Pijąc pyszny, gęsty sok owocowy spoglądamy na Anse Banane. Stojąca tutaj knajpka jest skromna, zbita z desek ale mimo wszystko klimatyczna no i przede wszystkim z przepięknym widokiem na ocean. Chyba nigdzie na wyspie nie serwują tak pysznych soków ze świeżych owoców jak właśnie tutaj. Naszym ulubionym jest sok wieloowocowy (cena ok. 2,5 euro za dużą szklankę). Mix kilku świeżych owoców z pokruszonym lodem smakuje wybornie a zawsze dostajemy jeszcze gratis kawałek orzecha kokosowego do podgryzania. W knajpce sympatyczny właściciel serwuje również posiłki. Jak dało się zauważyć gotowane są w domu przez jego żonę. Jedzenie musi być smaczne, bo zawsze gdy tutaj jesteśmy są goście na posiłek. Na pewno serwowana tutaj kuchnia jest autentyczną kuchnią kreolską.

Sama plaża jednak nie robi żadnego pozytywnego wrażenia. W porównaniu z poprzednimi można powiedzieć, że tej plaży nie ma. Wąski (w czasie przypływu) pas pisku oddzielony od drogi murkiem nie zachęca do spędzania tutaj czasu. Oczywiście zarówno po prawej jak i lewej stronie plaży są skały granitowe ale także i one nie są tak malownicze jak przy innych plażach. Piasek również tutaj wymieszany z drobnymi kamyczkami, pokruszonymi muszelkami i odłamkami rafy koralowej nie zachęca.

Choć nazwa plaży wskazuje, że rosną tutaj banany to niestety tak nie jest. No chyba, ze weźmiemy pod uwagę klika bananowych drzew, które rosną w przydomowym ogrodzie właściciela baru. Jednak dla niektórych turystów plaża ta stanowi świetną alternatywę dla bardziej zatłoczonych miejsc. Tutaj zazwyczaj mamy szansę na posiadanie całej plaży tylko dla siebie. Większość turystów na plażowanie wybiera inne miejsce. Atutem jest także bar, do którego w każdej chwili można podejść się czegoś napić czy zjeść posiłek. Plaże na Seszelach nie są zagospodarowane więc knajpka tuż przy plaży jest atutem w tym miejscu.  Poza tym czuć tutaj fantastyczny, wiejski charakter La Digue. Można obserwować miejscowych rybaków, którzy łowią ryby, dookoła biegają kury, pasie się krowa a dzieciaki biegają po drodze bawiąc się beztrosko. Trochę lokalnego życia na wyciągnięcie ręki. No i w każdej chwili można pogłaskać Wielkiego Dżordża, który  jak to żółw wolno spaceruje w okolicy!

2 komentarze do “Anse Banane”

  1. Krystyna :

    Z ogromną przyjemnością przeczytałam wspomnienia z Seszeli:) Przepięknie napisane, a zdjęcia naprawdę wyjątkowe!!!
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że Ci się podoba i zapraszam do zaglądanie na bloga bo o Seszelach będzie dużo więcej 🙂

    pozdrawiam serdecznie

Skomentuj