Afryka to jedno z tych miejsc na świecie gdzie raczej trudno, nam turystom jeść coś na ulicy. Złe warunki sanitarne, upał, wszechobecny kurz nie sprzyjają kupowaniu jedzenia na przeróżnych targach. Od tego stereotypu zdecydowanie odbiega Stone Town. Tuż nad wodą, na placu przy Forodhani Gardens a nieopodal House of Wonders, codziennie wieczorem rozkłada się targ spożywczy. Tutaj można nasycić zarówno oczy jak i żołądki.

Bogata historia Zanzibaru spowodowała, ze kuchnia na wyspie jest bardzo urozmaicona. Znajdziemy tutaj zarówno kuchnię arabską jaki kuchnię afrykańską a to wszystko okraszone kuchnią hinduską. Czy takiej mieszance smaków, zapachów i kolorów można się oprzeć? Nie, nie można! Tropikalna obfitość wyziera tutaj niemal zza każdego rogu. Niesamowita zieleń, kolorowe owoce, dorodne warzywa, najsławniejsze i najbardziej aromatyczne przyprawy, ryby i skorupiaki w każdym kolorze tęczy , to wszystko powoduje, ze na wyspie można dostać kulinarnego zawrotu głowy.

Lokalna kuchnia (często określana kuchnią Suahili) pachnie kardamonem, cynamonem, pieprzem, gałką muszkatołową i goździkami. Jest pikantna od papryczek chilli choć często ostry smak łagodzony jest mlekiem kokosowym lub sezamem lub orzechami. Podstawą tej kuchni są oczywiście ryby i owoce morza. Bogactwo oceanu, jak zresztą w większości państw wyspiarskich, króluje na talerzach. Zawsze świeże, zawsze kolorowe owoce morza tutaj są chyba najlepsze na świecie.

Warto tak zaplanować swoją wizytę w Stone Town aby w godzinach wieczornym znaleźć się właśnie na targu na nabrzeżu. Jest to raj dla odkrywców smaków Zanzibaru. Codziennie gdy słonce chowa się za taflą oceanu miejscowi sprzedawcy rozstawiają swoje stoły, przykrywają je czystymi obrusami rozpalają prowizoryczne grille. Nad całą okolicą roznosi się zapach palonego drewna i smażonego mięsa. Rozmawiając ze sobą, żywo gestykulując przygotowują szaszłyki z krewetek, porcjują barakudy, wielkie tuńczyki. Kroją ośmiornice i kalmary ale też wyrabiają ciasto na pizzę czy robią frytki. Tutejszą specjalnością są małe szaszłyczki (mishikaki), rodzaj przekąski z kurczaka, wołowiny lub wątróbki. Na stołach pojawiają się również sterty pomidorów, cebuli, sałaty, manioku  a także poukładane w wysoką wierzę lokalne pieczywo i naleśniki nadziewane farszem warzywnym lub mięsnym. Wszystko jest świeże, kolorowe i pachnące. Tutaj nie można się czymś zatruć, tutaj wszystko jest pyszne, zdrowe i na dodatek tanie.

Gdy już się najemy tak, że niemal będziemy pękać nie wolno zapomnieć o przepysznych bananach czy soczystym słodkim mango. Owoce to również skarb wyspy. Świeże, zerwane prosto z drzewa mają niepowtarzalny smak i aromat. Aby to wszystko przetrawić i nasycić się jeszcze widokami i zapachami warto przysiąść w spokojnym miejscu ze szklaneczką soku z trzciny cukrowej w reku. Orzeźwiający sok z dodatkiem imbiru i limonki dopełnia całości tej uczty. Sok wyciska się z długich tyczek w specjalnych urządzeniach wyglądających trochę jak nasza poczciwa pralka „Frania” a dokładniej jej górna część – wyżymaczka.  Taki długi „badyl” trzciny trafia pomiędzy dwie „rolki” i ręcznie za pomocą koła obrotowego jest zgniatany na miazgę. Wyciśnięty w ten sposób sok spływa najczęściej do zwykłej miski w której znajduje się wilka bryła lodu, więc do naszych rąk trafia pyszny schłodzony napój. Przy tej temperaturze, nawet wieczorem jest tutaj gorąco i duszno taki sok jest błogosławieństwem. Najedzeni i napojeni możecie w ciepły wieczór przyglądać się miejscowemu życiu, bo targ to nie jest miejsce tylko dla turystów. To przede wszystkim miejsce spotkań mieszkańców miasta.

Przychodzą tutaj całymi rodzinami. Wystrojone kobiety, cześć w przepięknych kolorowych sukniach suahili , te które są muzułmankami szczelnie okryte starannie dobranymi materiałami. Dużo świecidełek, eleganckie buty, markowe torebki i nieodłączne telefony komórkowe. Kolorowo ubrane dzieci, wesoło biegają dookoła i najczęściej piją coca – colę a miejscowa młodzież, „lansuje” się tak samo jak w każdym mieście europejskim. Ot, taka mieszanka arabsko – afrykańsko – indyjsko – europejska. Czy jest jeszcze takie miejsce gdziekolwiek indziej? Raczej nie, taka mieszanka możliwa jest tylko na Zanzibarze.

To tutaj, właśnie na tym targu najbardziej widać, że Stone Town ma także inne oblicze. Oblicze bardziej nowoczesne, bliższe naszej kulturze. Siedząc tutaj i obserwując wszystko dookoła znowu poczułem, że stereotypy dzikiej Afryki, które wbijano nam do głowy na temat tego kontynentu mają się nijak do rzeczywistości, która jest zupełnie inna. Warto przejechać taki kawał drogi aby nauczyć się czegoś i przekonać na własnej skórze jak inna jest Afryka. Ktoś kiedyś powiedział, że Afryki nie można zwiedzić, nie można Afryki zrozumieć. Afrykę trzeba po prostu chłonąć każdym zmysłem, wówczas można poczuć jej siłę i piękno i przekonać się jak jest w rzeczywistości. Tak siedząc i oblizując palce patrzyłem przed siebie na dogasające grille i rozchodzących się ludzi. To jedno z tych miejsc za którym tęsknię najbardziej. To jedno z tych miejsc dla których warto podróżować.

7 komentarzy do “Palce lizać!”

  1. Smakowicie :)

  2. Pisz,pisz Adamie co było najpyszniejsze.co pierwsze skosztować?Jakie owoce morza,mięska ,świerze owoce…..Jakieś pysznie wyglądające placki widziałam na zdjeciu.

  3. Oj ,przepraszam za błąd…….Dobrze ,że moje dziesko nie widzi

  4. Co pierwsze? Co pyszne? Oj Aniu sama zobaczysz, że trudno to napisać! Jednak zdecydowanie jak dla mnie najlepsze to kalmary, ośmiorniczki! Może dlatego,że za skorupiakami nie przepadam. Sam zobaczysz,że ciężko będzie się zdecydować :) No i koniecznie spróbujcie świeżego soku z trzciny cukrowej. Tylko może na początek zamówcie jedną szklaneczkę i spróbujcie czy Wam będzie smakowało :) Jak nie to w kioskach przy nabrzeżu jest cola :)

  5. Hej :)
    Ja na wielkie targowisko jedzenia na Forodhani trafiłam już mocno po zmroku i… co gorsza, po kolacji 😉 ale atmosfera jest tam niesamowita!

    Niestety nie robiłam za bardzo zdjęć, gdyż wiele osób sobie tego nie życzyło, lub wprost kazało za nie płacić. Niezbyt dobrze się z tym czułam, więc starałam się po prostu zapamiętać jak najwięcej, i tyle 😉

    Pzdrawiam!

  6. Iza, to ciekawe, gdy ja byłem nikt nie chciał pieniędzy za zdjęcia! Mało tego, sprzedawcy chętnie pozowali i się przemiło uśmiechali :) Czyżby kryzys dotarł na Zanzi?

    pozdrawiam
    Adam

  7. Hmmm, być może. W sumie między 2011 a 2014 jest 3 lata różnicy.
    W takim razie bardzo zazdroszczę Ci tych przeżyć 😉

    Pozdrawiam :)

Skomentuj