! Kameralna i niezwykle urokliwa. Skały po prawej stronie tworzą istny labirynt. Wchodząc pomiędzy nie znajdujemy niewielka łachę piasku gdzie rozbijamy nasz „obóz”. Dookoła otaczają nas wielkie granity a fale z hukiem rozbijają się o te wielkie skały. Przez setki czy miliony lat oceaniczne fale, deszcz i wiatr wyrzeźbił granity w fantazyjne kształty. Tylko od naszej wyobraźni zależy co tak naprawdę ujrzymy.

Choć dosyć wysokie fale raczej nie pozwalają na beztroskę kąpiel to wśród skał można znaleźć spokojniejsze miejsca do pływania. Niestety w wodzie znajduje się dużo kamieni czy resztek rafy koralowej więc trzeba uważać aby nie pokaleczyć stóp lub wchodzić do wody w butach. Gdy ocean jest spokojny jest to także dobre miejsce do pływania z maska i rurką. Rafa położona jest dosyć płytko więc trzeba uważać na fale, które w tym miejscu potrafią być silne. Koralowce nie robią jakiegoś wielkiego wrażenia, ale bogactwo ryb – owszem. Polecam pływanie tuż przy największych skałach.

Roi się tutaj od kolorowych rybek, które tak samo walczą z silnym prądem jak ja. Jednak widok papugoryb i wielu innych, których nazw nie znam wynagradza wszystko. Spędzamy na tej plaży kilka godzin błogo wylegując się w słońcu. Od czasu do czasu chowamy się w ceń pod rosnące na plaży pochyłe palmy. Już wiem, że to miejsce będzie należało do jednego z najbardziej przez nas ulubionych. Plaża jest fantastyczna. Choć bardzo podobała mi się Anse Severe, która była pierwszą z seszelskich plaż jaką widziałem, to jednak ta jest zupełnie inna. Jej urok to przede wszystkim kameralność i malowniczość. To tutaj po raz pierwszy można do woli napatrzeć się na niesamowite formacje skalne z których słyną całe Seszele.

Wreszcie chyba poczułem, że znalazłem się w miejscu, które kiedyś oglądałem tylko na pocztówkach i w folderach turystycznych. Mógłbym spędzić tutaj cały dzień, ba mógłbym na tej plaży spędzić cąłe wakacje!  Tym bardziej, że gdy zaczyna się przypływ miejsca na piasku jest coraz mniej i właściwie nikt Iny nie znajdzie już miejsca aby tutaj przycupnąć. Jest cicho i spokojnie. Po piasku biegają kraby, które wychodzą z licznych norek bo nikt nie zakłóca ich spokoju. Mimo tego, że nad plażą ulokował się hotel Patatran w żaden sposób nie przeszkadza to w błogim odpoczynku. Skoro tutaj jest tak pięknie to co oferują kolejne plaże? Wsiadamy na rowery i jedziemy na południe już po wschodniej stronie wyspy ciekawi czy każda kolejna plaża okaże się ładniejsza od poprzedniej? Czy w ogóle jest to możliwe?

Skomentuj