Stone Town czyli  Kamienne Miasto (od roku 2000 wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO), bo wybudowano je z kamienia a raczej z wapieni koralowych. Jak wiele miejsc w Afryce czy na świecie, kiedyś była tutaj tylko mała wioska. Jednak piękno tego miejsca dostrzegła legendarna czarna królowa Fatima, która przeniosła tutaj stolicę z pobliskiej wyspy Pemby. Wybudowano dla niej wspaniały pałac, po którym dzisiaj już nie ma nawet śladu. Jednak Kamienne Miasto to wciąż także żyjące legendy, które „burzą” krew w żyłach turystów, bo niesamowitych opowieści o wyspie i jej dawnych mieszkańcach jest dużo. Pobudzały one wyobraźnię dawnych odkrywców i podróżników a dzisiaj są skutecznym narzędziem marketingowym dla biur podróży. Kto z nas nie lubi legend, mrocznych historii i tajemnic?

Uroda tej wyspy a zwłaszcza jej strategiczne położenie stało się także jej przekleństwem. Ciągłe walki o dominację i władzę nad tym skrawkiem lądu nie pozwoliły na spokojne życie, ale za to do dzisiaj widać tutaj wpływy wielu kultur. Jedną z postaci, która odcisnęła swoje piętno na tym skrawku lądu był omański sułtan Said ibin – Sultan. Od dawna miął słabość do tej tropikalnej wyspy. Był zachwycony gdy zobaczył ją po raz pierwszy. W roku 1840 Said ibin – Sultan przenosi stolicę swojego państwa z Maskatu na Zanzibar właśnie rozpoczynając tym samym erę rozwoju wyspy.

W Kamiennym Mieście jest straszliwie gorąco. Mimo rześkiego powietrza od oceanu pot zalewa oczy a gorące powietrze niemal parzy w płucach. Żar leje się z nieba już od rana i odbija od kamiennych murów. Nieco ochłody przynosi tylko spokojny spacer wewnątrz Kamiennego Miasta. Labirynt ciasnych uliczek i zaułków, ciemnych murów, bo wilgoć już dawno „starła” biel koralowców, przyprawia nieco o klaustrofobię i poczucie nierzeczywistości. Można stracić tutaj poczucie teraźniejszości. Niektórych przytłacza ta ciasnota innym daje wytchnienie i możliwość schowania się przed światem w tych wąskich uliczkach. Na pewno jest to miejsce gdzie nikt nie zostanie obojętny.
            
		
         
            
		
        

Uliczek tego miasta nie projektował żaden architekt. Powstawały przypadkiem tak jak rosły domy i zalezały od fantazji ludzi, którzy postanowili tutaj się osiedlić. Nie ma tu regularnej siatki tych uliczek. Jedne biegną na ukos, gwałtownie zakręcają, zwężają się lub kończą w najmniej oczekiwanym miejscu. Są zupełnie nieprzewidywalne i łatwo tutaj pobłądzić, ale dzięki temu ma się wrażenie własnego odkrywania tych tajemniczych podwórek i skwerów. Nigdy nie wiadomo gdzie dojdziesz, co zobaczą twoje oczy za kolejnym niespodziewanym zakrętem. Cudownie jest się zgubić w tym labiryncie niespodzianek, niespiesznie przyglądając się ludziom i fasadom. Zapominamy o panującym upale bo zapachy i widoki rekompensują męczące spacerowanie po tym mieście.

Stone Town ciągle ma w sobie jakąś tajemnicę. Jakąś tajemną moc, której tylko trzeba się poddać. Jest tu dekadencki urok kolonii z XIX wieku, jakaś niezmierzona moc arabskiej osady jak z baśni czy wreszcie siła zupełnie współczesnego miasta. Mieszają się tutaj architektoniczne style, epoki, rasy i kultury. Ten tygiel może na początku wywołać konsternację, zmieszanie, może spowodować, że nie spodoba nam się to miejsce. Trzeba mieć oczy i umysł otwarty aby dostrzec moc tego miejsca. Z murów tego miasta można czytać jak w otwartej księdze. Proste domy, mieszają się z koronkowymi balkonami arabskich posiadłości, które z kolei zasłonięte są hinduskimi świątyniami. Wiktoriańskie pałace sąsiadują ze strzelistymi minaretami a gotyckie dzwonnice kościoła konkurują z nowoczesnym parkiem i jego altanami. W mieście jest ponad 40 meczetów, kilka świątyń hinduskich, dwie katedry chrześcijańskie i świątynia buddyjska. Rzadko zdarza się w państwie muzułmańskim tak ogromna otwartość  i tolerancja.

Marco polo był pierwszym Europejczykiem, który w roku 1295 dotarł na Zanzibar. Dzięki dziennikom, które prowadził możemy spojrzeć w przeszłość tego miejsca. Tak oto pisał o tej wyspie:

„ Zanghibar to wielce szlachetna wyspa. Jej mieszkańcy to bałwochwalcy czyli poganie. Mają króla, własny język i ponieważ nie należą do innych władców, nikomu nie muszą składać danin. Są wysocy i mocno zbudowani, choć nie tak wysocy, jakby wymagała tego grubokoścista budowa jego ciała. Gdyby ich wzrost odpowiadał tęgości, musieliby być absolutnymi gigantami. Są bardzo silni. Potrafią dźwigać za czterech i jeść za pięciu. Ludzie mają czarną skórę i chodzą prawie całkowicie nago, okrywając jedynie swoją wstydliwość. Ich włosy są czarne jak pieprz i tak mocno skręcone, że nawet za pomocą wody nie można ich wyprostować. A usta mają tak wielkie, nosy tak zadarte, wargi takie grube, oczy takie ogromne i nabiegłe krwią, że wyglądają jak wcielone diabły. Są doprawdy tak ohydnie brzydcy, że trudno w świecie znaleźć coś okropniejszego…”[1]

Atmosfera żadnego miasta nie byłoby kompletna gdyby nie zamieszkujący go ludzie. W Kamiennym Mieście w wąskich uliczkach mijają mnie kobiety w czarnych szatach, to sunnitki mieszkające na wyspie. Jednak to już rzadki obrazek. Większość kobiet ma na sobie tradycyjny strój kanga, składający się z pięknych, kolorowych chust. Wyglądają pomiędzy tymi murami niczym kolorowe rajskie ptaki.

Niespodzianie trafiam na uliczkę gdzie kwitnie handel. Małe sklepiki tłoczą się jeden przy drugim. Małe warsztaty rzemieślnicze otwarte są na ulicę. Wszystko dzieje się na moich oczach. Tutaj rządzą mężczyźni. To oni nadają prym biznesowi na wyspie. Ubrani w tradycyjne stroje zwane kanzu zachwalają swój towar i usługi ale chyba więcej czasu i energii zabierają im żywe rozmowy między sobą. Dzięki temu spokojnie można przyjrzeć się zwykłemu życiu, bo to ulica zawsze „mówi” prawdę o mieszkańcach. Wąskich uliczek jest w Kamiennym Mieście bez liku i zapewne prawd o ludziach tu mieszkających równie wiele. Trzeba tu przyjść, trzeba zatopić się w ten labirynt, bo to bez wątpienia najpiękniejsze zurbanizowane miejsce na wyspie a może i w całej wschodniej Afryce, choć niełatwe w odbiorze.



[1] The Travels of Marco Polo – Marco Polo, Rustichello da Pisa, tłum. B. Pawlikowska.

4 komentarzy do “Kamienne Miasto”

  1. Ostatni dzień chcemy spędzić w Stone Town ,dopiero rano przejedziemy na lotnisko,myślę ,że nie będzie problemu z dotarciem.Wieczorem oczywiście obowiązkowo ‚małpujemy” ucztę z owoców morza:-)Może jakiś hotelik do przespania jednej nocy w mieście Adamie?

  2. Z dotarciem z hotelu do Stone Town nie ma problemu. Możesz zamówić taksówkę w recepcji, ale to będzie drogo. Pewnie jakieś 100$. Lepiej jest umówić się np. na plaży z kimś miejscowym żeby Was zawiózł. Niestety hotelu nie polecę do do Stone Town jeździłem tylko w ciągu dnia. Jednak jest dużo miejsc noclegowych wiec nie powinno być problemu ze znalezieniem czegoś sensownego.

  3. Ja byc nie radziła brac beach boysa z Plazy. W Stone town proponuje hotel Garden lodge, w samym miescie, mozna podjechac taksowka , co jest b trudne w Stone town.
    wiecej info na maila.podr dorota katende

  4. Dorota pewnie, że ryzyko zawsze jakieś istniej jak wszędzie. Jednak korzystałem i na Zanzibarze jak i w wielu innych miejscach zarówno w Afryce, Azji czy Ameryce Pd. Jedynie w Europie miałem niemiłe niespodzianki z ulicznymi sprzedawcami! Ciekawe, że w biedniejszych krajach jakoś czuję się pod tym względem bezpieczniej. Stosuję jedynie zasadę, że kupuję coś czy umawiam się na wycieczkę po kilku dniach pobytu w danym miejscu i poznaniu choć trochę ludzi pracujących na plaży. Oczywiście zawsze trzeba być rozważnym ale czasami warto i też…… romantycznym.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj